piątek, 3 kwietnia 2020

Powrót do Rosemary Beach 🌊 - czyli recenzja książki "Spróbujmy jeszcze raz" Abbi Glines


Tytuł oryginału: Never Too Far
Autor: Abbi Glines
Cykl: Rosemary Beach
Tom: 2
Ilość stron: 336 stron
Premiera: 09 październik 2013
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 🌟🌟🌟★★

o krok za daleko | spróbujmy jeszcze raz | zacznijmy od nowa | jesteś za daleko | przypadkowe szczęście | odzyskane szczęście | grając w miłość | daj nam ostatnią szansę | byłaś moja | jeszcze się spotkamy | już zawsze razem | nie pozwól mi odejść

📚 Wypożycz "Spróbujmy jeszcze raz" Abbi Glines w bibliotece! 📚
____________________

Oj baaardzo długo zajęło mi sięgnięcie po kolejny tom serii Rosemary Beach... Do tej pory coś mi było z nią nie po drodze i chyba dopiero przypadek musiał ponownie złączyć nasze losy 😆 Jak jednak widzicie, udało mi się w końcu przeczytać "Spróbujmy jeszcze raz" i teraz rodzi się pytanie - czy przez ten czas, od kiedy pierwszy raz przeczytałam "O krok za daleko" zmieniło się (w jakiś sposób) moje postrzeganie tej historii? 

Sama byłam tego bardzo ciekawa, gdy zabierałam się za drugi tom serii, więc jeśli interesuje was, jak się sprawy mają, zapraszam was dalej!


Po tym, gdy Blaire dowiedziała się o tajemnicy, jaką skrywał Rush (względem z resztą niej samej), dziewczyna wraca "w swoje dawne strony". Wszystko bowiem, co udało jej się zbudować w Rosemary Beach jest zbyt bolesne i za bardzo przypomina o tym, jak zawiłe jest teraz jej życie. Żeby jeszcze problemów w życiu Blair było za mało, dowiaduje się ona o pewnej rzeczy, która stanowczo (znacznie bardziej) wszystko komplikuje. Ta "rzecz", o której mówię (łatwo idzie się tutaj domyśleć o co chodzi), nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. W końcu autor musi zrobić coś, żeby mocniej "przygwoździć" swojego bohatera w trudach życia.
Rush natomiast nie wie, jak ma sobie poradzić ze stratą dziewczyny, na której zależy mu bardziej, niż jest w stanie przyznać przed samym sobą.

Tuż przed sięgnięciem po Spróbujmy jeszcze raz odświeżyłam sobie lekturę pierwszego tomu serii, aby po części przypomnieć sobie historię bohaterów, ale również dlatego, aby zobaczyć, jak spodoba mi się książka po tak długim czasie od mojego pierwszego spotkania z nią (dodam, że pokochałam ją o wiele mocniej, jeśli to w ogóle możliwe!). Mając więc porównanie śmiało mogę powiedzieć, że O krok za daleko jakoś bardziej trafiła do mojego serca. Spróbujmy jeszcze raz nie była zła, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podobała. Odnoszę mimo wszystko wrażenie, że czegoś mi w tym tomie brakowało.

To co zasługuje na plus, w przypadku tego tytułu, to na pewno poświęcenie większej uwagi bohaterom pobocznym. Możemy lepiej poznać, na przykład przyjaciela Blaire (i jej byłego chłopaka), który mi osobiście w ogóle nie przypadł do gustu, a dodatkowo odniosłam wrażenie, że jest niemiłosiernie samolubny, czy innych bohaterów z Rosemary Beach. Spodobało mi się również to, że mogłam znacznie więcej dowiedzieć się o przeszłości głównej bohaterki. Powrót (choć na chwilę) w jej rodzinne strony pomógł mi lepiej się w nią wczuć i zrozumieć niektóre jej reakcje. Mam z resztą wielką nadzieję, że ten wątek zostanie pociągnięty w kolejnych tomach. Jak zawsze w przypadku książek Abbi Glines urzekło mnie to, że potrafiła ona opisać sprawy raczej błahe, taką zwykła codzienność w sposób, który zachęca czytelnika do przewrócenia kolejnej strony. O książkach autorki można by powiedzieć, że przedstawiają codzienność zwykłych ludzi. Wiadomo, jest ona nieco podrasowana, jednak mimo wszystko to zwyczajne życie, a Abbi Glines dzięki swoim bohaterom oraz świetnemu warsztatowi sprawia, że czytelnik chce do tego wykreowanego świata wracać. I Spróbujmy jeszcze raz nie jest wyjątkiem.

Jak mówiłam, książkę czytało mi się bardzo dobrze, jednak patrząc teraz na to, co w drugim tomie Rosemary Beach zaprezentowała Abbi Glines mam wrażenie, że całość była nieco zbyt rozwleczona. Autorka zbyt mocno skupiła się moim zdaniem na użalaniu się bohaterów nad sobą, nie pojawiło się tam zbyt dużo ciekawych zwrotów akcji. Takie przeczekanie przed tym, co przyniosą kolejne tomy. Zawsze żałuję, gdy autorzy robią coś takiego swoim seriom (z resztą Rosemary Beach i tak ma już bardzo dużo tomów), zamiast wykorzystać potencjał historii w jakiś ciekawszy sposób.

No ale nie narzekajmy już - nie było fajerwerków, ale też było dobrze! Abbi nie zawiodła mnie na pewno pod względem swojego stylu, który uwielbiam już od dawna i który za każdym razem niesamowicie mi się podoba. Świetnie, że w końcu mogłam wznowić moją przygodę z tą serią autorki. Na pewno zadbam o to, aby po kolejne tomy nie sięgać po tak długim odstępie czasu.

Co mogę powiedzieć na koniec - to Abbi Glines, więc jak zawsze będę polecać 😁 Zobaczymy dalej, czy seria Rosemary Beach urzeknie mnie bardziej, niż moja ukochana Sea Breeze - sama jestem tego bardzo ciekawa!

poniedziałek, 2 marca 2020

Fascynująca lektura 😍, czy wielkie rozczarowanie? 😭 - czyli recenzja książki "Reputacja" Marcina Kiszeli

Tytuł oryginału: Reputacja
Autor: Marcin Kiszela
Ilość stron: 304
Premiera: 12 luty 2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena: 🌟🌟★★★

Wypożycz "Reputację" Marcina Kiszeli w bibliotece!
____________________

Gdy tylko zapoznałam się z opisem "Reputacji" odniosłam wrażenie, że książka ta jest wprost idealna dla mojej osoby. W końcu mamy tutaj do czynienia z social mediami i wizerunkiem publicznym - a to nie dość, że element moich studiów, to także coś, czym sama się interesuję poprzez publikowanie w sieci. No wprost książka w sam raz dla mnie! Jest to też kolejna polska pozycja, na którą postanowiłam się zdecydować. Nie spodziewałam się jednak czegoś tak... odmiennego w stosunku do reszty powieści, jakie miałam już okazję poznać w swoim czytelniczym życiu. To lektura zdecydowanie odbiegająca od zatartych schematów, jeśli chodzi o sposób jej napisania. Czy więc warto było po nią sięgać, aby przekonać się na własnej skórze o czym pisze Marcin Kiszela?

W dalszej części recenzji na pewno się tego dowiecie!

Milena to ikona polskiej muzyki. Każdy zna chociaż jedną z jej piosenek, chyba każdy kiedykolwiek o niej słyszał, na każdego jej twórczość wpłynęła w taki, czy inny sposób i oczywiście każdy z dostępem do internetu śledzi jej internetową karierę w social mediach. Za jej wizerunek w sieci odpowiada jednak po części ktoś inny. To dzięki Alicji Milena znajduje się na ustach wszystkich. Kobieta dba o to, aby żadne złe słowo na temat idolki wszystkich polaków (i nie tylko) nie znalazło się w internecie - pilnuje, aby jej gwiazda wciąż świeciła jak najjaśniej. Czy jednak takie nadzorowanie treści ma jakieś granice? Co zrobić, gdy utrata reputacji może stać się kluczem do ocalenia życia?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o "Reputacji" Marcina Kiszeli to  zdecydowanie niekonwencjonalny styl. O co chodzi? Już tłumaczę. Codziennością stało się dla nas, że narratorem w książce jest jej główny bohater, lub osoba trzecia, która zwyczajnie opowiada nam historię postaci. W "Reputacji" mamy jednak coś całkowicie innego. Jest to pewnego rodzaju zapis rozmów z osobami zamieszanymi w porwania Mileny, które przeprowadzał z nimi najprawdopodobniej autor. Brzmi ciekawie, prawda? Kwestie osoby przeprowadzającej wywiad zostały tutaj jednak całkowicie pominięte i skupiono się tylko i wyłącznie na tym, co miał do powiedzenia rozmówca (głównie jest to Alicja, ochroniarz Mileny i jej menadżer).  Odrębny element stanowią rozdziały przedstawiające postać Szymona - dość specyficznego mężczyzny, który jak się okazuje jest punktem kulminacyjnym całej powieści. Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie książki, jakie do tej pory czytałam i nie przypominam sobie niczego (jeśli chodzi oczywiście o powieści), co chociaż w najmniejszym stopniu można by porównać do "Reputacji" Marcina Kiszeli. Powiem tak - bardzo mnie to zaintrygowało. Na samym początku jednak miałam spore problemy z odnalezieniem się w tym wszystkim. Nie pasowało mi takie przedstawienie historii i szczerze mówiąc miejscami dość mocno zniechęcałam się przez to do całej książki. Z czasem jednak przestałam zwracać na to uwagę. Styl ten stał się dla mnie dość naturalny. Wydaje mi się, że moje zagubienie mogło wiązać się z tym, że całość brakuje lekkiego dopracowania. Może jakiegoś wprowadzenia, czy czegoś podobnego, aby czytelnik wiedział, z czym ma do czynienia. Taki styl też pozostawia po sobie również spory niedosyt. Zakończenia było dla mnie po prostu mało. Nie wiadomo, co stało się z bohaterami, jaką ponieśli karę, no i co z tą tytułową reputacją? Może jest to powód, aby popracować nad kontynuacją tej historii? Jeśli jednak autor postanowił całkowicie zakończyć książkę w tym przedstawionym przez siebie miejscu, myślę, że jest to kompletny niewypał.

Mi osobiście najbardziej podobały się rozdziały z perspektywy Szymona. To on wydał mi się być najbardziej intrygującą i mającą coś do powiedzenia osobą. Z wielkim zaciekawieniem śledziłam jego losy oraz poznawałam jego przeszłość. Szkoda, że autor nie poświęcił mu znacznie więcej czasu. Postać Alicji natomiast niemiłosiernie mnie denerwowała... Teraz tak sobie myślę, że może autor specjalnie przedstawił ją w taki, a nie inny sposób, bo chciał poprzez nią przedstawić wizerunek typowej, stereotypowej osoby z branży muzycznej - uczucia spychamy do kąta, liczy się tylko i wyłącznie sława. W każdym bądź razie o Alicji nie dowiadujemy się za wiele. Wiemy, że miała syna, którego straciła. Wiemy, że bardzo mocno przeżyła jego śmierć. I wiemy również, że była mocno związana z Mileną. To w zasadzie tyle. Jak dla mnie ta postać nie była do końca dopracowana. Chyba nawet mogę powiedzieć, że wszyscy bohaterowie, oprócz Szymona, nie były do końca przemyślane. Ja odbieram je jako takie puste powłoki, które są w książce, ale tak na prawdę nic nie wnoszą i nie nakłaniają czytelnika do poznania ich.

Względem "Reputacji" Marcina Kiszeli mam na prawdę mieszane uczucia. Nie była to książka zła, ciekawie mi się ją poznawało. Ma kilka zalet, które wyróżniają ją na tle innych, ale po prostu nie jest to historia, którą się zapamiętuje. To typowa pozycja na jeden wieczór - do przeczytania i zapomnienia. Szkoda, bo z pomysłu autora można by stworzyć coś na prawdę dobrego, o czym chciano by się mówić częściej. Sama nie żałuję tego, że poświęciłam czas dla tej książki, jednak jestem pewna, że gdybym miała teraz decydować, czy ją przeczytać, czy nie, na pewno bym się na nią nie zdecydowała...

Za możliwość zapoznania  się z książką bardzo mocno dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!

niedziela, 1 marca 2020

Porwanie i mroczny klimat wrzosowisk 🍂 - czyli recenzja książki "Skradzione dziecko" Sanjidy Kay

Tytuł oryginału: The Stolen Child
Autor: Sanjida Kay
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 24 kwiecień 2019 r.
Ocena: 🌟🌟🌟★★

📚 Wypożycz "Skradzione dziecko" Sanjidy Kay w bibliotece! 📚
____________________

Powiem wam szczerze, że do powieści "Skradzione dziecko" podchodziłam na prawdę sceptycznie. Wiem, że nie powinno oceniać się książek po okładce, jednak cały czas miałam wrażenie, że okładka książki Sanjidy Kay zdradza historię typowo obyczajową. Nie bardzo przepadam za tymi klimatami, przez co też bardzo długo zwlekałam z poznaniem powieści. Motyw mrocznych wrzosowisk, który zdradzał opis wydał mi się intrygujący, a mimo to niechętnie rozpoczęłam przygodę ze "Skradzionym dzieckiem". Jednak jak widzicie - książka już za mną, a ja śmiało mogę powiedzieć, że to wcale nie było takie straszne, jak się obawiałam. Mogę nawet powiedzieć, że podobało mi się! Z resztą polecałam tą historię wśród moich znajomych, a to mówi chyba samo za siebie, czyż nie?

Pierwsze rozdziały powieści były dla mnie nieco zbijające z tropu. Wpierw autorka przedstawia nam moment, w którym kobieta będąca w szpitalu w końcu ma urodzić swoje długo wyczekiwane dziecko. Dalej natomiast poznajemy Zoe Morley i jej męża Ollie'go, którzy już kilkanaście lat po tym wydarzeniu z pierwszego rozdziału wiodą szczęśliwe i rodzinne życie. Wszystko byłoby w porządku, ale gdy Zoe mówi nam o tym, że jej córeczka jest adoptowana zaczynamy się zastanawiać, kim była ta rodząca kobieta? O co tam tak na prawdę chodziło? Mi (i wiem, że nie tylko ja miałam z tym problem) mocno to przeszkadzało i trochę czasu zajęło mi dojście do tego, o co tak na prawdę chodzi. Może czepiam się tego drobnego szczegółu, jednak właśnie to zagubienie towarzyszyło mi przez całą książkę, choć niby już wiedziałam, co i jak. 

Pewnego dnia dochodzi do porwania córeczki Zoe i Ollie'go. Nie wiadomo, kto mógł to zrobić i gdzie podziała się dziewczynka. Muszę przyznać, że tutaj bardzo spodobało mi się to zwodzenie, przez autorkę, czytelnika za nos. Uwielbiam takie książki, gdzie niby przez cały czas wiem, kto jest sprawcą, ale koniec końców wychodzi na to, że całkowicie się myliłam. I tutaj właśnie coś takiego było. Razem z bohaterami błądzimy po zakamarkach przestępstwa rozpaczliwie starając się odnaleźć dziecko. Sanjida Kay świetne poradziła sobie z budowaniem napięcia, a co najlepsze fantastycznie udało jej się utrzymać ten klimat przez całą książkę. Najbardziej spodobało mi się to, że umieściła ona w swojej powieści cudowne pejzaże Wielkiej Brytanii oraz te wspaniałe, magiczne i mroczne zarazem wrzosowiska. To one sprawiły, że cała opowieść nabrała tej nutki grozy, a świadomość, że dziewczynka może błądzić samotnie po tym miejscu, jeszcze bardziej nakłania do poznania całej historii. Cudnie czytało mi się przez to książkę i nawet mogę powiedzieć, że szkoda mi było, gdy okazało się, że ostatnia strona jest już za mną.

Kolejne, co bardzo mi się spodobało, to wykreowanie postaci Zoe na artystkę. Jeśli chodzi o mnie, to niestety ze sztuką niestety nie mam nic wspólnego, ale bardzo podoba mi się ten motyw w książkach. Nie było tutaj żadnej przesady - Zoe zwyczajnie opowiadała o swoich pracach, lub o tym co ją inspiruje w trakcie codziennych spacerów na wrzosowisko. Dzięki temu książka zyskała ten specyficzny klimat, który tak bardo mnie urzekł. Podejrzewam z resztą, że gdyby Sanjida Kay zrezygnowała z tego pomysłu, całość byłaby po prostu nijaka. Serio ciężko jest mi sobie to wyobrazić...

Jak więc widzicie, odnośnie "Skradzionego dziecka" jestem jak najbardziej na tak. Może nie była to znowu Bóg wie jak genialna i zapadająca w pamięć książka, ale na prawdę świetnie mi się ją czytało. Otrzymałam świetny thriller z motywem porwania, poszukiwania, sztuki oraz z widokiem cudownych wrzosowisk w tle. Zakończenie natomiast  dosłownie wbiło mnie w fotel. Pamiętam, że po ukończeniu książki miałam w głowie kilka pytań, bo jednak pozostałam z lekkim niedosytem, ale w tym przypadku jestem w stanie przymknąć na to oko.
Czy polecam Wam "Skradzione dziecko" Sanjidy Kay? Jak najbardziej! Myślę, że warto zatrzymać się przy niej na chwilę, aby móc ją poznać.

Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!

środa, 26 lutego 2020

Gdy pamięć zawodzi i nic nie jest takie, jak nam się wydaje - czyli recenzja książki "Krok trzeci" Bartosza Szczygielskiego

Tytuł oryginału: Krok trzeci
Autor: Bartosz Szczygielski
Ilość stron: 400
Premiera: 29 styczeń 2020 
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena: 🌟🌟🌟★★

📚 Wypożycz "Krok trzeci" Bartosza Szczygielskiego w bibliotece! 📚
____________________

Od jakiegoś czasu co raz częściej sięgam po różnej maści thrillery, jednak "Krok trzeci", o którym chciałabym dzisiaj Wam opowiedzieć, jest chyba moim pierwszym polskim tytułem z tego gatunku. Twórczość Bartosza Szczygielskiego była dla mnie jak dotąd jedną wielką niewiadomą, a i o samej książce nie wiedziałam nic więcej, niż tylko to, co mówił opis z okładki. Tym bardziej więc pozycja ta wydała mi się być interesująca. Koniec końców mam jednak mieszane uczucia względem "Kroku trzeciego"... Niby było w porządku, ale... no właśnie.

Jeśli więc ciekawi was, jakie są moje odczucia w stosunku do nowej powieści Bartosza Szczygielskiego zapraszam was do dalszej części recenzji!

Pewnego dnia Magda budzi się w łazience swojego mieszkania, cała obolała i zakrwawiona. Nie ma jednak pojęcia, co się wcześniej wydarzyło, kto wyrządził jej taką krzywdę i co najważniejsze - gdzie jest jej mąż. Kobieta stara się przypomnieć sobie stopniowo, jak do tego doszło, ale z powodu wypadku sprzed kilku lat, ma ona ogromne problemy z pamięcią. Razem z koleżanką ze szkolnych lat stara się dojść do prawdy śledząc kolejno wszystkie elementy życia męża. Szybko okazuje się jednak, że mężczyzna nie jest do końca tym, za kogo się podaje.

Gdy tylko przeczytałam pierwsze strony "Kroku trzeciego" coś mi mówiło, że to będzie genialna książka. Nie chodzi tu tylko o samą fabułę, ale przede wszystkim o sposób, w jaki całość została napisana. Autor już od pierwszych stron rzuca swoich czytelników na głęboką wodę, rozpoczynając akcję od intrygującego momentu. Byłam na prawdę pod wielkim wrażeniem i miałam ogromną nadzieję, że dalej będę tak samo wbita w fotel, jak to było wcześniej. Niestety... im dalej w las, tym odniosłam wrażenie, że to jednak nie jest do końca to, czego się spodziewałam.
Zacznijmy jednak od samej fabuły. Mamy tutaj dorosłą kobietę, która posiniaczona i dotkliwie zraniona budzi się w łazience swojego mieszkania. Nie ma pojęcia, co mogło jej się wydarzyć, jednak jest pewna, że to właśnie jej mąż wyrządził jej krzywdę. Gdyby Magda mogła z nim porozmawiać byłoby znacznie lepiej, lecz mężczyzny nie ma i wychodzi na to, że przepadł jak kamień w wodę. Ten motyw bardzo mi się spodobał. Cały czas miałam wrażenie, że to mąż Magdy jest tym złym w powieści, że będzie on typowym czarnym charakterem z thrillera. Choć to wydawało mi się być trochę za proste, byłam mimo wszystko pewna, że taką właśnie książkę trzymam w ręku. Jednakże dla urozmaicenia fabuły pojawia się kolejna postać, a mianowicie przyjaciółka z czasów szkolnych naszej narratorki. Bardzo mocno różni się ona od Magdy - jest jej totalnym przeciwieństwem, ale przez to właśnie dodaje do powieści takiego kopa. To właśnie ta bohaterka najbardziej ze wszystkich postaci mnie zaintrygowała.

Także niby widzicie, wszystko ładnie pięknie, jednakże mnie przez większość czasu książka po prostu nudziła. Zdecydowanie za dużo było tutaj, moim zdaniem, takich zbędnych i niejasnych elementów. Odniosłam przez to wrażenie, że historia nie wciąga już tak bardzo, jak na początku, tylko niesamowicie się wlecze, przez co ja na przykład nie miałam miejscami ochoty, aby bardziej się w nią zagłębiać. Środek książki był z resztą momentem, który najbardziej mi się dłużył i przez który najciężej było mi przebrnąć. Warto jednak było trochę pocierpieć, bo końcówka "Kroku trzeciego" to istna petarda! Jak już wspominałam wcześniej, przez większą część książki zdawało mi się, że wiem, jak ona się zakończy i kto okaże się być tym złym. Ostatnie rozdziały niesamowicie mnie więc zaskoczyły i sprawiły, że nie mogłam się od nich oderwać. Śmiało mogę nawet powiedzieć, że nie cierpię Bartosza Szczygielskiego za to, na jakie zakończenie się zdecydował. Ten szok był za duży, aby móc wszystko racjonalnie ogarnąć.
Po zakończeniu książki czuję lekki niedosyt, bo mam sporo pytań, na które chciałabym znać odpowiedzi, jednakże sądzę, że za to zakończenie autorowi należą się ogromne brawa!

Trochę szkoda mi w taki sposób podsumować lekturę "Koku trzeciego", jednakże dobry początek i zaskakujące zakończenie nie wystarczą, abym uznała ten tytuł za w pełni godny uwagi. Autor miał na prawdę świetny pomysł na stworzenie takiej fabuły, jego styl również okazał się być dla mnie niesamowicie intrygujący i podejrzewam, że prędzej czy później sięgnę po kolejne książki Bartosza Szczygielskiego. Szkoda tylko, że patrząc na całość nie wyszło to już tak dobrze.
Na pewno nie mogę powiedzieć, że książka była zła - co to, to na pewno nie. Jednak ja się przy niej po prostu wynudziłam. I tyle.

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!

środa, 29 stycznia 2020

Sztuczna inteligencja 💻 i zranione serce 💔 - czyli recenzja książki "Chmura" Claudii Pietschmann


Tytuł oryginału: Cloud
Autor: Claudia Pietschmann
Ilość stron: 400
Premiera: 16 październik 2019 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 🌟🌟🌟★★

📚 Wypożycz "Chmurę" Claudii Pietschmann w bibliotece! 📚
____________________

W dzisiejszych czasach dla każdego z nas normalne jest to, że stałym elementem naszego życia stały się smartfony, komputery, czy internet.  Nie ma w tym nic odkrywczego - to jest i chyba już zawsze będzie stały element naszego życia. Tak samo normalne stało się dla nas udostępnianie prywatnych informacji na nasz temat dla innych - a to poprzez zdjęcia na Instagramie ukazujące naszą codzienność, a to poprzez wszelkie dane, które upubliczniamy, by dokonać jakiegoś zakupu w sieci. Nie raz też pojawiały się obawy, że cyberprzestępcy zhakują nasze dane i nie będziemy umieli się przed tym ustrzec. Jednak czy ktoś z was zastanawiał się kiedykolwiek nad tym, czy to możliwe, aby ta sztuczna inteligencja zyskała świadomość i żeby to właśnie ona zaczęła działać na naszą niekorzyść? Albo dzięki rozwiniętej medycynie i technologii będziemy mogli przenieść naszą świadomość do wirtualnego świata, do tak zwanej "chmury"? Wydaje się być to całkowicie niemożliwe, a jednak intrygujące i wzbudzające wielkie obawy. 
Taką rzeczywistość udało się przedstawić Claudii Pietschmann w "Chmurze" i już na wstępie mogę powiedzieć, że wyszło jej to nad wyraz dobrze!

Tak więc jeśli tym wstępem zachęciłam was do poznania kilku słów więcej na temat ów powieści, zapraszam dalej!

Emma straciła młodszego brata w wyniku wypadku w domu. Po śmierci najmłodszego dziecka jej rodzice postanowili zrobić wszystko, aby i ją uchronić przed niebezpieczeństwem. Przeprowadzili się więc do inteligentnego domu - miejsca będącego nowoczesnym bunkrem mającym zapewnić im komfort oraz najwyższe bezpieczeństwo. Dla Emmy to jednak jak uwięzienie w klatce. Jej kojarzy się on tylko z najgorszymi momentami życia. Dziewczyna czuje się niesamowicie samotna, a jedyne wsparcie, jakiego potrzebuje znajduje w grupie dla ludzi pogrążonych w żałobie na Facebooku. Tam też poznaje Paula, który wydaje się być jedyną osobą na świecie, która nadaje na tych samych falach, co ona. Powoli przyjaźń zamienia się w coś więcej, chociaż ta dwójka jeszcze nigdy nie miała okazji poznać się w rzeczywistości.

Szczerze mówiąc, gdy zabierałam się za czytanie "Chmury" spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego. Myślałam, że razem z główną bohaterką wdamy się w niebezpieczny romans z kimś poznanym przez internet i że z czasem ta tajemnicza osoba zacznie zagrażać jej życiu. I w pewnym sensie miałam rację! Z tą jednak różnicą, że mamy tutaj do czynienia z czymś... wirtualnym. Dla mnie okazało się to być jednym wielkim zaskoczeniem - czegoś takiego w ogóle się nie spodziewałam. Okazuje się bowiem, że Paul był kiedyś normalnym chłopakiem, jednak jego życie z czasem bardzo mocno się zmieniło. Ciężko jest tutaj powiedzieć coś więcej, żeby nie zdradzić zbyt wiele, jednak śmiało mogę powiedzieć, że z czymś takim jeszcze się nie spotkałam.

Historia zawarta w "Chmurze" jest niesamowita! Wciąga już od pierwszych stron i ten stan utrzymuje się aż do ostatniej przeczytanej kartki. Ta z pozoru zwykła młodzieżówka skrywa w sobie na prawdę świetną fabułę, która na pewno zaskoczy nie jednego czytelnika. Bardzo spodobało mi się to wykorzystanie w powieści sztucznej inteligencji w normalnym życiu. Nie mamy tutaj do czynienia z jakąś fantastyką, czy bardzo odległą przyszłością. Zarówno Emma, jak i jej rodzice to tak na prawdę zwykli ludzie, którzy postanowili uczynić swoje życie bezpieczniejszym po przeżytej tragedii. Można więc powiedzieć, że coś takiego mogłoby spotkać każdego z nas (gdybyśmy oczywiście mieli wystarczająco dużo pieniędzy, aby taki domowy system sobie sprawić). Zaskakujące jest to, jak szybko coś, co miało ułatwiać nam życie może stać się naszym najgorszym koszmarem.
Najciekawszymi postaciami z tych przedstawionych w "Chmurze" są niewątpliwie główni bohaterowie, czyli Emma i Paul. O dziewczynie dowiadujemy się najwięcej i to jej towarzyszymy podczas trwania fabuły. Poznajemy to, jak postrzega ona świat i jak strata kogoś bliskiego wpłynęła na jej osobę. Paul natomiast to jedna wielka zagadka. Razem z Emmą poznajemy go w sieci i dowiadujemy się o nim tylko tyle, ile sam zechce nam powiedzieć. W międzyczasie pojawiają się smaczki, które pokazują nam, że coś z nim nie jest do końca w porządku, a to tylko bardziej zaostrza nam apetyt na poznanie całej książki.
Punktem kulminacyjnym i zdecydowanie najlepszą częścią "Chmury" jest jej końcówka. To ona wzbudza najwięcej emocji i najbardziej trzyma w napięciu. Dla mnie była też jednym wielkim zaskoczeniem i sprawiła, że trzymałam kciuki za Emmę, aby wyszła z tego cało. Autorka świetnie poradziła sobie ze zbudowaniem napięcia w swojej historii. Potrafiła bez problemu przykuć uwagę czytelnika, a dodatkowo udało jej się utrzymać ją aż do samego końca - a to nie często się zdarza.

Dla mnie lektura "Chmury" to jedna wielka przygoda, którą uważam za bardzo udaną. To połączenie młodzieżówki z lekkim wątkiem miłosnym z budzącym ciarki na plecach thrillerem - jedno z moich ulubionych połączeń. Claudia Pietschmann zrobiła na mnie na prawdę spore wrażenie i z wielką chęcią sięgnę po kolejne jej powieści. Cieszę się bardzo, że bez żadnych wyrzutów sumienia mogę polecić wam jej książkę, bo jestem przekonana, że na pewno zaskoczy was ona tak samo, jak mnie.

Za możliwość zapoznania się z książką z całego serca dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina!


Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek