piątek, 31 lipca 2015

[2] Podsumowanie lipca [2015]

Czy wam lipiec również minął tak szybko jak mi? Dopiero co przecież do nas zawitał przynosząc ze sobą ogromną falę upałów, a tu już się z nim pożegnaliśmy! Sama jednak jestem z tego miesiąca bardzo dumna, gdyż udało mi się pobić swój osobisty rekord w ilości przeczytanych w miesiącu książek, ale o tym więcej w dalszej części posta. W tym miesiącu postanowiłam popracować trochę nad szatą graficzną postów podsumowujących, gdyż muszę się wam przyznać, że ten pierwszy czerwcowy zrobiłam troszkę na odczepkę, ale to się już nie powtórzy i mam nadzieję, że teraz będzie się wam je jeszcze lepiej czytało :) Dodatkowo, ci co śledzą mojego  facebook'owego fanpage'a wiedzą, że udało mi się również nawiązać współpracę z wydawnictwem Pascal co jest dla mnie ogromnym sukcesem! Jestem również niesamowicie szczęśliwa, gdyż w sumie nawet sama nie kontaktowałam się z wydawnictwem w celu współpracy, tylko ich przedstawicielka sama się ze mną skontaktowała. Sprawiło mi to przeogromną radość za co jeszcze raz serdecznie dziękuję :3 Mam również nadzieję, że wydawnictwo Pascal będzie zadowolone z naszej współpracy :D No to co, zapraszam do podsumowania!
Najpierw to co najważniejsze, czyli lista przeczytanych przeze mnie w miesiącu lipcu książek. Jak już wspomniałam udało mi się pobić mój osobisty rekord w ilości przeczytanych pozycji w jednym miesiącu, z czego jestem ogromnie dumna. Teraz oczywiści podniosłam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i cały czas będę dążyć do jeszcze lepszych wyników. W lipcu przeczytałam aż osiem pozycji, z czego siedmiu udało mi się napisać recenzje i umieścić je na blogu. Dla porównania dodam tylko, że w czerwcu było to tylko pięć książek. Dla niektórych z was pewnie będzie to bardzo mała ilość, ja jednak czuję ogromną dumę :) Dodatkowo dwie pozycje udało mi się przeczytać za pośrednictwem akcji Book Tour, co sprawiło mi niezłą frajdę :3


Jeśli chodzi o filmy, których to recenzje udało mi się umieścić na blogu z tym już nie jest aż tak wesoło. W czerwcu zrecenzowałam sześć filmów, natomiast w lipcu było ich tylko trzy. Nie mam pojęcia co jest tego przyczyną, ale jestem przekonana, że w sierpniu taki wynik już się nie powtórzy i będzie zdecydowanie lepiej :3


Jeśli chodzi o posty z dziedziny "inne" tutaj również nie była szału, bo ukazały się jedynie trzy wpisy (łącznie z dzisiejszym). Chyba ten miesiąc całkowicie poświęciłam książką :D


Tak więc w sumie w tym miesiącu na blogu umieściłam trzynaście wpisów - nie jest źle, ale mogłoby być lepiej :)
W przypadku zdobyczy książkowych ten miesiąc uważam za jak najbardziej udany. Właśnie dzisiaj przyszło do mnie większość pozycji, na których tak bardzo zależało mi w lipcu, tak więc jak się pewnie domyślacie jestem dzisiaj niesamowicie szczęśliwa :D


W końcu udało mi się zamówić trzecią część serii After - Atret. Ocal mnie. To w sumie na niej zależało mi najbardziej, tak więc teraz tylko muszę znaleźć chwilę by móc w końcu się za nią zabrać :3 Kolejne dwie pozycje to Utrata oraz Toxic, czyli dwa dzieła Rachel Van Dyken z serii Zatraceni, którą to miałam okazję poznać dzięki Book Tour (recenzja). Kolejna pozycja przyciągnęła moją uwagę przede wszystkim swoją fantastyczną okładką. Mowa o Collide, którego to jestem strasznie ciekawa. Ostatnia książka to ogzemplarz recenzencki od wydawnictwa Pascal - O krok za daleko (recenzja)


Dalej jeszcze udało mi się zdobyć trzy fantastyczne filmy - Wielki Gatsby (recenzja), Hobbit. Niezwykła podróż oraz Hobbit. Pustkowie Smauga za jednyne... uwaga, uwaga... trzy złote za sztukę! Jak zobaczyłam ile one kosztują wiedziałam, że koniecznie muszę je kupić! No powiedzcie sami jaka okazja!
Jeśli chodzi o muzyczne podsumowanie lipca, to w tym miesiącu znów udało mi się poznać wiele ciekawych kawałków, na które pewnie bym nie zwróciła uwagi, gdyby nie opcja folow na stronie deezer.com która sama prezentuje nam różne utwory na podstawie zgromadzonych w naszej biblioteczce kawałków. Do prawdy muszę powiedzieć, że jest to bardzo pożyteczna opcja :)


Całą playlistę możecie przesłuchać oczywiście na youtube.com klikając na powyższy baner, który przeniesie was na stronę. Jestem bardzo ciekawa, czy któryś z zaprezentowanych przeze mnie utworów jest wam znany, tak więc piszcie w komentarzach.

A jakie mam plany na sierpień? No cóż przede wszystkim jeszcze więcej czytać, nadrobić zaległości w filmach oraz w postach. Już niedługo blog będzie obchodzić swoje pierwsze urodziny (nie do wiary, że to tak szybko zleciało), więc może z tej okazji wprowadzę na blogu jakieś drobne zmiany w wyglądzie i może uda mi się zorganizować jakiś mały konkurs ale nic jeszcze nie obiecuję. Możliwe także, że niedługo uda mi się pojechać na kilka dni nad nasze polskie morze, więc postów nie będzie tak dużo, ale to jeszcze poinformuję was na moim fanpage :)

Tradycyjnie jeszcze na koniec chciałam się zapytać, jak wam minął lipiec? Pochwalcie się swoimi osiągnięciami. 

środa, 29 lipca 2015

[54] O krok za daleko

Autor: Abbi Glines
Tytuł oryginału: Fallen Too Far
Cykl: Rosemary Beach, Za Daleko
Tom: 1
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 299 stron
Ocena: 9/10

Od miłości do nienawiści
Od pożądania po namiętność

Blair ma dziewiętnaście lat, jest niedoświadczona i delikatna. Może polegać wyłącznie na sobie. Tak się złożyło, że zostało jej tylko kilka rzeczy osobistych, stary pikap i broń w schowku - tak na wszelki wypadek. Jej ostatnią deską ratunku jest ojciec, którego nie widziała od lat. 

Rush ma wszystko. Jest młody, przystojny, bogaty i ma boskie ciało. W dodatku to syn znanego muzyka. Za takim chłopakiem jak on dziewczyny pójdą w ogień. 

Kiedy Rush i Blair spotykają się, wybucha namiętność, która sprawia, że wszystko inne przestaje się liczyć. Uczycie, o którym każdy marzy, by przytrafiło się choć raz w życiu. Wiedzą, że jednak nie powinni być razem. Że ich miłość to tabu i nie wolno im wkraczać na zakazane dla nich obszary namiętności.

Czy posuną się o krok za daleko?

Blair musiała dorosnąć szybciej, niż jej rówieśnicy. Nie miała czasu na zajmowanie się błahostkami, spotykanie z przyjaciółmi, wypady do kina, czy nawet zwykłe lenistwo. W wieku szesnastu lat musiała zajmować się ciężko chorą matką jednocześnie uczęszczając do szkoły. Trzy lata swojego życia całkowicie poświęciła swojej rodzicielce, która znaczyła dla niej wszystko. W między czasie musiała jeszcze chodzić do pracy, by zarobić na utrzymanie rodziny. Jej ojciec Abe porzucił ją oraz jej matkę pięć lat temu, po wypadku samochodowym, w którym brał udział i w którym zginęła siostra bliźniaczka Blair. Teraz miał inną żonę oraz inne dzieci, a losem Blair oraz jej matki nie przejmował się w ogóle. Dziewczyna już dawno nauczyła się, że może liczyć tylko i wyłącznie na siebie, jednakże gdy po śmierci matki musiała sprzedać dom po babci i wszystko co miała cenne nie miała innego wyjścia i musiała skontaktować się z ojcem. Zaproponował jej dach nad głową, jednakże gdy w końcu bohaterka dotarła do domu Abe'a okazało się, że ten zdążył uciec, za nim Blair się pojawiła. Wyjechał razem ze swoją żoną w ogóle nie informując o tym córki, a dom, w którym miała się zatrzymać tak na prawdę należał do jej przyrodniego brata, o którym do tond nie miała zielonego pojęcia. I tak mając tylko dwadzieścia dolarów w kieszeni, starego pikapa z prawie pustym bakiem i bez dachu nad głową została kompletnie sama. Czy może być jeszcze gorzej?

"Wiedziałam, że to mężczyzna, który nauczy mnie życia. Nawet jeśli w końcu złamie mi serce."

Książka Abbi Glines od razu, gdy tylko ją zobaczyłam przyciągnęła moją uwagę swoją niesamowitą okładką. Obawiałam się jednak, że przysłowie "nie oceniaj książki po okładce" może się w tym przypadku trochę sprawdzić. Teraz wiem, że kompletnie się myliłam, bo to co tu przeczytałam przeszło moje największe oczekiwania. 
Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest dziewiętnastoletnia Blair. Poznajemy ją akurat w jednym z najgorszych momentów jej życia. Pokonała siedmiogodzinną drogę by ze swojej rodzinnej Alabamy przenieść się na Florydę pod dach ojca, który opuścił ją pięć lat temu i od tego momentu nie dawał znaku życia. Blair od początku jednak nie chciała zostawać u niego na stałe. Planowała znaleźć pracę i gdy tylko uzbierałaby wystarczającą ilość pieniędzy chciała wynająć mieszkanie i wynieść się od ojca jak najdalej. Wszystko jednak poszło nie po jej myśli, gdy dotarłszy na miejsce nie zastała tam Abe'a tylko Rusha - swojego przyrodniego brata i pierwsze dziecko Georgianny - nowej żony Abea. Rush to typowy bogaty chłopak, który nigdy nie musiał pracować na swoje utrzymanie. Od urodzenia wszystko przychodziło mu łatwo. Postanowił jednak dać Blair schronienie nad głową w swoim domu do czasu, aż jej ojciec nie wróci z Paryża. W między czasie między bohaterami zaczyna rozkwitać uczucie, które chcą zwalczyć, gdyż wiedzą, że nie wyjdzie z tego nic dobrego. Oboje od samego początku bardzo przypadli mi do gustu i cały czas dopingowałam im, by mimo wszystkich dzielących ich różnic mogli być razem. Całości nie ułatwiał jednak fakt, że Rush miał tajemnicę, której za żadne skarby nie chciał zdradzić Blair, a która dotyczyła jego siostry Nann, a która miała znacząco wpłynąć na postrzeganie Rusha przez Blair. 

Całość książki to typowy romans, który z pewnością przypadnie do gustu każdej romantyczce. Oczywiście pewnie wielu z was powie "co w tym może być ciekawego, przecież to już wszystko było. Młoda, ładna i nie mająca zbyt wielu pieniędzy dziewczyna zakochuje się w przystojnym chłopcu z wyższych sfer, który ma swoje dziwne sekrety". Zgodzę się z wami, jednakże każda ta historia ma swój oryginalny pomysł i bohaterów, którzy mimo wszystko zachęcają nas do zapoznania się z fabuła, byśmy w końcu mogli zakochać się w niej bez reszty. Ja jestem lekturą oczarowana, nie spodziewałam się, że sięgając po O krok za daleko spotkam się z czymś takim i że książka od razu trafi na listę moich ulubieńców. Autorka wykonała kawał na prawdę dobrej roboty prezentując nam historię Blair i Rusha i sama z wielką niecierpliwością czekam na moment, gdy będę mogła zapoznać się z ich dalszymi losami. Jeśli chodzi o styl w jakim napisana jest książka, muszę powiedzieć, że jest on bardzo przyjemny i wciągający. Powieść czyta się bardzo szybko i nawet na chwilę nie można się od niej oderwać, gdyż chce się wiedzieć, co też będzie dalej. Próbuję znaleźć chodź jednego minusa, który może dotyczyć tej powieści, bo przecież książka nie może być aż tak idealna, ale im bardziej się staram tym bardziej dochodzę do wniosku, że jedynym minusem jest fakt, że powieść kończy się tak szybko :) 

"Chciałam wyciągnąć rękę i dotknąć jego twarzy. Powiedzieć, że będzie dobrze - pogodzi się ze wszystkim i zapomni o nas. Ale nie zrobiłam tego. Jak mogłam go pocieszać, sama będąc w środku pusta?"

Tak więc już słowem podsumowania tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z O krok za daleko chciałabym jak najbardziej polecić tą niesamowitą powieść, z którą z pewnością nie będziecie się nudzić. Jestem przekonana, że tak samo jak ja zagłębicie się w lekturze i również nie będziecie mogli się od niej oderwać. Poznacie tu wielu fantastycznych bohaterów, z którymi nie będziecie mogli się rozstać, a na koniec przeżyjecie wielkie zaskoczenie, gdy w końcu poznacie wielką tajemnicę, którą tak starał ukryć Rush przed Blair i która wprawi was w osłupienie, tak jak stało się to z główną bohaterką. Jeszcze raz gorąco wam ją polecam!

ROSEMARY BEACH, ZA DALEKO:
o krok za daleko | spróbujmy jeszcze raz | zacznijmy od nowa | rush too far

Za możliwość przeczytania tej wspaniałej książki bardzo dziękuję wydawnictwu Pascal


poniedziałek, 27 lipca 2015

[53] Kim jesteś, Sky?

Autor: Joss Stirling
Tytuł oryginału: Finding Sky
Cykl: Saga o braciach Benedictach
Tom: 1
Ilość stron: 380 stron
Wydawnictwo: Akapit Press
Ocena: 8/10

Od momentu, gdy Sky ujrzała Zeda po raz pierwszy, nie może o nim zapomnieć. Gdy okazuje się, że Zed porozumiewa się ze Sky bez słów i czyta jej myśli, powracają do niej głęboko skrywane cienie przeszłości i pojawia się zupełnie nowe zagrożenie.


Znalezienie swojej drugiej połowy nigdy nie było tak niebezpieczne.


Sky wraz ze swoimi adopcyjnymi rodzicami przeprowadza się z Wielkiej Brytanii do małego miasteczka w Stanach Zjednoczonych. Zaproponowano im pracę w miejscowej galerii sztuki przez jednego z wpływowych mieszkańców miasteczka. Sky zaczyna nowe życie w nowym kraju oraz nowej szkole. Poznaje tam Tinę oraz dwójkę jej przyjaciół, z którymi od razu się zaprzyjaźnia. W oko jednak wpada jej przystojny i tajemniczy Zed, który ma opinię miejscowego przystojnego niebezpiecznego chłopca. Początkowo chłopak nie pała do niej sympatią, jednak gdy w końcu dziwnym trafem dowiaduje się, że potrafią się oni wzajemnie porozumiewać w myślach, chłopak z wielką radością informuje ją, że jest sawatką oraz jego przeznaczoną. Bohaterka nie mając pojęcia, co to w ogóle ma znaczyć postanawia za radą przyjaciół trzymać się od niego z daleka. Jednak to w cale nie jest takie proste biorąc pod uwagę fakt, że z niegrzecznego chłopca Zed staje się dla niej potulny jak baranek i stara się zacząć jeszcze raz wszystko od nowa. Wkrótce Sky dowiaduje się, że nie miała zielonego pojęcia kim tak na prawdę jest, a przede wszystkim co potrafi. Czy będzie potrafiła dostrzec, co jest prawdą a co okrutnym kłamstwem? A co najważniejsze ile jest gotowa znieść w imię prawdziwej miłości?

"Ostatnią rzeczą,jakiej pragnęłam,było się w kimś zakochać,bo gdzieś w głębi siebie pamiętałam,że miłość boli."

Kim jesteś, Sky? to pierwsza część Sagi o braciach Benedictach. Poznajemy tu historię Sky, która jest za razem narratorką powieści. Na początku dowiadujemy się o tym, że dziewczyna, gdy była jeszcze mała została porzucona przez swoich biologicznych rodziców i w końcu adoptowali ją jej obecni rodzice. Sky nie wie nic, co dotyczyłoby jej przeszłości. Nie wie, jak mieli na imię jej biologiczni rodzice, kim byli, jak wyglądali i przede wszystkim, dlaczego ją porzucili. Pamięta jedynie, że ostatniego dnia kiedy ich widziała porzucili ją na parkingu oraz że cały czas wmawiali jej że jest zła i będąc z nimi sprawia im tylko przykrość. Przez to mała Sky zamknęła się w sobie i przez bardzo długi czas nie odzywała się do nikogo. Teraz Sky pogodziła się już z tym ,że tak na prawdę nic o sobie nie wie. Stara się żyć normalnie i nie drąży tematu przeszłości. Jej odskocznią od wszystkich złych spraw jest muzyka. Gdy udaje się na przesłuchania do szkolnej orkiestry od razu zyskuje spore uznanie ze strony nauczyciela i pozostałych uczniów. Osoba Sky od samego początku już przypadła mi bardzo do gustu, a z każdą przeczytaną przeze mnie stroną lubiłam ją coraz bardziej. Ci którzy już dłużej śledzą mojego bloga wiedzą, że mam ogromną słabość do niegrzecznych chłopców, których możemy spotkać w prawie każdej powieści młodzieżowej. Nie zdziwi was więc pewnie, że Zed całkowicie skradł moje serce i stał się moim kolejnym ulubieńcem. Od samego początku intrygowała mnie jego osoba i w tajemnicy, gdy tylko go poznałam dopingowałam Sky, gdyż wiedziałam, że prędzej czy później ta para na pewno będzie razem. Nie ukrywam jednak, że zaskoczyło mnie to, że Zed w rzeczywistości nie jest wcale taki, za jakiego uważają go wszyscy uczniowie i nauczyciele miejscowej szkoły. Dzięki temu, że z czasem poznajemy całą rodzinę Benedictów możemy dostrzec jaki jest na prawdę, a to z pewnością jest sporym zaskoczeniem.

"Byłam tajemnicą dla siebie samej-kłębkiem fragmentarycznych wspomnień i niezbadanych, mrocznych zakamarków. Moja głowa była pełna sekretów, ale ja zgubiłam mapę, która pokazałaby mi, gdzie je znaleźć."

Ciekawym połączeniem było tu dla mnie przedstawienie paranormal romance z powiedziałabym lekkim kryminałem (nie znam się zbytnio na takich gatunkach, więc jeśli ktoś uzna, że się pomyliłam poprawcie mnie :D ). Jak dotąd nie spotkałam się jeszcze z taką mieszanką, a muszę przyznać, że bardzo mi przypadła ona do gustu i mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się poznać więcej takich powieści. Sam wątek, w którym to rodzina Benedictów wykorzystuje swoje nadprzyrodzone zdolności by pomagać w zatrzymywaniu przestępców wydał mi się być bardzo oryginalny i dobrze dopracowany. Był to dla mnie spory powiew świeżości i oryginalności. Mam nadzieję, że w kolejnych książkach z tej serii będę mogła równie cieszyć się tym pomysłem.

Bardzo podobał mi się również styl, w jakim autorka przedstawiła powieść. Zdecydowanie umie ona przyciągnąć uwagę czytelnika interesująco opisując różne zdarzenia, nie przesadzając jednak z poszczególnymi momentami. Z wielką chęcią więc zapoznam się z jej kolejnymi dziełami. Spodobał mi się również pomysł umieszczenia akcji w górach, gdzie aktualnie wielkimi krokami zbliżała się już zima. Zważywszy na to, że aktualnie towarzyszą nam spore upały Kim jesteś, Sky? było dla mnie miłym powiewem chłodu :)

Kończąc już chciałabym jak najbardziej polecić wam tą powieść. Wątek paranormal romance nie jest tu przesadzony, nie mamy tu styczności z wampirami, wilkołakami i innymi podobnymi, więc jestem przekonana, że książka przypadnie do gustu nawet tym, którzy nie przepadają za takimi klimatami. Kim jesteś, Sky? to wspaniała pozycja, gdzie znajdziemy wszystko po troszku dozowane akurat w takich ilościach, że nic nie jest za nadto przesadzone i doskonale ze sobą współgra. Wiem, że jeszcze nie raz do niej wrócę. Już zacieram ręce na Jak cię wykraść, Phoenix?, która to już czeka niecierpliwie na swoją kolej na mojej półce. 

SAGA O BRACIACH BENEDICTACH:
kim jesteś, Sky? | jak cię wykraść, Phoenix? | znajdę cię, Crystal | droga do Misty | śmiało, Angel! | summer shadows

sobota, 25 lipca 2015

[52] Musimy coś zmienić [Book Tour]

Autor: Sandy Hall
Tytuł oryginału: A Little Something Different
Ilość stron: 286 stron
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 6/10

Lea i Gabe są dla siebie stworzeni. Słuchają tej samej muzyki, lubią identyczne jedzenie i mają podobne poczucie humoru. Niestety oboje są bardzo nieśmiali, a w dodatku Gabe skrywa pewien sekret. 


Między nimi aż iskrzy, a wszyscy wokół to zauważają. Oni sami nigdy by nie przypuszczali, że tak wiele osób trzyma za nich kciuki. Bariści śledzą rozwój ich znajomości jak serial telewizyjny. Kierowca autobusu opowiada o nich swojej żonie. Kelnerka podstępem sadza ich przy jednym stoliku. Nawet wiewiórka uważa, że byliby idealną parą. 



Kiedy Lea i Gabe w końcu zrozumieją, że łączy ich niezwykłe uczucie? Które z nich zdecyduje się zrobić pierwszy krok? Czy nie będzie już wtedy za późno?



Lea i Gabe to para studentów, która poznała się na kursie kreatywnego pisania. Od razu wpadli sobie w oko, jednakże każdy z nich jest zbyt nieśmiały by zrobić kolejny krok. Choć wszyscy dostrzegają, że bohaterowie są dla siebie wręcz stworzeni, oni sami boją się, że ich obiekt westchnień nie darzy ich takich samym uczuciem. Choć bardzo pragną, by między nimi wydarzyło się coś więcej, cały czas pozostają na uboczu, by móc w spokoju przyglądać się temu drugiemu. A gdy już nadarzy się okazja, by zamienić ze sobą kilka zdań, któreś z nich zawsze stchórzy i wszystko znów wraca do początku. Bohaterowie nie zauważają, że przez swoją nieśmiałość mogą stracić szansę na prawdziwą miłość, która to bardzo szybko wymyka się im z pomiędzy palców. Czy mogłoby być jeszcze gorzej?

Musimy coś zmienić to książka która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych powieści. Nie znajdziemy tu dobrze znanej nam narracji, gdzie główny bohater opowiada nam całą historię lub poznajemy ją za pośrednictwem jakiegoś tajemniczego obserwatora. To co od razu rzuca się tu w oczy to fakt, iż historię Leę i Gabea poznajemy oczami aż czternastu różnych osób! Narratorami są tutaj na przykład brat Gabea, współlokatorka Lei, wykładowczyni kreatywnego pisania, studenci z kursu kreatywnego pisania czy nawet zwykła ławka, która znajduje się na dziedzińcu kampusu a także mała ruda wiewiórka. Pomysł ten może wydawać się z początku chaotyczny, ale uwierzcie mi, że tak duża ilość narratorów nie przeszkadza w odpowiednim rozeznaniu się w sytuacji. Czytając z początku możemy mieć drobny problem z zapamiętaniem wszystkich postaci, jednakże gdy tylko lektura się rozwija zapominamy o tym i wydaje nam się to wręcz naturalne. 

"Przynajmniej nie dodałam słowa "impreza" w ostatnim zdaniu. Kiedyś powiedziałam: "Zaczynamy tę imprezkę", po czym zaczęłam udowadniać, że pisanie może przypominać przyjęcie, tyle że nie zakrapiane alkoholem i z ograniczoną możliwością tańczenia."

Głównymi bohaterami powieści są wyżej już wspomniani Lea i Gabe. W czasie lektury nie poznajemy iż aż tak bardzo, nie wiemy jakiej muzyki słuchają, co lubią, jakie mają poglądy na dany temat. Widzimy ich tak, jak nas samych widzą obcy przypadkowi ludzie czy nasi znajomi. Dzięki tym licznym narratorom dowiadujemy się jednak, że Lea i Gabe tworzyliby parę idealną. Są do siebie niesamowicie podobni, a fakt iż są w takim samym stopniu nieśmiali sprawia, że stają się obiektem zainteresowań wielu przeciętnych ludzi. W ciągu całej lektury obserwujemy oczami różnych osób, jak rozwija się znajomość pomiędzy tą parą. W takim samym stopniu dopingujemy im mając nadzieję, że wkrótce któreś zrobi w końcu pierwszy krok i że w końcu staną się parą.Może wydawać się to nudne, jednakże w jakiś sposób wszystko to zachęca czytelnika do dalszego zapoznania się z historią przedstawioną w powieści. Sama nie umiem powiedzieć, co tak na prawdę ciągnęło mnie do Musimy coś zmienić. Jest to po prostu jedna z tych powieści, która ma w sobie to COŚ. Nikt tak na prawdę nie wie co to takiego, jednakże właśnie to tajemnicze COŚ zachęca nas do lektury. Myślę jedna, że duży wpływ na nasze zainteresowanie książką ma tutaj nie typowe przedstawienie fabuły, bo gdyby była to tradycyjna książka, gdzie historię poznawalibyśmy z perspektywy Lei albo Gabea, nie byłoby to już to samo.

"Mówiła, że lubi sobie wyobrażać, że jej studenci są bohaterami powieści, i wymyślać jakąś historię z ich udziałem w czasie prowadzenia zajęć. Ja idę o krok dalej i tworzę romans."

Podsumowując Musimy coś zmienić to ciekawa książka, która przyciąga uwagę czytelnika swoją oryginalnością, jednakże nie w przypadku historii lecz w przypadku jej przedstawienia. Warto zapoznać się z nią, aby poznać na własnej skórze jej oryginalność i zobaczyć, że nie wszystkie książki muszą być opowiadane z perspektywy głównych bohaterów. I choć jak już mówiłam samą fabułą powieść nie wyróżnia się jakoś na tle innych książek ma w sobie to coś co tak przyciąga uwagę czytelnika. Choć sama pewnie raczej już do niej nie wrócę, cieszę się jednak iż mogłam ją poznać. Spędziłam z nią bardzo miłe chwile i mam nadzieję, że tak samo będzie i w waszym przypadku.

Książkę udało mi się przeczytać dzięki Book Tour, które na swoim blogu Isabel Czyta organizowała Iza. Do mnie przywędrowała dzięki uprzejmości Michaliny z bloga Książkowy świat. Dziękuję wam za to bardzo!



piątek, 24 lipca 2015

[38] FILMOWO: Podróż na sto stóp

Tytuł oryginału: The Hundred-Foot Journey

Reżyseria: Lasse Hallström

Scenariusz: Steve Knight

Na podstawie: Richard C. Morais "Podróż na sto stóp"

Gatunek: Dramat, Komedia

Czas trwania: 2 godz. 2 min.

Premiera: 8 sierpnia 2014 (Polska), 7 sierpnia 2014 (świat)

Produkcja: Indie, USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Obsada: Helen Mirren, Om Puri, Manshi Dayal, Charlotte Le Bon

Ocena: 8/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Po pożarze restauracji i straty matki rodzina Hassana na czele z ojcem postanawia wyprowadzić się z Indii, by w Europie móc zacząć wszystko od nowa. Początkowo włóczą się z jednego miejsca na drugie ciągnięci głosem zmarłej matki. Wkrótce po ujściu z życiem z wypadku samochodowego rodzina Hassana zatrzymuje się w małej miejscowości we Francji, by tam poczekać na naprawę zepsutego auta. Bohaterowie poznają Marguerite, która proponuje im pomoc w holowaniu samochodu oraz posiłek. Następnego dnia ojciec Hassana wpada na pomysł, by kupić opustoszałą restaurację znajdującą się w miasteczku i by zacząć prowadzić nowy rodzinny interes. Pozostałym nie umknął jednak fakt iż ów restauracja znajduje się na przeciwko znanej, lubianej i świetnie prosperującej restauracji. Mimo licznych kłótni postanawiają jednak spróbować swoich sił we Francji. Nie spodziewają się jednak, że właścicielka restauracji nie pozwoli na to, aby ktoś mógł stać się jej konkurencją. Wkrótce rodzina spotka się z licznymi przeszkodami i złośliwościami ze strony Madame Mallory. Czy mała bitwa przekształci się w prawdziwą wojnę? A może czasami lepiej jest odpuścić i przyłączyć się do wroga?


Bardzo lubię od czasu do czasu obejrzeć filmy z motywem kulinarnym w tle. Jednak mimo to, bardzo rzadko udaje mi się takie obejrzeć. Podróż na sto stóp wydał mi się być tym bardziej ciekawy, iż miały się tu zderzyć jedne z dwóch znanych kuchni świata - francuska i hinduska. To połączenie jest dla mnie niezwykle intrygujące, więc wiedziałam, że nie mogę sobie tego odpuścić. Choć film prezentuje nam losy pewnej hinduskiej rodziny to Hassan, jeden z jej członków jest tak na prawdę jego główną postacią. Jest on najstarszym dzieckiem w rodzinie i to właśnie on odziedziczył niespotykany talent kulinarny po zmarłej matce. Jest on człowiekiem trzeźwo myślącym i bardzo rozsądnym. Stara się nie sprzeciwiać woli ojca, jednakże zawsze przed podjęciem jakiejś decyzji stara się wszystko przemyśleć tak, aby rodzina wyszła na tym jak najlepiej. Zaprzyjaźnia się z Marguerite mimo iż od momentu założenia restauracji powinni stać się swoimi wrogami, gdyż dziewczyna pracuje u Madame Mallory. Mężczyzna dostrzega w niej jednak nie tylko przeciwnika, lecz również piękną, dobrą i niesamowicie utalentowaną osobę. Przez to wszystko to właśnie Hassan stał się moją ulubioną postacią i to do niego przywiązałam się najbardziej.


Bardzo polubiłam również ojca Hassana oraz Madame Mallory. Ta dwójka to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Nie raz uśmiałam się z ich licznych bitew o swoje racje, które tak na prawdę były komiczne i bardzo wredne. Początkowo walczyli o dobro swoich restauracji, jednakże wszystko szybko zamieniło się w zwykłą złośliwość. Jedno chciało mieć lepsze pomysły uprzykrzające życie od drugiego. Jednak i tym razem przysłowie "kto się czubi, ten się lubi" bardzo się sprawdziło.


Całość to fantastyczna mieszanka humoru i dobrego smaku. Podczas seansu nie jesteśmy przytłoczeni motywem kulinarnym, wręcz przeciwnie mimo iż jest on głównym wątkiem filmu jest on dozowany w odpowiednich ilościach, co moim zdaniem wyszło bardzo dobrze. Jeśli chodzi o grę aktorską, to tutaj nie mam nic do zarzucenia. Wszystkie postacie były zaprezentowane według mnie wręcz idealnie i nie wyobrażam sobie, aby któryś z bohaterów mógł wyglądać inaczej. W czasie rozwijającej się akcji możemy towarzyszyć Hassanowi jego szybko rozwijającej się karierze kulinarnej. Obserwujemy, jak z nikomu nieznanego chłopaka, który musiał opuścić swoje rodzinne Indie zamienia się w znanego i pożądanego przez lubiane restauracje utalentowanego szefa kuchni. Film polecam każdemu, kto tak jak ja lubi pozycje z motywem kulinarnym w tle. Z pewnością Podróż na sto stóp przypadnie wam do gustu i będziecie wspominać go tak mile jak ja. Ja sama już nie mogę doczekać się, gdy zapoznam się z książką, na której podstawie powstał film. Mam tylko nadzieję, że nie spotka mnie zwód i będę mogła cieszyć się fantastyczną lekturą.

środa, 22 lipca 2015

[37] FILMOWO: uwantme2killhim?

Tytuł oryginału: U want me 2 kill him?

Reżyseria: Andrew Douglas

Scenariusz: Mike Walden

Gatunek: Dramat, Thriller

Czas trwania: 1 godz. 32 min.

Premiera: 25 czerwca 2013 (świat)

Produkcja: Wielka Brytania

Obsada:Jamie Blackley, Toby Regbo, Jaime Winstone, Joanne Froggatt

Ocena: 8/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Mark jest typowym lubianym brytyjskim nastolatkiem. Wiedzie beztroskie życie, uprawia liczne sztuki walki, spotyka się ze znajomymi oraz różnymi dziewczynami. Jednak jego największą przyjaciółką jest internetowa znajoma Rachel. On jakiegoś czasu para namiętnie kontaktuje się ze sobą poprzez internet, jednak z racji tego, iż Rachel za sprawą swojego chłopaka gangstera imieniem Kevin jest objęta programem ochrony świadków nie może spotkać się z Markiem w realu ani zdradzić swojego miejsca zamieszkania. Mimo to chłopak coraz bardziej zakochuje się w internetowej znajomej. Pewnego razu Rachel bojąc się, że coś może grozić jej ze strony Kevina prosi Marka, by ten zaopiekował się jej bratem Johnem, który chodzi do tej samej klasy co on. Z racji tego, iż jego ojczym jest Pakistańczykiem John spotyka się z licznymi wyzwiskami i aktami agresji ze strony współuczniów. Początkowo niechętnie Mark zgadza się na prośbę Rachel i wkrótce chłopcy bardzo się ze sobą zaprzyjaźniają.Pewnego dnia Mark dostaje pogróżki ze strony Kevina, a wkrótce dowiaduje się od Johna, że jego siostra rzuciła się z dachu. Wszyscy jednak wiedzą, że Rachel nie zabiła się z własnej woli i że z całą pewnością dokonał tego Kevin. Wściekły i zdesperowany Mark postanawia zemścić się na gangsterze. Wkrótce jednak kontaktuje się z nim agentka z MI5, która to zajmuje się aktami terroryzmu i wyjawia mu, że to co wie, nie do końca jest prawdą...


Sięgając po ten film nie spodziewałam się, że wywrze on na mnie tak wielkie wrażenie. Jest on oparty na prawdziwej historii, która wydarzyła się kiedyś w Wielkiej Brytanii. Głównym bohaterem uwantme2killhim? jest nastoletni Mark. Z pozoru wydaje się być zwykłym niczym nie wyróżniającym się chłopakiem. Poznajemy go podczas przesłuchiwań przez Inspektor Sarah Clayton w więzieniu. Na wzajem przeplatają się ze sobą sceny z więzienia oraz te, które przedstawiając całą sytuację, jaką próbuje wyjaśnić Inspektor Clayton. Markowi towarzyszy John, który jak się okazuje później jest ofiarą całego zamieszania, ale również co dziwne jego sprawcą.


Z początku film wydaje się być mało interesujący, lecz z czasem cała fabuła bardzo się rozwija i wkrótce już nie możemy oderwać się od ekranu. Cały czas pragniemy dowiedzieć się, dlaczego Mark znajduje się w więzieniu i co tak naprawdę się wydarzyło. Gdy już myślimy, że wiemy co się wydarzyło, wszystko znów nam się psuje i musimy zaczynać nasze poszukiwania od nowa, by już wkrótce przeżyć niewyobrażalny szok, jaki towarzyszy nam pod koniec filmu. Z pewnością więc w towarzystwie uwantme2killhim? nie da się nudzić.


Po zakończeniu seansu niewyobrażalne wydaje się być to, że cała ta historia wyobraziła się na prawdę. Sama bardzo długo zastanawiałam się, jak do tego wszystkiego mogło dojść w realu. Nie chcę wam za dużo wyjawiać przebiegu fabuły, gdyż nie chcę pozbawić was tego wielkiego zaskoczenia, który towarzyszył mi podczas seansu. Mam więc nadzieję, że choć tych kilka wątków, które przedstawiłam wam wyżej zachęci was do zapoznania się z tym filmem. W główną postać wcielił się tu Jamie Blackley, którego mogliśmy zobaczyć w głośnej ekranizacji powieści "Zostań, jeśli kochasz". Ty zdecydowanie mogę powiedzieć, że Jamie wykonał kawał na prawdę dobrej roboty. Choć może znalazłabym tu jeszcze sporo ale do gry aktorskiej pozostałych osób oraz do sposobu, w jaki cały film został przedstawiony, jak najbardziej chcę go wam polecić, gdyż mimo tych niektórych wad przedstawia niesamowicie interesującą historię, z którą po prostu trzeba się zapoznać. Tak więc pozostaje mi wam życzyć jedynie jak najbardziej udanego seansu!


Jeśli ktoś z was, tak jak ja, zainteresowany jest prawdziwą historią, na której oparty jest film, możecie o niej przeczytać tutaj lub tutaj (nie znalazłam jednak żadnej polskiej wzmianki na ten temat).

środa, 15 lipca 2015

[51] Utrata [Book Tour]

Autor: Rachel Van Dyken
Tytuł oryginału: Ruin
Cykl: Zatraceni
Tom: 1
Ilość stron: 296 stron
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 9/10

Czy jedna osoba, która jest w stanie pomóc ci wydostać się z kokonu rozpaczy, w którym mieszkasz od tak dawna, że nic innego nie daje ci poczucia bezpieczeństwa, może nagle... odejść? Chociaż czujesz, że od pierwszego słowa, dotyku, pocałunku wasze serca biją razem, teraz każde uderzenie przybliża was do czegoś, czego nie będziesz nawet w stanie nazwać. Jak to jest, gdy szansa na ratunek nieodwołalnie łączy się z utratą?

Po tragicznej śmierci obojga rodziców Kiersten pogrążyła się w głębokiej depresji. Początkowo nie wychodziła ze swojego pokoju i nie obchodziło ją nic, co działo się w "normalnym świecie". Gdy z czasem jednak zaczęła uczęszczać na terapię i zażywać różne leki jej stan troszkę się polepszył. Nadal jednak obwiniała się za śmierć rodziców, a dodatkowo zaczynała powoli uzależniać się od branych proszków. W końcu pod groźbą wujka Jo udaje się do collegu by znów na nowo wdrożyć się do życia. Nie wierzyła jednak, że może jej coś pomóc, aż poznała przystojnego Westona, który jak się później okazało jest też opiekunem jej roku.  Od początku chłopak wpada jej w oko, jednakże od razu spotyka się z ostrzeżeniami ze strony współlokatorów, że Weston to typowy kobieciarz, który wykorzystuje dziewczyny aby pójść z nimi do łóżka a potem jak gdyby nigdy nic porzuca. Kiersten czuje jednak, że chłopak nie jest do końca taki, jak widzą go inni i postanawia dać mu szansę. 
Weston jest najlepszym graczem footballu amerykańskiego w drużynie. Jest przystojny, bogaty i popularny, może mieć każdą dziewczynę jaką tylko chce. Wydawałoby się, że żyje on idealnym życiem i nic więcej nie jest mu do szczęścia potrzebne. Niestety prawda czasami wydaje się być okrutna. Od jakiegoś czasu Weston zmaga się z rakiem, który nieubłaganie przybliża jego życie ku końcowi. Chłopak jednak już dawno pogodził się ze swoim losem i choć cały czas bierze liczne leki zdobywane dzięki pieniądzom ojca oraz czeka na operację usunięcia guza wie, że tak na prawdę jego los jest przesądzony. Dotychczas starał się wykorzystać czas, który mu pozostał do maksimum. Gdy jednak pewnego dnia poznaje Kirsten nie może się pogodzić z tym, że tego czasu zostało mu tak bardzo mało. Wiedząc, że ze swoim życiem nie może już za bardzo zrobić nic postanawia pomóc dziewczynie w tym, by mogła wyjść ze swojego kokonu i żyć takim życiem, na jakie zasługuje każdy człowiek. 

"Wszyscy jesteśmy trochę szaleni, dzięki temu jesteśmy ludźmi."

Książka Rachel Van Dyken przywędrowała do mnie dzięki Book Tour organizowanemu przez Michalinę z bloga Książkowy świat (Book Tour klik). Już dawno słyszałam o tej powieści i z wielką ciekawością chciałam się jej bliżej przyjrzeć, jednakże nigdy aż za nadto się nią nie interesowałam. Teraz oczywiście bardzo żałuję, że nie przeczytałam Utraty o wiele prędzej...

Nie spodziewałam się, że książka będzie poruszała takie ważne tematy jakimi są czas i życie. Myślałam, że będzie to kolejna powieść o szalonej miłości dwojga młodych ludzi i że nic nowego mnie tutaj nie spotka. Oczywiście bardzo się myliłam. Książka przykuła moją uwagę już od pierwszego rozdziału, co muszę przyznać szczerze bardzo rzadko mi się zdarza. Kiersten poznajemy gdy budzi się z jednego z koszmarów, które od bardzo dawna ją nawiedzają. Jest to dziewczyna, która nie mogą pogodzić się ze startą rodziców obwinia się za ich śmierć przez co popada w depresję. Z biegiem rozwijającej fabuły możemy jednak obserwować wielką zmianę, jaka zachodzi w bohaterce. A wszystko to dzięki Wesowi, który wziął sobie za cel pomóc dziewczynie. Oboje nie wiedzieli jednak, że zwykła pomoc może przerodzić się w coś aż tak poważnego. 

W książce prócz głównych bohaterów Kiersten i Westera, którzy są również narratorami powieści poznajemy także dwóję innych postaci. Mowa o Lisie i jej kuzynie Gabie. To niezwykle charyzmatyczne osoby, które od razu przykuły moją uwagę. Szczególnie spodobała mi się postać Gabea. To chłopak o sporym doświadczeniu jeśli chodzi o dziewczyny. W stosunku do swojej kuzynki oraz Kiersten jest jednak bardzo opiekuńczy i w razie konieczności jest bez gotów bez zawahania stanąć w ich obronie. Jestem bardzo ciekawa kolejnej części powieści, w której to właśnie Gabe jest głównym bohaterem. 

Autorka stworzyła bardzo chwytającą za serce książkę, która po przeczytaniu skłania do głębokich refleksji. Dostrzegamy, jak kruche jest życie, że każdego, dosłownie każdego w najmniej oczekiwanym momencie może spotkać coś złego. Nie ma znaczenia czy jesteś bogaty czy biedny, młody czy stary, czy jesteś kobietą a może mężczyzną. To się nie liczy. W jednej sekundzie całe twoje życie może zmienić się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Ważne jest jednak, by umieć żyć tak, by tego życia właśnie w takich chwilach nie żałować... czy żyjesz właśnie takim życiem?

Co tu dużo mówić, książka wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Jestem nią wprost oczarowana. Z wielką niecierpliwością czekam na moment, gdy będę mogła w końcu zapoznać się dalszą częścią serii oraz, gdy w końcu doczekam się kolejnych tomów. Jestem przekonana, że wywrą one na mnie tak duże wrażenie, jak udało się to zrobić Utracie. Jestem bardzo szczęśliwa, że dzięki Book Tour organizowanym przez Michalinę oraz dzięki Dominice z bloga Czytelnia Dominiki udało mi się poznać tak cudowną powieść jaką jest Utrata. Polecam ją każdemu, a sama jestem przekonana, że jeszcze nie raz do niej wrócę, bo o takich książkach tak łatwo się nie zapomina...


ZATRACENI
utrata | toxic | fearless | shame

poniedziałek, 13 lipca 2015

[50] Kochani, dlaczego się poddaliście?


Autor: Ava Dellaira
Tytuł oryginału: Love Letters to the Dead
Ilość stron: 300 stron
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 6/10

Szesnastoletnia Laurel nie może się pogodzić z tragiczną stratą siostry. Szuka pomocy idoli, którzy też odeszli: Kurta Cobaina, Amy Winehouse, Jima Morrisona, Janis Joplin... Pisze do nich listy. Z tych listów układa się opowieść o niej samej, jej cierpieniu, samotności, poszukiwaniu siebie i przebaczeniu.

Kochany Kurcie, chciałam napisać do osoby, z którą mogłabym pogadać. Chciałabym, żebyś mi powiedział, gdzie teraz jesteś i dlaczego odszedłeś. Byłeś ulubionym muzykiem mojej siostry May. Odkąd jej nie ma, trudno mi być sobą, bo tak na prawdę nie wiem, kim jestem.

Laurel podziwiała siostrę, ale czuła się przez nią zepchnięta w cień. Teraz usiłuje pogodzić się z, co się stało, i odnaleźć siebie. Choć nie jest łatwo opłakiwać kogoś, komu się nie wybaczyło... Pisze o tym, co się zdarzyło, przeżywa to jeszcze raz. Zwierza się, pyta. Te listy i miłość, którą odkrywa, pozwalają pojednać się z życiem i z sobą samą. Rozumiem, że nie mogła ocalić siostry, ale może ocalić siebie.


Laurel nie może otrząsnąć się do końca niespodziewanej śmierci ukochanej starszej siostry May. Aby uniknąć ciekawskich spojrzeń ze strony rówieśników z liceum May, Laurel postanawia zacząć liceum w szkole w pobliżu ciotki Amy, u której mieszkała co drugi tydzień. Dziewczyna na początku chciała zostać anonimowa i trzymać się z dala od ciekawskich uczniów, jednakże później postanawia być taka, jak jej starsza siostra - odważna, pewna siebie, wygadana i piękna, choć nie do końca jej to wychodzi. Rozpoczyna pisanie listów do sławnych zmarłych osób. Początkowo miało to być tylko zadanie domowe, jednakże później dziewczyna tak się przywiązała do tego, że kontynuowała pisanie. W międzyczasie poznaje Hannah oraz Natalie, z którymi od razu się zaprzyjaźnia i spędza z nimi każdą wolną chwilę. Dodatkowo poznaje przystojnego Skya, który od pierwszego momentu wpada jej w oko. Choć Laurel stara się jak może, nie umie być taka, jak siostra i bardzo często wychodzi jeszcze gorzej niż powinno być. Czy Laurel będzie w stanie uporać się z demonami przeszłości i co najważniejsze, czy będzie umiała wybaczyć May oraz samej sobie?

"Wydaje mi się, że wiele osób chciałoby być kimś, ale boją się, że jeśli spróbują, nie okażą się tak dobrzy, za jakich ich przeważnie mają."

Od pierwszego momentu moją uwagę przykuł ciekawy sposób przedstawienia fabuły. Kochani, dlaczego się poddaliście? to powieść epistolarna, gdzie główna bohaterka oraz za razem narratorka pisze listy między innymi do Curta Kobaina, czy Amelii Erhart. Zwierza się w nich z trudów codziennego życia, a z czasem obdarza ich tak wielkim zaufaniem, że wyjawia okoliczności śmierci May, o których nie powiedziała jak dotąd jeszcze nikomu. Wie, że osoby te i tak jej nie odpiszą, a listy nawet do nich nie dotrą, jednak z racji tego, że postaci te zmarły śmiercią nagłą uważa, że są w stanie zrozumieć jak ją nikt inny. 

"Każde z nas jest dziwne na swój sposób, ale jak jesteśmy razem, robi się to normalne."

Główna bohaterka imieniem Laurel to szesnastoletnia dziewczyna, która przez całe życie żyła w cieniu siostry gwiazdy. Nigdy to jej jednak nie przeszkadzało, gdyż ubóstwiała ją bardziej niż inni, nazywała ją bohaterką oraz gwiazdą. Zawsze pragnęła dorównać siostrze i lśnić tak samo jak ona. Były najlepszymi przyjaciółkami. Wiedziały, że od rozwodu rodziców mogą liczyć tylko na siebie. Laurel zawsze była spokojna i małomówna lecz teraz postanowiła to zmienić. Pragnęła stać się kimś takim jak May. Chciała, by ludzie ją uwielbiali, by cieszyli się, gdy tylko pojawi się w ich otoczeniu. Miejscami trochę minie ona denerwowała. Czasem zachowywała się jak jakaś małą dziewczynka, co można było wywnioskować ze sposobu opisu poszczególnych sytuacji przez bohaterkę. Wiele razy miałam ochotę potrząsnąć bohaterką i powiedzieć jej, aby zaczęła zachowywać się tak, jak zachowują się ludzie w jej wieku. Jednakże mimo tego bardzo ją polubiłam i cały czas dopingowałam jej, by w końcu w pełni w siebie uwierzyła i zobaczyła jak wiele znaczy dla bliskich sobie osób. 

W trakcie rozwijania fabuły możemy zauważyć, jak zmieniała się postać Laurel. Jak stara się pogodzić ze stratą związaną z utratą ukochanej siostry, jak mimo wszystko próbuje być silna i odważna. Niewątpliwie wiele pomogli jej w tym jej przyjaciele, którzy jak się okazało znali fakty dotyczące jej siostry, lecz domyślając się, że dziewczyna nie chce o tym rozmawiać nie poruszali tematu do czasu, aż Laurel sama ich o tym poinformowała. Wspierali ją oni na każdym kroku i choć czasem nie obyło się bez drobnych nieporozumień, w końcu po starcie May, Laurel miała kogoś, komu może zaufać. Dużą rolę odgrywały tu także wyżej wspomniane listy do zmarłych sław. One również sprawiły, że dziewczyna mogła w końcu pozbyć się tego, co już od dawna nagromadziło się w niej samej. To im pierwszym opowiedziała, jak zginęła May, oraz co spotykało ją w wieczory filmowe, podczas których May spotykała się ze swoim starszym chłopakiem, a ją miał pilnować jego przyjaciel. 

"Czasem chcielibyśmy, żeby nasze ciała wyraźniej pokazywały, co nas boli, historie, które chowamy w sobie."

Książka prezentuje sobą bardzo ważne tematy, które mogą dotyczyć każdego z nas. Pokazuje, że tak jak główna bohaterka, która początkowo uważała, że nie może nikomu powiedzieć, co ją dręczy, lecz później zorientowała się, że to nie prawda, sami również możemy pokonać nasze własne problemy. Interesujący pomysł przedstawienia fabuły tylko jeszcze bardziej sprawia, że książka staje się na prawdę ciekawa, przez co warto poświęcić jej chwilę uwagi. Z pewnością czas, który poświęcimy na przeczytanie Kochani, dlaczego się poddaliście? nie będzie stracony, a książkę będziemy bardzo mile wspominać.

niedziela, 12 lipca 2015

[8] PRZEPISOWO: Pancakes

W dzisiejszym poście przychodzę do was ze słodką pysznością, którą chyba każdy poznał w jakimś amerykańskim filmie bądź serialu. Pewnie wielu z was, tak jak ja, chciało kiedyś spróbować tego wychwalanego ponad niebiosa amerykańskiego przysmaku, ale nigdy nie nadarzyła się wam taka okazja. Ja postanowiłam to zmienić i sama przyrządzić te pyszne pancakes. Pomyślałam sobie, że przecież to nie może być takie trudne, w końcu są to tylko naleśniki, tylko troszkę inne. I muszę wam powiedzieć, że nie dość, że są one niewiarygodnie pyszne to ich przygotowanie jest wręcz banalnie proste. Tak więc dzisiaj dzielę się z wami przypisem na pancakes, który ostatnio wypróbowałam. Zapraszam do czytania!


Do przygotowania pancakes będziemy potrzebować:

- 1 1/4 szklanki maślanki,
- 1 1/4 szklanki mąki,
- 1 jajko,
- 1/4 szklanki cukru brązowego lub białego,
- 1/4 szklanki oleju,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej,
- szczypta soli.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki przekładamy do jednej miski i mieszamy za pomocą miksera lub blendera. Miksujemy do czasu, gdy wszystkie składniki się ze sobą ładnie połączą a na powierzchni ciasta zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Gdy masa jest gotowa rozgrzewamy patelnię bez dodatku oleju! Jest to bardzo ważne, gdyż w cieście jest już olej, a gdy dodamy go jeszcze bezpośrednio na patelkę nie uzyskamy charakterystycznej dla pancakes struktury naleśnika. Pamiętajmy, aby patelka nie przywierała inaczej wszystko się nam do niej przyklei. Masę nakładamy małą nabierką i nie rozprowadzamy ciasta na powierzchni patelki. Zostawiamy je tak jak jest. Gdy na powierzchni naszego pancakes będzie już sporo pęcherzyków powietrza oznacza to, że naleśnik jest gotowy do przewrócenia. Smażymy, aż ciasto będzie złote. Gotowe pancakes układamy na talerzu w formie stosiku. Nie nakładajcie ich zbyt dużo, gdyż są one bardzo sytne. Na jedną porcję zdecydowanie wystarczą trzy do czterech naleśników.

Ja moje pancakes podałam z jogurtem naturalnym i truskawkami, ale możliwości jest bardzo dużo i możemy podać je z innymi owocami, miodem, bitą śmietaną, syropem owocowym czy tradycyjnie po amerykańcu z syropem klonowym. To wszystko zależy już tylko według naszego uznania. Do surowej masy można dodać jeszcze borówki amerykańskie, jagody czy kawałki czekolady. Idealnie smakują z koktajlem owocowym bądź smoothies.

Jak więc widzicie przygotowanie pancakes jest banalnie proste, a najtrudniejszym momentem jest tu tylko przewrócenie naleśnika na drugą stronę. Jednakże myślę, że nikomu nie powinno to sprawić wielkiego problemu. Mam nadzieję, że ktoś z was skusi się na ten przepis, a może już kiedyś mieliście okazję sami zrobić pancakes? Pochwalcie się :)

piątek, 10 lipca 2015

[36] FILMOWO: San Andreas

https://www.youtube.com/watch?v=SzRbK9qIhBs
Tytuł oryginału: San Andreas

Reżyseria: Brad Peyton

Scenariusz: Carlton Cuse

Gatunek: Katastroficzny

Czas trwania: 1 godz. 40 min.

Premiera: 4 czerwca 2015 (Polska), 21 maja 2015 (świat)

Produkcja: Australia, USA

Obsada: Dwayne Johnson, Carla Gugino, Alexandra Daddario, Hugo Johnstone-Burt, Art Parkinson

Ocena: 9/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Ray jest pilotem śmigłowca oraz ratownikiem, który zajmuje się najgorszymi przypadkami. Wraz ze swoją ekipą sumiennie wypełnia swoją pracę ratując nieszczęśnikom wypadków życie. Niespodziewanie nad Kalifornią występuje wielkie trzęsienie ziemi, które jest tylko początkiem nadchodzącej katastrofy. Uskok San Andreas niespodziewanie daje o sobie znać wywołując tym samym falę silnych trzęsień ziemi a co za tym idzie również wielkiego tsunami. Ray zostaje wezwany do pomocy ofiarom trzęsienia, jednak w tym samym czasie jego córka informuje go, że została uwieziona w samochodzie w podziemnym parkingu, jednocześnie jego była żona błaga go o pomoc w ucieczce z restauracji znajdującej się na szczycie jednego z najwyższych budynków w mieście. Mężczyzna ratuje byłą żonę z opresji i wspólnie wyruszają na pomoc córce. W tym samym czasie grupa naukowców z miejscowego centrum kryzysowego opracowuje program, który jest w stanie przewidzieć nadchodzące trzęsienia i stara się przekonać do swojej racji miejscowych ludzi informując ich za pośrednictwem lokalnej telewizji o nadchodzącym niebezpieczeństwie.


Nie jestem wielką fanką filmów katastroficznych. To miano zdecydowanie należy się mojej przyjaciółce, która widziała już chyba każdy film z tego gatunku. Jednak od czasu do czasu, gdy któryś wyda mi się ciekawy z wielką chęcią się z nim zapoznam. Tak właśnie było w przypadku San Andreas. Trochę odstraszało mnie to, że główną rolę odgrywał tu Dwayne Johnson, za którym mówiąc szczerze nie przepadam. Postanowiłam dać mu jednak szansę i śmiało mogę wam powiedzieć, że nie żałuję swojej decyzji.


Fabułę filmu poznajemy z perspektywy trzech grup - Raya i jego byłej żony Emmy, którzy starają się odnaleźć uwięzioną córkę oraz przede wszystkim przeżyć, ich córki Blake oraz poznanych przez nią braci Bena i Olliego, którzy uratowali dziewczynę z uwięzionego samochodu i teraz wspólnie starają się dotrzeć na najwyższy punkt w mieście, aby ojciec Blake mógł po nich przylecieć śmigłowcem oraz naukowca Lawrencea, jego zespołu i dziennikarki Sereny, którzy starają się przewidzieć, kiedy nastąpi kolejne trzęsienie ziemi oraz za pośrednictwem telewizji podzielić się tą informacją z mieszkańcami Kalifornii i uświadomić im powagę sytuacji. Wydaje się być to trochę zagmatwane, jednakże twórcy filmu tak to wszystko poskładali, że podczas oglądania filmu bez problemu możemy połapać się co i jak.


Jak wiadomo w filmach katastroficznych bardzo ważne są efekty specjalne, które w jak najlepszy sposób mają odzwierciedlić to, co mogłoby się wydarzyć w realnym życiu, a co spotkało bohaterów filmu. Jak już mówiłam sama nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w podobnych filmach, jednakże efekty, które mogłam zobaczyć w San Andreas dosłownie wbiły mnie w fotel. Wszystko było tak realistyczne, że miejscami miałam wrażenie, iż sama znalazłam się w miejscu tej przerażającej katastrofy. Z resztą Emily, z którą to właśnie wybrałam się na ten seans powiedziała, że były to chyba najlepsze efekty z jakimi spotkała się podczas oglądania filmu katastroficznego. Opinii eksperta więc nie można podważać :)


Jak mówiłam wcześniej nie darzę wielką sympatią Dwaynea Johnsona, jednakże tutaj do granej przez niego postaci nie mam żadnych zastrzeżeń. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że strasznie podobał mi się w tej roli. Bardzo dobrze przedstawił osobę kochającego ojca, który zrobi wszystko, by tylko uratować swoją córkę. Jednocześnie będąc ratownikiem i mając już spore doświadczenie w kryzysowych wypadkach świetnie pokazał, jak taka osoba jest opanowana i przedkłada dobro innych nad swoje. W San Andreas bardzo go polubiłam. Niezwykle też podobała mi się grupa, w której znajdowała się Blake, Ben oraz Ollie. Choć Ben dopiero co poznał dziewczynę nie wahał się ani sekundy, by pomóc jej wydostać się z przygniecionego samochodu. Później razem z młodszym bratem cały czas trzymali się razem z bohaterką i doskonale się uzupełniali. Cały czas również miałam nadzieję, że pomiędzy tą dwójką rozkwitnie jakieś uczucie i nie zawiodłam się. Nie zrażajcie się jednak tym drobnym wątkiem miłosnym, gdyż jest on tylko doskonałym uzupełnieniem fabuły a nie jakimś tandetnym motywem.


San Andreas to kawał bardzo dobrze zrobionego filmu katastroficznego. Fabuła jest niezwykle wciągająca oraz zaskakująca. Za każdym razem, gdy myślałam już, że bohaterowie są bezpieczni znów wydarzało się coś, co nie wątpliwie zagrażało ich życiu. Świetnie bawiłam się podczas tego seansu i nie żałuję, że zdecydowałam się go zobaczyć. San Andreas na pewno spodoba się fanom filmów katastroficznych, choć oczywiście produkcja spotkała się już z wieloma słowami krytyki ze strony tych że osób. Jednakże jak wiadomo film nie musi podobać się wszystkim i każdy ma prawo zaprezentować swoją opinię. Ja byłam tą pozycją oczarowana i z wielką chęcią obejrzę ją jeszcze raz. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z tego typu filmem na początek zdecydowanie polecam wam właśnie San Andreas, bo coś mi mówi, że się nim nie zawiedziecie. 

czwartek, 9 lipca 2015

[49] Szukając Alaski

Autor: John Green
Tytuł oryginału: Looking for Alaska
Ilość stron: 320 stron
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 8/10


Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young.
Piękną, inteligentną, zabawną, seksowną, szaloną i do bólu fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół palca, wciągając do swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie  to, czego szuka? Wielkie Być Może – najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.
Głęboko poruszający debiut Johna Greena, porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.

Miles do tej pory wiódł życie odludka. Nie lubił ludzi ze swojej szkoły i w sumie oni również zbytnio się nim nie interesowali. Jego wielkim hobby było czytanie biografii znanych zmarłych osób i poznawani ich ostatnich przed śmiercią słów. W końcu jeden z poznanych cytatów zachęca go do zmian i do poszukiwania Wielkiego Być Może, czyli "najintensywniejszego i najprawdziwszego doświadczenia rzeczywistości". Postanawia więc udać się do Culver Creek - szkoły z internatem w Alabamie, do której uczęszczał prędzej jego ojciec, by tam szukać tego czegoś. Jego nowym współlokatorem jest Chip, czy też zwany raczej Pułkownikiem. Bohaterowie zaprzyjaźniają się, a Pułkownik postanawia wprowadzić Kluchę (takie Milesowi przezwisko dał Pułkownik) w życie Culver Creek. Poznaje go ze swoimi znajomymi - Takumim i zjawiskową Alaską dzięki czemu Klucha czuje, że w końcu może gdzieś należeć. Wkrótce jednak okazuje się, jak jedno wydarzenie czy chwila nieuwagi mogą całkowicie odmienić życie bohaterów.

Johna Greena nie trzeba nikomu przedstawiać. Ostatnimi czasy to jeden z najbardziej znanych pisarzy młodzieżowych. Już dwie z jego powieści zostały zekranizowane, a wkrótce również ekranizacji ma doczekać się właśnie Szukając Alaski. Powieść ta była ostatnią z powieści autora, której jeszcze nie przeczytałam. W pozostałych jego utworach zakochałam się bez reszty. Ma on niepowtarzalny, oryginalny styl, który od razu przykuł moją uwagę. Autor ma też talent do tworzenia fantastycznych bohaterów, którzy za każdym razem stają się moimi faworytami. Nie inaczej było i w tym przypadku.

"Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości."

Główną postacią książki oraz również narratorem całej historii jest niejaki Miles Halter, znany później jako Klucha. To bohater z początku nieśmiały, który raczej nie zbyt wiele czasu nie spędza w towarzystwie swoich rówieśników. Pragnie jednak zmian, chce by coś wielkiego wydarzyło się w jego życiu i uważa, że pomóc my w tym może tylko nauka w szkole z internatem - Culver Creek. Szczęśliwym trafem poznaje Pułkownika - niskiego, za to niezwykle pewnego siebie chłopaka, który postanowił wprowadzić Kluchę w życie towarzyskie szkoły. Obaj bohaterowie są niezwykle charyzmatyczni i mimo dzielących ich różnic charakteru potrafią bardzo dobrze się dogadać i już po krótkim czasie stają się prawdziwymi przyjaciółmi. Ciekawą postacią w książce Johna Greena jest również tytułowa bohaterka - Alaska Young. Nie da się ukryć faktu iż jest to trochę dziwna osoba, ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po prostu nie da się jej nie lubić.

John Green ma to do siebie, że ze zwykłej niebanalnej fabuły, która wydawałoby się nie może być zbyt wielce interesująca tworzy coś niesamowitego, co czyta się z zapartym tchem. Bo co mogłoby być interesującego w historii chłopaka, który postanawia iść do szkoły z internatem? Okazuje się właśnie, że bardzo dużo. Tu również nie zabrakło charakterystycznego dla autora humoru. Zdecydowanie podczas lektury nie idzie się nudzić.

Choć ta ze wszystkich powieści Greena podobała mi się chyba najmniej to i tak stała się jedną z moich ulubionych książek. Spędziłam z nią fantastyczne chwile, których z pewnością nie będę żałować. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz powrócę do tej historii. Polecam ją każdemu fanowi autora oraz tym, którzy z powieściami Greena jeszcze styczności nie mieli. Z pewnością nie będziecie się przy tej powieści nudzić.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
 

poniedziałek, 6 lipca 2015

[48] Dziewczyna, która chciała zbyt wiele

Autor: Jennifer Echols
Tytuł oryginału: Going Too Far
Ilość stron: 295 stron
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 9/10

Wszystko, czego pragnęła Meg, to uciec. Uciec ze szkoły. Uciec od przywiązanych do skrajnie nudnego życia rodziców. To dlatego pewnego dnia przekracza niepisaną granicę, łamie prawo i zostaje nakryta przez policję.

John ma dziewiętnaście lat. Był świetnym uczniem. Mógł iść do college'u. A jednak z jakiegoś powodu zdecydował się zostać. Przestrzegać prawa. Służyć i chronić. To dlatego nie potrafi spojrzeć przez palce na wybryk Meg. Chce dać dziewczynie nauczkę. 

Ona wyśmiewa jego zasady. On krytykuje jej rebelianckie zapędy. Doprowadzają się do szału. Testują swoje granice. Co się stanie, gdy obydwoje posuną się za daleko?

Meg zdecydowanie nie jest zwykłą dziewczyną. Wyróżnia się na tle swoich rówieśniczek i bardzo dobrze o tym wie. Ma niebieskie włosy i wyzywające ubrania, a w dodatku zadaje się z Erickiem, który znany jest z tego, że bez zahamowań spożywa alkohol i pali trawkę. Ta dwójka to mieszanka wybuchowa. Pewnego dnia postanawiają udać się na miejscowy most kolejowy by tam móc uprawiać seks. Niestety towarzyszą im przy tym Tiffany i Brian - dwa szkolne niewiniątka, które jeszcze nigdy się nie upiły i miały się ku sobie. Niestety most kolejowy to miejsce zakazane, gdyż kilka lat temu pewna młoda para została zabita na nim poprzez nadjeżdżający pociąg. Od tego momentu policja regularnie patroluje to miejsce i każdą osobę, która się na nim znajdzie spotyka kara. I tym razem nie było wyjątku. Bohaterowi zostają aresztowani przez miejscowego policjanta, a fakt, że czuć od nich alkohol, choć są nieletni i że w samochodzie Erica znaleziono trawkę jeszcze bardziej ich pogrąża. Policjant John After wymyśla dla nich karę, którą miało być towarzyszenie trójki znajomych (gdyż ojciec Erica - adwokat - uratował go przed karą) policji, straży pożarnej i pogotowiu w nocnych zmianach przez tydzień. Meg niestety trafia na władczego policjanta, ale wkrótce dowiaduje się, że ten, którego miała za czterdziestolatka ma dziewiętnaście lat i dodatkowo jest jej byłym znajomym ze szkoły. Z czasem między bohaterami zaczyna rozwijać się przyjaźń. Czy przerodzi się ona w coś więcej?

Jak dotąd nie miałam jeszcze styczności z książkami autorstwa Jennifer Echols. Niemniej jednak już nie raz jej nazwisko obiło mi się o uszy i dawno chciałam zapoznać się z jej twórczością. Sięgając po tą powieść w sumie nie miałam bladego pojęcia czego mam się spodziewać, właściwie kompletnie nie wiedziałam o czym jest. Podczas lektury z każdą przeczytaną stroną zagłębiałam się w historii przedstawionej w powieści coraz bardziej i bardziej. Od samego początku polubiłam główną bohaterkę, gdyż wiedziałam, że tak na prawdę nie jest do końca taką osobą jaką sobą reprezentuje. Niemniej jednak kilka faktów z jej życia bardzo mnie zdziwiło i jeszcze bardziej zachęciło do lektury. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów to również od razu polubiłam policjanta After. Byłam jednak w wielkim szoku, gdy po opisach Meg, że policjant wygląda jak czterdziestolatek okazało się, że jest od niej starszy o niespełna półtora roku. Z resztą sama bohaterka nie kryła zaskoczenia po odkryciu tego faktu. Interesującą postacią była tu również osoba Tiffany - znajomej z dawnych lat Meg. Ciekawe było, jak tak dwie różniące się od siebie osoby jak Tiff i Meg mogą lubić swoje wzajemne towarzystwo, Jak widać jednak przysłowie mówiące, że przeciwieństwa się przyciągają w tym przypadku jak najbardziej się sprawdza. Ciekawym pomysłem było przedstawienie fabuły, gdzie głównym miejscem akcji był policyjny radiowóz, gdyż wspólny czas spędzony pomiędzy Meg a Johnem miał miejsce właśnie tam, za sprawą kary za zatrzymanie. Z pozoru pomysł ten wydaje być się niezbyt interesującym, jednakże w praktyce zadziałało to na prawdę dobrze. 

"Ale nie można ciągle martwić się, że umrzesz. Jeżeli będziesz tak robił, to już umarłeś."

Styl pisarski autorki jest bardzo przyjemny i wciągający. Lektura Dziewczyny, która chciała zbyt wiele przeleciała mi w mgnieniu oka. Już dawno tak szybko nie udało mi się przeczytać żadnej książki. Zdecydowanie jest to zasługa interesujących i ciekawych bohaterów oraz niesamowicie wciągającej fabuły. Dodatkowo uczucie, które rozwija się pomiędzy Meg i Johnem jeszcze bardziej wzbudza ciekawość w czytelniku i zachęca do dalszego zapoznania się fabułą. Jennifer Echols zdecydowanie potrafi zwrócić na siebie uwagę czytelników.

Książkę oczywiście jak najbardziej polecam. Jest odprężająca a jednocześnie miejscami zmusza do myślenia. Za jej pośrednictwem możemy poznać trochę pracę młodego policjanta z małego miasteczka, co zdecydowanie jest bardzo pouczające. Z rozwijającą się lekturą możemy zaobserwować zmiany jakie zachodzą zarówno w Meg jak i Johnie, a także w innych mniej ważnych dla fabuły postaciach. Historia ta z pewnością zapada w pamięć na długo i sprawia, że z wielką przyjemnością znów zechcemy do niej wracać. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że nie było to moje ostatnie spotkanie z Meg i Johnem jak również z samą twórczością Jennifer Echols.

sobota, 4 lipca 2015

Wyniki konkursu z "Hellheaven"!

W końcu nadszedł ten dzień, aby wyłonić zwycięzców organizowanego ostatnio konkursu, gdzie główną nagrodą do wygrania była powieść "Hellheaven" autorstwa Raven Stark (recenzja tutaj). Wyniki miały pojawić się na blogu już dwa dni temu niestety ostatnio mam małe problemy z blogowaniem, czego zasługą jest zepsuty laptop i niesamowite upały, przez które nie mogę się zmusić do pisania... Uwierzyć się nie chce, że dzisiaj w moim mieście jest przeszło 33 stopnie... Ale dosyć o tym , bo najważniejsze dzisiaj są wyniki!


Zanim jednak ogłoszę, kto wygrał przypomnę wam zasady tego konkursu. Otóż do wygrania były dwa zestawy - pierwszy, w którego skład wchodził jeden egzemplarz powieści "Hellheaven", książka niespodzianka oraz słodki upominek oraz drugi, gdzie zwycięzca otrzyma książkę "Hellheaven" i również słodki upominek. Aby zdobyć zestaw pierwszy należało oczywiście wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie, zostać obserwatorem bloga, udostępnić baner konkursowy, jednak głównym zadaniem było napisanie krótkiej recenzji książki, serialu, filmu lub utworu, który skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Zestaw drugi zawędruje do zwycięzcy w drodze losowania (post z informacją o konkursie - klik).


A więc osobą, która otrzyma ode mnie zestaw pierwszy, w którego skład wchodzi "Hellheaven" oraz wybrana z mojej biblioteczki książka niespodzianka, którą jest "Żona oligarchy" zostaje:

 Gratuluję! To twoja recenzja ze wszystkich mnie najbardziej zaciekawiła i powiem ci, że już nie mogę się doczekać kiedy uda mi się zapoznać z polecaną przez ciebie książką :)

A w losowaniu główną nagrodę otrzymuję:


Gratuluję wygranej obu panią i mam nadzieję, że książki przypadną wam do gustu i co najważniejsze spędzicie miłe chwile podczas ich czytania :) Już wysyłam do was maile z informacją o wygranej. Na podanie mi swojego adresu do wysyłki macie czas 9 lipca czyli do czwartku w przeciwnym razie zostanie wybrany inny zwycięzca.

Tak więc jeszcze raz gratuluję!

Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek