piątek, 29 kwietnia 2016

[58] FILMOWO: Uwięziona w mroku

Tytuł oryginału: Penthouse North

Reżyseria: Joseph Ruben 

Scenariusz: David Loughery

Gatunek: Thriller

Czas trwania: 1 godz. 26 min.

Premiera: 18 kwietnia 2013 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Michelle Monaghan, Michael Keaton, Barry Sloane, Andrew W. Walker

Ocena: 7/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Kiedyś Sara była zawziętym fotografem, nie bała się niczego i robiła wszystko, aby jeszcze bardziej spełniać się zawodowo. Niestety przykry wypadek podczas towarzyszenia żołnierzom Stanów Zjednoczonych na jednej z misji sprawił, że kobieta na dobre musiała porzucić znane sobie życie i nauczyć się wszystkiego całkowicie od początku. Utrata wzroku sprawiła, że Sara nie mogła dalej spełniać się jako fotograf. Z czasem jednak jej życie powoli zaczynało wracać do normy, kobieta poznała wspaniałego Ryana, który stał się jej wybawieniem i niezwykłą miłością. W sylwestra, po powrocie do wspólnego mieszkania Sara odkrywa, że Ryan nie żyje - ktoś go zabił, a jego ciało znajduje się w kuchni. Spanikowana bohaterka chce jak najszybciej wezwać pomoc, jednak wychodzi na jaw, że nie jest w mieszkaniu sama. Czai się tam bowiem tajemniczy mężczyzna winny śmierci Ryana, który żąda od niej wyjawienia, gdzie znajduje się tajemniczy skarb jej ukochanego.


Na film ten trafiłam całkowicie przypadkiem - z początku nie zapowiadał się zbyt interesująco, szczerze to nawet sam opis, z którym się zapoznałam, jakoś wielce mnie nie zaciekawił. Czasem jednak zdarza się i tak, że z braku innych możliwości wybieramy najmniejsze zło, w moim przypadku właśnie Uwięziona w mroku, która z każdą kolejną minutą okazywała się być na prawdę bardzo wciągającym filmem. 
Poznajemy w nim historię niewidomej Sary, której życie po wielu tragediach, w końcu zaczyna nabierać prawidłowego kształtu. Odnalazła miłość swojego życia, zaczęła godzić się ze swoim kalectwem - odkryła po prostu, że wcale nie jest tak źle, jak by się mogło wydawać. Ryan wydawał się być ideałem, który ślepo oddany jest Sarze, i któremu w ogóle nie przeszkadza to, jaka jest. Wydawać by się mogło, że jest to kobieta spokojna, bezkonfliktowa i pełna współczucia. Szybko jednak, po starciu z podejrzanymi znajomymi Ryana bohaterka pokazuje, że mimo swojego kalectwa potrafi być niezwykle przebiegła. W rolę głównej bohaterki wcieliła się niejaka Michelle Monagham znana mi dotąd jedynie z komedii - "Moja dziewczyna wychodzi za mąż", czy "Dziewczyna moich koszmarów". W obydwóch filmach aktorka bardzo mi się podobała, jednakże dopiero w Uwięzionej w mroku mogłam dostrzec jej drugą twarz. Świetnie poradziła sobie z wcieleniem się w postać niewidomej kobiety i jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem ,jak przekonująco udało jej się to pokazać.


Jeśli chodzi ogólnie o grę aktorską aktorów, z którymi mogłam zapoznać się w filmie nie mam tu nic do zarzucenia, jednakże nic jakoś wielce mnie tu nie zaskoczyło (prócz oczywiście wcześniej wspomnianej Monagham). Postaci grane chociażby przez Michaela Keatona, czy Barry'ego Sloane były dobrze wykreowane i przekonujące, miejscami lekko zabawne, jednakże żadnych fajerwerków tu nie było.

Historia przedstawiona w filmie była, cóż... ciekawa, lecz również jak to było w przypadku gry aktorów, jakiegoś wielkiego zachwytu tutaj nie ma. Jak wspomniałam, film oglądało mi się przyjemnie i w wielu miejscach bardzo mnie wciągnął, jednakże nie wiem, czy w przyszłości bym do niego powróciła. Wydaje mi się, że jest to po prostu pozycja na jeden raz. W trakcie pierwszego oglądania wciąga i widz chce wiedzieć, jak akcja potoczy się dalej, lecz bardzo szybko się o nim zapomina i nie ma zbyt wielkiej ochoty na powrót.


Zdaję sobie sprawę z tego, że moja opinia jest trochę mieszana, bo na samym początku pisałam, że Uwięziona w mroku to niezwykle wciągający film, jednak dalej mówię, że szału nie było. Cóż, myślę jednak że ten film właśnie taki jest i zapewne nie tylko ja jedna tak go postrzegam. Ma on swoje zalety, lecz również posiada i wady. Posiada on kilka na prawdę świetnych i niesamowicie wciągających momentów, ale koniec końców jest raczej przeciętny. Jedyne, po czym czuję tu niedosyt to nie do końca wyjaśnione zakończenie. Po skończonym seansie zastanawiałam się, co dalej stało się z główną bohaterką, jak akcja potoczy się dalej. Niestety tego nie otrzymałam, przez co z zakończenia jestem raczej niezadowolona.
Czy polecam wam ten film? Nie wiem. Na prawdę nie umiem wam na to odpowiedzieć. Sami widzicie, że jest to pozycja pełna sprzeczności - niby fajna, ale jednak  nie do końca. Liczę, że moja opinia pomoże wam trochę przy wyborze tego filmu, gdyż oto mi właśnie w tej recenzji chodziło.


czwartek, 28 kwietnia 2016

[14] Książkowe zdobycze kwietnia


I znowu w kwietniu nazbierał mi się cały stosik książek, gdy tymczasem jeszcze nie nadrobiłam zaległości z poprzedniego miesiąca. No ale jak tu się oprzeć, gdy tyle wspaniałych powieści jest do przeczytania? W tym miesiącu skupiłam się bardziej na nowościach wydawniczych i to one prawie w całości stanowią mój kwietniowy zbiór. Nie samymi książkami jednak człowiek żyje, dlatego i tym razem w moim stosiku zagościły dwa filmy - jeden, który mam już za sobą, a drugi, którego jestem bardzo ciekawa. 

Jesteście ciekawi, co też udało mi się zebrać w kwietniu? Zapraszam do dalszej części posta!


Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie Arthur Conan Doyle
zakup własny, całkowicie przypadkowy

Wybierz mnie Abbi Glines
egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Pascal; po prostu nie mogę doczekać się lektury

Ugly Love Colleen Hoover
zakup własny; pozycja obowiązkowa w tym miesiącu do zakupu

Remedium Suzanne Young
egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Feeria Young; jestem w trakcie czytania i jak na razie jestem nieco zawiedziona

Earl i ja i umierająca dziewczyna Jesse Andrews
zakup własny (Moondrive Box); film już widziałam, a bardzo chciałam zapoznać się z książką

Życie i śmierć Stephenie Meyer
egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Dolnośląskiego; ciekawy pomysł wydania nowej wersji "Zmierzchu" z okazji rocznicy wydania pierwszej części serii

Miasto cieni Ransom Riggs
egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Media Rodzina; zakochałam się w Osobliwym domu pani Peregrine (recenzja klik), obowiązkowo więc muszę zapoznać się z jej kontynuacją 

Serce ze szkła Kathrin Lange
egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza oraz Business & Culture; słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat tej serii

Połącz kropki. Niesamowite miejsca Patricia Moffett
j.w.; fantastyczna zabawa zdecydowanie warta swojej ceny (recenzja klik)

Radość z kwiatów Eleri Fowler
egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska; dotychczas miałam przyjemność zapoznać się z tylko jedną kolorowanką antystresową, dlatego z wielką chęcią postanowiłam sięgnąć po jeszcze jakąś

DODATKOWO:

Earl i ja i umierająca dziewczyna (2015) DVD
zakup własny (Moondrive Box); miła niespodzianka, którą znalazłam w boxie (recenzja klik)

We Are Your Friends (2015) DVD
zakup własny; nie udało mi się wybrać na ten film do kina, dlatego chętnie kupiłam go na biedronkowej promocji

Co czytaliście? Co widzieliście? Co polecacie, a co odradzacie? Czekam na wasze komentarze!

środa, 27 kwietnia 2016

[103] Połącz kropki. Niesamowite miejsca


Tytuł oryginału: Extreme Dot to Dot. Spectacular Places
Autor: Patricia Moffett
Ilość stron: 96 stron
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 10/10

Niezwykłe rysowanie po śladzie.
Połącz kropki, aby przekonać się, co kryje się na obrazku.
Jedyny w swoim rodzaju przewodnik, zachęcający do poznania pięknych budowli i niezwykłych miejsc.
Zaprasza do podróżowania po świecie, ćwiczenia spostrzegawczości i zabawy - z ołówkiem w ręku.
Ta pobudzająca kreatywność książka, dostarczająca dobrej rozrywki, pozwala jednocześnie wyciszyć się i czerpać przyjemność z odkrywania tego, co ukaże się po połączeniu tysięcy kropek odnalezionych w plątaninie liczb na każdej stronie.
[opis pochodzi z okładki książki]

Ostatnimi czasy bardzo popularne na rynku wydawniczym stały się kolorowanki antystresowe. Myślę, że chyba każdy z was miał już chociaż z jedną do czynienia (jeśli nie z własnym egzemplarzem, to z całą pewnością przeglądaliście jakiś przy okazji wizyty w księgarni). Sama jak najbardziej je lubię, jednakże wiem z własnego otoczenia, że nie każdemu taka forma odstresowania się podoba - powiedzmy sobie szczerze, większość kolorowanek antystresowych jest raczej przeznaczone dla pań (z racji licznych kwiatowych i uroczych motywów). Nie twierdzę oczywiście, że panowie nie mogą z nich korzystać - wręcz przeciwnie! A co powiedzielibyście na coś, co nie jest do kolorowania, jednakże jest wspaniałą kreatywną zabawą przeznaczoną zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn? Z taką propozycją wyszło Wydawnictwo Muza prezentując nam wspaniałą i niezwykle wyciszającą książkę, jaką jest Połącz kropki. Niesamowite miejsca


Co znajdziemy w środku? Mnóstwo fantastycznych plansz pełnych oczywiście kropek i cyferek! Uwierzcie mi, że po zajrzeniu do środka górę bierze ciekawość, co z tych wydawałoby się przypadkowo rozmieszczonych kropek wyjdzie. Nawet najbardziej stroniąca od zajęć kreatywnych osoba ma wielką ochotę samodzielnie od początku do końca ukończyć którąś z tych licznych plansz, by na własnej skórze przekonać się, co z tego wyjdzie.


Czego potrzebujemy do pracy nad taką planszą? Przede wszystkim ołówka, gumki do mazania, ewentualnie linijki i trochę wolnego czasu i chęci. Jeśli chcecie, możecie łączyć kropki odręcznie. Nie ma problemu. Jednakże z własnego doświadczenia wiem, że te, tworzone przy akompaniamencie linijki prezentują się zdecydowanie ładniej i estetyczniej. Powiedziałam, że potrzebujecie ołówka - oczywiście możecie pracować z długopisem, czy kredkami, jednakże na pewno nie raz zdarzy się wam, że połączycie jakieś kropki nieprawidłowo i będziecie chcieli coś poprawić. Decydując się na ołówek będzie wam w takim przypadku zdecydowanie łatwiej. 
Głównym celem tej książki jest wyciszenie się, pobudzenie kreatywności, ćwiczenie cierpliwości i spostrzegawczości. Czy to się sprawdza w praktyce? Zdecydowanie tak! Osobiście to sprawdziłam dając jedną taką planszę do rozwiązania dziewczynie mojego brata - przez przeszło dwie godziny musieliśmy sprawdzać, czy została ona jeszcze z nami, czy już całkowicie przepadła w kropkowym świecie. Pracując nad odkryciem jednego z ukrytych w książce zabytków architektury człowiek całkowicie się wycisza, skupia na odnajdowaniu zaginionych kropek i zapomina o dręczących go codziennych sprawach. Jaki jest wniosek? Taką książkę zdecydowanie powinien posiadać każdy z nas!


Połącz kropki. Niesamowite miejsca to edycja, gdzie łącząc poszczególne kropki odkrywamy nie jedne wspaniałe cuda architektury i piękne miejsca stworzone przez naturę. Na stronach książki kryje się między innymi Most Golden Gate, Koloseum, czy Wielki Kanion. Spędzając więc czas w towarzystwie tej oto nietypowej książki możemy też przy okazji odbyć na prawdę ciekawą podróż po tych wszystkich niesamowitych miejscach. Gdybyście jednak w niektórych przypadkach nie wiedzieli, co kryje za sobą rozwiązana przez was plansza, spokojnie możecie zajrzeć na tyły książki, gdzie wszystkie zabytki są już wyłowione z kropek i dokładnie opisane. 
Ogromnym plusem jest tutaj to, że każda z plansz do rozwiązania znajduje się na osobnej kartce, dzięki czemu unikniemy tu odbijania się ołówka na innej stronie, co tylko zniszczyłoby naszą pracę. Możemy więc cieszyć się niesamowicie wygodną pracą.

Ogólnie, na rynku wydawniczym możemy nabyć już kilka różnych takich pozycji z łączeniem kropek, jednakże choć było to moje pierwsze spotkanie z takim typem książki, ze swojej strony jak najbardziej zachęcam was do zapoznania się właśnie z Połącz kropki. Niesamowite miejsca. Koszt takiej książki, według ceny okładkowej, to 29,90 zł. Wydawać by się mogło, że to trochę dużo, jednakże pozycja ta jest moim zdaniem jak najbardziej warta swojej ceny. W książce znajdziemy aż 42 plansze, które zapewnią nam rozrywkę na bardzo, bardzo długo. 

Za możliwość zapoznania się z tą niesamowitą książką gorąco dziękuję Wydawnictwu Muza!

wtorek, 19 kwietnia 2016

[102] Raven

Tytuł oryginału: The Raven
Autor: Sylvain Reynard
Cykl: The Florentine
Tom: 1
Ilość stron: 512 stron
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 8/10

Niepełnosprawna, poruszająca się o lasce Raven Wood zajmuje się renowacją obrazów w Galerii Uffizi we Florencji. Pewnego wieczoru jest świadkiem brutalnego napadu na bezdomnego. Próbując interweniować, sama ściąga na siebie wściekłość napastników. Z mroku wyłania się tajemnicza postać, która bezwzględnie rozprawia się z bandziorami. Raven traci przytomność, a odzyskawszy ją stwierdza ze zdumieniem, że jest teraz przepiękną, atrakcyjną kobietą. Jeszcze bardziej zaskakuje ją fakt, że w Galerii wszyscy traktują ją jak obcą osobę, oraz że ze zbiorów znika kolekcja bezcennych ilustracji Botticellego. Poszukiwania sprawców zuchwałej kradzieży oraz próby ustalenia tożsamości jej anonimowego wybawcy prowadzą ją w mroczne zakamarki Florencji, gdzie słowa "namiętność" i "strach" nabierają nowego znaczenia, i gdzie mieszają istoty rodem z przerażających legend i sennych koszmarów.
[opis pochodzi z okładki książki]

O Raven z całą pewnością nie można powiedzieć, że miała łatwe życie. Już od najmłodszych lat, po stracie ojca, musiała przejąć po matce pogrążonej w depresji obowiązki głowy rodziny. Mimo młodego wieku starała się mimo wszystko związać koniec z końcem, aby ona oraz jej młodsza siostra mogły cieszyć się spokojnym życiem. Niestety w życiu Raven miał miejsce kolejny nieszczęśliwy wypadek, który sprawił, że dziewczyna już do końca życia będzie musiała poruszać się o kuli. Mimo tych licznych przeszkód Raven starała się żyć pełnią życia. Nie przejmowała się tak bardzo swoim kalectwem, ani bardzo przeciętnym wyglądem. Osiągnęła wiele dobrego i rozwijała swoją karierę we Florencji, jako konserwatorka dzieł sztuki najlepiej jak umiała. Niestety pewnego wieczoru dobre serce kobiety sprawiło, że ściągnęła na siebie uwagę bardzo niebezpiecznych mężczyzn, który postanowili, tak dla zabawy, pobić ją i zgwałcić. Dzięki jednak tajemniczemu mężczyźnie, który postanowił przyjść jej na ratunek, Raven budzi się (jak myśli następnego dnia), lecz jej życie zdecydowanie nie będzie już takie samo. 

Przyznam się, że do powieści Raven podchodziłam raczej sceptycznie. Czasy wampirów i innych nadprzyrodzonych stworzeń mam już raczej za sobą i obawiałam się po prostu, że jest to kolejna przeciętna powieść o tych istotach. Dodatkowo fakt, iż akcja książki rozgrywa się we Florencji, również w moim przypadku nie podziałał zachęcająco, gdyż czytam głownie pozycje, gdzie akcja dzieje się w krajach anglojęzycznych. Sama nie wiem, dlaczego postanowiłam dać jej szansę... chyba po prostu coś podświadomie mówiło mi, że to może jednak być całkiem dobra książka. Teraz muszę przeprosić autora za to, że tak pochopnie oceniłam jego dzieło, bo wiecie co... Raven to na prawdę dobra powieść!

Jej akcja ma miejsce, jak już wspominałam, we Florencji. Już od jakiegoś czasu mieszka tam główna bohaterka imieniem Raven, która przeniosła się tam dla pracy. Jest ona bowiem konserwatorem dzieł sztuki, gdzie w Galerii Uffizi, wraz z licznym zespołem, pracuje nad renowacją obrazu Wiosna Botticelliego. To, co śmiało można powiedzieć, to to, że ma niezwykle dobre serce. jest gotowa poświęcić siebie całą, aby uratować kogoś potrzebującego. Choć sama nie zaznała w życiu tyle szczęścia, mimo wszystko chce nadal nieść pomoc innym. 
Kolejną ważną postacią w powieści jest tajemniczy i bardzo niebezpieczny Książę Florencji - William York. Książę... jest wampirem. Żyje w mrocznym świecie pełnym grozy, gdzie nie ma miejsca na jakiekolwiek uczucia. Gdy jednak widzi, jak banda zbirów atakuje bezbronną kobietę o przepięknych zielonych oczach i fantastycznych czarnych włosach coś skłania go do pomocy jej. Wkrótce okazuje się, że ich jednorazowe spotkanie, szybko przeradza się w coś o wiele głębszego.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, z czym udało mi się zapoznać czytając Raven. Szczerze mówiąc na prawdę nie spodziewałam się, że może to być tak dobra książka, od której nie będę potrafiła się oderwać. To z całą pewnością nie jest książka dla nastolatek, o miłości wampira do młodej dziewczyny, jednakże zapewne wiele osób, zastanawiając się na wyborem tej książki, właśnie tego się obawia. Sylvain Reynard podjął bardzo niebezpieczną próbę odciągnięcia od motywu wampirów i miłości właśnie takich skojarzeń, a to, co zaprezentował w swojej książce, za pewnie przekroczyło nie tylko moje oczekiwania. Bardzo spodobał mi się styl autora. Idealnie dopasował on go do swoich bohaterów oraz miejsca akcji. Myślę, że chcąc go opisać, użyłabym słowa wyrafinowany, który moim zdaniem idealnie odzwierciedla to, z czym mogłam spotkać się czytając Raven. 

Co tu więcej mówić, książka posiada bardzo interesujących bohaterów oraz niezwykle ciekawą i wciągająca fabułę. Nic nie jest tutaj przesłodzone, lecz napisane w sposób bardzo życiowy. Widać, że autor doskonale przemyślał sobie całą fabułę i dopracował w każdym możliwym calu. Sama już wiem, że koniecznie będę musiała zapoznać się z drugim tomem serii, gdyż zakończenie, jakie zaserwował nam Sylvain Reynard, niezwykle mnie zaciekawiło. Moje spotkanie z wampirami, po dość długim czasie rozłąki, mogę uznać za jak najbardziej udane!

THE FLORENTINE:
raven | the shadow

Za możliwość dania drugiej szansy wampirom i zapoznania się z niezwykłym stylem Sylvaina Reynarda gorąco dziękuję Wydawnictwu Akurat!

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam Opasłe Tomiska 2016.


piątek, 15 kwietnia 2016

Wyniki konkursu - wygraj "Osobliwy dom pani Peregrine"!


Przyszła pora ogłosić wyniki ostatniego konkursu, gdzie do wygrania miałam dla was jeden nowiutki egzemplarz powieści Osobliwy dom pani Peregrine (link do konkursu klik) ufundowany przez wydawnictwo Media rodzina! Oczywiście na samym początku chciałabym wam bardzo podziękować za tak liczny udział. Cieszę się, że nagroda przypadła wam do gustu i oczywiście jest mi bardzo przykro, że mogę nią obdarować tylko jedną osobę. Niestety tak to już z tymi konkursami bywa, że nie można obdarować wszystkich, chociaż by się bardzo chciało. Mam jednak nadzieję, że osoba, do której trafi książka, będzie lekturą niezwykle zadowolona (tak jak to było między innymi w moim przypadku - recenzja klik)! Dziękuję również jeszcze raz (choć robiłam to już chyba z tysiąc razy) wspaniałemu Wydawnictwu Media Rodzina, które ufundowało książkę no i co najważniejsze, że w ogóle ją wydało! Z całą pewnością Osobliwy dom pani Peregrine to jedna z wielu perełek w ich dorobku.

A żeby nie trzymać was już w napięciu, zapraszam na wyniki!


Do udziału w konkursie zgłosiły się aż 72 osoby, które mam nadzieję, że mimo wszystko po ogłoszeniu wyników nie uciekną z grona obserwatorów i zastaną ze mną trochę na dłużej. Liczę, że część z tych osób, które trafiły do mnie tylko ze względu na konkurs nie okaże się być jednym z tych, co tylko liczą na łatwą wygraną. Ale cóż, nic w tej sprawie nie mogę zrobić, mogę jedynie mieć cichą nadzieję! :)


A ja bardzo serdecznie gratuluję Monice Łaznowskiej!

Już teraz ślę do ciebie maila z informacją o wygranej, która mam nadzieję bardzo cię ucieszy! Pamiętaj, że na wiadomość od ciebie z podanym adresem do wysyłki czekam 5 dni, tj. do środy 20 kwietnia 2016. 

Pozostałym jeszcze raz gorąco dziękuję i mam nadzieję, że niedługo uda mi się znowu dla was coś ciekawego zorganizować!

wtorek, 12 kwietnia 2016

[101] Daj mi odpowiedź

Tytuł oryginału: Sings Point to Yes
Autor: Sandy Hall
Ilość stron: 336 stron
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 8/10

Nie jest łatwo mieć siedemnaście lat.

Jane uwielbia seriale, jest trochę przesądna i nie ma pojęcia, co chciałaby robić w życiu. Aby odwlec w czasie wszelkie poważne decyzje i przede wszystkim uniknąć nudnego wakacyjnego stażu, dziewczyna zatrudnia się jako niania. Nowe podopieczne okazują się przyrodnimi siostrami Teo, jej przyjaciela z dzieciństwa. Jane odkrywa, że mimo upływu czasu nadal świetnie się z Teo dogadują.

Teo ma głowę zaprzątniętą własnymi problemami. Postanawia odnaleźć biologicznego ojca, nie wie jednak, od czego zacząć. Zna tylko jego nazwisko. Wtedy do akcji wkracza Jane...

Tego lata wyjdzie na jaw jeszcze kilka tajemnic, a Jane i Teo zbliżą się do siebie bardziej, niż się spodziewali.
[opis pochodzi z okładki książki]

Jane ma wybór - albo przez całe wakacje byczyć się samotnie w domu, przez cały czas oglądając "Doktora Who" oraz pisząc fanficki, albo udać się na nudny bezpłatny staż na uczelni jej matki i tam spędzać niekończące się miesiące w jej towarzystwie. To pierwsze jednak (biorąc pod uwagę zdanie matki Jane) wcale nie wchodzi w grę, dziewczyna natomiast nie ma ochoty na żaden staż. Pozostaje jej więc poszukać czegoś na własną rękę - zostaje więc nianią! Z pozoru całkiem przyjemna praca bardzo szybko okazuje się nie być aż tak kolorowa, jak Jane myślała, gdy tylko dowiaduje się, że będzie miała pod opieką trzy siostry znajomego chłopaka z przeszłości - Teo, którego najlepszy przyjaciel, tak przy okazji, śmiertelnie jej nienawidzi. Gdy jednak nie ma się wybory, w przypadku wyboru wakacyjnego zajęcia, zrobi się wszystko, aby sięgnąć jednak po jak najmniejsze zło. Teo jednak wcale nie jest taki zły, za jakiego miała go Jane, a gdy tylko jego przyjaciel Ravi wyjeżdża do rodziny, okazuje się, że dwójka znajomych z dawnych lat może się całkiem nieźle dogadywać...

Moje drugie spotkanie z twórczością Sandy Hall jak najbardziej mogę uznać za udane. Wcześniej czytając Musimy coś zmienić (recenzja klik), choć bardzo spodobał mi się nietradycyjny sposób przedstawienia fabuły, mimo wszystko nie zachwyciłam się tą powieścią za bardzo i obawiałam się, że każda kolejna książka autorki okaże się być podobna. Przeżyłam jednak bardzo miłe zaskoczenie, bo Daj mi odpowiedź jest nie tylko wciągająca, lecz również przedstawia zwyczajne życiowe rozterki głównych bohaterów w naprawdę interesujący sposób.

Tym razem powieść Sandy Hall została przedstawiona w znany nam wszystkim sposób - historia opowiedziana z perspektywy głównego lub głównych bohaterów. Większą cześć historii poznajemy za pośrednictwem Jane - wielkiej fanki seriali (w szczególności "Doktora Who"), twórczyni fanfików oraz zwyczajnej dziewczyny. Od samego początku bardzo spodobała mi się jej postać i w na prawdę wielu przypadkach się z nią identyfikowałam. Doskonale rozumiem problem, jakim jest wybór studiów, przed którym stoi Jane. Sama również do teraz nie wiem, co chciałabym studiować, gdyż tak jak główna bohaterka uważam, że studiowanie czegoś, co cię w ogóle nie interesuje jest całkowitą stratą czasu. Czytając więc, jak dziewczyna sprzeczała się na ten temat z matką oraz poznając jej tok myślenia czułam się, jakbym oglądała samą siebie.
Drugim głównym bohaterem jest niejaki Teo - zwyczajny nastolatek z oczywistymi w tym wieku problemami. Choć para ta w dzieciństwie spędzała ze sobą bardzo dużo czasu, później ich drogi się rozeszły i stali się dla siebie wręcz obojętni. Gdy jednak znów dane im było spędzać razem czas, bardzo szybko zauważyli, jaka więź zaczyna się pomiędzy nimi tworzyć.

Tak, jak mówiłam na początku, tym razem Sandy Hall o wiele bardziej się postarała przy pracy nad swoją książką. Całą sytuację przedstawiła w bardzo ciekawy sposób - aż po prostu chciało się tą książkę czytać. Bohaterowie przez nią wykreowani również od samego początku przyciągają uwagę czytelnika i przyjemnie spędza się czas w ich towarzystwie. Autorka pisząc Daj mi odpowiedź miała na celu stożenie przyjemniej książki z życiowymi, codziennymi problemami wielu młodych ludzi i właśnie to udało jej się tu osiągnąć.

Sama jestem jak najbardziej zadowolona z lektury Daj mi odpowiedź i cieszę się, że jeszcze do końca nie skreśliłam tej autorki. Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, a gdy już ją skończyłam nawet żałowałam, że to już koniec. Myślę, że w wolnej chwili jak najbardziej warto się z nią zapoznać, gdyż będzie to bardzo miła odskocznia od bardziej skomplikowanych i zajmujących wątków.

Za możliwość zapoznania się z powieścią Daj mi odpowiedź serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal!

niedziela, 10 kwietnia 2016

[100] Ktoś taki jak ty

Tytuł oryginału: Someone Like You
Autor: Sarah Dessen
Ilość stron: 255 stron
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Ocena: 7/10

Los zafundował Scarlett szybką lekcję dorastania. Jej chłopak zginął w wypadku, a ona dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Niepokorna i szalona szesnastolatka nie ma pojęcia o odpowiedzialności, a co dopiero o byciu matką. To będzie czas ogromnych wyzwań.

Jej najlepsza przyjaciółka Halley zawsze była jej przeciwieństwem. Cicha, poukładana i niezbyt towarzyska, ograniczona przez nadopiekuńczą matkę. Zwykle to ona potrzebowała optymizmu i nieustępliwości Scarlett, jednak teraz role się odwróciły, Halley będzie musiała wesprzeć przyjaciółkę, choć sama ma problem - zakochała się w niewłaściwym facecie.

Czeka je trudny krok w dorosłość i prawdziwy sprawdzian z przyjaźni.
[opis pochodzi z okładki książki]

Halley i Scarlett są jak siostry, chociaż nie łączą je żadne więzy krwi. Odkąd Scarlett kilkanaście lat temu wprowadziła się na ulicę Halley, dziewczyny są niczym papużki nierozłączki. Nawzajem uzupełniają wszystkie swoje wzajemne braki, by razem stać się całością. Do tej pory całkiem dobrze im to wychodziło, jednakże całkiem nowe i niespodziewane okoliczności bardzo mocno zaczęły wystawiać ich przyjaźń na prawdziwą próbę. Scarlett dowiaduje się, że jej chłopak zginął w nieszczęśliwym wypadku, a na domiar złego okazuje się, że dziewczyna zaszła z nim w ciążę. Halley natomiast została zmuszona do przejęcia roli "tej silnej i twardej" w ich grupie, jednakże wcale nie polepsza tego fakt, iż bohaterka zakochała się w całkiem niewłaściwym chłopaku, którego kompletnie nie akceptuje jej matka. Czy dziewczyny poradzą sobie z coraz szybciej zbliżającymi się nowymi obowiązkami i pokonają wszystkie przeciwności, które w tak licznych ilościach stanęły im na drodze?

Ktoś taki jak ty to moje drugie podejście do twórczości Sarah Dessen. Wcześniejsze spotkanie z Kołysanką (recenzja klik), choć nie należało do nieudanych i tak pozostawiało za sobą trochę do życzenia. Byłam jednak bardzo ciekawa, czy kolejne powieści autorki okażą się mimo wszystko trochę lepsze, dlatego więc nic dziwnego, że w końcu zdecydowałam się na zapoznanie z historią Halley i Scarlett. 

Głównymi bohaterkami powieści są właśnie Halley i Scarlett, jednakże całą historię poznajemy za pośrednictwem tej pierwszej. To ona opowiada nam co wydarzyło się w życiu jej i jej najlepszej przyjaciółki dzieląc się jednocześnie z nami intymnymi elementami swojego życia. Dowiadujemy się, jak doszło do tego, że tak spokojna i raczej mało towarzyska dziewczyna zakochała się w przystojnym lecz zbuntowanym chłopaku, jakim jest Macon oraz jak dwójka najlepszych przyjaciółek stara się poradzić z przyszłym przybyciem dziecka. Czytając nie raz byłam dla nich pełna podziwu właśnie za to, że mimo tak młodego wieku postanowiły wychować dziecko Scarlett jak najlepiej (warto dodać, że mimo sprzeciwu ze strony dorosłych). Dziewczyny postanowiły, że zrobią wszystko, aby jak najlepiej przygotować się na nadejście dziecka oraz w przyszłości, by wychować je jak najlepiej. Nie jeden dorosły w takiej sytuacji by się załamał, a bohaterki pokazały, że akurat w tym przypadku wiek nie zawsze pokazuje, jak bardzo jesteśmy dojrzali, czy też nie.

W książce możemy zaobserwować również, problemy, które zapewne dla wielu z nas okażą się znajome - niemożność porozumienia się z rodzicami, konflikt pokoleń, czy efekt zakochania się w niewłaściwej osobie. Ktoś taki jak ty to powieść, która wbrew pozorom może nas wiele nauczyć, pokazać nam inny punkt widzenia. Sama fabuła może nie jest jakoś wielce porywająca i może się wydawać nawet nudna, jednakże autorka przedstawiła ją w ciekawy i wciągający sposób, przez co nim się obejrzymy, już jesteśmy po lekturze. Całość czytało mi się bardzo przyjemnie, nie musiałam zmuszać się do zajrzenia do książki, a towarzystwo Halley i Scarlett uważam za bardzo przyjemne.

Mając teraz dla porównania drugą powieść Sarah Dessen mogę śmiało powiedzieć, że autorka ma potencjał i zdecydowanie nie warto skreślać jej już po jednej książce. Jej powieści nie mają być wielce zajmujące ani zmuszające czytelnika do nadmiernego dedukowania, lecz przyjemne dla oka, miejscami zabawne i przedstawiające po prostu problemy z życia wzięte. To wszystko możemy znaleźć właśnie w książce Ktoś taki jak ty.
Cieszę się, że dałam autorce szansę na obronę i poprawę swoich pisarskich umiejętności. Sarah Dessen przekonała mnie do swojego stylu i zachęciła do dalszego zapoznania się z innymi jej dziełami. W Ktoś taki jak ty przedstawiła życiowe problemy przedstawione w bardzo ciekawy sposób. Choć książka raczej na długo nie zostanie w mojej pamięci, w wolnej chwili na pewno do niej powrócę. Wam natomiast polecam zapoznanie się z nią, gdy tylko będziecie mieli ochotę na coś lekkiego i życiowego.

Za możliwość przeczytania książki Ktoś taki jak ty serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

[99] PRZEDPREMIEROWO: Chłopak, który stracił głowę

Tytuł oryginału: Noggin
Autor: John Corey Whaley
Ilość stron: 350 stron
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Ocena: 7/10

Premiera: 13 kwietnia 2016 r.

Hej!
Poznaj Travisa. Ma 16 lat, super dziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się na to, by ciało od szyi w dół, przeszczepiono mu od zdrowego człowieka. Jest tylko jeden problem - na razie rozwój medycyny nie pozwala na przeprowadzenie tak skomplikowanego zabiegu, dlatego chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Żegna się więc z bliskimi, bo nie wie, czy i kiedy się z nimi zobaczy.
Budzi się pięć lat później. Ma swoją głowę i atrakcyjne, choć obce ciało. Świat z pozoru jest taki sam, jak dawniej. Jednak powrót do życia wygląda inaczej, niż Travis to sobie wyobrażał. Jego przyjaciele są już na studiach, rodzice coś przed nim ukrywają, a dziewczyna... Hmm, wygląda na to, że ma narzeczonego. Trudno się dziwić, że chłopak nie ma zamiaru się z tym pogodzić.
W końcu you only live twice.
[opis pochodzi z okładki książki] 


Gdy słyszysz słowa "ostra białaczka limfoblastyczna", choć nie wiesz tak na prawdę, co to do końca znaczy i tak wiesz, że nie jest dobrze. Travis miał tego pecha, że właśnie w wieku szesnastu lat dowiedział się, że jest chory i w zasadzie nie ma szans, aby kiedyś się wyleczył. Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej - dochodziło do tego, że Travis już nie chciał walczyć, chciał się poddać, by w końcu móc odpocząć. Jednakże pewnego dnia zjawił się u niego lekarz, który oznajmił, że jednak jest nadzieja - wystarczy odciąć zdrową, nie zakażoną chorobą głowę Travisa... i ją zamrozić. Mówiąc dokładniej poddać się kriogenice, która pozwoli resztkom ciału chłopaka poczekać, aż nauka znacznie się rozwinie i gdy już będzie to możliwe, przeszczepi mu się zdrowe, wolne od choroby ciało. Brzmi zdecydowanie zbyt surrealistycznie. Jednakże Travis uznał, że skoro i tak niedługo umrze, to chyba warto spróbować! Nikt nie pomyślałby, że uda się go przywrócić do życia już po pięciu latach. Choć czasu upłynęło zdecydowanie mało, chłopak musi radzić sobie z powrotem do normalności. Jednakże w brew pozorom, wcale nie jest to takie łatwe...

To, co z całą pewnością trzeba przyznać na samym początku to fakt, iż autor miał na prawdę genialny i zdecydowanie oryginalny pomysł na fabułę. Jeszcze nigdy, w przypadku książek skierowanych do młodzieży, nie spotkałam się z czymś takim. To własnie ciekawość sprawiła, że zapoznałam się z tą książką i zdecydowanie nie żałuję.
Główny bohater - Travis - to zwyczajny chłopak, który po prostu miał pecha. W młodym wieku musiał się już zmagać z chorobą, która w jednej sekundzie z całą pewnością rozłożyłaby na łopatki nie jednego dorosłego. Jednakże Travis, mimo pecha, miał także szczęście - stał się jednym z dwóch ludzi, którzy jako pierwsi zostali "ożywieni". Dla wielu z nas oczywiste by pewnie było, że powinien skakać z radości, że nauce udało się uratować mu życie, mimo, iż dosłownie był skazany na śmierć. W brew pozorom takie życie wcale nie jest takie fantastyczne. W Chłopaku, który stracił głowę najbardziej spodobało mi się właśnie to, że John Corey Whaley pokazał, jak na prawdę wygląda życie takiego wybrańca. Przecież co to jest pięć lat? Nic w tym czasie za bardzo się nie zmieni, prawda? W życiu Travisa zmieniło się dosłownie wszystko. Zamknijcie teraz oczy i wyobraźcie sobie, że zasypiacie... i mimo, że spaliście zaledwie osiem godzin (czy jak to było w przypadku Travisa pięć lat), czujecie się jakbyście zamknęli oczy tylko na chwilę. Przez osiem godzin rzeczywiście się nic nie zmieni, jednakże w ciągu pięciu lat może zmienić się wszystko. Dobra, otwieracie oczy i nagle okazuje się, że wasi rodzice w ciągu tej sekundy, kiedy mieliście zamknięte oczy, posiwiali tu i tam, mają więcej zmarszczek na twarz i zachowują się tak, jakby nie widzieli was przez pięć lat... jakbyście umarli, a oni na nowo mogą patrzeć, że jednak żyjecie. Mało tego, przed zamknięciem oczu mieliście oddanego przyjaciela/przyjaciółkę oraz cudowną i niepowtarzalną dziewczynę/chłopaka, w którym byliście zakochani na zabój, a teraz oni nie tylko są od ciebie starsi, ale również nie chcą, nie wiedzieć czemu, się z wami widzieć. Przecież wy nic nie zrobiliście, tylko na chwilkę zamknęliście oczy! Kiepsko, prawda? Autor idealnie wręcz pokazał, jak taka osoba jak Travis się czuje. Zaprezentował, z jakimi problemami musiał zmierzyć się bohater. Udowodnił również, że mimo iż dzięki nauce i takiej operacji, jakiej poddał się Travis, człowiek jest zdrów fizycznie, to niestety, mimowolnie cierpi na tym bardzo jego psychika. Sama nie wiem, czy ludzie marzący o przedłużeniu swojego życia poprzez hibernację zastanawiali się kiedyś, czy udźwignęli by ten psychiczny ciężar, którym zostaliby obarczeni po przebudzeniu.

Prócz fabuły, która według mnie nadaje całości na prawdę przeogromny plus, myślę, że na pochwały zasłużyli również bohaterowie. Akurat moimi faworytami okazali się być Travis oraz Hatton. Uwielbiam postaci płci męskiej, którzy wnoszą do książki niezwykły humor i charakterystyczną atmosferę. Gdyby nie oni, myślę, że powieść Chłopak, który stracił głowę nie spodobałaby mi się tak bardzo. Jedyne, na co mogę trochę tu ponarzekać, to zakończenie. Nie było złe, jednakże spodziewałam się czegoś troszkę innego i po zakończeniu książki mam lekki niedosyt. Nie pytajcie mnie, co moim zdaniem mogłoby tam się znaleźć. Raczej nie umiałabym odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu, choć było dobrze, mogłoby być nieco lepiej.

Podsumowując, myślę, że Chłopak, który stracił głowę to na prawdę świetnie przemyślana i bardzo dobrze napisana książka. Choć przeznaczona jest dla młodzieży, nie jednego dorosłego mogłaby bardzo wiele nauczyć. Porusza wiele na prawdę ważnych kwestii, a towarzyszący temu humor sprawia, że taka nauka nie jest nudna, a tylko bardziej zapada czytelnikowi w pamięć. Czy polecam? Zdecydowanie tak! Sądzę, że jest to pozycja, którą z całą pewnością będę miło wspominać i do której zabawnych i pouczających momentów będę często wracać. Chętnie też zapoznam się z innymi dziełami autora, które jestem przekonana, będą tak samo dobre, jak Chłopak, który stracił głowę
Jednym słowem - polecam!

Za możliwość przedpremierowego zapoznania się z książką dziękuję bardzo Wydawnictwu Otwarte.

piątek, 1 kwietnia 2016

[10] Podsumowanie marca [2016]


Nie wykażę się pewnie oryginalnością, jeśli powiem, że marzec zleciał mi niesamowicie szybko. Dopiero co przecież czekaliśmy na święta wielkanocne, które miały zagościć pod koniec miesiąca, a tu powoli i każdego dnia przygotowujemy się do nadejścia już tej właściwej i pięknej wiosny. 
W podsumowaniu lutego planowałam w marcu powrót do postów muzycznych (tj. muzycznego podsumowania miesiąca, czy też niedzielnych przeglądów muzycznych), jednakże koniec końców nie wpadłam jeszcze na pomysł, jak by to ciekawie poprowadzić. Nie zamierzam jednak porzucić tego pomysłu i mam wielką nadzieję, że w kwietniu uda mi się już coś ciekawego dla was przygotować. W sumie, gdy tak teraz rozmyślam o marcu dochodzę do wniosku, że w tym miesiącu raczej nic ciekawego, czy nowego się dla mnie nie wydarzyło, coś jednak czuję, że kwiecień przyniesie ze sobą dla mnie wiele na prawdę ciekawych możliwości. 

Przechodząc już do sedna ów postu, zapraszam was na podsumowanie moich marcowych wyników!

Najpierw nowość - trochę statystyk! Doszłam do wniosku, że dla wielu z was może okazać się to interesujące, a i ja sama bardzo ciekawa jestem, jak będą zmieniały się "blogowe liczby" w przeciągu mijanych miesięcy.

Liczba wyświetleń: 64,069 
Obserwatorzy: 364 członków
Polubienia na FB: 181
Obserwujących na Instagramie: 79


Liczba książek, które przeczytałam w marcu, nie zmieniła się ani trochę w porównaniu z moimi lutowymi wynikami. Uważam jednak, że to, z jakimi powieściami się zapoznałam, całkowicie rekompensuje mi tą dość małą liczbę. Myślę, że z pośród pięciu przeczytanych przeze mnie pozycji, to Osobliwy dom pani Peregrine zasłużył sobie na pierwsze miejsce, chociaż Oddychaj mną oraz Czy wspominałem, że Cię potrzebuję? są zdecydowanie bardzo blisko podium. Choć Kołysanka zdecydowanie nie była okropną książką, to jednak w tym miesiącu jest to jedna z gorszych (choć raczej powinnam powiedzieć najbardziej rozczarowujących) lektur marca.



W przypadku filmów jest troszeczkę lepiej, niż to było w lutym, jednakże i tak jestem okropnie niezadowolona z moich filmowych marcowych wyników. Udało mi się zapoznać tylko z dwoma pozycjami - w obydwu przypadkach główną rolę zagrała Saoirse Ronan. Sama nie wiem, dlaczego ostatnio tak ciężko idzie mi sięganie po filmy. Nie mam pojęcia, jak to będzie w kwietniu, jednakże postaram się, aby moje wyniki trochę się poprawiły.


Reszta wpisów to mieszanina różnych tematów - od tych stałych, które na blogu możecie znaleźć co miesiąc, jak również dodatkowo wyniki konkursu, nowy konkurs oraz post muzyczny z amerykańskim duetem Twenty One Pilots w roli głównej. Co do nowo rozpoczętego w marcu konkursu (przypominam, że do wygrania jest jeden egzemplarz powieści Osobliwy dom pani Peregrine, ufundowany przez Wydawnictwo Media Rodzina), pamiętajcie, że na zgłaszanie się macie czas do 14 kwietnia, a jedyne, co musicie zrobić, to zgłosić się, być publicznym obserwatorem bloga, oraz udostępnić baner konkursowy na swoim blogu, fb czy też google+.


I tak właśnie prezentował się u mnie marzec. Raczej nie wydarzyło się nic wielce spektakularnego (oprócz konkursu, do którego serdecznie was zapraszam). W kwietniu planuję, tak jak mówiłam, wprowadzić w końcu z powrotem jakiś post muzyczny, zastanawiałam się również nad wprowadzeniem postów serialowych, jednakże jest to jeszcze tylko luźny pomysł, a co już z tego wyjdzie, zobaczymy w kwietniu.

A wam jak minął marzec? Tak samo zwyczajnie, jak mi, czy raczej bardziej spektakularnie?
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek