Strony

poniedziałek, 12 grudnia 2016

[2] Porozmawiajmy: O niemocy blogerskiej, czyli co sprawia, że porzucamy swoje blogi


Spotyka to każdego blogera książkowego... i zdecydowanie nie można tego uniknąć.

Chyba każdy z nas - blogerów książkowych - zmagał się z problemem, który nazwę sobie niemoc blogerska. Pojawia się nagle i często trudno jest nam sobie z tym poradzić. Inni z tego wychodzą, radzą sobie, mają wsparcie tysiąca nieprzeczytanych jeszcze książek... i wygrywają. Inni zaś przegrywają. Nie są w stanie poradzić sobie z ów niemocą, uważają, że nie ma już dla nich żadnego ratunku. Porzucają więc swoje blogi - czasem z nadzieją, że może jeszcze kiedyś do nich wrócą, że zrobią sobie jakiś tydzień przerwy, po czym wszystko znów wróci do normy, a tu bardzo szybko okazuje się, że lepiej im bez blogerskiego życia. Oj tak.. brzmi strasznie! I chyba żaden z nas nie chciałby zetknąć się z niemocą blogerską. Jednak nie da się przed nią uciec, dopadnie każdego z nas. KAŻDEGO. Prędzej czy później i ty staniesz się jej celem, ale czy sobie z nią poradzisz?

Co sprawia, że niemoc blogerska potrafi nas tak łatwo omotać?

PRZYCZYNA PIERWSZA
Brak odzewu ze strony czytelników bloga,
czyli mówiąc prościej
...
"Czy ktoś tu w ogóle zagląda?"

Doświadczeni blogerzy zapewne powiedzą teraz - nie ma co się przejmować statystykami, w końcu bloga prowadzimy dla siebie, by móc się dzielić z innymi swoją pasją i miłością do książek. I chociaż sama podzielam to zdanie, no bo w końcu z tym zamysłem wszyscy zaczynamy - chcemy po prostu stworzyć dla siebie miejsce, gdzie będziemy mogli dzielić się swoją opinią na temat przeczytanych przez nas książek z innymi, miejsce gdzie będziemy mogli wyrazić naszą miłość do książek - to jednak stanowczo uważam, że chociaż statystyki nie powinny namieszać nam w głowie, to niestety tak już jest. Można sobie powtarzać, że przecież nie ważne, kto czyta moje wpisy, ile będę mieć pod nimi komentarzy, itp. Jednak tutaj na przód wyrusza nasza psychika, która podpowiada nam, że przecież nie ma sensu się męczyć i pisać recenzje, skoro nikt ich nie przegląda. Tutaj niemoc blogerska po raz pierwszy daje o sobie znać - zakrada się po cichutku, szepcze "no i na co ci to było? Przecież nie ma sensu tworzyć dla nikogo." Tego nie uniknie żaden z nas! Nasza psychika zawsze będzie nam dawała o sobie znać. Ważne tylko, by jej nie ufać! Owszem posiadanie popularnego bloga oraz grona wielu zadowolonych czytelników sprawia przyjemność każdemu z nas, jednak przede wszystkim nie wolno zapominać o tym, że tak na prawdę to właśnie samo pisanie sprawia nam przyjemność. Przypomnijcie sobie teraz, jak bardzo podobały wam się te pierwsze chwile prowadzenia bloga, gdzie jeszcze nie przejmowaliście się tak statystykami, bo cieszyliście się z nawet tych kilku czytelników i komentarzy, które mieliście. Czy to nie było przyjemne - to tworzenie dla siebie i chociaż garstki swoich wiernych czytelników? Czasem warto więc nie przejmować się innymi i po prostu robić to, co nam sprawia ogromną radość.

PRZYCZYNA DRUGA
Brak weny,
czyli mówiąc prościej
...
"Minęła już trzecia godzina, a ja utknąłem na pierwszym zdaniu!"

To kolejna, moim zdaniem, najczęstsza przyczyna pojawienia się niemocy blogerskiej. Przeczytałeś fantastyczną książkę, która swoją genialnością pobiła wszystkie poznane przez ciebie do tej pory pozycje? Wydaje ci się, że mógłbyś opowiadać o niej godzinami? A gdy przychodzi co do czego, nie możesz złożyć nawet jednego zdania? O tak, to jest właśnie brak weny. Nie mam pojęcia, czy jest jakieś wyjaśnienie, dlaczego właśnie tak się dzieje. Przecież cały czas pisanie szło nam bardzo dobrze. Owszem, czasem musieliśmy troszkę dłużej zastanowić się nad tym, co byśmy chcieli przekazać, o czym opowiedzieć, a co lepiej przemilczeć. Jednak ni z tą ni zowąd nie potrafimy napisać dosłownie nic. A gdy w końcu uda nam się zakończyć jakieś zdanie kropką i to jeszcze takie, nad którym zastanawialiśmy się ponad godzinę, koniec końców i tak okazuje się, że jest ono całkowicie niewarte ujrzenia światła dziennego. Każdy z nas się z tym zmaga - inni częściej, inni rzadziej. Jaka jest moja rada w takim przypadku - odpuść sobie! Tak, dokładnie widzisz, masz sobie odpuścić. Oczywiście nie mówię, że masz zostawić napisanie recenzji na jakiś tydzień. Jeśli dzisiaj nie idzie ci pisanie, daj sobie odpocząć. Nawet nie czytaj, bo to też może pogorszyć tylko sprawę. Spędź dzień całkowicie z dala od książek - nadrób odcinki ulubionego serialu, upiecz ciasteczka, pobaw się z psem lub daj pogryźć kotu, czy zwyczajnie wybierz się na spacer i dokładnie przyjrzyj temu, co możesz spotkać w swojej miejscowości. Może właśnie takie błahe sprawy sprawią, że cię natchnie! Właściwe zdanie może pojawić się dosłownie w każdej chwili i wtedy załatwisz pisanie recenzji w mgnieniu oka. Uwierzcie mi, to na prawdę pomaga!

PRZYCZYNA TRZECIA
Terminy gonią,
czyli mówiąc prościej
...
"Skąd się wzięło tyle egzemplarzy recenzenckich!?"

I tutaj wiem co mówię... przeżyłam to na własnej skórze (i nadal przeżywam). Nie spotyka to każdego recenzenta książkowego, jednakże ci, który nie musieli się z tym zmagać niech wiedzą, że są wielkimi szczęściarzami. No więc dobra, prowadzicie bloga już od jakiegoś czasu, jednak jak dotąd w książki zaopatrywaliście się poprzez własne fundusze, fundusze znajomych i rodziny oraz egzemplarze z miejscowej biblioteki. Aż tu nagle dostajecie maila: "... z chęcią nawiążemy z Panią współpracę...". Nie posiadacie się z radości, w końcu jakieś wydawnictwo was doceniło i możecie w pełni poczuć się jak prawdziwy recenzent. No i te wszystkie książki za darmo! Jednak bardzo szybko z jednej współpracy robi się ich kilka, książki do recenzji się mnożą, a wy zwlekacie z terminami, bo za dużo wzięliście na siebie. Chcieliście dobrze, głupio wam było odmówić, no bo przecież taka okazja może się więcej nie zdarzyć. Przechodziłam dokładnie przez to samo. Bardzo szybko nazbierały mi się książki otrzymane do recenzji, a ja nie miałam czasu, by się z nimi zapoznać, bo w kolejce czekały jeszcze te poprzednie. To jednak nie było jeszcze najgorsze. Okazało się, że nie mogę czytać tego, czego chcę! Oczywiście książki do recenzji każdy wybiera sobie sam. Nikt nie mówi nam, co mamy czytać. Jednak, gdy już coś wybrałeś niestety musisz doprowadzić to do końca. A co z tymi wszystkimi książkami, z którymi chciałbyś zapoznać się o tak poza kolejnością? Szczerze mówiąc nie pamiętam już, kiedy ostatni raz czytałam jakąś książkę z mojej własnej kolekcji. Na prawdę nie miałam ku temu czasu. A gdy już się spostrzegłam, okazało się być już za późno. Nie zrozumcie mnie źle - otrzymywanie książek do recenzji to świetna sprawa i zdecydowanie warto z tego korzystać. Oznacza to, że wydawnictwo docenia nasze starania i daje nam możliwość kolejnego wykazania się. Sztuka polega jednak na tym, by robić to umiejętnie. Często zaglądając na jakieś blogi widzę, że blogerzy dostają całe stosy książek od wydawnictw do recenzji. A ja się zastanawiam, kiedy oni mają na nie wszystkie czas? Cóż, może tylko ja mam z tym problem, może inni potrafią sobie odpowiednio zaplanować czas czytelniczy. Nie należy jednak zapominać o tym, dlaczego zaczęliśmy blogować - bo chcieliśmy dzielić się swoją opinią na temat przeczytanej przez nas książki, którą sami chcieliśmy przeczytać i której poznawanie przyniosło nam masę frajdy. Nie zaczęliśmy prowadzić bloga tylko i wyłącznie, żeby później w przyszłości czerpać z tego jakiś zysk (chociaż i takie gwiazdy się niestety zdarzają). Nie róbmy więc tego i teraz. Śmiało korzystajmy z możliwości, jakie dają nam współprace z wydawnictwami, autorami, portalami internetowymi, itp, jednak pamiętajmy by robić to umiejętnie.  Jeśli o tym nie zapomnimy, niemoc blogerska tak łatwo nas nie dopadnie!

PRZYCZYNA CZWARTA
Brak czasu,
czyli mówiąc prościej
...
"Ja nawet nie mam kiedy porządnie odetchnąć!"

Jest to przyczyna, z którą ja się całkowicie nie zgadzam, a którą tłumaczy się bardzo ogromna ilość blogerów. Z czasem przychodzą nowe obowiązki - a to zaczynamy pracę, a to znów idziemy do szkoły, czy jak to było w moim przypadku, od października zaczynamy studia. Wymówek jest wiele - jedne mogą być na prawdę przekonujące i  nie da się ich podważyć, jednak większość to tak na prawdę zwykłe wymówki, które wymyślamy, by mieć po prostu jakieś wyjaśnienie, gdy ktoś się nas zapyta, czemu już nie czytamy. Jest to dokładnie to samo, jak w przypadku tych osób, które na co dzień nie czytają wcale, bo mówią, że nie mają kiedy. A na oglądanie telewizji masz czas, na bezsensowne włóczenie się z kąta w kąt, albo imprezowanie co tydzień? Każdy z nas ma jakieś swoje obowiązki, czy inne zainteresowania, jednak jestem tego zdania, że jeśli czegoś się chce, to na wszystko znajdzie się jakieś rozwiązanie. Rozpoczęłam studia od października, dodatkowo muszę dojeżdżać cztery dni w tygodniu godzinę do mojej szkoły w jedną stronę! Jest to dla mnie sytuacja całkowicie nowa  i też obawiałam się  z początku, że blog i czytanie okaże się być dla mnie ogromnym obciążeniem. Jednak powoli się uczę, bo nie chciałabym porzucać tego, co kocham. Czytanie i prowadzenie bloga (mimo nękającej mnie od czasu do czasu niemocy blogerskiej) sprawia mi ogromną radość i stało się to już częścią mojej osoby. Nie powinnam więc rezygnować z tego całkowicie. Na razie nie przeznaczam na czytanie i prowadzenie bloga tyle czasu, ile na prawdę bym chciała, jednak wszystko idzie w dobrą stronę, bym potrafiła w końcu się w tym wszystkim odnaleźć.  Cały czas staram się wykorzystać każdą wolną chwilę, jaka mi wpadnie w łapki na to, aby tylko nadrobić powstałe zaległości w czytaniu, czy pisaniu postów. Zawsze ogromną trudność sprawiało mi czytanie podczas jazdy (mówiąc prościej, gdy tylko chciałam przeczytać coś w trakcie jazdy samochodem lub autobusem... brało mi się na wymioty), jednak postanowiłam to zwalczyć, by nie marnować tych dwóch godzin dziennie, które jestem zmuszona spędzić na nic nie robieniu. I mamy sukces! W sumie już nie sprawia mi to żadnego problemu. Zawsze zastanawiało mnie, jaki inne osoby obciążone jeszcze większą dozą obowiązków niż ja, potrafią cały czas czytać i to w dodatku bardzo dużo, nie zapominając przy okazji o swoich innych zainteresowaniach. Skoro więc oni potrafią, to dlaczego ja i wy nie mielibyśmy sobie z tym poradzić? Rozumiecie już co mam na myśli? Zawsze jest jakiś złoty środek, ważne tylko, by umieć go odnaleźć.

Niemoc blogerska to na prawdę paskudna sprawa. Potrafi doprowadzić do upadku wielu na prawdę mocno zagorzałych blogerów powodując nie tylko porzucenie bloga, ale również koniec czytelniczego życia. Nie ma na nią złotego środka, jak mówiłam dopadnie dosłownie każdego blogera. Może i czasem nie ma innego wyjścia, niż porzucenie życia blogera, bo jednak zmuszanie się do czegoś, co nie sprawia nam przyjemności, jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie znam, jednak jestem zdolna to wybaczyć tylko wtedy, gdy zrobi się wszystko, by tylko uratować to, co się do tej pory stworzyło. Ja wymieniłam tylko kilka przykładów sytuacji, które mogą zwiastować nadejście niemocy blogerskiej, jednak jestem przekonana, że jest ich o wiele wiele więcej. Każdy z nas ma zapewne swoje własne indywidualne sytuacje, z którymi musiał się zmagać. Mnie jednak ostatnio wzięło na właśnie takie przemyślenia i wzorując się na swoich doświadczeniach postanowiłam napisać dla was ten post.

Bardzo ciekawi mnie, jak wy radzicie sobie z niemocą blogerską. Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

24 komentarze:

  1. Mi niemoc zdarza się raz na jakiś czas, ale na szczęście szybko mija. We wrześniu podłamały mnie marne statystyki, które teraz biją rekordy, nie wiem od czego to jest uzależnione :) no i brak czasu to mój najgorszy wróg. Jeśli chodzi o egzemplarze recenzenckie to ograniczam je do minimum, bo jest tyle książek starszych, które chcę przeczytać i nie lubię wiszącego nademną terminu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie jakiś czas temu miałam ten problem, że wzięłam na siebie za dużo egzemplarzy do recenzji i przez to nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić :/ Dopiero teraz, już na własnych błędach, uczę się, jak to wszystko sobie planować. A tak jak mówisz, starszych i ciekawych książek jest cała masa, a ja nawet nie mam teraz czasu, żeby się z nimi zapoznać :(

      Usuń
  2. Jak już nie raz mówiłam, u mnie główną przyczyną niemocy jest ta trzecia, z której właśnie próbuję wyjść. Niestety to wcale nie jest łatwe! :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to niestety... :( i sama też dopiero co z tego wychodzę

      Usuń
  3. Nie radzę sobie ;) Nie mam żadnego sposobu, coś takiego trzeba przeczekać lub... przeczytać dobrą książkę. Miałam tak, kiedy po długiej przerwie przeczytałam "Muzę" i nagle pojawiło się "wow, to dlatego tak lubię książki"! Tylko, że... to jest na chybił trafił, nigdy nie wiesz na co trafisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tak to jest. Też już nie raz miałam takie olśnienia, ale później w końcu znowu coś się działo i niemoc wracała :(

      Usuń
  4. Niemoc blogerska, cóż... coś o tym wiem. Tyle, że ja przegrałam. Próbowałam walczyć, ale nie widziałam już nadziei do powrotu. Niedawno zdecydowałam się przybliżyć moim czytelnikom nieco całą sprawę i oficjalnie poinformować ich, że mimo długiej nieobecności nie planuję wracać w najbliższym czasie. Może kiedyś, ale na razie nie jestem w stanie. Tylko niestety, to nie tylko niemoc blogerska. To wypalenie w każdym możliwym sensie. Kilka dni temu przeczytałam pierwszą książkę od jakichś 4 miesięcy... Tyle czasu bez tego, co kiedyś tak bardzo kochałam... Ale nie tęskniłam za tym, wręcz czułam niechęć na myśl o czytaniu, a już tym bardziej o pisaniu recenzji. Jak to się zaczęło? Cóż, właściwie całkiem prosto, właśnie od braku czasu. I było to taki autentyczny brak czasu. W te wakacje poszłam do swojej pierwszej w życiu pracy i jak na pierwszą życiową pracę było dość hardkorowo, często pracowałam po 14 godzin, wiec kiedy wracałam do domu, to marzeniem było odpocząć chwilę przed spaniem, ale na książkę czułam się zbyt zmęczona i już wtedy budziła się we mnie niechęć. W drugim miesiącu pracy już raczej nie pracowałam, ale nie chciało mi się już czytać. Ani pisać. Blog zawisł w czasie. Posty przestały się pojawiać. Nie byłam w stanie rozwiązać konkursu i wyłonić zwycięzcy. Nie potrafiłam się przemóc i zrecenzować kilku książek, które nadesłały mi wydawnictwa. Czułam się przytłoczona. Trwałam właśnie w niemocy, do czytania i pisania. Próbowałam z tym walczyć. Wmawiałam sobie, że wrócę, że jutro wezmę się w garść - poczytam, potem napiszę o jakiejś zaległej książce, wyjaśnię sprawę nierozwiązanego konkursu i będzie dobrze. Ale nie było, ciągle czułam tą niechęć. Przestało mnie już to kręcić, w moim życiu zdarzyły się niewielkie zmiany i pozmieniały się nieco priorytety. I tak jak napisałaś, zdałam sobie sprawę, że nawet jeśli czuję małą tęsknotę i żal na myśl o blogu, to mam wrażenie, że lepiej mi bez niego. I właśnie dlatego zdecydowałam się napisać posta, w którym co nieco wyjaśniam. Może kiedyś wrócę... w końcu ta pierwsza przeczytana od dawna książka, to dobry znak, co nie? Ale to tylko może. Jasne, życie blogera i wszystko co się z nim wiąże wiele dla mnie znaczyło, ale chwilowo nie chcę chyba do tego wracać. Blog książkowy pochłania wiele czasu, który obecnie wolę chyba poświęcić na coś innego. Mimo wszystko liczę, że moja miłość do czytania i pisania kiedyś ponownie zapłonie ♥ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci szczerze, że nie raz sama też już miałam takie myśli i byłam bardzo bliska zrezygnowaniu z bloga. Jednak wciąż też myślałam o tym, że nie mogę porzucić bloga. Włożyłam w niego za dużo pracy by w końcu z niego rezygnować, bo mi się znudził :) To jest właśnie taka moja siła napędowa, która jak na razie jakoś mi pomaga. Owszem czasem jest lepiej czasem gorzej, ale mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiona. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócisz do blogsfery, ale powiem ci szczerze, że rzeczywiście skoro tak czujesz, że lepiej ci bez bloga, to po co się na siłę zmuszać. A przeczytana książka to na prawdę dobry znak i będę trzymać kciuki, żeby tych przeczytanych książek było u ciebie coraz więcej! :D

      Usuń
  5. Szczerze powiedziawszy to ostatniej coraz mniej się nią przejmuję, bo jak się nie da nic napisać to zwyczajnie sobie odpuszczam. W końcu mam całkiem sporo recenzji już napisanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie moja zasada! Mam coś takiego, że jeżeli nie idzie mi pisanie recenzji to wiem, że na siłę się do tego nie zmuszę, a jeżeli sobie odpuszczę i wrócę do tego za jakiś czas, to już bez problemu sobie z nią poradzę :D

      Usuń
  6. Najdokładniej poznałam się z przyczyną numer dwa. Egzemplarzy recenzenckich biorę naprawdę niewiele ( w tym roku było ich ), zawsze ktoś zapuka do drzwi mojego bloga, choćbym to miała być ja sama, aczkolwiek ostatnie miesiące pokazały mi stałych czytelników i największych sympatyków, więc na tym polu nie mam co narzekać. A brak czasu zawsze uważałam za najgorszą wymówkę ever, ponieważ "ten kto chce znajdzie powód, ten kto nie chce znajdzie wymówkę". Wiadomo, czasem są takie sytuacje, kiedy naprawdę nie ma się czasu- szanuję to, ale któryś tam raz z kolei? Nie chwytam. Ale siadanie przed białym pustym arkuszem- tak, to mój problem. Zwłaszcza wtedy, kiedy zbyt długo już odkładam opiniowanie jakiejś książki, albo wiem, że coś jednak chciałabym opublikować i się zmuszam. Moją drugą słabostką jest lenistwo. Nie zawsze chce mi się siadać przed komputerem i coś pisać, nawet jeśli mam masę czasu. Albo ze zmęczenia bolą mnie już oczy. No bywa, takie życie ;) Czasem wnioskuję, że są takie osoby, które codziennie coś publikują, choćby to miało być byle jak. Mnie to nie cieszy. Ale przykro, że nad własne szczęście, ludzie przekładają szczęście czytelników, czyli jakby nie patrzeć- w większości obcych sobie ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * w tym roku było ich 5 ;)
      Pobiegłam sobie sprawdzić i automatycznie kliknęłam "publikuj", zapominając uzupełnić wolnego miejsca :))

      Usuń
    2. Ja też nigdy nie uznawałam tej wymówki, że komuś brak czasu. Owszem teraz czasem samej autentycznie brakuje mi czasu (są takie dni, że wychodzę z domu po 6 rano, a wracam koło 20), jednak mimo wszystko staram się w wolnych chwila czytać, czy prowadzić bloga. Tak jak mówisz, jeśli ktoś by chciał, w końcu poradziłby sobie z wygospodarowaniem czasu :)

      Usuń
  7. Niestety ostatnia przyczyna była dla mnie rzeczą nie do pokonania i na wiele miesięcy rozstałam się z blogiem - zmiana otoczenia, podjęcie ciężkiej pracy, tęsknota za domem... Wszystko zebrało się razem i wpłynęło na mój kryzys blogowy i czytelniczy. Czasem tak jest. Nie narzekam - mogło być gorzej, mogłam zniknąć z blogosfery na kilka lat a nie miesięcy. I tak szybko zatęskniłam ;) ale faktycznie bloga powinnismy pisać dla przyjemności, nie statystyk, większej ilości egzemplarzy recenzenckich itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety właśnie tak się zdarza, że mimo wszystko musimy z tego prowadzenia bloga zrezygnować :)

      Usuń
  8. Ja mam tak zwane zrywy, i czasami piszę dwa posty na tydzień, a czasami nic przez trzy tygodnie. Lubię pisać, chociaż czasem terminy gonią, ale gdy przyjdzie "bardziej poważny" czas w moim życiu, pewnie także zawieszę bloga. Chyba nie będę miała na to czasu na studiach medycznych :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Był taki czas, że przytłoczyła mnie ilość egzemplarzy recenzenckich. Zaczęło mnie denerwować, że czytam to, co dostaję, a moje własne książki leżą. Gdzieś zaczęła się zgubić przyjemność z czytania, a tym samym z blogowania. Z czasem jednak wygrzebałam się z zaległości i teraz mocno zastanawiam się nad każdą propozycją, zanim ją przyjmę. Wreszcie znajduję czas na własne książki i przyjemność z czytania powróciła.
    A co do samego bloga - kiedyś spinałam się o to, że nic nie napisałam, że statystyki mogłyby być lepsze, ale w końcu wyluzowałam. Chcę pisać, to piszę. Nie mam ochoty siadać do komputera, to tego nie robię. To jedyny sposób, by nie zwariować i nie obrzydzić sobie bloga - zachować zdrowy rozsądek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie cały czas mam problem z tymi egzemplarzami recenzenckimi :/ powoli z tego wychodzę bo również mocno denerwuje mnie to, że nie mam czasu przez to na czytanie własnych książek :)

      Usuń
  10. Oj tak, niemoc blogerska jest baaardzo nieprzyjemna, dołująca i przytłaczająca, zwłaszcza, kiedy jest środek tygodnia, na głowie tysiące rzeczy do zrobienia i projektów do skończenia i nagle ni stąd ni zowąd myśl: "A, jeszcze post na bloga!". Niestety, nie ma co się oszukiwać, że bardzo trudno jest prowadzić bloga w trakcie tygodnia i do tego jeszcze być na bieżąco z sytuacją w blogosferze i nie spóźniać się z terminami recenzji... No ale takie już życie blogera i dlatego właśnie osobiście uważam, że blogowanie jest jakąś formą pracy - ilość wysiłku, jaki wkłada się w funkcjonowanie tej niewielkiej społeczności, którą wykreowaliśmy jest w końcu ogromna i zajmuje sporo czasu :)

    Pozdrawiam,
    https://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś również uważa, że to mimo wszystko jakaś forma pracy :D Niestety dużo ludzi, którzy nigdy nie mieli styczności z blogami nie potrafi tego zrozumieć :/

      Usuń
  11. Ojj niestety bolesne, ale prawdziwe i tutaj masz rację! Ostatnio sama zauważam, że wiele osób już rezygnuje z różnych przyczyn z pisania bloga, jak np. Minni z powyższego komentarza. Uwielbiałam jej blog, a tu nagle już nic więcej nie będzie, bo już koniec bloga. Oczywiście ją rozumiem. :) Jeszcze kilka innych takich naprawdę świetnych bloggerów widziałam, którzy w końcu też skapitulowali.

    Ja miałam taką niemoc blogową w maju tego roku. Zrobiłam sobie przerwę na 2 tyg, od bloga, bo już po prostu nie dawałam rady, no i faktycznie te statystyki tak mi wtedy spadły, że prawie sie załamałam, ale na szczęście zbyt kocham swojego bloga by całkiem go porzucić. W końcu wzięłam się za siebie i wybiłam się z dna.
    Z brakiem weny też się spotkałam. Tak jak napisałaś, przeczytałam książkę, o której mogłabym mówić i mówić, a jak przyszło pisać recenzję to nic...
    I jeszcze z wymienionych przez ciebie rzeczy, to się zachłysłam egzemplarzami recenzenckimi. Jak zaczynałam dopiero współpracować, to tak się tym podjarałam, że potem ledwo kwiczałam. Zbyt duża ilość książek spowodowała, że czytanie przestało sprawiać mi przyjemność. To była masakra. Teraz już wiem jak dobrze prowadzić współrace by mieć czas na swoje książki i na te co dostanę. Znalazłam równowagę i teraz blog i czytanie kocham jeszcze bardziej.

    No ale cóż, zdarza się, że jednak blogerzy padają. Takie życie. :c
    Świetny post ♥ Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cały czas staram się znaleźć ten złoty środek jeśli chodzi o współprace recenzenckie. Liczę, że jeśli się z tym w końcu uporam, to radość z blogowania i czytania w jakimś stopniu do mnie wróci :)

      Usuń
  12. Czasem przeżywam, jak to ja nazywam, zatwardzenie literackie. Ni cholery nie mogę nic napisać, choćbym nie wiem, ile siedziała przed kompem. Wtedy sobie po prostu odpuszczam i robię coś innego. Zazwyczaj działa ;)
    Ja aktualnie jestem ciut zakopana recenzenckimi, ale to dlatego, że gdy nie mam co czytać (tzn. zawsze mam, bo w domu jeszcze 200 nieprzeczytanych), to piszę o jakąs książkę, a potem naraz przychodzi WSZYSTKO.
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Twoja opinia jest dla mnie ważna. Tak więc zostaw po sobie jakiś ślad - tobie zajmie to tylko chwilę, a mi sprawi ogromną przyjemność i satysfakcję, że moja praca nie idzie na marne!
Katherine Parker