piątek, 30 października 2015

[46] FILMOWO: Frankenweenie

Tytuł oryginału: Frankenweenie
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: John August, Leonard Ripps
Gatunek: Animacja, Sci-Fi, Czarna komedia
Czas trwania: 1 godz. 27 min.
Premiera: 7 grudnia 2012 (Polska), 20 września 2012 (świat)
Produkcja: USA
Ocena: 9/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Victor Frankenstein oraz jego pies Korek to dwoje najlepszych przyjaciół - gdzie by Victor nie poszedł Korek podąża za nim. Niestety pewnego razu, podczas meczu baseballu, piesek biegnąc za piłą uderzoną przez swojego pana wpada pod samochód. Zrozpaczony Victor nie może pogodzić się ze śmiercią zwierzaka. Widząc szkolny eksperyment, gdzie porażona prądem martwa żaba porusza się, chłopiec wpada na pomysł, aby wykorzystać to zjawisko i wskrzesić Korka. Udaje się więc na cmentarz dla zwierząt, by wykopać ciało psiaka, a następnie wdraża w życie swój plan.

Frankenweenie to bardzo specyficzna bajka (widać to już po jego plakacie), nie wszystkim więc na pewno przypadnie ona do gustu. Sama długo wahałam się, czy dać jej szansę, czy też nie. Z racji tego, że jest to jednak dzieło fantastycznego reżysera Tima Burtona postanowiłam zapoznać się z tą jakże intrygującą historią.


Pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, iż animacja ta jest czarno-biała. Zdecydowanie nie zdarza się to często w przypadku bajek, lecz jak już mówiłam Frankenweenie to specyficzny film. Bardzo jednak mi się to spodobało, gdyż dzięki temu został utrzymany tu ten specyficzny i mroczny klimat, który towarzyszy nam cały czas podczas oglądania. Gdyby była ona w kolorze z pewnością nie byłoby to już to samo. Kolejna charakterystyczna dla Frankenweenie rzecz to specyficznie wyglądające postaci - jest to zasługa połączenia grafiki komputerowej i animacji poklatkowej. Początkowo nie mogłam się do tego przyzwyczaić, gdyż dotąd nie miałam styczności z taką animacją. Lecz tak jak to jest w przypadku wcześniej wspomnianego czarno-białego koloru, zdecydowanie gdyby animacja została przedstawiona w tradycyjny sposób straciłaby cały swój urok.


Postaci jakie tu znajdziemy, choć na pierwszy rzut oka wydają się być dziwne w rzeczywistości są niezwykle charyzmatyczne. Bardzo spodobała mi się postać Victora oraz jego psiaka Korka. Podczas sceny, w której Korek umiera widząc rozpacz chłopca sama od razu się rozpłakałam. Tak samo było w przypadku momentu, gdzie psiak ożywa. Film pełen jest takich momentów - nie braknie tu jednak humoru.


Sama historia już od samego początku bardzo mnie zaintrygowała, a po zakończeniu seansu od razu dołączyłam do grona wiernych wielbicieli Frankenweenie. Cieszę się bardzo, iż możemy dostrzec w tej animacji tego cudownego ducha Tima Burtona, który dodaje tak wielkiego uroku każdej jego produkcji. Wiedziałam, że jest to na prawdę genialny reżyser, teraz jednak po produkcji mojej pierwszej bajki jaką wyreżyserował z całą pewnością mogę jeszcze bardziej to potwierdzić.


Podsumowując, Frankenweenie to kolejny świetny film w reżyserii Tima Burtona. Po raz kolejny udowodnił on, że zasługuje na miano filmowego geniusza i świetnie radzi sobie nawet z animacjami. To, co mnie tu zaskoczyło, to fakt iż wszystkie postacie, jakie możemy zobaczyć w tym filmie to tak na prawdę figurki wykonane przez niezwykle utalentowanych ludzi. Każde pomieszczenie to powiedzmy taka mała atrapa, a wszystko połączone zostało dzięki animacji komputerowej. No powiedzcie, jak tu się tym nie zachwycać! Choć Frankenweenie to czarna komedia, niesie za sobą bardzo ważną naukę - zarówno dla tych najmłodszych, jak i tych starszych. Pokazuje, że prawdziwego przyjaciela możemy znaleźć w każdym, a to, jak bardzo go kochaliśmy odczuwamy dopiero po jego stracie. No i dodatkowo: lepiej nie baw się w wskrzeszanie martwych zwierząt.


środa, 28 października 2015

[72] 7 dni

Tytuł oryginału: 7 Days
Autor: Eve Ainsworth
Ilość stron: 241 stron
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ocena: 7/10

JESS
Jess nie ma łatwego życia - dlatego szuka pomocy w szkole, która powinna być przecież bezpiecznym schronieniem. 

KEZ
Kez uważa, że jest lepsza od innych i to daje jej siłę, a przynajmniej tak sądzi...
Co się wydarzy kiedy staną sobie na drodze?

Historia opowiedziana z dwóch perspektyw - oprawcy i ofiary - wciąga aż po ostatnią stronę i nie pozwala rozstać się z książką.

Jeden tydzień może zmienić całe życie.
[opis pochodzi z okładki książki]

Jess i Kez to dwie całkowicie różniące się od siebie osoby - Jess jest raczej spokojną osobą, dla której nie liczy się rozgłos, opiekuje się młodszą siostrą, aby odciążyć z obowiązków zapracowaną matkę, a do tego ma problemy z nadwagą przez co nienawidzi swojego ciała. Kez natomiast to dziewczyna, która doskonale zna swoją wartość, a atuty jakimi dysponuje stara się wykorzystać jak najlepiej. Stara się jednak ukryć prawdziwą siebie i to, co dzieje się w jej życiu przed wszystkimi, na których jej zależy. To ona również jest dręczycielką Jess, to ona przy każdej wolnej chwili naśmiewa się z jej wyglądu, tuszy, zachowania czy ubioru. Jednak te dziewczyny mają ze sobą więcej wspólnego niż myślą. Okazać się może bowiem, że tylko one potrafią zrozumieć siebie nawzajem najlepiej.

7 dni to jedna z tych książek, która porusza problemy dzisiejszych nastolatków. Głównym motywem jest tutaj gnębienie tego słabszego przez osobę, która uważa siebie za idealną. Ostatnio coraz częściej pojawiają się na rynku takie powieści (po które osobiście bardzo chętnie sięgam), tym razem jednak za pośrednictwem tej że książki możemy poznać całą zaistniałą sytuację za pośrednictwem ofiary, jak i sprawcy całego zamieszania. Dla mnie fakt ten jak najbardziej wydał się interesujący i właśnie między innymi postanowiłam zapoznać się z powieścią Eve Ainsworth. W 7 dniach mamy dwóch narratorów- raz poznajemy sytuację z perspektywy Jess, a raz dzięki Kez. Książka nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na momentach, gdzie Kez gnębi Jess, lecz również na ich życiem pozaszkolnym, gdzie muszą zmagać się z jeszcze większą ilością problemów. Od samego początku strasznie działała mi na nerwy Kez - nie z racji tego, iż jej postać była źle wykreowana, tylko dlatego, że zwyczajnie w świecie nie cierpię takich osób i szczerze mówiąc dziwiłam się, że jej przyjaciółki czy chłopak się z nią zadają. Ja osobiście nie chciałabym mieć z nią nic do czynienia. Bardzo spodobała mi się jednak Jess, lecz i ta nie miała jednak jakieś swoje wady, które czasami zniechęcały mnie do tej postaci. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego dziewczyna nie umie postawić się Kez, tym bardziej, że za sobą miała coraz większą ilość osób, którzy trzymali jej stronę. Jednakże w ten sposób możemy zrozumieć, w jakiej sytuacji znajduje się ofiara prześladowania i zrozumieć chociażby takie wątpliwości, jak te moje.

Ciekawy wydał mi się pomysł przedstawienia całej historii w ciągu jednego tygodnia. Spodziewałam się, że zostanie to przedstawiony w bardzo ciekawy i umiejętny sposób i choć początki były całkiem obiecujące koniec końców wydaje mi się, że można by to zrobić trochę lepiej. Miejscami bardzo mocno się nudziłam, a niektóre przedstawione wątki zostały bardzo skrócone, przez co nie mogłam dostatecznie wczuć się w całą sytuację. Styl, jakim posługuje się autorka powieści określiłabym jako bardzo prosty - czytając czułam się po prostu jakbym słuchała zwierzeń jakiejś nastolatki, albo czytała jej pamiętnik. Zakładam jednak, że taki tego był cel - w końcu miałam wczuć się w bohaterki, które były nastolatkami.

Nie wiem, czy zdecydowałabym się kolejny raz zapoznać z tą powieścią. Choć pacząc ogólnie nie była w cale taka zła, myślę, że coś jednak jej zabrakło i gdyby troszkę dłużej popracować jeszcze nad całością, książka byłaby o wiele lepsza. Porusza ona jednak bardzo ważne sprawy, z którymi warto się zapoznać. Jej mocną stroną na pewno jest jednak zakończenie, którego w zasadzie się nie spodziewałam, choć i tu zostało to trochę za bardzo skrócone. Jeśli więc macie akurat wolną chwilę i nie wiecie, jaką powieścią ją zapełnić myślę, że 7 dni będzie się nadawało do tego idealnie. 

poniedziałek, 26 października 2015

[71] Boy 7

Tytuł oryginału: Boy 7
Autor: Mirjam Mous
Ilość stron: 247 stron
Wydawnictwo: Dreams
Ocena: 10/10

Wyobraź sobie, że budzisz się na gorącej jak rozżarzony węgiel, wypalonej łące i nie masz pojęcia, dokąd podróżujesz, ani skąd pochodzisz. Nie wiesz nawet jak się nazywasz. Adresatem jedynej wiadomości na poczcie głosowej w twoim telefonem jesteś ty sam: "Cokolwiek się stanie, pod żadnym pozorem nie dzwoń na policję."
Kim jesteś? Jak tu trafiłeś?

Czy można zaufać komukolwiek, kiedy nie ufa się nawet samemu sobie?
[opis pochodzi z okładki książki]


Budzi się na spalonej słońcem łące, przy pustej drodze, gdzie nie ma ani żywej duszy. Nie wie jak się nazywa, kim jest i jak się tam znalazł. Nie wie dosłownie nic.Wie jednak, że długo tam nie wytrzyma i jak najszybciej musi dotrzeć do jakiegoś miasta. W trawie znajduje plecak, który najprawdopodobniej należy do niego. Po przeszukaniu znajduje między innymi telefon, butelkę wody i paragon z Pizzy Hut. Na telefonie znajduje nagraną wiadomość, jak się okazuje od samego siebie - Cokolwiek się stanie, pod żadnym pozorem nie dzwoń na policję. Wie więc, że nie może ufać już nikomu. Wkrótce jednak natrafia na przejeżdżający drogą samochód, którego właścicielką jest niejaka Lara. Oferuje mu podrzucenie do miasta oraz pokój w Bed & Breakfast prowadzonym przez jej ciotkę. Chłopak przedstawia się jako Boy Seven (takie napisy znalazł wcześniej na wszystkich swoich ubraniach). Od teraz jego jedynym i najważniejszym zadaniem jest poznanie prawdy o samym sobie.

Powieść Boy 7 od samego początku była dla mnie jedną wielką zagadką. Dotąd w ogóle nie słyszałam nic na jej temat, czy chociażby o jej autorce - Mirjam Mous. Jednaj gdy tylko ujrzałam jej okładkę wiedziałam, że jest to powieść, obok której zdecydowanie nie mogę przejść obojętnie. 
Głównym bohaterem książki jest niejaki Boy Seven, później już znany nam jako Sam Waters. Już od pierwszych stron powieści Boy staje się dla czytelnika jedną wielką zagadką. Jako, że całą historię poznajemy z jego perspektywy wiemy tylko to, co on... czyli w zasadzie nic. Chłopak bowiem stracił pamięć, a jego głównym zadaniem staje się poznanie samego siebie poprzez szereg zebranych przez niego wskazówek. Bardzo mi się to spodobało i z wielkim zapałem śledziłam każdy nowy ślad, jaki znalazł Boy i tak jak on ekscytowałam się kolejnymi poznanymi faktami z jego tajemniczego życia. Powieść wciąga już od samego początku, jednakże z każdą kolejną stroną wszystko staje się jeszcze bardziej ciekawe i w końcu nie ma już żadnej siły, która potrafiłaby oderwać nas od tej historii. 
Sam Boy jest bardzo ciekawą postacią, gdyż w przeciwieństwie do wielu powieści, tu nie możemy za pośrednictwem kilku przeczytanych rozdziałów sporządzić sobie własnego zdania na jego temat, gdyż jak już wyżej wspomniałam poznajemy go dokładnie razem z nim samym. 

Trochę ciężko jest mi napisać recenzję tej książki w taki sposób, by zachęcić was do sięgnięcia po nią i jednocześnie nie zdradzić wszystkich tych najbardziej zaskakujących i wciągających momentów. Uwierzcie mi tylko, że to co przedstawiłam wam powyżej to jest zaledwie przedsmak i jeśli myślicie, że historia jest trochę nudna i niewyróżniająca się jesteście w ogromnym błędzie. 
Bardzo spodobał mi się styl autorki - nie mam jeszcze niestety żadnego porównania z inną jej powieścią, ale tutaj zostałam po prostu oczarowana i już teraz z wielką niecierpliwością czekam na moment gdy zapoznam się z kolejną jej książką. Mirjam Mous pisze bardzo interesująco nie zaśmiecając powieści żadnymi niepotrzebnymi fragmentami i opisami. Całość czytało mi się bardzo przyjemnie. Historia jaką zaprezentowała nam w powieści jest moim zdaniem niezwykle oryginalna i jak najbardziej udana. Autorka z pewnością spędziła sporo czasu na dopracowanie każdego szczegółu fabuły co zdecydowanie się opłaciło. 

Jestem bardzo zaskoczona książką Boy 7 i bardzo się cieszę, że się na nią zdecydowałam. Czytając przeniosłam się do zupełnie innego świata pełnego tajemnic, niewyjaśnionych spraw i wzbudzających niepokój spraw - do świata, gdzie nikt nie jest ty, za kogo się podaje. Lekturę tej książki zdecydowanie mogę zaliczyć do udanych i już wiem, że jeszcze nie raz z wielką przyjemnością do niej powrócę. Dowiedziałam się, że na podstawie powieści Mirjam Mous powstał film o tym samym tytule, jednak z jego opisu wynika, ze sporo zostało w nim zmienione w porównaniu z fabułą książki. Nie wiem, czy się na niego zdecyduję, gdyż nie chcę psuć sobie tak wspaniałej historii. Wiem natomiast, że koniecznie sięgnę po Password - drugą wydaną w Polsce powieść tejże autorki. Tak więc mówiąc krótko jak najbardziej polecam!

niedziela, 25 października 2015

[6] Niedzielny przegląd muzyczny

Dzisiaj przychodzę do was z kilkoma ciekawymi utworami, które ostatnimi czasy z jakiegoś powodu wpadły mi w ucho. Co ciekawe nie znalazłam żadnych ciekawych utworów, które miały ostatnio swoją premierę. Tak więc dzisiaj będziemy musieli się bez tego obejść - muszą wystarczyć nowe kawałki, które ostatnio poznałam :) Przychodzę do was również z pytaniem, czy wolicie posty muzyczne w formie takiej jak teraz (czyt. niedzielny przegląd muzyczny), czy może wolelibyście abym wróciła do dawnego muzycznego podsumowania miesiąca (przykład - klik)? A może widzicie to jeszcze w innej wersji? Szczerze mówiąc odnajdywanie jakichś nowych kawałków sprawia mi już od jakiegoś czasu trudność i zastanawiam się, czy nie wrócić do takich postów jak kiedyś. Dajcie proszę znać biorąc udział w ankiecie po prawej stronie i pisząc wasze opinie w komentarzach - byłabym wam za to ogromnie wdzięczna. Jeśli chodzi o utwory, jakie chcę wam dzisiaj zaprezentować nie znalazł się tu żaden nowy zespół - są to kawałki znanych mi czasem bardzo dobrze a czasem przelotnie grup, jednakże do tej pory nie miałam jeszcze okazji się z nimi zapoznać. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie! Miłego słuchania :)





FALL OUT BOY Centuries

THE VAMPS Wake Up

CHERYL COLE FEAT. WILL.I.AM 3 Words

CHVRCHES Keep You On My Side

ARCTIC MONKEYS Fluorescent Adolescent

THE FRAY How To Save A Life

sobota, 24 października 2015

[45] FILMOWO: Zanim zasnę

Tytuł oryginału: Before I Go To Sleep

Reżyseria: Rowan Joffé

Scenariusz: Rowan Joffé

Na podstawie: S. J. Watson "Zanim zasnę"

Gatunek: Dramat, Thriller

Czas trwania: 1 godz. 32 min.

Premiera: 12 września 2014 (Polska), 4 września 2014 (świat)

Produkcja: Francja, Szwecja, USA, Wielka Brytania

Obsada: Nicole Kidman, Colin Firth, Mark Strong

Ocena: 7/10


Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Christine budzi się w obcym łóżku z całkiem obcym mężczyzną u boku. Gdy udaje się do łazienki dostrzega, że wygląda ona zupełnie inaczej niż myślała - jest o wiele starsza niż być powinna. Dodatkowo na ścianie łazienki dostrzega zdjęcia, na których się znajduje wraz z ów obcym mężczyzną. Z dopisków do nich dowiaduje się, że ma on na imię Ben i jest jej mężem. Wkrótce Ben wyjaśnia Christine, że z powodu pewnego strasznego wypadku straciła pamięć - jej umysł zatrzymał się w wieku dwudziestu lat, a ona sama traci wszystko to, co zapamiętała, gdy kładzie się spać. Po wyjściu męża do pracy kobieta dostaje tajemniczy telefon od niejakiego Doktora Nasha, który informuje ją, że powinna zajrzeć do szafy, w którym znajduje się pudełko po butach z kamerą. Na niej nagranych jest kilka filmików, których autorką jest sama Christine. Kobieta za ich pośrednictwem postanawia się dowiedzieć, czy rzeczywiście to, co przedstawił jej Ben jest prawdą, czy fikcją.


Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się fantastyczną powieścią S. J. Watson, na której to podstawie powstał właśnie ten film. Książka Zanim zasnę oczarowała mnie już od samego początku, a każdą kolejną stronę śledziłam z zapartym tchem chcąc wiedzieć, jak to wszystko się skończy (recenzja - klik). Choć z doświadczenia wiem, że nie warto nastawiać się, że ekranizacja dorówna genialnej książce (czasem i na odwrót), gdyż nie potrzebnie człowiek później się rozczarowuje. Ja niestety bardzo dużo oczekiwałam po tym filmie tym bardziej, że w główne role Christine i Bena wcielili się Nicole Kidman oraz Colin Firth. Miałam nadzieję, że nie będę mogła oderwać się od ekranu. Niestety choć film zdecydowanie nie należał do najgorszych rozczarował mnie dosyć mocno.


Najpierw jednak skupmy się na plusach, bo też się one tu znajdą. Bardzo podobała mi się Nicole Kidman w roli Christine. Myślę, że świetnie nadaje się do tej roli (dokładnie tak wyobrażałam sobie tą postać). Bardzo dobrze poradziła sobie z wcieleniem się w rolę osoby zdezorientowanej faktem, że wszystko jest inaczej niż powinno być. Ze swoją rolą bardzo dobrze poradził sobie również Colin Firth - książkowy Ben był osobą bardzo opanowaną, spokojną i pełną rezerwy. Aktor zaprezentował to idealnie. Jako kolejny plus uważam miejsce akcji w jakim odgrywała się historia - zarówno sam dom Christine oraz Bena oraz miejscowość, w której to wszystko się działo. Wszystko to było zgodne z tym obrazem jaki wykreowałam sobie w głowie podczas czytania. Jeśli spojrzeć na wszystko ogólnie to mogę jeszcze powiedzieć, że ekranizacja nie odbiegała zbytnio od książki. Było kilka momentów, które były żywcem wyjęte z powieści - nie było ich jednak zbyt wielu.


Jeśli chodzi o minusy to przede wszystkim już na początku rzuciło mi się w oczy to, że w przeciwieństwie do książki, gdzie Christine zapisywała wszystko to, co przeżyła w specjalnym dzienniku, w filmie prowadziła ona foto pamiętnik - nagrywała wszystko na kamerę, którą dostała od Doktora Nasha. Mi samej to w ogóle nie pasowało i myślę, że twórcy zmieniając ten dziennik na kamerę popełnili bardzo duży błąd. Kolejne co bardzo mi się nie podobało to bardzo krótkie skupianie się na poszczególnych wątkach. Zostały one zaledwie liźnięte, a nie przedstawione porządnie przez co mi wydawały się one strasznie słabe i nudne. Jednym co mi się chyba najbardziej tu nie podobało była postać przyjaciółki Christine - Claire. Nie wiem czy to przez aktorkę, która się w nią wcieliła, czy też po prostu przez samo wykreowanie tej postaci przez twórców filmu filmowa Claire była jak dla mnie chyba najgorszym elementem ekranizacji Zanim zasnę.


Podsumowując więc, film nie był do końca jedną wielką porażką i pewnie gdybym najpierw się na niego zdecydowała spodobałby mi się bardziej. Mając jednak porównanie do książki widzę, że choć miał on potencjał nie wykorzystał go do końca. Wszystko w nim zostało skrócone i nie przedstawione do końca przez co zarówno od razu po obejrzeniu go jak i teraz czuję wielki niedosyt. Nie wiem czy zdecydowałabym się jeszcze raz go obejrzeć. Po książkę jednak jak już mówiłam w jej recenzji sięgnę na pewno. Tym razem nie mówię czy polecam wam go, czy też nie - pozostawiam to wam.


środa, 21 października 2015

[70] Ten jeden dzień

Tytuł oryginału: Just One Day
Autor: Gayle Forman
Cykl: Ten jeden dzień
Tom: 1
Ilość stron: 374 strony
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 10/10

Życie Allyson jest poukładane, zaplanowane, uporządkowane. Ale wystarczy jeden dzień, by wszystko się zmieniło...
Pod koniec swoich europejskich wakacji Allyson poznaje Willema, obiecującego młodego aktora i wolnego ducha. Chłopak różni się od Allyson pod każdym względem. Kiedy jednak namawia ją, aby zmieniła plany i pojechała z nim do Paryża, dziewczyna się zgadza... Ta spontaniczna, nietypowa dla niej decyzja rozpocznie dzień pełen ryzyka i emocji, wyzwolenia i intymności. Nadchodzące 24 godziny mogą zmienić życie Allyson na dobre...
[opis pochodzi z okładki książki]

Allyson przez całe życie była idealną córeczką, dla której najważniejszą sprawą była nauka, dzięki której dostanie się na wymarzone studia medyczne. Praktycznie większość swojego czasu poświęcała na liczne kursy przygotowawcze oraz korepetycje, mające zwiększyć jej szanse na przyjęcie do szkoły. Kończąc liceum z doskonałymi wynikami dostaje w prezencie od rodziców fantastyczną wycieczkę - Nastoletnie zwiedzanie. Razem ze swoją przyjaciółką Melanie, która towarzyszy jej podczas wyprawy oraz z pozostałymi uczestnikami wycieczki udają się do Europy, gdzie zwiedzają wszystkie jej najważniejsze miasta. Ostatniego dnia, będąc w Stratford-upon-Avon w Wielkiej Brytanii (rodzinnym mieście Williama Szekspira) dziewczyny postanawiają wybrać się potajemnie na przedstawienie Wieczór trzech króli organizowane w plenerze przez grupę młodych aktorów. Następnego dnia, jadąc pociągiem do Londynu do siostry Melanie, Allyson spotyka w nim chłopaka imieniem Willem, który wcielał się w postać Sebastiana. Dziewczyna podejmuje spontaniczną decyzję i postanawia udać się z nim na dodatkową jednodniową wycieczkę do Paryża, by choć przez jeden dzień zapomnieć o swoim podporządkowanym życiu i pozwiedzać jako odważna i pełna życia Lulu.

"Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia."

Ten jeden dzień to trzecia już powieść autorstwa Gayle Forman. Bardzo spodobała mi się jej pierwsza seria Jeśli zostanę, więc wiedziałam, że nie mogę odpuścić żadnej książki, która wyjdzie z pod jej pióra. Spodziewałam się, że historia jaką poznam na kartach Tego jednego dnia będzie w pewnym sensie podobna do tej, jaką poznałam czytając Zostań, jeśli kochasz i Wróć, jeśli pamiętasz (choć nie do końca potrafię wyjaśnić, na czym to podobieństwo miałoby polegać). Teraz jednak jestem tak bardzo oczarowana, gdyż dostałam coś o wiele wiele lepszego. Stanowczo mogę powiedzieć, że Ten jeden dzień to najlepsza z tych trzech książek Gayle Forman, które udało mi się dotychczas przeczytać.

Całą historię poznajemy z perspektywy głównej bohaterki Allyson towarzysząc z początku zarówno podczas zwiedzania Paryża, jak i dalej w codziennym życiu. W książce bowiem nie spedzamy całego czasu właśnie w tym mieście (czego się spodziewałam), lecz również razem z dziewczyną po tej szalonej i jak się okazuje niezbyt dobrze kończącej się przygodzie, powracamy do Stanów, by zacząć naukę na uniwersytecie w pobliżu Bostonu. Bardzo spodobał mi się fakt, iż czytając Ten jeden dzień możemy obserwować, jak za sprawą licznych zdarzeń zmienia się główna bohaterka. Poznajemy dobrze poukładaną i zawsze właściwie postępującą dziewczynę, która zmienia się w pozbawioną życia i wszystkich emocji samotniczkę. Nie jest to jednak koniec tych wszystkich zmian, jednak odkrycie ich, jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z powieścią, pozostawię już wam.
Razem z Allyson poznajemy wiele ciekawych postaci, którzy to mniej lub bardziej przyczynili się do rozwoju fabuły - gdyby zabrakło któregoś z nich historia ta nie byłaby już taka sama. W tym miejscu koniecznie muszę wspomnieć wam o wyżej wspomnianym już Willemie, który zapoczątkował zmiany, jakie zachodziły w Allyson. Jest to niezwykle ciekawa, pełna życia i odwagi osoba - czyli kompletne przeciwieństwo tej początkowej dobrze poukładanej Lulu/Allyson. Tak jak dziewczyna byłam pod wielkim wrażeniem licznych doświadczeń podróżniczych Willema i szczerze mówiąc bardzo mu tego pozazdrościłam. Podziwiam ludzi, którzy znajdują w sobie tak wielką odwagę, by nie znając języka udać się samemu do obcego kraju by przeżyć swoją przygodę życia. Takie więc mam odczucia w stosunku do tego Holendra i myślę, że Allyson podobnie go postrzegała i między innymi dla tego postanowiła wybrać się z nim do Paryża.

Fabuła, jaką wymyśliła Gayle Forman jest po prostu niesamowita i czytając książkę czułam się, jakbym to właśnie ja, a nie Allyson przeżywała te liczne przygodny. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z licznymi opisami miejsc, które bardzo łatwo udało mi się wyobrazić. Dzięki temu podróż ta była jeszcze bardziej przyjemniejsza. Lecz nie same podróże tak bardzo mi się spodobały. Jednym z lepszych momentów książki był fragment ze studenckiego życia Allyson. Styl, którym posługiwała się tu Gayle Forman jak najbardziej przypadł mi do gustu i sprawił, że książkę czytało mi się bardzo szybko jednocześnie nie mogąc się od niej oderwać.

"Zdumiewające rzeczy zaczynają się dziać, kiedy prosimy o pomoc."

Podsumowując więc, Ten jeden dzień to jedna z lepszych książek, jakie udało mi się przeczytać ostatnimi czasy. Autorka wykonała kawał na prawdę dobrej roboty tworząc całą tą historię, której nie brakuje dosłownie niczego. Powieść zawiera w sobie wszystkie te najważniejsze elementy, który tak bardzo liczą się podczas czytania. Prócz fabuły wielkim plusem są tu również bohaterowie  zarówno ci główni, jak i ci z drugiego planu. Sama utożsamiłam się z kilkoma i świetnie bawiłam się w ich towarzystwie. Ten jeden dzień polecam wszystkim fanom autorki, a także tym, którzy nie ruszając się z domu mają ochotę przeżyć w towarzystwie Allyson tą małą przygodę, która zmieniła jej życie o trzysta sześćdziesiąt stopni.

TEN JEDEN DZIEŃ
ten jeden dzień | ten jeden rok

poniedziałek, 19 października 2015

[69] Co, jeśli...

Tytuł oryginału: What If
Autor: Rebecca Donovan
Ilość stron: 380 stron
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

Co, jeśli dostałbyś drugą szansę na to, by kogoś poznać po raz pierwszy? Cal Logan doznaje szoku, gdy widzi Nicole Bentley siedzącą naprzeciwko niego w kawiarni tysiące mil od ich rodzinnego miasta. Przecież od ponad roku – gdy oboje skończyli szkołę – nikt jej nie widział ani o niej nie słyszał. Tylko że to nie jest Nicole. Wygląda dokładnie jak miłość Cala z dzieciństwa, ale nazywa się...
Co, jeśli dostałbyś drugą szansę na to, by kogoś poznać po raz pierwszy?



Cal Logan doznaje szoku, gdy widzi Nicole Bentley siedzącą naprzeciwko niego w kawiarni tysiące mil od ich rodzinnego miasta. Przecież od ponad roku – gdy oboje skończyli szkołę – nikt jej nie widział ani o niej nie słyszał.
Tylko że to nie jest Nicole.

Wygląda dokładnie jak miłość Cala z dzieciństwa, ale nazywa się Nyelle Preston. Jest przeciwieństwem Nicole: impulsywna i odważna, zaraża wszystkich wokół pasją życia. Cal jest nią totalnie zafascynowany. Ale Nyelle kryje też wiele tajemnic, a im bardziej Cal zbliża się do rozwiązania jej zagadek, tym mniej chciałby wiedzieć.

Gdy tajemnice z przeszłości i teraźniejszości zderzają się, jedno staje się jasne: nic nie jest takie, jakim się wydawało… 
[opis pochodzi z okładki książki]


Co, jeśli... to moje pierwsze spotkanie z twórczością Rebecci Donovan. Autorka zyskała duży rozgłos dzięki serii Oddechy i choć z początku chciałam zapoznać się z jej książkami właśnie sięgając najpierw po Powód, by oddychać koniec końców zaczęłam od jej ostatniej powieści. Zanim jeszcze przejdę jednak to zawartości Co, jeśli... koniecznie muszę powiedzieć, że jej okładka jest po prostu niesamowita - prosta, a mimo to bardzo przyciąga uwagę czytelnika. Sama mam ochotę patrzeć się na nią bez końca. A co skrywa środek, czy tym razem sprawdzi się powiedzenie nie oceniaj książki po okładce

"Wyrzuty sumienia to przebiegłe bestie. Ranią głęboko, a kiedy rana się zabliźnia, posypują ją solą."


Głównym bohaterem powieści jest niejaki Cal Logan pełniący również funkcję narratora. Większość historii poznajemy właśnie dzięki niemu, jednakże znajdą się tu liczne wstawki z jego dzieciństwa, które są opowiedziane przez dwie inne osoby. Sama lubię bardzo powieści, gdzie funkcję narratora i głównego bohatera pełni mężczyzna, gdyż szczerze mówiąc historie opowiedziane z perspektywy kobiet trochę już mi się przejadły, tak więc zawsze chętnie poznam powieści powiedzmy w męskim wydaniu (choć napisane przez kobiety). Od samego początku już bardzo polubiłam postać Cala, tak więc spędzanie czasu z jego osobą jak najbardziej mi się podobało. Od samego początku towarzyszymy mu akurat w tym momencie życia, gdzie zupełnie przez przypadek spotyka (jak mu się wydaje) przyjaciółkę z młodości. Ta jednak, mimo iż z wyglądu pasuje idealnie do tamtej dziewczyny charakterem różni się całkowicie. Cal stara się rozgryźć, o co w tym wszystkim tak na prawdę chodzi. Oczywiście nie może obejść się bez wątku miłosnego, który jak najbardziej przypadł mi do gustu i z całych sił kibicowałam bohaterom, aby wszystko to co zaczęło ich łączyć rozwijało się jeszcze bardziej w jak najlepszym stopniu.

Bardzo spodobał mi się sam pomysł na fabułę, z jakim możemy spotkać się na kartkach Co, jeśli... Choć jak tak teraz się nad tym zastanawiam, czytałam już powieści, gdzie jeden z bohaterów spotykał swojego dawno utraconego przyjaciela z dzieciństwa (weźmy chociażby Hopeless - recenzja klik), mimo to myślę, że autorka bardzo dobrze przemyślała to, co chciała zaprezentować tu swoim czytelnikom. W powieści nie zabrakło humory jaki momentów wzruszających, które mi zawsze bardzo umilają czytanie i sprawiają, że mam ochotę powrócić jeszcze raz do poznanej historii. Z początku historia wydawała mi się jednak troszkę nudnawa i obawiałam się, że mimo tak licznych zachwytów nad tą powieści i pozostałą twórczością autorki ja będę musiała wystawić jej raczej niepochlebną opinię. Nie chodzi o to, że to, co działo się na początku było złe - było po prostu z lekka nudne. Z każdą kolejną stroną jednak wszystko się rozwijało i koniec końców książkę ukończyłam nawet nie wiem kiedy. Tak więc choć początkowo nie zapowiadało się różowo, wyszło jak najbardziej wspaniale. 

"Czasem żałuję, że nie jestem inna: spontaniczna, żądna przygód, że nie umiem zrobić czegoś tylko dla zabawy, nie przejmować się tym, co inni pomyślą o moim wyglądzie czy zachowaniu, że nie umiem po prostu być... sobą."


To, co mogę powiedzieć jeszcze o Co, jeśli... to fakt iż bardzo spodobał mi się styl Rebecci Donovan - zachęciło mnie to do dalszego zapoznania z jej twórczością i mam nadzieję, że czym prędzej uda mi się sięgnąć po Powód, by oddychać. A podsumowując ogólnie pragnę wam powiedzieć, że jak najbardziej warto zapoznać się z fabułą prezentowaną w Co, jeśli... by razem z głównym bohaterem przeżyć wspaniałą przygodę i rozwiązać tą tajemniczą i nurtującą zagadkę. Sama bardzo przywiązałam się do Cala i Nyelle i coś czuję, że prędzej czy później do niech powrócę, by móc jeszcze raz nacieszyć się ich towarzystwem. Świetnie bawiłam się podczas czytania Co, jeśli... i mam nadzieję, że wy sięgając po tą pozycję będziecie zadowoleni ze swojego wyboru tak samo jak ja.

poniedziałek, 12 października 2015

[68] Tease

Tytuł oryginału: Tease
Autor: Amanda Maciel
Ilość stron: 332 strony
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 7/10

Samobójstwo prześladowanej nastolatki wstrząsnęło lokalną społecznością.

Emma Putnam nie żyje, a winę za to ponosi Sara Wharton. Tak przynajmniej wszyscy uważają. Sara i troje uczniów liceum zostało oskarżonych o psychiczne znęcanie się nad swoją koleżanką Emmą.
Z tego powodu popełniła samobójstwo.
Sara jest napiętnowana i uznana za winną przez kolegów, miejscową społeczność i media. 
W wakacje poprzedzające klasę maturalną, między spotkaniami z prawnikami i sądową psychoterapeutką, Sara musi przemyśleć własną rolę w niedawnej tragedii. Będzie też musiała znaleźć sposób, by dalej żyć, choć teraz jest przekonana, że jej życie się skończyło.

Sara wiodła dotychczas życie zwykłej amerykańskiej nastolatki - miała najlepszą przyjaciółkę, na którą zawsze mogła liczyć (przynajmniej tak jej się wydawało), wspaniałego chłopaka, którego zazdrościła jej każda dziewczyna, grono interesujących i popularnych przyjaciół, a także cudownych młodszych braci. Jej największym zmartwieniem było to, jak ubrać się na kolejną imprezę lub czy powinna to zrobić z chłopakiem już teraz, czy jeszcze trochę poczekać. Gdy jednak Emma Putnam odebrała sobie życie wieszając się w garażu rodziców, Sara straciła wszystko co, na co tak ciężko pracowała, bo wszyscy postanowili nazwać ją morderczynią.

Tease to bardzo ciekawa powieść, która swoją tematyką porusza na prawdę ważne tematy, które coraz częściej mają miejsce w naszej społeczności. Mowa o znęcaniu psychicznym, które ma miejsce pomiędzy osobami młodymi. W przypadku jedną z osób znęcających się jest główna bohaterka Sara. To właśnie za jej pośrednictwem poznajemy całą rozwijającą się sytuację - zarówno to, co miało miejsce przed śmiercią Emmy, jak i wszystkie zdarzenia związane ze sprawą sądową, która grozi Sarze. Z reguły w przypadku takiego znęcania, gdy dowiadujemy się o całej sytuacji z telewizji, wszyscy skupiają się na ofierze. Czy kiedykolwiek ktoś zastanawiał się, jak wówczas czuje się osoba, która została nazwana sprawcą tego wszystkiego? Co skłoniło ją do takich a nie innych czynów? Dzięki Tease właśnie poznajemy to, na czym nikt do tej pory się nie skupiał.

"Jest po prostu tak, jak powiedziała Brielle zaraz po całej tej aferze: Emmie udało się wyjść z tego bez szwanku. Wszyscy powtarzają: "Nie ma jej, więc nie może się bronić". Ja natomiast jestem i to jest do dupy. Krótko mówiąc: ktoś umiera, więc wszyscy żywi automatycznie są od razu winni."

Bardzo spodobała mi się fabuła powieści, choć z początku trochę obawiałam się, jak z przedstawieniem jej poradzi sobie autorka. Nie zabrakło tu jednak licznych osobistych rozmyślań głównej bohaterki, na których tak bardzo mi zależało. Dzięki temu możemy jeszcze bardziej zrozumieć sposób myślenia Sary, jeszcze bardziej się w nią wcielić lub utożsamić się z jej postacią. Dowiadujemy się, że Sara nie jest do końca takim złym człowiekiem. Nie jest morderczynią bez serca, która postanowiła pozbawić życia biedną Emmę Putnam. Sara jest po prostu dziewczyną, która wpadła w złe towarzystwo przez co mocno się pogubiła. Z jej punktu widzenia możemy dowiedzieć się również, że Emma ni była do końca niewiniątkiem i sama trochę przyczyniła się do tego, że inni tak z niej szydzili. Za sprawą Tease poznajemy dwie strony medalu.

Ważną postacią w powieści jest również Carmichael, który to jako jedyny nie oceniał Sary na podstawie pogłosek. Jako jedyny dostrzegł prawdę i starał się również pomóc Sarze ją zrozumieć. Już od samego początku bardzo przypadł mi on do gustu i cały czas kibicowałam rozwijającej się przyjaźni pomiędzy nim a główną bohaterką.

Choć Tease nie powaliło mnie jakoś wielce na kolana, czytanie książki było bardzo ciekawym doświadczeniem. Koniec końców więc cieszę się bardzo iż udało mi się zapoznać z tą pozycją. Amanda Maciel pisząc tą powieść spisała się bardzo dobrze, a fakt iż zdecydowała się poruszyć taki ważny temat jeszcze bardziej działa na plus całej tej historii. Myślę, że zdecydowanie warto zapoznać się z tą historią, której częścią stała się Sara, gdym może nas ona bardzo wiele nauczyć. 

niedziela, 11 października 2015

[5] Niedzielny przegląd muzyczny

Ostatnio trochę u mnie krucho z muzycznymi nowinkami. Często słucham tych samych i uwielbianych przeze mnie kawałków, a i jakichś newsów związanych z muzyką jest według mnie mało. Dlatego też niedzielny przegląd muzyczny pojawia się ostatnimi czasy dosyć rzadko. Ale nie myślcie, że się poddaje - co to, to nie! Liczę jednak na waszą pomoc. Wspominałam ostatnio, że chciałabym, abyście na podstawie tych piosenek, czy wykonawców, którzy pojawiają się w niedzielnym przeglądzie muzycznym, polecali mi jakiś inne utwory, które mogły by waszym zdaniem mnie zainteresować. Tak więc swoją prośbę ponawiam i choć jak na razie nie znalazłam zbyt wiele, co mogło by mnie zainteresować, jestem otwarta na nowe propozycje. Co w skrócie powinniście wiedzieć na temat mojego gustu muzycznego?
 Przede wszystkim i co najważniejsze NIE SŁUCHAM POLSKICH PIOSENEK. Nie wiem czemu nie trawię polskich utworów - są one dla mnie nudne i niczym nie wyróżniające się, dlatego nie słucham ich wcale i BARDZO rzadko zdarza się, aby któraś taka piosenka spodobała mi się chociaż w najmniejszym stopniu. Dlatego aby oszczędzić czasu wam i mi proszę, abyście nie podsyłali mi polskich tytułów.
 Gustuję tylko i wyłącznie w piosenkach anglojęzycznych.
✓ Przeważają u mnie: rock, alternatywa, indie pop, indie rock. Jestem jednak otwarta na poznawanie nowych gatunków.
✓ Nie interesują mnie kawałki typowo imprezowe - owszem lubię od czasu do czasu je posłuchać, ale takich nie chcę w tym przypadku poznawać.

Teraz jak patrzę na te wszystkie moje wymagania to wydają mi się bardzo skomplikowane..... tak.... jestem bardzo wybredną osobą :D

Dobra koniec tego paplania, przejdźmy wreszcie do właściwej części posta.

Ostatnio, bo dokładnie w piątek 9 października miała miejsce długo wyczekiwana premiera trzeciego krążka brytyjskiego zespołu Hurts - Surrender. Na krążku znajduje się dziesięć utworów - jedne bardziej inne mniej różniące się od tych znanych fanom z płyty Happiness i Exile. Sama jeszcze nie zapoznałam się z wszystkimi kawałkami, które można tam znaleźć, gdyż cały czas czekam na swój własny egzemplarz. Przyznam jednak, że trochę się jej jednak obawiam, ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie - moimi wrażeniami na temat Surrender na pewno podzielę się z wami w jednym z niedzielnych przeglądów muzycznych.


Zostając jeszcze chwilę przy Hurts chcę wam wspomnieć o kolejnej piosence z Surrender, która została udostępniona jeszcze trzy dni przed premierą krążka. Wish, bo o tym singlu mowa to jeden z tych wolniejszych kawałków, które zagościły na płycie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, iż jest to bardzo wzruszający singiel. Jeszcze nie miało to miejsca, ale jestem pewna, że prędzej czy później popłaczę się słuchając go. Jak zawsze powalił mnie tu na kolana cudowny wokal Theo, ale w przypadku piosenek Hurts nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie. Bardzo podobają mi się ilustracje do każdego z nowych utworów Hurts - i w przypadku Wish nie jest inaczej.
 Warto wspomnieć, że teledysk do tego singla wyreżyserował sam Bryan Adams!

Z ciekawym singlem przyszła ostatnio również Ellie Goulding. Jego tytuł to Something In The Way You Move - promuje on najnowszy krążek wokalistki Delirium, który ma ukazać się 6 listopada. Piosenka już po pierwszym przesłuchaniu wpada w ucho i sprawia, że po zakończeniu pragnie się znów z nim zapoznać. Choć nie jestem jakąś wielką fanką Ellie (jej niektóre utwory bardzo lubię, ale w stopniu umiarkowanym) singiel ten bardzo mnie zainteresował, tak więc z ciekawością czekam na Delirium.




Ostatnio też ukazał się nowy teledysk do piosenki Music To Watch Boys To Lany Del Rey. O utworze tym wspominałam już jakiś czas temu w jednym z przeglądów... przypomnę tylko, że pochodzi on z ostatniej płyty wokalistki Honeymoon, który swoją premierę miał 18 września. Z pewnością warto zapoznać się z tym teledyskiem, a jedno co między innymi można o nim powiedzieć to to, że jest bardzo w stylu Lany.


Z nowinek to na razie tyle. Jeśli chodzi o nowe utwory, jakie udało mi się ostatnio poznać to nie będzie ich zbyt wiele - lepsze to jednak niż nic :) Ja więc już znikam, zostawiam was w towarzystwie tych poniższych kawałków. Przypominam jeszcze tylko o mojej prośbie do was! 

CHVRCHES Dead Air


Hurts Wish


Mumford & Sons The Wolf


Justin Bieber What Do You Mean?


Phoenix Entertainment


Muse Uno


Ellie Goulding Something In The Way You Move


sobota, 10 października 2015

[44] FILMOWO: Czas na miłość

Tytuł oryginału: About Time

Reżyseria: Richard Curtis

Scenariusz: Richard Curtis

Gatunek: Dramat, Komedia, Romans, Sci-Fi

Czas trwania: 1 godz. 59 min.

Premiera: 20 września 2013 (Polska), 27 czerwca 2013 (świat)

Produkcja: Wielka Brytania

Obsada: Domnhall Gleeson, Rachel McAdams, Bill Nighy, Lydia Wilson, Lindsay Duncan, Margot Robbie

Ocena: 9/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

W wieku 21 lat Tim poznaje pewien sekret, który dotyczy tylko i wyłącznie mężczyzn z jego rodziny. Ojciec poinformował go, że bohater potrafi cofać się w czasie. Może przenieść się do każdego wydarzenia z przeszłości, a następnie wrócić z powrotem, aby zmienić to, co według niego tej zmiany potrzebuje. Jest to bardzo proste - Tim musi tylko zamknąć się w szafie bądź w innym ciemnym pomieszczeniu, zacisnąć pięści i pomyśleć dokładnie o chwili i miejscu, w której chciałby się znaleźć. Początkowo chłopak nie wierzy w słowa ojca, na jego prośbę jednak postanawia spróbować i o dziwo udaje mu się to. Swój nowy dar postanawia wykorzystać w znalezieniu prawdziwej miłości. Gdy poznaje uroczą amerykankę Mary, wie iż jest ona tą jedyną, dlatego w czasie ich znajomości kilkukrotnie cofa się w czasie, aby kobieta również się w nim zakochała. Tim nie wie jednak, że w tej zabawie obowiązują jednak pewne zasady, których koniecznie musi przestrzegać.


Czas na miłość to film, o którym słyszałam już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie nadarzyła mi się okazja, aby zapoznać się z tą pozycją. W końcu jednak udało mi się go obejrzeć i po prostu przepadłam. Pewnie niektórzy z was wiedzą już, że mam ogromną słabość do wszystkiego co brytyjskie - filmy, książki, MUZYKA, kultura, akcent, itp... Dlatego fakt, iż fabuła tego filmu ma miejsce właśnie w Wielkiej Brytanii jeszcze bardziej przyczynił się do tego, że tak bardzo spodobała mi się ta historia. Głównym bohaterem Czasu na miłość jest niejaki Tim. Jak sam mówi jego rodzina jest dość specyficzna i pewnie wielu uważa ich wręcz za dziwaków - jego mama jest dość sztywną lecz mimo to kochającą osobą (nie jest jak inne matki), siostra Kit Kat to dla niego najpiękniejsza osoba na świecie (mimo swoich bardzo licznych dziwactw), do tego jeszcze wujek D, który zachowuje się, jakby duchem był w zupełnie innym świecie przez co często nie wie co się dzieje teraz, no i sam Tim - już sam fakt iż jest rudy jest dla niego wielkim dziwactwem. Jedyną normalną osobą w rodzinie wydaje się być jego tata, który kocha jego i Kit Kat nad życie. 


Tim różni się od innych chłopaków w swoim wieku, gdyż jedną z najważniejszych dla niego rzeczy jest znalezienie prawdziwej miłości (co wcale nie jest takie łatwe jak się okazuje). Dlatego, gdy dowiaduje się, jakim darem jest obdarzony postanawia wykorzystać go właśnie do tych celów. W filmie w postać Tima wcielił się niejaki Domnhall Gleeson, który jak się dowiedziałam grał również Billa Weasley'a w Harym Potterze. Dla mnie było to na prawdę wielkim zaskoczeniem i byłam bardzo ciekawa, jak też zaprezentuje się w Czasie na miłość.  Tak więc teraz, gdy jestem już po seansie mogę stanowczo powiedzieć, że Domnhall jako Tim zaprezentował się po prostu fantastycznie i już od pierwszych minut filmu skradł moje serce.
Spodobała mi się tu również postać Mary, którą to zagrała Rachel McAdams. Za każdym razem, gdy oglądam jakieś filmy z udziałem tej autorki bardzo przyjemni spędzam czas w jej towarzystwie i nie inaczej było i tym razem. 


Czas na miłość to na prawdę bardzo udany film, który zaimponował mi nie tylko swoją wspaniałą i oryginalną fabułą oraz świetnie dobranymi aktorami, lecz również niezwykłym i nieprzesadzonym humorem, który towarzyszy nam tu na każdym kroku. Nie jest to bowiem jakaś odmóżdżająca komedia jakich pełno ostatnimi czasami na ekranach kin. Bohater jest bowiem w centrum zabawnych sytuacji, które mogą realnie przytrafić się każdemu z nas w naszym codziennym życiu. Sama śmiałam się praktycznie co chwila, co rzadko zdarza mi się w towarzystwie tych licznych nieskomplikowanych komedii. Według mnie wszystko to zdecydowanie zasługuje tutaj na ogromny plus.


Tak więc słowem podsumowania. Czas na miłość to wspaniały romans z dozą humoru, który z pewnością spodoba się zarówno fanom tego gatunku jak i tym, którzy do romansów podchodzą raczej z dystansem. Film łączy w sobie wspaniałą i niezwykle oryginalną fabułę, humor wzięty wprost z codziennego życia, charyzmatycznych bohaterów, którzy od razu podbijają serce widza oraz przede wszystkim naukę, która zapewne wielu osobą bardzo przyda się w ich własnej codzienności. Zdecydowanie polecam, gdyż Czas na miłość to film, obok którego nie można przejść obojętnie.


środa, 7 października 2015

[10] PRZEPISOWO: Ciasteczka z masłem orzechowym


Ciasteczka z masłem orzechowym? Czemu nie! Przyznam się wam, że przepis ten był dla mnie nie małą zaskoczeniem, gdyż do tej pory masło orzechowe znałam jedynie z filmów i bajek amerykańskich. Sama jednak nigdy nie miałam z nim styczności - ciasteczka te stały się więc świetnym sposobem na pierwsze spotkanie. Przepis na nie znalazłam na stronie pewnej amerykanki, która prezentuje u siebie świetne sprawdzone słodkości ( Joy of Baking - klik). Ciasteczka orzechowe, które chcę wam dzisiaj zaprezentować są po prostu wspaniałe i co najważniejsze - za każdym razem wychodzą. Myślę, że przepis ten jest idealny dla tych, którzy twierdzą, że nie potrafią gotować, a w kuchni są wręcz chodzącą katastrofą. Nie ma tu jakichś wymyślnych składników czy czynności, które mogłyby sprawić trudność. W zasadzie wszystko wkłada się tu do jednej miski i miesza mikserem... i to tyle! Mam nadzieję, że zapoznając się z przepisem zgodzicie się ze mną i zapragniecie sami upiec te oto ciasteczka :3

SKŁADNIKI:
  1/2 szklanki (113 g) masła o temperaturze pokojowej,
  3/4 szklanki (185 g) masła orzechowego,
  1/3 szklanki (70 g) brązowego cukru,
  1/3 szklanki (65 g) cukru pudru,
  1 duże jajko,
  1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub olejku waniliowego,
  2 łyżki mleka,
  1 1/2 szklanki (195 g) mąki pszennej,
  1 łyżeczka sody,
  1/2 łyżeczki soli.
DODATKOWO:
  brązowy cukier do dekoracji

Mikserem mieszamy w misce masło, do momentu, aż będzie gładkie i kremowe. Dodajemy do tego masło orzechowe, cukier puder oraz brązowy cukier, dokładnie mieszamy. Do powstałej masy dodajemy jajko, ekstrakt waniliowy a także mleko i jeszcze raz dokładnie wszystko mieszamy. Do osobnej miski przesiewamy mąkę z sodą i solą, którą następnie stopniowo wsypujemy do masy orzechowej - cały czas mieszając. Miskę z ciastem przykrywamy folią spożywczą i wkładamy na 1 godzinę do lodówki, by masa stężałą (ułatwi nam to formowanie ciastek). Po upływie określonego czasu formujemy z masy kulki o jednakowej masie (10 g), obtaczamy w brązowym cukrze i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w odległości około 5 cm od siebie (ciasta bowiem w trakcie pieczenia trochę się rozpłyną). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni Celsjusza przez 8 - 10 minut. Po wyciągnięciu blachy z ciastkami z piekarnika pozostawiamy je jakieś 5 minut na blasze, by ciasto mogło ostygnąć i nie rozpaść się przy przekładaniu ciastek. Ciastka smakują najlepiej następnego dnia.


Ciasteczka są niezwykle pyszne i już z daleka pysznie pachną orzeszkami ziemnymi. Myślę, że wszystkie osoby, które miały okazję spróbować tych ciastek w moim wykonaniu mogą potwierdzić, że zdecydowanie warto się z nimi zapoznać. Zamiast obtaczać ciasta w cukrze można również po upieczeniu polać je roztopioną czekoladą, lub przed upieczeniem zgnieść kulki delikatnie widelcem nadając im tym samym ciekawą fakturę. 

Dajcie znać, jak wam spodobał się ten przepis no i oczywiście czy zechcecie sami go wypróbować :3


poniedziałek, 5 października 2015

[67] Zanim zasnę

Tytuł oryginału: Before I Go To Sleep
Autor: S. J. Watson
Ilość stron: 406 stron
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ocena: 8/10

Christine budzi się co rano w obcym łóżku u boku obcego mężczyzny. W lustrze widzi twarz nieznajomej kobiety, dużo starszej od niej. I co rano się dowiaduje, że to jej twarz, jej mąż, jej łóżko. Że przed dwudziestu laty na skutek wypadku straciła zdolność zapamiętywania. Co rano przeżywa wstrząs, co rano musi się z nim godzić. Jej życie wydaję się tragicznie proste.

Powoli jednak okazuje się, że ta prostota jest pozorna. Że Christine ma swojego neurologa, o którym nie wie jej mąż, że prowadzi pamiętnik, dzięki któremu może częściowo zapamiętać luki w pamięci. Kobietę zaczyna niepokoić jej całkowita zależność od męża. Okazuje się, że ma jakieś inne wspomnienia, niż te, które co rano pieczołowicie mąż odtwarza. Christine zaczyna stawiać nowe pytania - jak wyglądał jej wypadek, dlaczego nie mają dzieci, co się stało z jej przyjaciółką? Im bardziej zbliża się do prawdy, tym bardziej niewiarygodna ona się staje.

 Po ciężkiej nocy pełnej imprezowania i alkoholu Christine budzi się w zupełnie obcym domu i w dodatku z obcym mężczyzną u boku. Myśli jednak, że jest to jej ostatni kochanek i pragnie wyjść z jego domu, zanim ten się obudzi. Gdy jednak udaje się do łazienki zauważa liczne zdjęcia w okolicy umywalki. Kobieta dostrzega na nich kobietę, która powoli zaczyna przypominać jej ją samą. Dowiaduje się z nich, że ów mężczyzna, z którym spała jej mężem kobiety ze zdjęć. Gdy jednak spogląda w lustro dowiaduje się, że to ona właśnie jest tą tajemniczą kobietą - nie jest już dwudziesto siedmiolatką lecz doświadczoną życiowo kobietą po czterdziestce. Wkrótce Christine poznaje prawdę o sobie - tak, ma czterdzieści siedem lat, tak, ma męża Bena, tak to jest jej dom. Bohaterka bowiem była ofiarą tragicznego wypadku samochodowego, poprzez który straciła pamięć oraz zdolność do zapamiętywania nowych zdarzeń. Zapominała wszystko, czego dowiedziała się danego dnia, gdy tylko poszła spać, a wszystkich informacji o jej życiu dostarczaj jej mąż Ben. Po wyjściu męża do pracy, kobieta dostaje tajemniczy telefon od doktora Nasha, który naprowadza ją na tajemniczy dziennik znajdujący się w jej szafie. Podczas czytania Christine odkrywa, że życie, o jakim poinformował ją Ben, niej jest do końca zgodne z prawdą.

"Kim jestem w takim razie? Myślę. Zamykam oczy. Czuję, jakbym unosiła się w powietrzu. Nieuwiązana. Zagrożona zagubieniem. Muszę zakotwiczyć. Próbuję się na czymś skupić. Na czymkolwiek. Nic takiego nie znajduję. Tyle lat mojego życia. Utraconych."

Ostatnio bardzo mocno ciągnie mnie do thrillerów, gdzie głównym wątkiem jest tajemnica oraz przemoc pomiędzy rodziną czy partnerami. Dotąd nigdy nie miałam styczności z taką literaturą, jednak muszę przyznać, że coraz bardziej mnie ona interesuje i nakłania do dalszego czytania. Na powieść Zanim zasnę autorstwa S. J. Watson'a trafiłam za sprawą ekranizacji o tym samym tytule, z Nicole Kidman i Colinem Firth'em w rolach głównych. Obiecałam sobie jednak, że tym razem, mimo mojej ogromnej chęci zapoznania się z filmem, najpierw sięgnę po książkę. Nie zapoznałam się jednak z opisem powieści - opierałam się głównie na dość zagadkowym opisie filmu na Filmwebie, tak więc nie miałam bladego pojęcia, co też mogę spotkać na kartach powieści. Teraz, gdy już kilka dni minęło odkąd przeczytałam ostatnią stronę Zanim zasnę, nadal nie mogę wyjść z szoku jaki przeżyłam czytając ją.

Główną bohaterką powieści jest wyżej wspomniana już Christine. Kobieta każdego dnia przeżywa szok związany z faktem, że jej życie jest całkowicie inne od tego, w którym jak myślała żyje. Każdego dnia mąż musi tłumaczyć jej wszystko od nowa, przekonując jednocześnie, że nie jest to żadna głupia historia, tylko najszczersza prawda. Każdego dnia Christine nie może pojąć, jak do tego wszystkiego doszło i jak teraz wygląda jej życie. Większość historii poznajemy dzięki jej zapiskom z pamiętnika. Od początku powieści towarzyszymy jej podczas pierwszego, jak jej się wydaje czytania dziennika, i razem z nią poznajemy całą prawdę - nie tylko tą, którą obdarowuje ją Ben, lecz również to, czego sama zdążyła się już dowiedzieć. Bardzo mi się to spodobało, gdyż czytając zapiski Christine czułam się, jakbym była nią i sama poznawała prawdę o swoim życiu. Dowiadujemy się, że jest wiele ważnych szczegółów, które mąż każdego dnia pomija opowiadając jej całą historię, a które z czasem pomagały jej w samodzielnemu odzyskiwaniu zagubionych wspomnień. Poznajemy prawdę o jej małżeństwie, o jej synu, o przyjaciółce, wypadku i zdradzie. Wszystkie te wątki po kolei tworzyły nam pewien właściwy obraz życia bohaterki - zdecydowanie różniący się od tego o jakim informował ją Ben. Z każdą kolejną stroną jesteśmy bliżsi poznania prawdy, by w końcu dowiedzieć się, że to co już powoli uważaliśmy za właściwe i prawdziwe w cale takie nie jest.

Ogromnym plusem jest tutaj końcówka powieści, gdzie w końcu wszystko wychodzi na jaw. Już dawno nie przeżyłam takiego zaskoczenia czytając tą powieść. Mój mózg nieźle się napracował próbując rozwikłać całą tą sytuację, a tu nagle..... koniec.... wszystko, czego się do tej pory dowiedziałam nie jest prawdziwe. Jak dla mnie MISTRZOSTWO!

"Najgorsze, że nie wiem, czego nie wiem. Może to być mnóstwo rzeczy i tylko czekają, żeby mi zadać cios."

Styl autora jest przemyślany i dopracowany w najdrobniejszym szczególe. S.J. Watson świetnie poradził sobie z wykreowaniem takiej niesamowitej historii. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie - była to dla mnie bardzo miła odskocznia od wszystkich tych zwyczajnych historii, z którymi ostatnio miałam do czynienia. Jestem więc pod wielkim wrażeniem twórczości autora Zanim zasnę i mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała przyjemność zapoznać się z inną jego twórczością - puki co, nie wiem czy szybko to będzie miało miejsce.

Zanim zasnę S. J. Watson'a to na prawdę kawał dobrej powieści, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę. To powieść, przy której trzeba trochę pogłówkować, tak więc myślę, że stanie się wspaniałą odskocznią dla kogoś, kto tak jak ja na co dzień gustuje raczej w romansach i powieściach New Adult. Książkę idealnie czyta się podczas tych jesiennych, pochmurnych dni, które coraz częściej zaczynają towarzyszyć nam każdego dnia. Dzięki temu historia ta nabierze jeszcze lepszego dreszczowego klimatu, który tylko jeszcze bardziej pomoże nam zagłębić się w czytaniu. Ja z całą pewnością nie żałuję, że sięgnęłam po tą powieść i myślę, że jeszcze kiedyś chętnie do niej powrócę. Teraz już tylko czekam na moment, w którym będę mogła zapoznać się z jej ekranizacją - bardzo wiele od niej oczekuję i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

piątek, 2 października 2015

Wymiana urodzinowa - FOTORELACJA


Jak ten czas szybko mija! Dopiero co blog obchodził swoje pierwsze urodziny i ogłaszałam zorganizowaną z tej okazji wymiankę, a już dziś prezentuję wam obiecaną fotorelację. Dla przypomnienia: wymiana organizowana była przeze mnie z okazji pierwszych urodzin, jakie blog obchodził 11 sierpnia, w paczce wymiankowej obowiązkowo miała znaleźć się książka wybrana na podstawie informacji o osobie, dla której ów przesyłka była szykowana, lakier do paznokci, zakładka do książki oraz list od autora paczki (reszta według autora przesyłki). Dodatkowo wszystko miało zostać zapakowane w taki sposób, aby osoba obdarowana poczuła się, jakby to ona miała urodziny.
Do zabawy zgłosiły się zaledwie cztery osoby (razem ze mną), ale mimo to i tak myślę, że wszystkie świetnie się bawiły.

PACZKA ALICJI [Siostry w bibliotece
od Dominiki


PACZKA DOMINIKI [Czytelnia Dominiki]
od Asi


PACZKA ASI [Siostry w bibliotece]
od Katherine


PACZKA KATHERINE [About Katherine]
od Alicji


Ja z mojej wymiankowej paczki jestem BARDZO zadowolona. Strasznie spodobały mi się te cudne herbatki na różne okazje. Nie mogę się doczekać, gdy w końcu zapoznam się z serią Bezmyślna, którą to dostałam od Alicji.

Mam nadzieję, że reszta dziewczyn również jest zadowolona z wyników wymianki. Sama świetnie się przy niej bawiłam i chętnie powtórzyłabym to jeszcze raz. Zobaczymy, może gdy znów nadarzy się jakaś fajna okazja znów coś zorganizuję :)

czwartek, 1 października 2015

[4] Podsumowanie września [2015]

I kolejny miesiąc już za nami. Jak ten czas szybko leci.... dopiero cieszyliśmy się latem i upałami (choć ja to wcale się tym nie cieszyłam :D ), a już powoli wyciągamy zimowe ciuchy, bo na dworze coraz zimniej. Z pewnością nim się obejrzymy, na dworze już będzie śnieg i koniec roku. 
Mi tym razem wrzesień również miną niepostrzeżenie szybko - zarówno jeśli chodzi o blogowanie jak i o życie prywatne. Jeśli już mowa o blogowaniu, to wydaje mi się, że miesiąc ten był trochę lepszy od swojego poprzednika, choć szczerze mówiąc nadal nie jestem z tego za bardzo zadowolona. Szczerze mówiąc ostatnio miałam "blogowe wypalenie", które dało o sobie znań przy pisaniu recenzji i czytaniu książek. Ciężko było mi napisać jakiegokolwiek posta, a czytanie nie przychodziło mi z taką łatwością jak zawsze. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że październik przyniesie ze sobą większe pokłady energii, które będę mogła przełożyć na pisanie i czytanie, dzięki czemu pod koniec miesiąca będę mogła pochwalić się o niebo lepszymi wynikami :D
We wrześniu udało mi się przeczytać siedem książek, gdzie dla porównania w sierpniu było to pięć pozycji - różnica minimalna, jednakże każda zmiana na lepsze cieszy :) Na blogu pojawiło się sześć recenzji, gdzie jedną z nich była recenzja o relaksujących kolorowankach dla dorosłych - napisanie czegoś na temat takiej pozycji było dla mnie niezłym wyzwaniem, gdyż dotąd pisałam tylko o powieściach oraz druga natomiast była to recenzja specjalna, która prezentowała ona moją opinię na temat powieści Beautiful Lie, którą napisała moja przyjaciółka. Jeśli chodzi o ogólne podsumowanie czytelnicze muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z pozycji, które udało mi się w sierpniu przeczytać. Niektóre bardzo mile mnie zaskoczyły i bardzo cieszę się, że udało mi się z nimi w końcu zapoznać.


Jeśli chodzi o filmy, jakie udało mi się zrecenzować, w tym miesiącu zdecydowanie było ich bardzo mało. Cieszę się jednak, że dwóch z nich jeszcze nie widziałam i udało mi się obejrzeć je pierwszy raz. 


Jeśli chodzi o posty o tematyce innej niż książki i filmy ich również było bardzo mało. Szczególnie nie podoba mi się, że we wrześniu ukazał się tylko jeden post z serii niedzielny przegląd muzyczny. Myślę, że stało się tak, iż ostatnimi czasy słuchałam raczej wciąż tych samych utworów, przez co nie udało mi się zapoznać z niczym nowym. Mam nadzieję, że uda mi się nadrobić wszystkie zaległości.

We wrześniu trafiło do mnie bardzo dużo nowych książek, których po prostu nie mogę się doczekać. Trzy z niżej przedstawionych - Bezmyślna, Swobodna oraz Niepokorna S. C. Stephens to wynik wymiany urodzinowej, którą jakiś czas temu organizowałam na blogu (fotorelacja wkrótce). Jestem bardzo ciekawa tej serii i myślę, że w najbliższym czasie uda mi się w końcu do niej dobrać. Kim jesteś, Sky? Joss Stirling (recenzja klik) oraz Tak wygląda szczęście Jennifer E. Smith książki, które udało mi się zdobyć na jednej z wyprzedaży blogowych. Wichrowe Wzgórza Emily Bronte udało mi się upolować za dziesięć złotych w Carefour (chwaliłam się tym już na Facebooku), a reszta, czyli Grey E L James, Wstyd Rachel Van Dyken oraz After. Bez siebie nie przetrwamy Anny Todd to już zakupy na nieprzeczytane.pl
Prócz książek udało mi się upolować jeszcze aż cztery świetne filmy i wszystkie dosłownie za grosze. Myślę, że wkrótce będziecie się mogli spodziewać recenzji Interstellar, Czas na miłość oraz Gry tajemnic (recenzja Love, Rosie klik).


Choć wrzesień nie okazał się do końca taki straszny, cieszę się, że mam go już za sobą. Jak zawsze oczywiście będę starać się, aby październik, jeśli chodzi o kwestie czytelnicze, był bardziej owocny nic jego poprzednik. A jak wam minął wrzesień? Koniecznie piszcie w komentarzach.
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek