piątek, 21 lipca 2017

[93] FILMOWO: 183 metry strachu

Tytuł oryginału: The Shallows

Reżyseria: Jaume Collet-Serra

Scenariusz: Anthony Jaswinski

Gatunek: Dramat, Thriller

Czas trwania: 1 godz. 26 min.

Premiera: 22 lipca 2016 (Polska), 21 czerwca 2016 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Blake Lively, Óscar Jaenada, Angelo Lozano Corzo, Jose Manuel Trujillo Salas, Brett Cullen, Sedona Legge

Ocena: 8/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Młoda studentka medycyny, Nancy, odwiedza tajną plażę w Meksyku, o  której jeszcze przed śmiercią opowiadała jej mama. Dziewczyna pragnie serfować na spokojnych wodach oceanu w tym samym miejscu, co jej ukochana matka. Z początku wszystko wydaje się być idealne - piękna wyspa, błękitna woda, wspaniałe fale, jednak tuż przed wyjściem z wody, niedaleko brzegu, Nancy zauważa unoszące się w oceanie martwe ciało wieloryba. Zbyt wolno dziewczyna orientuje się, że weszła na terytorium głodnego rekina białego, który wkrótce atakuje ją. Nancy udaje się uciec na małą, wystającą z wody wysepkę, jednak zostaje uwięziona 183 metry od plaży.

O 183 metrach strachu usłyszałam przy okazji wizyty w kinie i chociaż filmy o rekinach kompletnie mnie nie interesują, tutaj fabuła strasznie mnie zaciekawiła. Już sam plakat niesamowicie przyciąga wzrok i sprawia, że ma się ochotę zapoznać z tą produkcją. Trochę jednak trwało, zanim przypomniałam sobie o tym filmie, a na prawdę wielka szkoda.
Wiecie, co jest w tym filmie najlepsze? Wcale nie to, że gdzieś tam niedaleko głównej bohaterki krąży krwiożerczy rekin, tylko to, że znajduje się ona praktycznie blisko brzegu, ale przez krwawiącą nogę oraz tego rekina nie może się wydostać z opresji. Myślę, że właśnie to odróżnia całą tą produkcję od wszystkich pozostałych z rekinami w tle - chociaż nie widziałam ich za dużo i jakiegoś wielkiego porównania nie mam. Jednak zawsze filmy o rekinach kojarzyły mi się z ciągłą walką, ujęciami rekina co pięć minut i w ogóle z totalnym chaosem. Tutaj jest zdecydowanie inaczej.


Zabawne w przypadku tej produkcji jest to, że grają tutaj tak na prawdę tylko trzy postaci - Nancy (czyli wcielająca się w nią Blake Lively), mewa i rekin. Tak, nie przesłyszeliście się dodatkowo mewa i rekin! Przez większą część filmu towarzyszymy tylko i wyłącznie Nancy, a reszta z ludzkich bohaterów to tylko postaci dodatkowe, które pojawiają się dosłownie tylko na chwilę. Za to głównej bohaterce, od momentu, gdy zostaje ona uwięziona na tej małej wysepce, przez cały czas towarzyszy mewa, która pełni funkcję dodatkowego bohatera. No i jest oczywiście rekin, nie zapominajmy o rekinie! W jego przypadku spodobało mi się to, jak realistycznie zostały przedstawione sceny z jego udziałem. Doszukałam się chyba tylko kilku takich krótkich fragmentów, gdzie było widać pracę grafików, jednak reszta jest dla mnie jak najbardziej na plus.

Gdy poruszam kwestię bohaterów muszę powiedzieć, że jestem na prawdę bardzo pozytywnie zaskoczona grą Blake Lively. Dotychczas widziałam ją jedynie w dwóch filmach, tj. Stowarzyszenie wędrujących jeansów oraz Wiek Adeline (recenzja klik) - i chociaż w tym pierwszym jej gra była dla mnie raczej neutralna, to w tym drugim już zwróciła na siebie moją uwagę. Wiedziałam, że jest to dobra aktorka, jednak nie spodziewałam się, że będzie potrafiła tak dobrze wczuć się akurat w tą rolę. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że w tym momencie i w tym przypadku jestem nią na prawdę oczarowana. Idealnie oddała ona postać Nancy - zarówno na samym początku, czyli tą spokojną, rozrywkową, ale lekko zagubioną dziewczynę, jak i w środkowej części filmu, czyli tą przerażoną, ale mimo wszystko trzeźwo myślącą bohaterkę, która będzie walczyć o przetrwanie aż do samego końca. Dla mnie było to aktorstwo na prawdę wysokich lotów!


Co do Nancy, to ogólnie muszę powiedzieć, że na prawdę polubiłam tą postać. Bardzo zaimponowało mi to, że mimo tak wielkiego niebezpieczeństwa, bólu spowodowanego  ugryzieniem rekina potrafiła ona trzeźwo myśleć. Szybko odkryła, że jeżeli tylko się skupi i dobrze wszystko rozplanuje, będzie miała szansę na przeżycie. Chociaż była przerażona (no bo kto by nie był), nie pozwoliła, żeby strach ją opanował. Szczerze, to nie spodziewałam się tego po niej.


Jak wspomniałam na początku, bardzo rzadko zdarza mi się oglądać takie filmy, gdyż zwyczajnie ich nie lubię, jednak w przypadku 183 metrów strachu było całkowicie inaczej. Spodobało mi się to, że nie skupiano się w nim na pokazywaniu wszystkich tych drastycznych scen, gdzie wciąż leje się krew. Przedstawiono tylko kilka (wciąż nie zapomnę, jak Nancy sama, przy użyciu łańcuszka, spięła sobie skórę na nodze, żeby rana się nie powiększała - okropne, a jednak świetne!) i to tych najważniejszych. Odnoszę bowiem wrażenie, że choć ten wątek z rekinem był ogółem ważny, to jednak nie to chciano w tej produkcji pokazać - i chwała im za to. 
Jedyne, do czego mogłabym się tutaj przyczepić to to, że Nancy jak już zaczęła mieć pecha to na całego - wiecie, jedna katastrofa ciągnie za sobą drugą. Trochę wydawało mi się to nierealne, ale jakby się nad tym zastanowić, to przecież może się znaleźć osoba, której akurat to wszystko by się przytrafiło. Ale to jest tylko taki drobny szczegół, który w ogóle nie ujmuje tej wspaniałości całej produkcji.


Podsumowując więc, uważam że 183 metry strachu to na prawdę świetny film i bardzo żałuję, że nie było mi dane zobaczyć go na wielkim ekranie (to byłoby na prawdę coś!). Produkcja cały czas tak na prawdę trzyma w napięciu i po prostu nie można się od niej oderwać. Sama cały czas kibicowałam głównej bohaterce i wszystko, co się jej przytrafiało przeżywałam tak na prawdę razem z nią. Samo moje oczarowanie pod względem Blake Lively, jako Nancy nie ma końca. Powiem to jeszcze raz - zrobiła to po mistrzowsku. Ciężko jest bowiem wcielić się w postać, która praktycznie przez cały czas jest sama na planie filmu - trzeba zrobić wszystko, aby w pełni zwrócić na siebie uwagę widza i sprawić, aby chciał na tą historię patrzeć. Blake Lively udało się to w stu procentach.
Co mogę jeszcze powiedzieć? Film na pewno polecam tym, którzy mają ochotę na trochę grozy, ale też na poznanie historii niezwykle odważnej dziewczyny, która postanowiła, że nie zginie w brzuchu rekina. Jednak jeśli tak jak ja nie lubicie produkcji z rekinami powiem wam tylko - nie zrażajcie się. Możecie być zdziwieni, jak bardzo film ten wam się spodoba.


16 komentarzy :

  1. Pierwszy raz słyszę o tym filmie, ale bardzo mnie nim zainteresowałaś. Na pewno obejrzę w najbliższym czasie, bo nie mogę trafić ostatnio na żaden dobry film ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) No moim skromnym zdaniem "183 metry strachu" to na prawdę dobry film i szkoda właśnie, że tak mało się o nim mówi. Także polecam, polecam i czekam na twoją opinię o nim ;)

      Usuń
  2. Zaintrygowałaś mnie. Ostatnio poszukuje jakiegoś dobrego filmu, a przynajmniej takiego, przy którym nie zasnę i ten wydaje mi się bardzo dobrym wyborem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Przy nim na pewno nie zaśniesz :D

      Usuń
  3. Nie pierwszy raz słyszę o "183 metrach strachu" i sądzę, że są one warte mojej uwagi. Lubię, gdy produkcje filmowe trzymają w napięciu :)
    Pozdrawiam!
    Patty z Truskawkowego bloga książkowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę więc, że na prawdę świetnie trafiłaś :)

      Usuń
  4. Oglądałam i scenariusz nie należy do zbyt oryginalnych, ale faktycznie trzyma w napięciu i dobrze się oglądał. Fajne widoczki i muzyka. Aczkolwiek najgorsze było zakończenie - z Nancy zrobili jakąś niezniszczalną superbohaterkę.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, to zakończenie było troszkę naciągane, bo jak zwykła dziewczyna może w obliczu takiego zagrożenia zachować się jak superbohaterka ;) ale mi osobiście to w ogóle nie przeszkadzało!

      Usuń
  5. Zainteresowałaś mnie. Może obejrzę ten film :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak Ty nie przepadam za filmami, które posiadają motyw rekinów, gdyż zwykle są dla mnie zbyt kiczowate. Jednak ten tytuł wydaje mi się być oryginalny w swojej prostocie, jeżeli chodzi oczywiście o ilość bohaterów - ten fakt najbardziej mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Właśnie tego słowa mi brakowało, na określenie tych typowych filmów o rekinach :D Co do tej jednej bohaterki to myślę, że to na prawdę udane zagranie i sama z wielką chęcią obejrzałabym więcej takich produkcji :)

      Usuń
  7. Mogłabym się zapytać gdzie zrobiłaś taki nagłówek/baner bloga? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam go przy użyciu różnych programów graficznych, między innymi photoscape :) te trójkąty wycinankami sama w Paincie :D

      Usuń
  8. Super film! Wczoraj wieczorem obejrzałam go z mężem - dzięki Twojemu postowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O niesamowicie się cieszę! Miło mi, że cię do niego namówiłam i że się wam podobało <3

      Usuń

Drogi czytelniku!
Twoja opinia jest dla mnie ważna. Tak więc zostaw po sobie jakiś ślad - tobie zajmie to tylko chwilę, a mi sprawi ogromną przyjemność i satysfakcję, że moja praca nie idzie na marne!
Katherine Parker

Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek