poniedziałek, 15 stycznia 2018

[200] PRZEDPREMIEROWO: Fake It


Tytuł oryginału: Fake It
Autor: Sandra Nowaczyk
Ilość stron: 284 strony
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

Premiera: 17 stycznia 2018


Powiem wam, że odkąd poznałam pierwszą książkę autorki Sandry Nowaczyk coś mi mówiło, że warto mieć tą dziewczynę na oku, bo w przyszłości może stworzyć na prawdę dobrą powieść. Ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko! Z początku podchodziłam do Fake It czyli najnowszej książki z pod pióra Sandry dość sceptycznie. Wiązało się to głównie z moją awersją do polskich autorów. Pamiętałam jednak, że całkiem dobrze bawiłam się podczas lektury Friendzone - po Fake It sięgnęłam jednak tak na prawdę z czystej ciekawości. Czy było warto? Zdecydowanie tak!

W książce poznajemy dwie z pozoru mocno różniące się od siebie bohaterki - Sparks i Indie. Spotykają się one w dość specyficznych okolicznościach, to jest podczas wizyty u wróżki. I chociaż zamieniają ze sobą zaledwie parę słów to Sparks czuje, że zna swoją rozmówczynię, jakby spędziła z nią całe życie. Jest jednak pewien mały szkopuł - Sparks chce się zabić, zaraz po powrocie od wróżki. Ma ona bowiem swoje powody, które kumulowały się przez siedem lat i to właśnie teraz dziewczyna chce się od nich uwolnić. Jednakże jej plany zostają całkowicie pokrzyżowane pojawieniem się Indie. Dowiaduje się ona o planach Sparks i chce zrobić wszystko, aby dziewczynę od nich odwieźć. W ten oto sposób bohaterki spędzają ze sobą jeden dzień, który ma pokazać naszej narratorce, że życie potrafi być cudowne, a samobójstwo to nie jest wcale rozwiązanie problemu. 

Tak jak mówiłam wcześniej, choć wiedziałam, że historia stworzona może być ciekawa, to jednak nie liczyłam na to, że zachwyci mnie ona w jakiś na prawdę mocny sposób. Ale obiecałam sobie podejść do niej raczej z czystym umysłem i na spokojnie przyjąć to, co miała do zaoferowania autorka.
Początek powieści już stopniowo zaczynał mnie zaciekawiać, jednak wiecie, nie było jeszcze tego zachwytu w stylu "o boże uwielbiam to!". Jednakże jak mówi przysłowie im dalej w las... tym książka okazywała się być co raz lepsza. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to to, że styl Sandry Nowaczyk na prawdę się poprawił. Pamiętam, że niektórzy z was, w przypadku Friendzone zarzucali jej, że wiać, iż jest dopiero początkującą autorką, itp. Ja również to zauważyłam, ale nie uderzyło mnie to tak bardzo, jak niektórych. Jednak tak jak mówiłam, od razu widać, że Sandra na prawdę mocno pracowała nad swoim stylem. Przemyślany dobór słów, filozoficzne podejście do sytuacji - ja jestem zdecydowanie na tak! Ciężko jest mi trochę wytłumaczyć to w recenzji, ale myślę, że gdy sami sięgniecie po książkę stwierdzicie "Tak! Kasia miałaś rację.". Przypomnę wam tylko, że autorka ma obecnie osiemnaście lat, jednakże w Fake It widać jej dorosłe i na prawdę przemyślane podejście do życia. Jak dla mnie pozycja ta jest doroślejszą wersją jej twórczyni. I sądzę, że to jest na prawdę sporym atutem tej książki.

Akcja książki dzieje się tak na prawdę na przestrzeni dwudziestu czterech godzin, które bohaterki spędzają razem. Zawsze bardzo podobało mi się takie przedstawienie fabuły, gdyż uważałam, że potrzeba nie lada talentu oraz zaangażowania w pracę, aby nie dość że zaciekawić czytelnika to jeszcze utrzymać wszystko w chronologicznym porządku. I choć po zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że jakoś nie działo się w książce za dużo przez ten czas, to jednak.... cały czas akcja się rozwijała i nie było tutaj żadnych nudnych momentów, kiedy chciało by się przewinąć akcję do przodu. 


Jeśli chodzi o bohaterki to tutaj na chwilkę się zatrzymam, bo zdecydowanie jest o czym mówić. W tekście poznajemy Sparks oraz Indie - dziewczyny całkowicie od siebie różne. Przez większą część książki skupiamy się tak na prawdę głównie na życiowych problemach Sparks. W sumie, z racji tego, że jest ona narratorką książki, możemy poznać również jej myśli i samo podejście do życia - a nie da się ukryć, że jest ono na prawdę pesymistyczne. Bardzo dokładnie możemy zagłębić się w jej umysł i poznać to, co nią kieruje. Powiem wam, że mocno spodobał mi się ten filozoficzny umysł Sparks. Sama uwielbiam zatapiać się w swoich myślach i rozwodzić się nad różnymi nurtującymi mnie sprawami, przez co w pewnym sensie poczułam się połączona z bohaterką. Co prawda moje rozmyślania nie idą w takim mrocznym kierunku, jak jej, ale mimo wszystko ucieszyłam się, że spotkałam na swojej czytelniczej drodze taką postać. O powodzie, który popycha Sparks w kierunku samobójstwa już od siedmiu lat, dowiadujemy się tak na prawdę na samym początku książki. Odniosłam wrażenie jednak, że w trakcie trwania książki bohaterka tak jakby chciała przekonać siebie, a za razem i nas, czytelników, że jej postępowanie jest słuszne. Gdyby jednak stanąć z boku i na spokojnie przyjrzeć się tej postaci od razu idzie zauważyć, że jest ona niezwykle zagubioną i przestraszoną dziewczyną, która tak na prawdę nie do końca wie, co ma zrobić.
Indie, jaką przedstawiła nam autorka i jaką zna również Sparks, wydaje się być całkowitym przeciwieństwem głównej bohaterki - jest szalenie pozytywna (ale nie w ten denerwujący dla większości ludzi sposób), we wszystkim stara się dostrzegać tą jasną, dobrą stronę i najważniejsze - chce zrobić wszystko, aby pomóc Sparks. Ale jest to tylko jedno oblicze Indie. Tak na prawdę przez całą książkę Sandra Nowaczyk umiejętnie dozuje nam informacje o drugiej dziewczynie. W ten sposób cały czas chcemy wiedzieć, co ukrywa Indie - a zdecydowanie jest coś na rzeczy.
Bohaterki bardzo szybko zaczyna łączyć coś, co niesamowicie przeraża a zarazem intryguje Sparks. Z początku ma to związek jedynie z takim bractwem dusz, jednakże później szybko przeradza się w coś zdecydowanie poważniejszego. Przez całą książkę obserwujemy więc, jak rozwija się relacja pomiędzy dziewczynami.

Najbardziej wbijającym w fotel punktem książki jest zdecydowanie jej zakończenie! Owszem, całość czyta się bardzo szybko i z wielkim zainteresowaniem, ale to końcówka jest tutaj tym punktem kulminacyjnym. Szczerze, gdy doszłam do ostatniego słowa powieści, pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna miałam wielką ochotę cisnąć książką po prostu przez okno! I nie przez to, że było tam coś złego - to było po prostu genialne zagranie autorki! Kompletnie nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji i gdy w końcu cała ta złość na Sandrę mnie opuściła, powoli zaczynało do mnie docierać, co tak na prawdę się wydarzyło i walczyłam z przemożną chęcią pogrążenia się w rozpaczy... O tak! Przygotujcie się na to, że książka ta zdecydowanie wyciśnie was ze wszystkich emocji...

Także przechodząc już do podsumowania, mogę wam z ręką na sercu polecić nową książkę Sandry Nowaczyk, jaką jest Fake It. Powieść jest bardzo mocno przemyślana praktycznie na każdym kroku. Cały czas trzyma w napięciu, ciekawi i zachęca do dalszej lektury. No i to zakończenie... czego chcieć więcej! Ja jeszcze raz podkreślę tylko, że jestem na prawdę zaskoczona tym, co autorka zaprezentowała i mam ogromną nadzieję, że kolejne jej książki będą równie dobre i emocjonujące co poprzednia.

Za możliwość przedpremierowego zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

PS Już niedługo będę miała dla was dwie małe niespodzianki związane z książką! Pierwsza to wywiad z autorką Sandrą Nowaczyk, która uprzejmie zgodziła się dopowiedzieć na kilka moich pytań (za co jej oczywiście serdecznie dziękuję!). Druga to konkurs! Będę miała dla was aż 2 egzemplarze Fake It! Także obserwujcie uważnie bloga!

czwartek, 11 stycznia 2018

[1] ZAPOWIEDŹ: "Fake It" Sandra Nowaczyk

Tytuł oryginału: Fake It
Autor: Sandra Nowaczyk
Ilość stron: 300 stron
Wydawnictwo: Feeria Young


PREMIERA 17 stycznia 2018 r.


Czy poznałaś kiedyś kogoś takiego, kto wydawał się odbiciem twojej duszy? 
Kogoś, z kim rozumiesz się bez słów i z kim każda chwila nabiera milionów znaczeń? 
Bez kogo życie stanie się całkiem puste? 

Sparks postanawia skończyć ze sobą. Jej analityczny umysł nie widzi innego rozwiązania… Życie straciło dla niej sens, gdy wiele lat temu zniknęła jej mama. Wszystko już zaplanowane – do zrobienia zostało już tylko jedno. Idzie w miejsce gdzie będzie mogła bezlitośnie wyszydzić i zdemaskować to, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć: intuicję, zdolność przewidywania, uczucia. Nie wie jednego: że spotka tam kogoś, kto rzuci jej wyzwanie.
źródło opisu i okładki: Feeria Young

Już niedługo będziecie mogli zapoznać się z moją opinią na temat książki! Jak pamiętacie pierwszą książkę autorki Friendzone (recenzja klik) objęłam swoim patronatem i bardzo mocno ciekawiło mnie, jak dalej potoczy się kariera pisarska Sandry. Już teraz mogę powiedzieć wam, że na prawdę mocno poprawił się jej styl pisarski, a Fake It niesamowicie wciąga i intryguje.

Niedługo będę miała dla was również małą niespodziankę związaną z książką! A jeśli wszystko dobrze pójdzie to nawet dwie małe niespodzianki. Także śledźcie z uwagą bloga i wyczekujcie zbliżającej się premiery!


środa, 3 stycznia 2018

[199] Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Wydanie ilustrowane


Tytuł oryginału: Fantastic Beasts and Where to Find Them
Autor: J.K. Rowling
Ilustrowała: Olivia Lomenech Gill
Cykl: Harry Potter
Tom: -
Ilość stron: 138
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 7/10

Pewnie zdążyliście się już domyślić, że jestem wielką fanką Harry'ego Pottera i wszystkiego co z nim związane. Nic  więc dziwnego, że jedną z moich ostatnich must have była ilustrowana wersja Fantastycznych zwierząt.... Gdy dowiedziałam się, że ta pozycja ma zostać zilustrowana nie posiadałam się z radości. Miałam wielką nadzieję, że okaże się podobna do tych ilustrowanych przez Jima Kay'a. I choć ogólnie muszę przyznać ze to wydanie Fantastycznych zwierząt... jest na prawdę ciekawe, to jednak chyba liczyłam na coś troszkę lepszego.

Dla jasności wytłumaczę, że to wydanie to nic innego jak dobrze znany nam podręcznik Hogwartu tyle, że dodatkowo został wzbogacony o ilustracje autorstwa Olivii Lomenech Gill. Treść jest więc dokładnie ta sama (tak mi się przynajmniej wydawało, gdy ją czytałam). W tej recenzji nie będę się skupiała na tekście, bo w sumie jaki byłby sens ponownie o tym pisać, skoro moją opinię macie już tutaj. Ciekawych treści zapraszam więc do tamtego posta, a ja teraz skupię się na wyglądzie wizualnym książki.

Od samego początku bardzo spodobała mi się okładka książki. Przypominała mi ona trochę taką encyklopedię dla dzieci (nie pytajcie, dlaczego), ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Teraz trochę żałuję jednak, że nie została ona utrzymana w takich klimatach rodem ze świata czarodziejów. W przypadku podręczników Hogwartu już od samego początku można było poczuć się, jakbyśmy wypożyczyli je z biblioteki czarodziejów. Ta jaką otrzymaliśmy jest na prawdę dobra, ale myślę, że można by tutaj pójść w nieco inną stronę. 


Ilustracje wewnątrz książki skupiły się głównie na tych wszystkich fantastycznych zwierzętach, które zostały zawarte w spisie. Nie znam się za bardzo na rysunku, ale wydaje mi się, że niektóre zostały namalowane przy użyciu akwareli, a kilka to nawet prace wykonane węglem. Wiele z tych ilustracji na prawdę zapiera dech w piersiach - są stworzone z najmniejszymi detalami i odwzorowują opis zawarty przez Newta Skamandra. Ale - tak, muszę znowu troszkę na coś ponarzekać - patrząc na nie tak ogólnie, znowu mam wrażenie, jakby trochę odbiegały one od stylu czarodziejów. Chodzi mi tutaj głównie o całą otoczkę ilustracji. Zabrakło w nich takiej magi, takiego wiecie - wow! Często jest tak, że ilustracja jakiegoś zwierzęcia znajduje się na na środku strony a reszta jest w zasadzie pusta. Gdy teraz przeglądam książkę odnoszę wrażenie, że jest tak bardzo często, przez to książka wydaje się być pusta. Owszem, są i takie strony, które zostały całe pokryte jakimś rysunkiem, jednak jak dla mnie większość jest trochę skromna. W kilku przypadkach przeszkadzało mi również to, że ilustracje są nieco chaotyczne i trzeba poświęcić trochę czasu, aby to konkretne zwierzę odnaleźć. Gdy nie zna się jeszcze opisu, jest to niekiedy niemożliwe. Na plus zasłużyły jednak strony poświęcone smokom. Byłam bardzo zaskoczona, gdy dotarłam na tą rozkładaną planszę, gdzie mogłam w całej okazałości zobaczyć, jak wygląda Spiżobrzuch Ukraiński. Spodobało mi się również to, że przy opisie Śmierciotuli zamieszczono coś w stylu rękopisu człowieka, który opowiada o jej ataku. Właśnie czegoś takiego oczekiwałam w przypadku ilustrowanych Fantastycznych zwierząt... i cieszę się, że chociaż w jednym przypadku to otrzymałam.

Z rzeczy takich bardziej technicznych nie jestem do końca zadowolona z tego, że książka została wydrukowana na takim matowym papierze. Plus za to, że jest on gruby i ciężko go zagiąć, ale nie przywodzi mi on na myśl takiej starej księgi. Myślę, że książka prezentowałaby się nawet o wiele lepiej, gdyby całość została wydrukowana na tych połyskujących kartkach, jak ilustrowane wersje Harry'ego.

Podsumowując to wszystko powiem tak - jest dobrze, ale nie do końca tak, jak być powinno. Książka, pod względem graficznym, za bardzo odbiega od świata czarodziejów. Idealnym określeniem na to było by powiedzenie, że zostały pomieszane tam dwa style - stary i nowy, który moim zdaniem całkowicie wszystko zepsuł. Przez ten lekki chaos i ogólne niezdecydowanie wyszło coś moim zdaniem nie do końca pasującego do świata czarodziejów. Jestem tym trochę rozczarowana, bo akurat w przypadku Fantastycznych zwierząt... ilustrowana wersja mogła wyjść na prawdę obłędnie. Tutaj, jak mówiłam, nie jest do końca tragicznie, ale no... to nie jest to. 
Czy warto się z nią zapoznać? Myślę, że tak, jeśli jest się fanem Harry'ego i Fantastycznych zwierząt... Jednak zdecydowanie nie warto nastawiać się na coś na prawdę mocno spektakularnego. 

HARRY POTTER - FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA I JAK JE ZNALEŹĆ: 

Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina!


wtorek, 2 stycznia 2018

Podsumowanie roku 2017


No i mamy to! Oficjalnie 2017 rok jest już za nami - przyszła pora na wszystkie podsumowania i odkreślenie tego czasu grubą krechą. Pamiętam, jak pisałam wam, że rok 2016 nie był dla mnie za dobry i bardzo chciałam, żeby ten kolejny okazał się być o wiele lepszy. I chociaż nie jestem do końca pewna, czy tak się stało, myślę że mogę śmiało stwierdzić, że koniec końców jestem z tego 2017 roku nawet zadowolona.

W planach na 2017 rok mówiłam wam, że nie chcę narzucać sobie zbyt wiele, jednakże miałam kilka takich obowiązkowych punktów, których na prawdę chciałam dopilnować.

Co spotkało mnie w 2017 roku?
Najważniejszym punktem na mojej liście było to, aby uporać się z zaległymi egzemplarzami recenzenckimi, które wówczas mi się uzbierały. Chciałam ruszyć z czystym kontem i powrócić do radości z czytania i z blogowania. Czy mi się to udało? Po części chyba tak chociaż było to dopiero przy końcówce 2017 roku. Na pewno ograniczyłam egzemplarze recenzenckie. Co prawda jeszcze kilka czeka ich w kolejce, jednak teraz dopiero widzę, jak ten brak kontroli źle wpływał na moją radość z czytania i prowadzenia tego bloga. Zauważyłam, że więcej uwagi poświęcam na to, aby zastanowić się, czy faktycznie daną książkę warto przeczytać, czy też nie. Owszem zdarzały mi się (i w sumie zdarzają czasem) takie sytuacje, kiedy okazywało się, że brałam coś pod wpływem impulsu i później podczas czytania niemiłosiernie się męczyłam, jednak widzę, że idę w dobrym kierunku i może w kolejnym podsumowaniu będę mogła pochwalić się wam, że całkowicie poradziłam sobie z tym problemem. W podsumowaniu 2016 roku mówiłam wam, że chciałabym wprowadzić zmiany w wyglądzie bloga. Jak widzicie nic z tym nie zrobiłam, dlatego chciałabym zmienić to w tym roku. Mniej więcej jakiś zarys już mam, muszę tylko naleźć czas, żeby wprowadzić to w życie. W minionym roku blog obchodził swoje trzecie już urodziny i strasznie ubolewam nad tym, że nie świętowałam tego wydarzenia tak, jak chciałam. Prawdę mówiąc całkowicie to olałam - po prostu jakoś nie byłam w nastroju, żeby tego dopilnować. 
Najważniejsza w mim życiu prywatnym okazała się w końcu upragniona przeprowadzka! Wraz z rodziną zamieszkaliśmy na reszcie w naszym nowym domu z czego ja niemiłosiernie się cieszę, bo to oznaczało przeniesienie się do całkowicie nowej biblioteczki. Myślę, że może stworzę dla was kiedyś post poświęcony mojej biblioteczce, bo bardzo chciałabym wam się nią pochwalić.

Statystyki 2017 roku:
Jak zawsze przypomnę wam, że bloga założyłam dokładnie 11 sierpnia 2014 roku i prowadzenie go aż do teraz (mimo licznych wzlotów i upadków) jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Jestem osobą, która z reguły szybko się wszystkim nudzi. Myślałam, że z blogiem będzie podobnie, a tutaj proszę - jeszcze trochę i będą cztery lata! Strasznie się cieszę, że chociaż jednak taka rzecz mi się udała. Dodatkowo całe to blogowanie mogę wykorzystywać na studiach (dużo z tego prowadzenia bloga przydało mi się w praktyce), a także na praktykach, czy zwyczajnie w szukaniu pracy na przyszłość. 

Liczba wyświetleń: 144,389 (o 47,568 więcej, niż w 2016 r.) 
Liczba obserwatorów: 453 (o 37 więcej, niż w 2016 r.)
Liczba postów ogółem: 120 (o 3 mniej, niż w 2016 r.) 
❄ posty książkowe: 61 (o 6 więcej, niż w 2016 r.) 
❄ posty filmowe: 25 (bez zmian) 
❄ inne: 34 (o 9 mniej, niż w 2016 r.) 
Liczba obserwatorów na FB: 262 (o 49 więcej, niż w 2016 r.)
Liczba obserwatorów na IG: 498 (o 268 więcej, niż w 2016 r.)

Książkowe TOP 10 2017 roku:
Przeglądałam ostatnie podsumowania poprzednich lat i jak zawsze miałam problem z wyborem minimum dziesięciu książek, tak teraz miałam problem z tym, żeby te dziesięć pozycji w ogóle było.. Doszłam do wniosku, że choć przeczytanych przeze mnie powieści było więcej, niż w zeszłym roku, to chyba jednak było bardzo dużo tych przeciętnych historii. Trochę mnie to smuci, bo jednak wydawało mi się, że wybieram raczej interesujące pozycje. Teraz dochodzę więc do wniosku, że chyba muszę bardziej zastanawiać się nad tym, co czytam, bo czuję się, jakby to czytanie w 2017 roku było troszkę stratą czasu. Ale żeby ten rok nie wyglądał na całkiem zmarnowany, udało mi się znaleźć kilka tytułów, z których na prawdę jestem dumna.



Bad Mommy Tarryn Fisher
Był sobie pies W. Bruce Cameron
Czerwień rubinu Kerstin Gier
Dziewczyna z pociągu Paula Hawkins
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz J.K. Rowling


Pierwszy dotyk Laurelin Paige
Ponad wszystko Nicola Yoon
Układ Elle Kennedy
Uwięzione Natasha Preston
Księżniczka wampirów Alyxandra Harvey

Filmowe TOP 10 2017 roku:
Filmów w 2017 roku oglądałam na prawdę mało. Większość z nich to nowe produkcje, na których seans wybrałam się do kina, lub takie, które po prostu widziałam już kilka razy. Akurat tutaj nie miałam jednak problemu z wyborem tych najlepszych - większość filmów była świetna i na pewno miło będę je wspominać. Kilka recenzji tych produkcji nie znalazło się jeszcze na blogu, ale chcę to nadrobić w najbliższym czasie, więc możecie się ich spodziewać.


183 metry strachu (2016)
Aż do kości (2017)
Before I Fall (2017)
Ciemniejsza strona Greya (2017)
Gru, Dru i minionki (2017)


Hotel Transylwania (2012)

Plany na 2018 rok!
Najważniejszym postanowieniem nowego roku jest dla mnie po prostu prowadzenie bloga z taką radością i zaangażowanie, jak robiłam to na początku. Zbyt wiele pracy w to wszystko włożyłam, by teraz się poddawać i zbyt dużo to wszystko dla mnie znaczy. Liczę, że teraz jakoś sobie z tym poradzę - na pewno będę do tego mocno dążyć. Jak też wam mówiłam prędzej, chciałabym zmienić trochę wygląd bloga, jednak nie wiem jeszcze kiedy to nastąpi. Chciałabym też wprowadzić lekkie urozmaicenie w moich postać - oczywiście pisać więcej takich wpisów około książkowych i zrobić coś, aby recenzje były dla was bardziej przyjazne. Jeśli chodzi o książki, na pewno będę robić większą selekcję tego, co czytam, aby tak jak w minionym roku, nie tracić czasu na coś, co w ogóle nie jest tego warte. Jednym z moich największych planów jest zaczęcie umieszczania filmików na YouTube. Już od dawna o tym marze - chciałabym spróbować swoich sił, sprawdzić, czy się do tego nadaję i czy chcielibyście mnie oglądać. Chcę też, aby była to taka forma ćwiczeń w stosunku do moich studiów (bardzo by mi się te zdobyte umiejętności przydały w tworzeniu pracy licencjackiej). Nie mam pojęcia, jak się za to zabrać, ale wiem, że chcę spróbować - zobaczymy, więc jak to będzie.

Pora więc odkreślić 2017 grubą kreską i znów zacząć od nowa! 
A jak wam minął ten rok? Pochwalcie się!


sobota, 30 grudnia 2017

[101] FILMOWO: Pitch Perfect 3

Tytuł oryginału: Pitch Perfect 3

Reżyseria: Trish Sie

Scenariusz: Kay Cannon, Mike White

Gatunek: Komedia, Muzyczny

Produkcja: USA

Na podstawie: Mickey Rapkin "Pitch Perfect: The Quest for Collegiate A Cappella Glory"

Czas trwania: 1 godz. 33 min.

Premiera: 22 grudnia 2017 (Polska), 20 grudnia 2017 (świat)

Obsada: Anna Kendrick, Rebel Wilson, Brittany Snow, Anna Camp, Hailee Steinfield, Ester Dean, Elizabeth Banks, Ruby Rose

Ocena: 8/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony filmweb.pl


Wierzyć mi się nie chce, że trzecia i zarazem ostatnia część Pitch Perfect jest już za mną! Dopiero co przecież zaczynałam swoją przygodę z The Barden Bellas i z wielką niecierpliwością wyczekiwałam pojawienia się kontynuacji. Od samego początku bardzo ciekawiło mnie to, co też jeszcze może się w tym filmie pojawić, no bo w końcu chyba wszystko już było. Obawiałam się także, że ta część została zrobiona tylko i wyłącznie dla pieniędzy, a jak wiadomo - nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. Ale postanowiłam sobie podejść do tej produkcji z otwartym umysłem i starałam się nie oceniać jej pod pryzmatem poprzednich części. Czy mi się udało - zobaczcie sami!

Dla dawnych Słowików z Barden okres świetności już minął. Wszystkie dziewczyny ze starego składu skończyły już studia i teraz starają się wieść normalne życie. Jedynie Becca ma jeszcze jakiś związek z branżą muzyczną, jednak chyba nie tego do końca oczekiwała. Wkrótce dziewczyny dostają wiadomość od Emily, w których ta informuje je o wielkim powrocie dawnych Słowików. Rozczarowane swoim dotychczasowym życiem dziewczyny z wielką radością postanawiają wziąć udział w wydarzeniu mając jednocześnie nadzieję, że oznacza to dla nich wspólny występ. Bohaterki postanawiają jeszcze przez chwilę pociągnąć swoją dawną uniwersytecką sławę i wyruszają na tournée po bazach wojskowych, aby zawalczyć o support podczas występu sławnego DJ'a Khaled'a.


Już po pierwszych minutach filmu widać, że ta część będzie jednak inna, niż wszystkie. Gdy zobaczyłam, jak Słowiki uciekają z wybuchającego jachtu w głowie miałam tylko jedną myśl - co to kurczę ma być? Na prawdę zaczęłam podejrzewać, że ta kontynuacja to będzie jedno wielkie nieporozumienie. Ale jak już mówiłam postanowiłam podejść do historii z lekkim przymrużeniem oka i dopiero na końcu stwierdzić, co o niej sądzę. 

Bardzo ucieszyłam się z tego, że mogłam zobaczyć na ekranie znów razem wszystkie członkinie Słowików. Chodzi mi tutaj głównie o pojawienie się Aubrey, której jednak w dwójce było na prawdę mało. Jedyną osobą, która w trójce została odsunięta lekko na boczne tory była Stacy, ale było to z pewnych ważnych powodów, o których dowiecie się już z filmu. Nie zabrakło jednak Gail i Johna, czyli szalonych reporterów z Let's Talk - Appella, którzy tym razem pojawiali się nie tylko jako zgryźliwi komentatorzy. W trzeciej części postanowili nagrać materiał o The Barden Bellas i jak to bywa w ich wykonaniu nie zabrakło przy tym humoru.


Jeśli jesteśmy już przy humorze, to tak, jak miało to miejsce w przypadku drugiej części i jego był tutaj na prawdę sporo. Jeśli chodzi o mnie z jednej strony mi to pasuje, a z drugiej jednak nie. Chodzi mi o to, że jeśli patrzę tylko na drugą i trzecią część to jestem z tego jak najbardziej zadowolona, ponieważ humor ten nie jest w ogóle przesadzony tylko odpowiednio dobrany do bohaterów - Grubej Amy, Gail i Johna, itp. Z resztą dowodzi temu fakt, że podczas seansu obydwóch filmów wiele razy śmiałam się do łez (serio, w trójce kilka razy musiałam się powstrzymywać, żeby nie wydrzeć się na całą salę kinową!). Ale jeśli popatrzę na całość - tj. pierwszą, drugą i trzecią część, skupiając się głównie na jedynce - to po prostu wydaje mi się, że z filmu muzycznego powstała kolejna głupia komedia z elementami filmu muzycznego w tle. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy wy też - dajcie znać w komentarzach. Gdy o tym myślę, albo komuś mówię mam wrażenie jednak, że się z tym nie do końca zgadzam, bo jeśli ktoś by mnie zapytał, czy mi się podobało, mogę śmiało powiedzieć tak!


Drugą rzeczą, do której po prostu muszę się doczepić jest wątek z Grubą Amy. Nie chce zdradzać filmu tym, którzy go nie widzieli, więc jeśli nie chcecie o tym czytać omińcie ten fragment i przejdźcie dalej!
SPOILER!!!
Odnośnie Grubej Amy nie mam nic przeciwko temu wątkowi, w którym poznajemy jej ojca. W sumie bardzo mało wiedzieliśmy tak na prawdę na jej temat - jedynie to, że pochodzi z Australii, a w chyba pierwszej części przemknęła się nawet scena, jakoby Amy była bogata. W każdym bądź razie fajnie, że postanowiono przedstawić widzom więcej szczegółów z jej życia, jednak ten motyw jak z jakiegoś filmu akcji był dla mnie mocno przesadzony. Owszem było śmiesznie, ale jednak no ej bez przesady! Szczerze to usunęłabym go całkowicie z filmu bo myślę, że i tak bez niego byłoby w porządku.
KONIEC SPOILERA!!!


W Pitch Perfect, jak to w Pitch Perfect nie mogło zabraknąć muzyki a'capella - w końcu tutaj leży sens całego filmu. Pod tym względem twórcy filmu na szczęście nie zawiedli, bo pojawiło się kilka na prawdę świetnych utworów, jak i całkiem nowych zespołów. 

Tak więc przechodząc już do podsumowania powiem tak - film mi się podobał i to nawet bardzo. Śmieszył w wielu momentach, a jeśli chodzi o mnie i o komedie to raczej rzadko się to zdarza, towarzyszyła mu wspaniała muzyka i nawet ten wątek z tournée bardzo mi się spodobał. Pojawiło się kilka świetnych nowych postaci, jak np. uroczy Chicago czy przystojny Brytyjczyk Theo. Ku mojemu zaskoczeniu w trójce pojawiła się aktorka Ruby Rose. Choć nie znam jej jakoś bardzo, wiem że jest ona na prawdę znaną i cenioną aktorką. Miło oglądało mi się ją na ekranie, a jej wokal był cudowny. A jeśli o gwiazdy chodzi to ku mojemu równie wielkiemu zaskoczeniu pojawił się sam DJ Khaled - twórca ostatniego wielkiego hitu Rihanny. Tutaj również nie jestem jakąś wielką fanką tego pana, no ale jednak to było bardzo ciekawe zagranie (z resztą jak cały wątek, chociaż jednak jego osoba w filmie była raczej dziwna...). 
Także mimo tych licznych plusów i minusów mój końcowy werdykt to jestem na tak! To było na prawdę bardzo dobre zakończenie serii i żałuję tylko, że nie poznam już więcej losów Słowików. 


Ale taka mała rada dla was, jeśli jeszcze nie wybraliście się na ten film do kina - poczekajcie chwilę jak będą leciały napisy. Twórcy filmu postanowili przedstawić tam widzą dalsze losy niektórych dziewczyn - m.in. Becci, Chloe, Aubrey i chyba też Grubej Amy. Na samym końcu mamy też uroczy film autorstwa Gail i Johna, o którym wspomniałam wam wcześniej i który jest taką jedną wielką wspominką. Gdy ja byłam w kinie większość osób poszła, zanim to zaczęło się pojawiać i przegapili przez to na prawdę sporo ważnych tematów dla fana Pitch Perfect.


PITCH PERFECT:
pitch perfect 1 | pitch perfect 2 | pitch perfect 3


Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek