sobota, 19 sierpnia 2017

[184] Milion odsłon Tash


Tytuł oryginału: Tash Hearts Tolstoy
Autor: Kathryn Ormsbee
Ilość stron: 
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Ocena: 5/10

Powiem wam, że gdy pierwszy raz dowiedziałam się o tej książce w ogóle nie byłam nią zainteresowana. Z opisu wydawało mi się, że będzie to taka zwyczajna młodzieżówka. Wiecie z tych na jeden raz, kompletnie nie warta mojej uwagi. Jednak nadarzyła mi się okazja, aby ją zrecenzować, a gdy po jakimś czasie jeszcze raz zapoznałam się z opisem stwierdziłam, że w sumie czemu nie? W ogóle bardzo głośno zrobiło się na jej temat, Moondrive tak bardzo ją zachwalali i doszłam w końcu do wniosku, że może to wcale nie jest aż taka kiepska książka, jak myślałam. Cóż... chyba jednak się pomyliłam.

Sam pomysł na książkę wydał mi się być nawet oryginalny i taki na czasie - w końcu jak dotąd nigdy nie słyszałam o książce obyczajowej, która poruszałaby temat prowadzenia vloga. Przedstawienie też całości z perspektywy nastolatki również nawet wydawał się być zachęcający, ale ogólnie rzecz biorąc jestem tą książką dość mocno rozczarowana i czuję, że lektura jej byłą wielką stratą czasu.
Główną bohaterką książki jest tytułowa Tash, której wielką miłością jest Lew Tołstoj. To właśnie od tego rosyjskiego pisarza wszystko się zaczęło. Dziewczyna, razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Jack, postanawia stworzyć serial internetowy pod tytułem Nieszczęśliwe rodziny właśnie na podstawie Anny Kareniny Tołstoja. I choć początkowo idzie im dość dobrze, powiedzmy umiarkowanie, to niedługo, po publicznej rekomendacji jednej bardzo popularnej vlogerki, popularność serialu rośnie w zatrważającym tempie. Zarówno Nieszczęśliwe rodziny, jak i sami aktorzy, zyskują swoich wiernych fanów, co jednak oznacza ogromną presję. Dziewczyny muszą poradzić sobie z tym wszystkim, z czym łączy się sława i poradzić sobie z tym w taki sposób, aby dalej nalepie robić to, co dotychczas sprawiało im taką radość. W miedzy czasie muszą również zmagać się z prawdziwym życiem i rodzinnymi problemami.
Jak więc mówiłam pomysł na książkę koniec końców wydał mi się nawet ciekawy, jednak całość p prostu strasznie mnie nudziła. Owszem, bywały takie momenty, gdzie śledziłam akcje z lekkim zaciekawieniem, jednak w większości chciałam, aby ta książka się już skończyła i żebym już nigdy więcej nie musiała do niej wracać. Odniosłam wrażenie, że Milion odsłon Tash została bardziej skierowana do znacznie młodszych czytelników (chociaż ja aż taka stara jeszcze nie jestem!) - zdecydowanie nie było to to, czego sama szukam w książkach. 

Jeśli chodzi o bohaterów powieści, to sama nie wiem, co mam na ich temat myśleć. Najbardziej śmieszyły mnie postawy tych bohaterów książki, którzy pełnili role aktorów w serialu. Autorka wykreowała ich w taki sposób, jakby oni na prawdę byli już zawodowymi aktorami z kilkuletnim stażem. Niektórzy z nich zachowywali się jaki jakieś diwy, co dla mnie było kompletnie przesadzone. Sama Tash często miała do nich także dziwne podejście. Kompletnie nie pasowało mi to do zwykłych nastolatków i do normalnego świata. Myślę, że autorka chciała dobrze, jednak zdecydowanie za bardzo przedobrzyła i wyszło jej coś całkowicie nierealnego. Jeśli chodzi o główną bohaterkę miejscami przeszkadzało mi, że jak na swój wiek zachowywała się dość dziecinnie. Tak jak mówiłam, autorka chciała dobrze, jednak chyba w tym przypadku aż za bardzo się starała. W przypadku Tash podobało mi się jednak to jej przywiązanie do Tołstoja i to, jak prowadziła z nim konwersacje. To zdecydowanie zasługuje na plus!

W przypadku Miliona odsłon Tash spodobał mi się nawet styl pisarski Kathryn Ormsbee. Był przyjemny i ciekawy. To, co pisała dobrze się czytało i gdyby nie te wszystkie przesadzone i dziecinne momenty, myślę, że książka mogłaby mi się nawet spodobać. Z resztą za to, że autorka umieściła w swojej książce zespół Chvrches kocham ją!

Podsumowując więc, czasem pierwsze wrażenie na temat czegoś jest mylne, jednakże w przypadku tej książki zdecydowanie miałam rację. Podczas czytania się wynudziłam i pierwsze co mi przyszło do głowy po zakończeniu lektury to to, że była to kompletna strata czasu. Może gdyby autorka nieco pozmieniała niektóre rzeczy moja opinia była by nieco inna, jednakże na dzień dzisiejszy mówię tej historii stanowcze nie! Ja sama cieszę się bardzo, że nie będę musiała jej już więcej czytać. Myślę, że mimo wszystko może spodobać się ona nieco młodszym ode nie czytelnikom i tym, którzy sami prowadzą swój kanał na YT - może znajdziecie w tej książce cząstkę siebie, albo pomoże ona wam, gdy sami staniecie się coraz bardziej sławni.

Za możliwość zapoznania się z tą książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive!

środa, 16 sierpnia 2017

[183] Kubuś Puchatek


Tytuł oryginału: Winni The Pooh
Autor: A.A. Milne 
Cykl: Kubuś Puchatek
Tom: 1
Ilość stron: 144 strony
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 6/10

Jakiś czas temu, za sprawą książki Lolita Nobokova, którą wygrałam w konkursie, przypomniało mi się o liście 100 tytułów BBC, które koniecznie trzeba przeczytać. Zaczęłam przeglądać tą listę i doszłam do wniosku, że przyszła pora, aby uzupełnić te tytuły, których jeszcze nie poznałam. Cóż, okazało się ich być całkiem sporo, ale co tam - dam radę! No więc na pierwszy ogień postanowiłam wybrać Kubusia Puchatka, bo aż mi się wstyd zrobiło, że wszystkie animacje o tym żółciutkim misiu znam, ale książki tak na prawdę nigdy nie czytałam. W bibliotece trafiłam na wydanie z 2014 roku z nakładu Wydawnictwa Nasza Księgarnia i powiem wam, że na prawdę bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać akurat to wydanie, bo wersja graficzna tejże książki jest na prawdę przepiękna!

Kim jest Kubuś Puchatek i na czym mniej więcej polegają wszystkie jego przygody chyba nie muszę nikomu mówić. Wspomnę więc tylko, że Kubuś Puchatek to zbiór kilku historyjek, które Krzysiowi - właścicielowi i najlepszemu przyjacielowi Kubusia opowiada narrator, a jak wiadomo z licznych biografii autora, historie te opowiada on samo swojemu synkowi. Wewnątrz znajdziemy więc dziesięć historii z udziałem tytułowego Kubusia Puchatka i jego przyjaciół ze Stumilowego Lasu.
Co do tych opowieści, to czyta się je na prawdę lekko i szybko. Zostały napisane tak, żeby zachęcić czytelnika do zapoznania się z nimi i to zdecydowanie działa. Książka jest oczywiście przeznaczona dla dzieci, ale to, co mi się tutaj spodobało to to, że jednak styl tych wszystkich historii nie jest taki do końca dziecinny. Mam na myśli to, że nawet dorosłemu będzie się je chętnie poznawało, a to czasem w przypadku książek dla dzieci jest na prawdę sporą rzadkością.
Jeśli więc chodzi o styl autora to jestem jak najbardziej zadowolona z tego, co poznałam w Kubusiu Puchatka, a dodatkowo zachęciło mnie to do poznania innych dzieł autora.

Jak wspominałam wcześniej, dotychczas historie o Kubusiu Puchatku poznawałam tylko poprzez liczne animacje czy seriale. Zaskoczyło mnie to, że niektóre postaci dość mocno różniły się od tych, które znam z tych ekranizacji. Najbardziej zapadł mi w pamięć Królik, który był dla mnie nieco głupi i mało przemądrzały - a tego z filmów pamiętałam w innej odsłonie. W tej części zabrakło mi też Tygryska - myślałam, że też się tam pojawi, a niestety w ogóle nie miałam okazji go tam poznać. Może znajdę go w kontynuacji tejże książki, na co z resztą bardzo liczę.

Na koniec wrócę jeszcze tylko na chwilę do graficznego wydania książki, bo tak jak wspomniałam, jest tutaj czym się zachwycać! Wystarczy tylko otworzyć Kubusia Puchatka, aby znaleźć tam wspaniałą mapę całego lasu, w którym żyją przyjaciele Krzysia. Wszystko jest tam bardzo dokładnie rozpisane, przez co możemy lepiej poradzić sobie z rozgrywanymi w różnych miejscach historiami. Ucieszyło mnie też to, że napisy na tych wszystkich ilustracjach, które są w książce, zostały przetłumaczone na język polski i całość po prostu pięknie się prezentuje. To z pewnością fantastyczne ułatwienie dla dzieci!


Podsumowując więc, bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się poznać książkową wersję Kubusia Puchatka i to jeszcze w tak pięknym wydaniu! Dzięki temu w końcu dowiedziałam się, skąd tak na prawdę wzięło się imię Kubusia, a tego bym się na prawdę wcale nie domyśliła! Ogólnie książka mi się podobała, ale przez to, że wcześniej już poznałam tą filmową wersję Kubusia, to jednak za mocno wszystko porównywałam właśnie do filmów i niektóre rzeczy mi zwyczajnie tam nie pasowały. Cały czas starałam się nabrać do tych historii dystansu, aby odebrać je jako osobne opowieści, jednak nie zawsze mi się to udawało. Mimo to, w przyszłości, na sto procent będę czytała swoim dzieciom historyjki o Kubusiu Puchatku, bo je na pewno warto znać.

KUBUŚ PUCHATEK:
kubuś puchatek | chatka puchatka

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

6 książek idealnych na lato

Dzisiaj przychodzę do was z książkowym zestawieniem, którego na blogu jeszcze nie było. Pewnie już nie raz natknęliście się na jakąś listę lektur idealnych na lato, jednakże ja chciałabym przedstawić wam swoje propozycje. Wszystkie z przedstawionych poniżej powieści przeczytałam i zrecenzowałam na blogu - oczywiście jest jeszcze mnóstwo pozycji, które mogłyby się w tym zestawieniu znaleźć, jednak tak jak mówię, chciałam żeby to były tytuły, o których mówiłam wam już na blogu. Co prawda wakacje niebezpiecznie zbliżają się już ku końcowi, jednakże jeszcze przez te kilka tygodni na pewno będziecie mieli okazję, aby nadrobić sobie jeszcze tych kilka wakacyjnych lektur których przeczytać nie zdążyliście!

Czym kierowałam się przy wyborze swoich pozycji? Przede wszystkim tym, aby akcja powieści działa się właśnie w takim letnim okresie - w końcu raczej mało prawdopodobne jest to, że książką idealną na lato okaże się być ta, gdzie wszystko dzieje się zimą. Dodatkowo brałam też pod uwagę to, kiedy sama daną książkę czytałam, bo właśnie przez to niektóre pozycje kojarzą mi się wyłącznie z latem. Zależało mi też na tym, żeby książki, które dla was wybrałam nie były ciężkie i trudne do przetrawienia (w końcu nie każdemu chce się głowić nad jakąś wielce ambitną fabułą, gdy słońce sprawia, że topisz się we własnych ubraniach...) - ja sama właśnie takie uwielbiam czytać latem. 
Kolejność, w jakiej znalazły się prezentowane książki jest całkowicie przypadkowa i nie ma to wpływu na to, która z nich najbardziej nadaje się na okres letni.

Także zapraszam was do dalszego czytania!


|19 razy Katherine| John Green

Zdecydowałam się na umieszczenie w moim zestawieniu książek idealnych na lato powieści 19 razy Katherine, jednakże tak na prawdę mam tutaj na myśli wszystkie książki Johna Greena. Zarówno tą pozycję, jak i inne pozostałe uwielbiam za ich wspaniały humor oraz charakterystyczny styl autora. Doskonale można się przy nich odprężyć dodatkowo poznając przy tym świetną historię, która na bardzo długo zapadnie nam w pamięci.
Moją zdecydowaną ulubienicą jest tutaj niewątpliwie właśnie 19 razy Katherine. Była to moja pierwsza powieść Greena i czytałam ją właśnie latem. Może więc dlatego tak bardzo pasuje mi ona właśnie na ten okres. Jednakże uważam, że sama fabuła również świetnie nadaje się do poznania we wakacje. Całą książka jest zabawna, lekka, ale niewątpliwie wciągająca. Cóż, czego więcej chcieć w lecie!?






|Jak pokochać freaka| Rebekah Cane
Tą książkę poznałam zaledwie na początku sierpnia i od razu po przeczytaniu uświadomiłam sobie, że jest ona po prostu idealną letnią lekturą! Sama akcja ma miejsce we wakacje i to  dodatku na obozie - wyobrażacie sobie inny lepszy okres na jej przeczytanie, niż lato, bo ja zdecydowanie nie. Ta pozycja idealnie nada się, jeśli mimo lekkiej beztroski będziecie mieli ochotę na poznanie książki, która przyniesie ze sobą jakąś lekcje. Nie jest ona jednak wcale jakąś niezwykle dołującą, czy ciężką lekturą - zrobiona została tak, że aż chce się ją czytać. Ja podczas poznawania jej bawiłam się świetnie leżakując w ogrodzie! Tak w bardzo dużym skrócie, Jak pokochać freaka opowiada historię szesnastoletniej Zander, która poprzez swoje problemy psychiczne (których sama niestety nie dostrzega) zostaje wysłana przez rodziców do Camp Padua, czyli obóz dla młodzieży właśnie z takimi psychicznymi problemami. Poznaje tam wiele dość specyficznych osobowości i szybko się okazuje, że czasem najlepsi psychiatrzy przechodzą do lamusa, bo przyjaźń i miłość okazują się być znacznie lepszą terapią.



|Aż po horyzont| Morgan Matson

O tej książce mogę powiedzieć tak na prawdę tylko jedno - kocham, kocham i jeszcze raz kocham! Na blogu już nie raz wspominałam o tym, że uwielbiam książki, w których bohaterowie wybierają się w jakąś podróż, a my, czytelnicy, możemy udać się w tą podróż razem z nimi i śledzić wszystko, co się tam dzieje. Zdecydowanie moją najbardziej ulubioną książką z tym motywem jest właśnie Aż po horyzont Morgan Matson. Macie tak czasem, że po przeczytaniu jakiejś książki, macie od razu ochotę zabrać się za nią jeszcze raz? Ja miałam tak właśnie z tą pozycją! Jednakże oprócz po prostu genialnej historii w środku możemy znaleźć coś jeszcze bardziej fantastycznego! Zostały dołączone do niej liczne zdjęcia, pocztówki, rysunki, czy nawet paragon - czyli skarby z podróży, jakie zdobyli główni bohaterowie (Amy i Roger). A tak jeszcze w gratisie, jak by już tego wszystkiego było mało, podczas czytania możemy raczyć się genialnymi playlistami, które przygotowali bohaterowie, i których sami słuchali podczas podróży. Jak więc widzicie, książka ta jest po prostu niesamowita! Po prostu idealna na lato!




|Ten jeden dzień| Gayle Forman
recenzja KLIK

Ta książka, podobnie, jak Aż po horyzont również zawiera w sobie motyw podróżowania przez bohaterów. Pamiętam, jak pierwszy raz ją czytałam i dosłownie byłam oczarowana wszystkim tym, co w niej znalazłam! Ten jeden dzień opowiada bowiem historię Allyson, która będąc na wycieczce w Europie, poznaje czarującego Willema i pod wpływem impulsu odłącza się od wycieczki aby razem z nim udać się w podróż życia po Paryżu. Główna bohaterka niesamowicie mi zaimponowała, gdyż sama z całą pewnością nigdy nie zdecydowałabym się na właśnie taki krok. Tak więc właśnie w tej książce znajdziecie nie tylko fantastyczną przygodę i niezwykłych bohaterów, ale razem z nimi będziecie mogli pozwiedzać najpiękniejsze fragmenty paryskiego krajobrazu. Cała podróż trwa tylko dwadzieścia cztery godziny, także szykujcie się na niezwykle intensywną zabawę. 
Jeśli książka wam się spodoba, koniecznie przeczytajcie także jej kontynuację - Ten jeden rok, jednak moim skromnym zdaniem nie jest ona już aż tak bardzo spektakularna, co jej poprzedniczka. Nie oznacza to  jednak, że jest całkowicie przeze mnie skreślona - tego na pewno nie mogę o niej powiedzieć!



|Chłopak na zastępstwo| Kasie West
recenzja KLIK

Tutaj, tak jak było w przypadku książek Greena, wybrałam jeden tytuł autorstwa mojej ukochanej Kasie West, jednakże równie dobrze idealną książka na lato byłaby tak na prawdę każda z jej powieści! Cóż, myślę, że właśnie dzieł tej pani nie muszę wam za bardzo przedstawiać, bo z tego co zdążyłam już zauważyć, na prawdę bardzo dużo czytelników darzy jej historie ogromnym uczuciem! Ja zdecydowałam się jednak na Chłopaka na zastępstwo, gdyż było to moje pierwsze spotkanie z Kasie West i jak dotąd zdecydowanie najlepsze. Pamiętam, jaka oczarowana byłam lekkością pióra autorki i to historią, która z pozoru jest błaha i mało ciekawa. Jednakże autorce udało się zrobić z tego coś, od czego zwyczajnie nie można się oderwać. Chłopak na zastępstwo to idealna lekka i zabawna książka, którą z całą pewnością na lato okaże się być wręcz idealna!







|Lato drugiej szansy| Morgan Matson
recenzja KLIK

Na sam koniec mam dla was jeszcze jedną książkę z pod pióra Morgan Matson. Starałam się, żeby w tym zestawieniu nie powtarzali się wciąż ci sami autorzy, jednakże w przypadku właśnie tej pani było to raczej niemożliwe. Nie wyobrażam sobie bowiem, żebym w topce książek idealnych na lato nie umieściła właśnie Lata drugiej szansy! Pozycja tak jest tutaj wręcz idealna, bo sama jej akcja odgrywa się właśnie na wakacjach  i w pewnym sensie pokazuje nam zmianę, jaka przechodzi w głównej bohaterce. Gdy ją czytałam miałam miejscami lekkie problemu ze skupieniem się na całości, bo wydaje mi się zwyczajnie, że z niektórych fragmentów autorka mogłaby zrezygnować, ale koniec końców na prawdę mi się ona spodobała i zawsze będzie mi się ona kojarzyć właśnie z tym okresem wakacyjnym. Cały czas mam z resztą przed oczami domek letniskowy, w którym mieszkała rodzina Taylor (głównej bohaterki) oraz całą okolicę. Także myślę, że przy tej książce również można świetnie odpocząć, jednocześnie poznając na prawdę ciekawą historię.




Tak prezentuje się moje zestawienie. Jestem bardzo ciekawa, czy którą z tych książek czytaliście oraz oczywiście jakie są wasze typy. 
Myślę też, że takie zestawienia zagoszczą na blogu częściej - następne to może książki o szkole? Dajcie znać, czy taki pomysł wam się podoba! 

sobota, 12 sierpnia 2017

[182] Jak pokochać freaka


Tytuł oryginału: The odds of loving Grover Cleveland
Autor: Rebekah Crane
Ilość stron: 296 stron
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 7/10

Do książki Jak pokochać freaka podchodziłam na prawdę dość sceptycznie. Nie wiem, czemu, ale gdy tylko dowiedziałam się o tej książce miałam wrażenie, że to raczej nie będzie nic specjalnego - ot taka pozycja typowo wakacyjna na jeden raz. Ale muszę wam powiedzieć, że już po pierwszym rozdziale na prawdę mocno się zdziwiłam, że to jednak może być coś o wiele lepszego! Sam opis jak dla mnie był dość zagadkowy i nie do końca wiedziałam, czego mogłabym się tutaj spodziewać. Jedno mogę powiedzieć, w życiu nie przypuszczałam, że ta lektura aż w takim stopniu mi się spodoba.

Główną bohaterką Jak pokochać freaka jest niejaka szesnastoletnia Zander, która poprzez inicjatywę swoich rodziców trafia na dość specyficzny letni obóz. Camp Padua jest bowiem miejscem, gdzie młodzież z różnymi problemami psychicznymi wspólnie, pod opieką przeszkolonych opiekunów, w trakcie trwania wakacji, stara się poradzić sobie z własnymi problemami. Jednakże Zander kompletnie nie rozumie dlaczego ona znalazła się w tym miejscu. Poznaje tam bowiem osoby takie, jak Grover, Cassie, Alex, które na prawdę muszą zmagać się z poważnymi chorobami (anoreksja, bulimia, patologiczne kłamstwo, czy próby samobójcze są tam na porządku dziennym). Bardzo spodobało mi się to, że autorka przez bardzo długi czas nie wyjaśnia do końca, z jakiej przyczyny na obóz trafiła właśnie Zander. Z początku jest to dla czytelnika na prawdę wielką zagadką, przez co całość czyta się z wielkim zniecierpliwieniem, by w końcu dowiedzieć się, o co tutaj tak na prawdę chodzi.

Nie spodziewałam się też, że tak bardzo polubię wszystkich bohaterów książki. Zaczynając od Zander, która sama skrywała jakieś mroczne tajemnice, ale mimo wszystko była niezwykle przyjazna, poprzez Cassie i Alexa, którzy również byli dla mnie jedną wielką niewiadomą, ale potrafili mnie nieźle rozbawić, na Groverze kończąc. To właśnie Grovera polubiłam najbardziej i wszystko, co wypływało z jego ust dla mnie było niemożliwie interesujące. Każdy z tych bohaterów jest na swój sposób osobliwy i każdy, za maską, którą nosi, skrywa jakieś tajemnice, których nie chce ujawniać nikomu. Najlepsze w nich jest to, że choć z pozoru całkowicie różni, potrafili się nieźle dogadać. Okazało się też, że to oni są dla siebie najlepszym lekarstwem.

Przez całą książkę towarzyszymy Zander na obozie (od momentu jej przybycia, po chwilę, kiedy dobiega on końca). Przez ten czas dzieje się tam na prawdę sporo. Wydawać by się mogło, że nic ciekawego nas nie spotka, gdy będziemy po prostu przyglądać się tej nastolatce na obozie, ale powiem wam, że samo to, że możemy obserwować, wszystkie zajęcia, w których bohaterowie biorą udział, jest tak wciągające, że po prostu nie da się od tej książki oderwać. Nie są to bowiem jakieś tam puste chwile, które mają służyć tylko i wyłącznie zapełnieniu treści. Sami możemy się tam na prawdę wiele nauczyć i skłonić nasze mózgi do refleksji.

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki książka została napisana. Jak pokochać freaka to pierwsza książka Rebekah Crane w Polsce, ale ja już wiem, że na pewno sięgnę po kolejną, która się u nas ukaże. Autorka ma na prawdę lekkie pióro, ale mimo wszystko, to co pisze to nie jakaś tam zwykła gadanina. Wydaje mi się, że poprzez swoją powieść, autorka chciała nas czegoś nauczyć, że mimo problemów, z którymi sami musimy się zmagać, nigdy tak na prawdę nie jesteśmy sami. Czasem wystarczy znaleźć odpowiednie osoby na swojej drodze, wystarczy im zaufać, aby móc poradzić sobie z tym wszystkim, co tak bardzo nas męczy.

Jak pokochać freaka to piękna i przesiąknięta emocjami historia, która została napisana w tak lekki i zabawny sposób, że po prostu aż chce się ją czytać. Autorka udowodnia, że niektóre ciężkie tematy można przedstawić w nieco mniej dołujący sposób, ale mimo wszystko da się zachować tą powagę i przemycić dla czytelnika cenną lekcję. Ja jestem na prawdę zachwycona i oczarowana tą historii bardzo żałuję, że mam ją już za sobą. Czasem sama chciałabym przenieść się do Camp Padua, aby tam przebywać z wszystkimi tymi osobami, które tak bardzo mnie zachwyciły i urzekły. Jak pokochać freaka to książka wręcz idealna na lato, także nie traćcie czasu i wykorzystajcie go na poznanie tej wspaniałej historii ukrytej w powieści Rebekah Crane. Jestem pewna, że będziecie nią zachwyceni równie mocno, jak ja!

Za możliwość zapoznania się z tą wspaniałą historią serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

piątek, 11 sierpnia 2017

[181] Nic do stracenia. Wreszcie wolni


Tytuł oryginału: Nothing Left to Lose
Autor: Kirsty Moseley
Cykl: Guarded Hearts
Tom: 2
Ilość stron: 336 stron
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Ocena: 5/10

Powiem wam, że chociaż pierwszy tom tej serii pochłonęłam tak na prawdę jednym tchem, to w przypadku tej książki miałam ogromne problemy. Nic do stracenia. Początek spodobała mi się tak bardzo, że zwyczajnie nie mogłam się od niej oderwać, co mnie bardzo zaskoczyło, bo moje poprzednie spotkanie z autorką, było raczej bardzo neutralne. Jednak jeśli chodzi o Nic do stracenia. Wreszcie wolni jestem na prawdę rozczarowana, gdyż przez bardzo długi czas nie mogłam dojść dalej niż do połowy książki...

O co chodzi? Już wyjaśniam. Zanim książka ta dotarła w moje ręce, niesamowicie ciekawiło mnie, co też ciekawego się w niej wydarzy. Liczyłam na to, że trochę bardziej zostanie rozwinięty wątek porywacza Anny, no i oczywiście, że dziewczyna się w końcu ogarnie i podda się wszystkim tym uczuciom, które odczuwa względem swojego ochroniarza. Od razu też wam powiem, że nie przeczytałam całej książki... Bardzo rzadko robię tak, że piszę recenzję pozycji, której nie doczytałam - nie lubię tego robić, jednak tym razem stwierdziłam, że innego wyjścia nie mam. Podchodziłam do tego tomu na prawdę wiele, wiele razy, jednak w ogóle nie byłam w stanie go ukończyć. Zawsze dochodziłam do połowy i to tak na prawdę cudem mi się to udawało - przez ten czas wynudziłam się tak, jak chyba jeszcze nigdy. Owszem, często zdarza mi się sięgać po powieści, które tak na prawdę mnie nie zainteresują i sama lektura wydaje się być stratą czasu, ale bardzo długo nie miałam już tak, jak właśnie w przypadku książki Nic do stracenia. Wreszcie wolni. I żeby nie było, że nie próbowałam - miałam chyba pięć, czy sześć prób z tą historią i zawsze (dosłownie zawsze!) kończyło się to w taki sposób. Także niestety tym razem poległam, z czego jestem na prawdę bardzo rozczarowana, gdyż nie spodziewałam się, że akurat ta książka może okazać się tą, której nie dokończę.

Strasznie mi się nie spodobało, że przez większą część książki tak na prawdę śledzimy tylko to, co bohaterowie robią będąc wspólnie na wakacjach. Czytając o tym czułam się, jakbym oglądała zbyt dużą ilość zdjęć, które podczas urlopu zrobili moi znajomi... Z początku jeszcze jest ciekawie, ale jak to się mówi, co za dużo, to nie zdrowo i po prostu czytając niesamowicie się zanudziłam. Wydawało mi się, że Anna i Carter przez większość czasu robią praktycznie to samo, a jeśli właśnie coś takiego mam przez cały czas czytać, to ja jednak podziękuję.
W recenzji pierwszego tomu wspomniałam, że jestem zaskoczona tym, jak poprawił się styl Kirsty Moseley, ale czytając tą część stwierdzam, że był to chyba taki tylko jednorazowy wypadek, bo tutaj było tak samo (albo może nawet i gorzej), jak w przypadku Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno (recenzja klik). Z książkami tej autorki mam właśnie tak, że choć miejscami historia wydaje mi się być na prawdę ciekawa i wciągająca, to jednak styl autorki działa na mnie raczej usypiająco i przez to muszę się zwyczajnie zmuszać do czytania.

Trochę żałuję, że nie doczytałam tej pozycji do końca, bo jak wspominałam, bardzo nie lubię zostawiać niedokończonych książek, ale powiem wam, że jeżeli miałabym się tak męczyć przez tą część, która mi jeszcze została, to cieszę się bardzo, że jednak postanowiłam z niej zrezygnować. 
Na razie nie będę sięgać dalej po książki Kirsty Moseley, bo zwyczajnie zbyt często się na nie rozczarowuję . Mam wrażenie, że przez to tylko tracę czas, podczas którego mogłabym poznać jakąś bardziej interesującą pozycję. Także podsumowując jestem na prawdę rozczarowana tą częścią, choć spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Jak dla mnie po prostu trochę szkoda na nią czasu. Może jeszcze kiedyś dam jej szansę i uda mi się poznać ją w całej okazałości (ale raczej nie wydaje mi się, żebym zmieniła co do niej zdanie). Jestem przekonana jednak, że na pewno nie będzie to miało miejsca w najbliższym czasie.

GUARDED HEARTS:
nic do stracenia. początek | nic do stracenia. wreszcie wolni

Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek