środa, 22 lutego 2017

[145] Margo


Tytuł oryginału: Marrow
Autor: Tarryn Fisher
Ilość stron: 320 stron
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 7/10

W Bone jest dom.
W domu mieszka dziewczyna.
W dziewczynie mieszka ciemność...

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa "pożeraczem". Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje ją niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judaha - starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała. Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać... "Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból". Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.
[opis pochodzi z okładki książki]

Choć Margo z pozoru wydaje się być zwyczajną nastolatką, to jednak rzeczywistość jest całkowicie inna. Jej matka już od kilku lat pogrążona jest w głębokiej depresji, zmaga się z lękami, które nie pozwalają jej opuszczać ich domu, a co noc odwiedza ją inny mężczyzna, dzięki któremu jej matka ma pieniądze na papierosy, leki i inne rzeczy. Dodatkowo już od dawna w ogóle nei odzywa się do córki, którą traktuję jak powietrze - chyba że czegoś od niej potrzebuje, wtedy uważa ją za swoją służącą, a polecenia zapisuje na karteczkach. Będąc jeszcze dziewczynką, Margo musiała nauczyć się być dorosłą, aby tylko przeżyć. Wszystko to jednak bardzo mocno odbiło się na jej osobowości, przez co dziewczyna jest bardzo nieśmiała i niepewna siebie i uważa, że nie zasługuje na nic co dobre. Do czasu, gdy zauważa swojego sąsiada Judaha - młodego chłopaka, który mimo, iż jeździ na wózku zachowuje się tak, jakby był w pełni sprawnym człowiekiem, który może całkowicie cieszyć się z życia. Dziewczyna postanawia więc spędzać z nim coraz więcej czasy, aby nauczyć się być taką jak on. Gdy jednak dochodzi do tajemniczego morderstwa dziewczynki z sąsiedztwa, w Margo zaczynają budzić się demony, o których nie miała pojęcia.

"Twoje życie może znikać tak powoli, że nawet tego nie zauważasz."

Szczerze mówiąc bardzo chciałam poznać tą książkę głównie ze względu na tak wiele pozytywnych opinii, które krążą na jej temat. Długo nie wiedziałam tak na prawdę, o czym jest ta książka, jednak strasznie chciałam zobaczyć, czym wszyscy się tak zachwycają. Wydaje mi się, że opis z jakim możemy się zapoznać na okładce książki jest dość mocno mylący, gdyż przedstawia książkę w taki sposób, że ma się wrażenie, iż historia w niej zawarta to bardzo przyjemna powieść o przyjaźni Margo z Judahem oraz o ich wspólnych poszukiwaniach mordercy zabitej dziewczynki - przynajmniej ja tak to odebrałam. Koniec końców otrzymałam książkę, co do której mam na prawdę mieszane uczucia i nie wiem do końca, co mam o tym wszystkim myśleć.

Do połowy książki wszystko szło jak najlepiej - powieść bardzo mnie wciągnęła i cały czas kibicowałam Margo, by w końcu wyrwała się z pożeracza i Bone i w końcu zaczęła normalne i pełne radości życie, na które zasługiwała. Bardzo zaintrygował mnie ten początek i choć wiedziała, że powieść ta nie będzie lekka i pewnie nie zakończy się happy endem to bardzo mi się podobała i czytałam ją z zapartym tchem. Jednak później wszystko zaczynało się mieszać i zaczęłam dochodzić do wniosku, czy właśnie czegoś takiego od tej książki oczekiwałam. Margo stała się jeszcze bardziej mroczna, a to chyba nie bardzo zaczęło mi odpowiadać. Końcówka książki chyba najbardziej mnie zszokowała. Po jej przeczytaniu miałam ochotę zapytać się autorki co to tak na prawdę miało być?! I tym razem nie chodziłoby mi o te pozytywne zdziwienie, gdy czytelnik otrzymał tak świetne zakończenie, że nie może się po nim pozbierać. Tym razem po zakończeniu powieści czułam się dosłownie przeżuta, psychicznie wykończona i dość mocno zniesmaczona. To nie było to, czego się spodziewałam i nie jestem tym zachwycona.

Nie da się ukryć, że umysł Margo przez te wszystkie lata, które przeżyła bardzo mocno się rozregulował (chociaż jest to chyba zbyt delikatne określenie tego, co działo się w jej umyśle), przez co dziewczyna była bardzo zagubiona. Miejscami miałam ochotę osobiście wyrwać ją z tego przeklętego miasta, jak najdalej od pożeracza, jej matki, czy tych wszystkich negatywnych bohaterów, w których towarzystwie musiała dorastać. Gdy zaczęła się spotykać z Judahem miałam nadzieje, że to właśnie dzięki niemu uda jej się osiągnąć wszystko to, czego tak bardzo dla niej pragnęłam. Nie chcę wam za dużo zdradzać z fabuły, więc powiem tylko, że postać Judaha jest bardzo zagadkowa i choć z początku wydaje się wam, że wiedzie o nim wszystko, mylicie się całkowicie. I to bardzo!

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka prowadziła całą książkę. Idealnie oddawał on charakter nie tylko głównej bohaterki, ale również całej bohaterki. Jest on na prawdę przemyślany, a każde wykorzystane w książce słowo zostało dobrane z bardzo wielką ostrożnością. Czytając książkę już od samego początku wie się, że nie jest to kolejna lekka historia z happy endem w tle, lecz powieść, która zdecydowanie namiesza czytelnikowi w głowie i zmusi do wielu różnych przemyśleń. Jestem bardzo ciekawa, czy w swoich innych pozycjach autorka zastosowała podobny zabieg, czy dotyczyło się to tylko i wyłącznie właśnie  tego tytułu.

Podsumowując więc, Margo to naprawdę dobra i miejscami trudna książka. Czytając ją wciąż doświadczamy licznej zmiany odczuć w stosunku do Margo, jej zachowania i popełnionych czynów. I choć znajduję w niej wiele dużych plusów, to jednak wciąż uważam, że to nie jest to, czego od niej oczekiwałam. Co prawda wciąż nie mogę zdecydować, jakie tak właściwie są moje odczucia w stosunku do tej historii to jednak chyba bardziej przeważają tutaj te negatywne emocje. A wielka szkoda, gdyż liczyłam, że będę tą historią zwyczajnie oczarowana.

wtorek, 21 lutego 2017

[80] FILMOWO: Zbuntowana

Tytuł oryginału: Insurgent

Reżyseria: Robert Schwentke

Scenariusz: Brian Duffield, Akiva Goldsman, Mark Bomback

Gatunek: Akcja, Sci-Fi

Produkcja: USA

Na podstawie: Veronica Roth "Zbuntowana"

Czas trwania: 2 godz.

Premiera: 20 marca 2015 (Polska), 11 marca 2015 (świat)

Obsada: Shailene Woodley, Theo James, Kate Winslet, Naomi Watts, Octavia Spencer, Jai Courtney, Ansel Elgort  

Ocena: 7.5/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Po tym, jak grupa nieustraszonych została oskarżona o ataki na altruistów, Tris oraz Cztery muszą ukrywać się przed ścigającymi ich oddziałami. Schronienie otrzymują u serdecznych, którzy znajdują się na neutralnej stopie w obliczu zaistniałych ostatnio wydarzeń. Jednakże Jeanine nadal pragnie zrobić wszystko, aby wprowadzić w życie swój plan, wyłapać wszystkich niezgodnych i ponownie wrócić do stworzonej przez Założycieli harmonii. Plan Jeanine zaczyna zbierać jednak coraz więcej przeciwników, którzy powoli buntują się przeciwko obecnej władzy.


Zbuntowaną miałam okazję oglądać już kilka dni po premierze, mimo to wciąż miałam problem z napisaniem jej recenzji. Zbierałam się na prawdę dużo razy, zawsze kończył się to tak samo - kilka dość dobrze brzmiących linijek tekstu i na tym koniec. Pamiętam, że po seansie ekranizacja na prawdę mi się podobała. Teraz, gdy po dwóch latach postanowiłam ponownie powrócić do tej pozycji, nie jestem nią już aż tak bardzo zachwycona.

Również Niezgodną (recenzja klik) obejrzałam ponownie, lecz tutaj byłam zachwycona tak samo, jak za pierwszym razem. Jeśli jednak chodzi o Zbuntowaną przez większą część filmu tak na prawdę dość mocno się nudziłam i od czasu do czasu spoglądałam na zegarek, by upewnić się, ile tak na prawdę jeszcze mi zostało...


Całość zaczyna się dość obiecująco - z początku dowiadujemy się, co po ucieczce z miasta robili Tris, Cztery, Peter oraz Caleb. Już wtedy jednak nie możemy się długo nudzić, gdyż akcja w miarę szybko się rozkręca i zaczynamy towarzyszyć bohaterom w kolejnej ucieczce przed systemem. Dalej fabuła nieco zwalnia i choć wciąż obserwujemy, jak Tric i Cztery starają się znaleźć jakieś wyjście z zaistniałej sytuacji, przeżywamy niemały szok, gdy bohaterowie natrafiają na bezfrakcyjnych, powoli wszystko wydaje się być nieco niedopracowane - niby z pozoru wydaje się być w porządku lecz nie jest to do końca zgodne z prawdę. Jak wspomniałam wcześniej, za pierwszym razem w ogóle mi to nie przeszkadzało i całą akcję śledziłam z wielkim zapałem, jednakże teraz nie do końca mnie ona zachwyciła przez co czuję lekki niedosyt.


Największą rzeczą, której nie mogę znieść do tej pory, która nie bardzo ma wpływ na fabułę, tylko bardziej na wygląd całokształtu jest to, że Tris ścięła włosy..... Dobiło mnie to już podczas seansu w kinie, jak również i teraz. Przez to, gdy oglądałam ją na ekranie miałam wrażenie, że nie jest to Tris, tylko Hazel z Gwiazd naszych wina, która jakimś cudem znalazła się w Chicago i jest niezgodna. Nie wiem, czy w książce też tak było (jeśli tak, to jeszcze jestem w stanie to zrozumieć), gdyż nie miałam okazji jej czytać, jednakże jeśli był to tylko i wyłącznie wymysł twórców ekranizacji, to osobiście bym ich za to pobiła. Nowa fryzura w ogóle nie pasuje mi do Tris, którą poznałam w Niezgodnej i strasznie utrudniało mi to skupienie się na fabule. Cóż niby taki mały drobny szczegół, ale dla mnie tworzy on na prawdę sporą różnicę.


Podsumowując więc, nie uważam Zbuntowanej za jakąś największą klapę, choć zdaję sobie sprawę z tego, że z mojej recenzji może to wynikać. Głównie moje uwagi dotyczą fabuły, a raczej sposobu przedstawienia poszczególnych wątków, no i oczywiście jest jeszcze ta nieszczęsna fryzura Tris... Jednak reszta była moim zdaniem na prawdę dobra - od aktorów wcielających się w poszczególne postacie, którzy spisali się bez zarzutów, po efekty wizualne, które wywołały na mnie ogromne wrażenie. Myślę więc, że Zbuntowana to dobra kontynuacja, jednak jeszcze nie świetna. Mimo to warto poświęcić na nią chwilę, by poznać dalsze losy Tris oraz Cztery. Końcówka okazała się być prawdziwą petardą i jestem strasznie ciekawa, co wydarzy się dalej, choć wiem, że Wierna dla wielu okazała się być ogromną porażką.


NIEZGODNA:
niezgodna | zbuntowana | wierna

poniedziałek, 20 lutego 2017

[144] 12 dni świąt Dasha i Lily


Tytuł oryginału: The Twelve Days of Dash & Lily
Autor: Rachel Cohn; David Levithan
Cykl: Dash & Lily
Tom: 2
Ilość stron: 248 stron
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 6/10

Minął prawie rok od ostatnich Świąt, do Gwiazdki zostało tylko dwanaście dni. Dash i Lily są wciąż razem, ale czy są tacy sami? Czy mimo przeciwności przyjaźń i miłość na nowo rozbłysną - jak światełka na choince?
Od czasu, kiedy czytelnicy śledzili rodzące się uczucie Dasha i Lily, bohaterowie wiele wspólnie przeżyli. Ukochany dziadek Lily przeżył zawał serca, a trudna rekonwalescencja dramatycznie wpłynęła na jego zwykle optymistyczne usposobienie.
To nie był łatwy rok.
Zbliża się Boże Narodzenie - dla Lily najważniejszy czas w roku. 
Dash wraz z przyjaciółmi muszą podbić Manhattan, by Lili znów poczuła magię Świąt.
[opis pochodzi z okładki książki]

Od czasu, gdy czytałam Księgę wyzwań Dasha i Lily (recenzja klik) minęło już trochę czasu, jednak dopiero niedawno tak naprawdę dowiedziałam się, że pojawiła się kontynuacja tej historii. Nie miałam o tym zielonego pojęcia i bardzo zaskoczyło mnie, że autorzy w ogóle zdecydowali się na napisanie dalszych losów Dasha i Lily. Na początku nie miałam zbyt wielkiej ochoty na poznanie ich kolejnych przygód, gdyż dla mnie była to po prostu historia zakończona. Nie polubiłam jej aż na tyle, by sięgać po kontynuację - po prostu dobrze mi się czytało tą powieść, jednak żadnych fajerwerków tutaj nie było. Jednak gdy natknęłam się na tą książkę w bibliotece po prostu nie mogłam przejść koło niej obojętnie, chyba zwyczajnie zbyt mocno interesowało mnie, co też autorzy postanowili dalej zaprezentować swoim czytelnikom. Czy więc opłacało się dalej brnąć w historię, która dla mnie była już definitywnie zakończona?

Dzięki przygodzie, jaką Dash i Lily wspólnie przeżyli na kartach książki Księga wyzwań Dasha i Lily, dwójka ta mimo tak bardzo różniących się charakterów potrafiła znaleźć wspólny język, a nawet stać się parą. Przez jakiś czas wszystko toczyło się bardzo dobrze, jednak gdy ukochany dziadek Lily trafia do szpitala z powodu zawału, wszystko powoli zaczyna się coraz bardziej walić. Obydwoje, choć nie od razu to dostrzegają, zaczynają oddalać się od siebie coraz bardziej, a gdy w końcu sobie to uświadamiają, boją się, że może być już za późno, by wszystko naprawić. 
Jak wspomniałam, podczas czytania pierwszej części serii bawiłam się bardzo dobrze - książkę czytało mi się przyjemnie, przez co bardzo miło wspominam tą pozycję. Choć myślałam, że druga część serii będzie raczej niepotrzebną kontynuacją, to teraz cieszę się, że powstała i że zdecydowałam się na jej przeczytanie. Od razu warto wspomnieć, że nie ma ty zbyt wielkich fajerwerków, tak jak w przypadku Księgi wyzwań..., jednak i tym razem dalsze losy Dasha i Lilly poznawało mi się bardzo przyjemnie.

Jedną z rzeczy, które mi się tutaj nie podobały, było całkowite zepchnięcie tych charakterystycznych dla Dasha i Lily zabaw związanych z dziennikiem na ostatnie tory. Mi osobiście świetnie się o tych zadaniach czytało i liczyłam, że coś podobnego otrzymam tutaj, jednak autorzy poświęcili temu zaledwie kilka ostatnich rozdziałów powieści. O czym jest więc cała książka? W sumie tak na prawdę przez większość czasu czytamy o tym, jak to Lily i Dash mają problemy ze swoim związkiem... Nie da się ukryć, że miejscami było to bardzo nudne i monotonne, jednakże dzięki wciąż towarzyszącemu książce humorowi, było to jak najbardziej do zniesienia. Jednak mimo wszystko wielka szkoda, że autorzy temu charakterystycznemu dla bohaterów wątkowi poświęcili tak mało czasu.

12 dni świąt Dasha i Lily to przyjemna książka, którą na prawdę dobrze czyta się w zimowy wieczór. Można dzięki niej świetnie oderwać się od rzeczywistości i bawić się w towarzystwie Dasha i Lily. Nie jest to powieść wysokich lotów, jednak w wolnej chwili zdecydowanie warto poświęcić dla niej chwilę czasu - może nie zapamiętamy jej na długo, lecz świetnie się przy niej odprężymy. Ja jestem jak najbardziej na tak,więc jeśli pierwszą część macie już za sobą, w wolnej chwili koniecznie sięgnijcie i po jej kontynuację.

DASH & LILY:
księga wyzwań dasha i lily | 12 dni świąt dasha i lily

sobota, 18 lutego 2017

[79] FILMOWO: Uniwersytet potworny

Tytuł oryginału: Monsters University

Reżyseria: Dan Scanlon

Scenariusz: Robert L. Baird, Dan Scanlon, Daniel Gerson

Gatunek: Animacja, Dla dzieci, Komedia, Przygodowy

Czas trwania: 1 godz. 44 min.

Premiera: 3 lipca 2013 (Polska), 8 czerwca 2013 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Billy Crystal (Mike Wazowski - głos), John Goodman (James P. Sullivan - głos), Steve Buscemi (Randall Boggs - głos), Helen Mirren (Dziekan Hardscrabble - głos)/Wojciech Paszkowski (Mike - głos polski dubbing), Paweł Sanakiewicz (Sully - głos polski dubbing), Sławomir Pacek (Randy - głos polski dubbing), Danuta Stenka (Dziekan Skolopendra - głos polski dubbing)

Ocena: 9/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Mike Wazowski będąc jeszcze małym potworem wiedział, kim chce zostać. Jego największym marzeniem było dostać się na Uniwersytet Potworny, studiować straszologię, by w końcu móc stać się najsłynniejszym straszakiem w historii. Nie straszne były mu wszelkie przeciwności, jakie świat stawiał na jego drodze, gdyż wiedział, że dzięki ciężkiej pracy osiągnie to, na czym tak bardzo mu zależy. Gdy w końcu udaje mu się trafić na wymarzony kierunek poznaje pewnego siebie i niezwykle aroganckiego Jamesa P. Sullivana, który chełpiąc się sławą swojego ojca, całkowicie lekceważy naukę na Uniwersytecie. Mike chcąc udowodnić, że dzięki nauce i ciężkiej może stać się najstraszniejszym straszakiem w historii zaczyna rywalizować z Sullivanem.


Chyba każdy z nas widział, albo przynajmniej słyszał o fantastycznej animacji, jaką są Potwory i spółka (recenzja klik), jednak jestem przekonana, że nie każdy widział już Uniwersytet potworny, czyli równie dobrą kontynuację przygód Mike i Sulliego, która tak naprawdę przedstawia wydarzenia z życia tych dwóch potworów, gdy nie pracowali jeszcze razem jako straszacy. Czy zastanawialiście się skąd ta dwójka tak naprawdę się zna, jakie były początki och znajomości? Uniwersytet potworny odpowie na wszystkie te pytania, bo jak się okazuje ich wielka przyjaźń z początku nie była aż taka kolorowa.

Podczas, gdy Potwory i spółka poznawaliśmy tak na prawdę z perspektywy obydwóch bohaterów, w tej części zagłębiamy się w historię za pośrednictwem Mike'a. Ja jestem tym faktem po prostu zachwycona, gdyż to właśnie Mike jest moim ulubionym bohaterem z całej tej ekipy a poznawanie tej animacji towarzysząc mu jednocześnie na studiach było po prostu epickie.


Przez większą część filmu obserwujemy tak na prawdę, jak Mike stara się zostać najlepszym studentem na roku rywalizując jednocześnie z Sullym, jednak to później zaczyna się cała akcja, gdy bohaterowie muszą złączyć siły, by udowodnić na co ich stać. Jednakże już od samego początku oglądając animację nie będziemy się nudzić - cały czas coś się dzieje, a dzięki temu, że to właśnie historię Mike'a tak na prawdę cały czas obserwujemy, towarzyszy nam nieustanny humor bohatera, a to całkowicie wynagradza wszystkie braki.

Ciekawym posunięciem było ukazanie widzom nie tylko tej dwójki najbardziej charakterystycznych dla całej animacji potworów, lecz potajemne wplecenie innych postaci, które mieliśmy okazję postać już w Potworach i spółka, jak chociażby wrednego Randalla, który z początku na studiach był całkiem miłym potworem. Dodatkowo pojawia się cała masa całkowicie nowych i niezwykle charyzmatycznych bohaterów, a każdy jeszcze bardziej różni się od drugiego.


Moim zdaniem Uniwersytet potworny to na prawdę dobrze zrobiona ekranizacja. Mimo bardzo dużej różnicy pomiędzy premierami obydwóch części, twórcą filmu udało się utrzymać ten charakterystyczny dla produkcji klimat. Nie ma też obaw, że animacja ta została wyprodukowana tylko i wyłącznie dla pieniędzy - a nawet jeśli, to oglądając ją kompletnie tego nie widać.

Myślę więc, że jeśli macie za sobą Potwory i spółka, Uniwersytet potworny jest dla was pozycją wręcz obowiązkową. Z całą pewnością szkoda by było ominąć taką świetną animację, przy której każdy będzie się świetnie bawił. Ja z całą pewnością jeszcze nie raz będę do niej wracać, by na powrót przypomnieć sobie całą historię.


POTWORY I SPÓŁKA:
potwory i spółka | uniwersytet potworny

środa, 15 lutego 2017

[143] Dotknij mnie


Tytuł oryginału: Just for Now
Autor: Abbi Glines
Cykl: Sea Breeze
Tom: 4
Ilość stron: 368 stron
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 8/10

Preston Drake, przystojny surfer, największy kobieciarz w Sea Breeze, wciąż poluje na piękne studentki. Pewnego dnia odkrywa jednak. że starsze panie sporo by zapłaciły z widok jego pięknej twarzy i twardych jak skała mięśni. Kiedy wydaje mu się, że dzięki dobrym zarobkom wszelkie problemy ma za sobą, na jego drodze staje dziewczyna. Nie byłe jaka dziewczyna.

Amanda Hardy, delikatna i niewinna siostra jednego z przyjaciół, w Prestonie zakochana jest od dawna. Nie potrafi zrezygnować z chłopaka, przed którym każda matka przestrzegałaby swoje córki. Dziewczyna wie, że pozory mylą, a Preston zasługuje na miłość. Chce go lepiej poznać. Chce poznać jego tajemnice.

Jak potoczą się ich losy?
Czy Preston okaże się być dobrym człowiekiem?
[opis pochodzi z okładki książki]

Amanda i Preston znali się od dawna, jednak do tej pory był on dla niej jedynie przyjacielem jej starszego brata. Z czasem jednak wszystko się zmieniło i pomimo reputacji okropnego kobieciarza, Amanda zakochała się w nim i gdy w końcu udało jej się z nim przespać, ten uciekł od niej i zachowywał tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało. A jednak, stało się i to coś bardzo dla niej ważnego. Jednak jak poradzić sobie z tym, że chłopak, którego się kocha całkowicie cię odtrąca. Amanda jednak nie wie, jakie życie wiedzie na prawdę Preston. Chłopak robi wszystko, aby nikt nie dowiedział się, w jaki sposób zarabia na życie. Jednak gdy uświadamia sobie, że zaczyna coś czuć do Amandy stara utrzymać ją w odpowiedniej odległości, gdyż wie, że dziewczyna zasłużyła na kogoś zdecydowanie lepszego. Na drodze staje również Marcus - starszy brat Amandy i najlepszy przyjaciel Prestona - który nie pozwoli, aby chłopak wykorzystał jego młodszą siostrę, tak jak robił to już z wieloma innymi dziewczynami. Co zrobić, gdy pomiędzy dwójką osób zaczyna rodzić się uczycie, które nie powinno w ogóle mieć miejsca? Czy miłość potrafi przezwyciężyć wszystkie bariery?

Dotknij mnie to czwarta już część z serii Sea Breeze, która od samego początku tak bardzo mi się spodobała. To typowy romans z nutką erotyku, więc nie jest to szczególnie ambitna lektura, jednak idealnie nada się ona do odprężenia. Ja właśnie tego od niej oczekuję i w stu procentach to dostaję. W tym tomie poznajemy historię Prestona i Amandy, czyli najlepszego przyjaciela i młodszej siostry Marcusa Hardy, którego mieliśmy okazję poznać już a początku serii, jak i w drugiej części całkowicie jemu poświęconej. Dotychczas Preston pojawiał się w całej serii raczej sporadycznie i wiedzieliśmy o nim tylko tyle, że prowadzi bardzo rozwiązłe życie seksualne, jednak nic poza tym, a jak się okazuje Preston ma na prawdę wiele do opowiedzenia.
Akcja książki zaczyna się bardzo nagle i to w momencie, w którym Amanda ma zamiar przespać się z Prestonem. Autorka nie daje czytelnikowi ani chwili wytchnienia i od razu rzuca go na głęboką wodę. Mogłoby się wydawać to nieco dziwne, jednak w poprzedniej części (Ocal mnie (recenzja klik)) mogliśmy dowiedzieć się co nieco o tym, że Prestona i Amandę coś do siebie ciągnie, choć tak na prawdę nikt jeszcze się tego nie domyślał. W każdym bądź razie mi takie zagranie jak najbardziej bardo odpowiada - był to na prawdę świetny i niezwykle ciekawy początkowy wątek książki. 
Z samego początku, gdy poznawałam dopiero serię Sea Breeze trochę przeszkadzało mi to, że w każdej kolejnej części będę miała okazję poznać innych bohaterów, a tych, których tak bardzo polubiłam już wcześniej spotkam tylko sporadycznie. Bardzo chciałam poznać dalsze losy tych osób, które już pokochałam, jednak teraz mogę śmiało powiedzieć, że w ogóle mi już to nie przeszkadza - wręcz przeciwnie uważam, że gdybym ciągle tylko czytała o jednych bohaterach historia byłaby zwyczajnie nudna, bo w końcu ile można czytać o tym samym, prawda? Czytanie w każdym kolejnym tomie o innych członkach ekipy z Sea Breeze okazało się dla mnie o wiele lepszym i znacznie ciekawszym rozwiązaniem. W dodatku nie oznacza to wcale, że z poprzednimi bohaterami książek Abbi Glines nie mamy już żadnego kontaktu. Pojawiają się oni również często i to czasem z naprawdę zaskakującymi nowinkami ze swojego życia (na przykład dotyczących Marcusa i Low). Cieszę się więc, że tym razem mogłam poznać historię Prestona, którego osoba ciekawiła mnie już od dawna.

Książkę czyta się strasznie szybko! Pochłonęłam ją praktycznie w jeden wieczór i teraz nie mogę pogodzić się już z tym, że mam ją za sobą. Bardzo przyjemnie spędzało mi się czas w towarzystwie Prestona i Mandy i z wielką chęcią poczytałabym o nich o wiele dłużej. W powieści działo się na prawdę sporo, przez co ani trochę się nie nudziłam, tylko śledziłam każdą linijkę z wielkim zainteresowanie. Pamiętam, że gdy czytałam poprzednią cześć serii z Cage'm i Evą w rolach głównych trochę przeszkadzała mi ta ogromna bezpośredniość jaką posługiwała się autorka w stosunku do życia seksualnego głównych bohaterów. Miejscami wydawało mi się strasznie przesadzone i czasem, choć historia była równie wciągająca co poprzednie, miałam zwyczajnie ochotę rzucić książką w kąt i powrócić do niej, gdy znów nabiorę siły na tyle bezpośredniości. Cieszę się więc, że w Dotknij mnie autorka znacznie przystopowała i choć owszem nadal wiele się tu działo, to jednak przedstawiła wszystko w naprawdę przyjemny i umiarkowany sposób, który mi osobiście bardzo się spodobał. Także wielkie brawa i oby tak dalej!

Podsumowując więc, Dotknij mnie to kolejna świetna historia wspaniałej ekipy z Sea Breeze, któą tak bardzo pokochałam. Jak już wspomniałam we wstępie, nie jest to zdecydowanie lektura wysokich lotów, jednak jeśli gustuje się właśnie w takich powieściach, myślę, że jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Chętnie zabrałabym się za tą książkę jeszcze raz, by móc spędzić z Prestonem i Amandą jeszcze tych kilka chwil. Teraz z wielką niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej części serii, która z pewnością spodoba mi się równie mocno, co wszystkie jej poprzedniczki!

SEA BREEZE:
oddychaj mną | wybierz mnie | ocal mnie | dotknij mnie | sometimes it last | misbehaving | bad for you | hold on tight | until the end

Za możliwość powrotu do wspaniałej ekipy z Sea Breeze i spędzenia z nią czasu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek