środa, 30 listopada 2016

[134] Ocal mnie


Tytuł oryginału: While It Lasts
Autor: Abbi Glines
Cykl: Sea Breeze
Tom: 3
Ilość stron: 336 stron
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 8/10

Ona straciła swoją miłość.
On pogubił się w życiu.
Czy uratują siebie nawzajem?

Cage, pożeracz damskich serc, nie wie, co to prawdziwa miłość. Jego życie to ciągła zabawa, dziewczyny na jedną noc, alkohol... do czasu, gdy zostaje zatrzymany za za jazdę samochodem po kilku drinkach. Żeby odpracować winę i utrzymać stypendium najlepszej szkoły dla koszykarzy, wyjeżdża na wieś pomagać w gospodarstwie. Tam poznaje Evę.

Eva zaplanowała swoje życie krok po kroku. Od najmłodszych lat towarzyszył jej Josh - jej młodzieńcza sympatia. Pierwszy chłopak, pierwszy pocałunek, pierwsza randka. Taka miłość nie zdarza się często. Wiadomość o jego śmierci spadła na nią nieoczekiwanie. Żal i samotność wypełniają jej codzienność. Do chwili, gdy poznaje Cage'a...

Czy szalony chłopak z innego świata rozkocha ją w sobie?
Czy zapomną o przeszłości?
[opis pochodzi z okładki książki]

Po tym, jak Cage zostaje zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu, pod groźbą wyrzucenia z drużyny koszykarskiej, zostaje zmuszony do pracy na farmie, gdzie ma nauczyć się dyscypliny i zrozumieć, że życie to jednak coś więcej niż tylko seks, zabawa i brak zobowiązań. Choć z początku uważa tą karę za bardzo nieznośną, gdy tylko poznaje córkę mężczyzny, dla którego ma pracować dochodzi do wniosku, że mimo wszystko ów kara może być nawet całkiem przyjemna. Jednakże Eva to nie kolejna łatwa dziewczyna, która już po pierwszym spotkaniu z chłopakiem odda mu się całkowicie. Osiemnaście miesięcy temu straciła bowiem swoją wielką i prawdziwą miłość i od tego momentu jej życie straciło jakikolwiek sens. Być może jednak ta dwójka będzie mogła pomóc sobie zrozumieć, jak na prawdę może wyglądać ich życie.

Kolejnymi bohaterami fantastycznej serii Sea Breeze są tym razem Cage, którego mieliśmy już okazję nieco poznać w powieści Wybierz mnie (recenzja klik), oraz Eva i tak jak było to w przypadku dwóch poprzednich części to właśnie z ich perspektywy możemy poznać całą historię przedstawioną w Ocal mnie. Co do postaci Cage szczerze mówiąc to sama nie wiem za bardzo, czy mam go uwielbiać, czy tylko lubić. Miejscami bardzo dziwiło mnie to, w jaki sposób autorka go wykreowała, gdyż wiele z jego reakcji związanych z kobietami wydawała mi się wielce przesadzona. Nie spotkałam jeszcze nikogo takiego, kto by miał takie a nie inne zdanie na temat kobiet, a właściwie sypiania z nimi i szczerze wątpię, aby taka osoba się znalazła (choć w sumie kiedyś mogę się zdziwić, gdy taką osobę poznam), dlatego jego niektóre przemyślenia czy zachowania wydawały mi się być po prostu bajką. Nie powiem, często bardzo mnie to denerwowało, a nawet lekko zniechęcało do całej powieści, jednak na szczęście takich momentów mamy w książce mało, co jak dla mnie stanowi wielki plus. Za zaletę w postaci Cage'a uważam dokładnie całą resztę - umiał on pokazać swoją prawdziwą osobowość i to właśnie ona bardzo mocno mi się spodobała. Dalej mamy Evę, która na samym początku również wydawała mi się być nieco dziwna i niezbyt przyjazna. Przez pierwsze kilka rozdziałów uważałam nawet, że jest ona bardzo wredna co strasznie działało mi na nerwy - i nie mówię tu o byciu wrednym dla Cage'a, bo jednak to było całkiem zrozumiałe. Z każdą kolejną stroną, gdy jednak poznawałam ją i jej historię coraz dokładniej zaczynałam poniekąd rozumieć, dlaczego jest ona taka, a nie inna. Mimo wszystko jednak ze wszystkich dotychczasowych bohaterek serii Sea Breeze polubiłam ją chyba najmniej.

To, co Abbi Glines przedstawiła w swojej książce nie jest może jakoś nazbyt ciekawe, jednakże wszystko zaprezentowała w taki sposób, że sama nie mogłam oderwać się od książki i z wielką niecierpliwością wyczekiwałam, co też dalej się wydarzy. Spodobała mi się relacja, jaka zaczęła rodzić się pomiędzy Cage'm a Evą i mimo tych moich wewnętrznych rozterek na temat każdego z bohaterów, bardzo mocno im kibicowałam. Autorka po raz kolejny świetnie pokazała, jak miłość potrafi zmieniać nas na lepsze, oraz jak dwójka nieznających się dotąd ludzi może móc uratować siebie nawzajem. Całość więc czytało mi się świetnie i żałuję, że lekturę kolejnej części serii mam już za sobą, choć przybliżyło mnie to do poznania historii kolejnych bohaterów.
Jeśli chodzi o styl pisarski autorki, Abbi Glines cały czas trzyma ten sam świetny poziom, który sprawia, że jej książki po prostu chce się czytać.

Podsumowując więc, Ocal mnie to kolejna niezwykle wciągająca powieść z cyklu Sea Breeze, która pochłania się jednym tchem. Mimo mojej początkowej drobnej niechęci do Cage'a i Evy koniec końców dobrze bawiłam się w ich towarzystwie. Pisząc Ocal mnie Abbi Glinnes spisała się fantastycznie, przez co z wielką niecierpliwością wyczekuję możliwości poznania kolejnej historii z jednej z mich ulubionych serii. Jak najbardziej polecam!

SEA BREEZE:
oddychaj mną | wybierz mnie | ocal mnie | dotknij mnie | sometimes it last | misbehaving | bad for you | hold on tight | until the end

Za możliwość zapoznania się z kolejną świetną książką z serii, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal

poniedziałek, 28 listopada 2016

[21] Książkowe zdobycze listopada [2016]

W listopadzie planowałam ograniczyć swoje książkowe zdobycze do minimum, jednak jak widać na załączonym poniżej zdjęciu jakoś nie bardzo mi się to udało. Oczywiście nie narzekam, bo jednak kto by marudził mając w swojej kolekcji takie wspaniałe książki! Większość z nich to egzemplarze recenzenckie (które miałam również ograniczyć, ale po raz kolejny mi się nie udało), a pozostałe to zakup własny.
Zapraszam do dalszej części posta!


♥ Już zawsze razem Abbi Glines [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Pascal]
Przygodę z serią Rosemary Beach zakończyła niestety jak na razie na pierwszym tomie, jednak ponoć, aby zapoznać się z Już zawsze razem nie trzeba wcale znać poprzednich części. Książka zapowiada się bardzo ciekawie, dlatego zwyczajnie kwestią czasu byłoby dla mnie zapoznanie się z nią, więc po co czekać!

♥ Słodkie więzy J. Daniels [j.w.]
Ta książka akurat jest dla mnie jedną wielką zagadką i szczerze to nie mam pojęcia, czego mam się po niej spodziewać. Mam nadzieję, że czas z nią spędzony nie będzie stracony.

♥ Co mnie zmieniło na zawsze Amber Smith [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feeria Young]
Książka ta ma po prostu fantastyczną okładkę! Po prostu nie mogę oderwać od niej wzroku. Sama historia zawarta w tej propozycji niezwykle mnie intryguje - uwielbiam, gdy powieści poruszają takie ciężkie i trudne tematy, dlatego i Co mnie zmieniło na zawsze jest dla mnie wręcz obowiązkowa. Jestem bardzo ciekawa, czy się nie zawiodę, a wydaje mi się, że będzie to coś po prostu fantastycznego.

♥ Po tamtej stronie Ciebie i Mnie Jess Rothenberg [zakup własny]
Ta pozycja była zakupiona przeze mnie bardzo spontanicznie. Owszem słyszałam już o tej książce, jednak było już to jakiś czas temu - wówczas miałam na nią ochotę, jednak w gąszczu tych wszystkich cudnych książek jakoś tak mi gdzieś umknęła. Nie wiem, czy teraz mi się ona spodoba, jednak liczę na całkiem przyjemną lekturę.

♥ Bardziej martwa być nie może Katie Alender [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Feerai Young]
No i tej książki po prostu nie mogłam przegapić! To chyba moje osobiste must have tego miesiąca. Uwielbiam całą serią stworzoną przez Katie Alender i wprost nie mogłam doczekać się ukazania trzeciego tomu. Jestem strasznie ciekawa, co tym razem przygotowała dla nas autorka.

♥ Perfekcyjne Sarah Shepard [zakup własny]
Twórczość Sarah Shepard cenię sobie bardzo mocno - przy każdej z jej powieści zawsze świetnie spędzam czas - dlatego mocno ucieszyła mnie wiadomość o ukazaniu się jej kolejnej powieści. Okładka jest.... BARDZO różowa, lecz jak dla mnie skrywa ona za sobą wspaniałą fabułę. Czy moje przypuszczenia się potwierdzą? Zobaczymy.

♥ Coś do stracenia Cora Carmack [zakup własny]
Na tą książkę polowałam już od bardzo dawna, jednak jakoś nigdy nie mogłam jej nigdzie dostać. Historia w niej przedstawiona strasznie mnie ciekawi i już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu się za nią zabiorę. Czytałam już wiele pozytywnych opinii na temat tej historii, a to jeszcze bardziej zachęciło mnie do tego, by się z nią zapoznać. Po prostu nie mogę się doczekać.

♥ Dotknij mnie Abbi Glines [egzemplarz recenzencki do Wydawnictwa Pascal]
Niedawno skończyłam czytać poprzednią część ów książki - która zdradzę wam, że bardzo mi się podobała - a to, kogo dotyczyć ma fabuła Dotknij mnie strasznie mnie zaciekawiło. To może być na prawdę świetna lektura i kolejna wielka zmiana jej bohatera. Myślę, że to po nią sięgnę w pierwszej kolejności.

Tak właśnie prezentują się moje książkowe zdobycze listopada. Ja jestem z nich bardzo zadowolona, a jak wy oceniacie moje zbiory? Tradycyjnie też pytam, co już czytaliście i co mi polecacie?

piątek, 25 listopada 2016

[133] Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?


Tytuł oryginału: Did I Mention I Miss You?
Autor: Estelle Maskame
Cykl: Dimily
Tom: 3
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 330 stron
Ocena: 8/10

Prawda jest taka, że przez ostatni rok nie byłam beznadziejnie zakochana. 
Byłam potwornie wściekła.

Eden i Tyler po raz ostatni widzieli się rok temu. W Nowym Jorku wiele się między nimi wydarzyło, a ich płomienny romans zakończył się rodzinną awanturą. I wtedy Tyler zniknął.
Eden sama musiała stawić czoła wściekłej rodzinie, żyć z etykietką niemoralnej pannicy w oczach bliskich i całego Santa Monica, a później z trudem przyjąć do wiadomości, że pomiędzy nią i Tylerem wszystko skończone. Aż w końcu cała miłość, jaką czuła, wyparowała. Zamiast niej pojawił się gniew. 
Gdy Tyler znów pojawia się na horyzoncie, nic nie jest takie jak dawniej. Czy Eden mu wybaczy? Czy dla niej i Tylera jest jeszcze w ogóle jakaś szansa? Czy ich rodzina się ostatecznie rozpadnie?
[opis pochodzi z okładki książki]

Po tym, jak Eden i Tyler powiedzieli swoim rodzicom o uczuciu, jakie ich łączy i po następującej po tym niespodziewanej ucieczce Tylera, Eden całkowicie się załamuje. Z początku ma nadzieję, że chłopak wyjechał tylko na chwilę, bo ciężko było mu z całą tą sytuacją, jednak gdy dni zamieniają się w miesiące, a miesiące w cały rok, Eden coraz bardziej zamiast tęsknoty i straty zaczyna odczuwać ogromny gniew. Gdy jego nie było w pobliżu, to Eden musiała znosić wszystkie te okropne komentarze pod swoim adresem, liczne krzywe spojrzenia każdego, kto tylko ją znał, czy w końcu ogromną odrazę, jaką obdarzali ją jej ojciec oraz jeden z przyrodnich braci. Lecz jednak pewnego dnia Tyler wraca, jak gdyby nigdy nic i nie może zrozumieć, dlaczego Eden go nienawidzi. Czy uda im się w końcu żyć u swojego boku mimo opinii społeczności?

Pamiętam, że pierwsza część serii DIMILY strasznie mocno mi się spodobała (recenzja klik) i choć druga już zachwyciła mnie nieco mniej, to i tak z wielką niecierpliwością czekałam na moment, w którym będę mogła w końcu poznać zakończenie całej serii. Owszem, nie obyło się bez obaw, że może jednak autorka nie przygotowała nic spektakularnego. przez co po lekturze będę odczuwała na prawdę spory niedosyt, jednak ciekawość zwyciężyła. Czy moje obawy się sprawdziły, czy jednak Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? okazała się fantastycznym podsumowaniem całej serii?

Nie raz wspominałam już, że mam wielką słabość do tych niegrzecznych bohaterów literackich płci męskiej. Nic więc dziwnego, że już od pierwszego momentu zwyczajnie zakochałam się w Tylerze. W drugiej części serii widziałam już, że w bohaterze coraz to mocniej zachodzi zmiana, która ma go sprowadzić "na dobrą drogę". Domyślałam się, że już w ostatnim tomie Tyler będzie się mocno różnił od tego, co było na początku, jednak nie spodziewałam się, że będzie to aż tak wielka różnica. I wiecie co.... nie do końca mi się ona spodobała. Nie zrozumcie mnie źle, fajnie, że pod wpływem wszystkich tych wydarzeń, które poznajemy podczas czytania wszystkich książek serii, zaszła w nim zmiana na lepsze, jednak osobiście uważam, że autorka prawie w stu procentach zmieniła jego osobę. Owszem, ten nowy Tyler również jest świetny, jednak jak dla mnie to już nie jest ta postać, którą pokochałam na samym początku. Według mnie to bardzo sprzyja na niekorzyść całej historii, gdyż na pewno znajdą się takie osoby, które będą myśleć dokładnie tak samo jak ja.

Ciekawym pomysłem było jednak stworzenie przez Tylera miejsca, do którego dzieciaki, które nie miały co ze sobą zrobić, lub miały jakieś problemy z którymi same nie mogły sobie poradzić, mogły się udać, by w końcu spotkać się z pomocą ze strony Tylera i Emily. Myślę, że taka inicjatywa jak najbardziej pasuje do chłopaka (i tego starego i tego odmienionego), jednocześnie cieszę się jednak, że autorka nie skupiła się na tym wątku aż za bardzo, gdyż mogłoby to zdominować całą historię.
Estelle Maskame bardzo dobrze poradziła sobie również z przedstawieniem konfliktu pomiędzy Eden i Tylerem, a ojcem dziewczyny i bratem pary. Jak dla mnie był on bardzo realistyczny i cały czas z wielką niecierpliwością śledziłam każdą kolejną kłótnię, by móc się przekonać jak wszystko koniec końców się zakończy. Czuję jednak lekki niedosyt po tym, jak autorka przedstawiła końcówkę powieści, gdyż pozostało mi po niej na prawdę sporo pytań, na które chyba już nigdy nie otrzymam odpowiedzi. A to wielka szkoda.

Podsumowując więc, uważam, że Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? to dobra książka, jednak mogłaby być jeszcze lepsza. Kończąc ją nie odczuwałam potrzeby, by zapoznać się z nią w najbliższym czasie jeszcze raz i teraz mam jeszcze kilka pytań, które pewnie przez jakiś czas będą mnie jeszcze męczyć. Jednak na pewno nie można uznać jej za fatalną, gdyż to zdecydowanie nie prawda. Szkoda, że autorka do końca nie wykorzystała potencjału całej historii. Jednak jak mówiłam, uważam że to dobra książka i dobre zakończenie całej serii. Jeśli więc zastanawiacie się, że po nią sięgać zdecydowanie powiem tak, jednak nie nastawiajcie się na coś wielce spektakularnego.

DIMILY:

Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

poniedziałek, 21 listopada 2016

[72] FILMOWO: Joy

Tytuł oryginału: Joy

Reżyseria: David O. Russell

Scenariusz: David O. Russell

Gatunek: Biograficzny, Dramat, Komedia

Czas trwania: 2 godz. 4 min.

Premiera: 8 stycznia 2016 (Polska), 13 grudnia 2015 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Jennifer Lawrence, Robert De Niro, Bradley Cooper, Edgar Ramírez, Diane Ladd, Virginia Madsen, Isabella Rossellini

Ocena: 9/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Joy Mangano jest młodą matką, która prócz opiekowania się swoimi dziećmi ma też wiele innych obowiązków - zajmowanie się domem, matką, ojcem, babcią, czy też w końcu byłym mężem, który mieszka w piwnicy jej domu. To ona odpowiada za to, żeby wszyscy mieli godne warunki do życia. Idzie jej to całkiem nieźle, jednakże taki obrót sytuacji sprawił, że musiała ona porzucić dziecięce marzenia pozostania wynalazcą. Cały czas jedna wykorzystuje w domy swoje liczne pomysły, gdy trzeba coś naprawić, czy ulepszyć. Pewnego dnia jednak przelewa się czara wszystkich tych jej codziennych obowiązków i kobieta wpada na genialny pomysł, by stworzyć samo wyżymający się mop do podłogi, który miałby ułatwić życie każdej gospodyni domowej. Jednak jak wiadomo samemu sprawić, by nasz wynalazek ujrzał światło dzienne jest niesamowicie trudno.


Już od samego początku, gdy dowiedziałam się, że powstanie ten film wiedziałam, że koniecznie muszę go zobaczyć. Głównie kierowałam się tym, że ujrzę w nim znów grającą razem fantastyczną trójkę aktorów - Jennifer Lawrence, Bradleya Coopera oraz Roberta De Niro. Mnie osobiście sam opis filmu zainteresował od samego początku, jednakże przynajmniej ten, z którym zapoznałam się na Filmwebie za pewne dla wielu okaże się być po prostu zwyczajny. A szkoda, bo film jest po prostu świetny!


Główną bohaterką filmu jest tytułowa Joy, w którą wcieliła się genialna Jennifer Lawrence. Nie mam zielonego pojęcia, jaka była w młodości prawdziwa Joy Mangano, jednakże jak dla mnie ta, którą przedstawiła nam Jennifer Lawrence była po prostu genialna! Aktorka po raz kolejny pokazała nam, że każda kolejna postać, w którą się wciela różni się całkowicie od tych poprzednich. Bardzo spodobała mi się również sama postać Joy. To fantastyczna kobieta, która musiała poradzić sobie ze wszystkimi obowiązkami jakie na nią spadły, jednocześnie poświęcając przez to swoje marzenia. Nie raz podczas oglądania filmu miałam wielką ochotę zebrać razem ze sobą wszystkich członków jej rodziny i porządnie nimi potrząsnąć, aby zobaczyli, w jakiej sytuacji postawili Joy, jednocześnie chciałam wziąć samą Joy i uświadomić jej, jak ogromną krzywdę sobie robi żyjąc tak jak dotychczas. Cieszę się więc, że w końcu zrozumiała, że powinna odmienić swoje życie, by nie myśleć tylko o innych, lecz również o samej sobie.


Moją uwagę zwróciła w filmie również postać matki Joy - Terry. Z początku nie wiedziałam do końca, jak mam ją rozumieć, gdyż była ona mówiąc w prost dziwna. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego wiecznie leży ona w swoim pokoju i ogląda jakąś dziwną telenowelę. Nawet, gdy w dalszej części filmu zaczynała się ona powoli zmieniać, to i tak cały czas zaskakiwało mnie wszystko, co się z nią wiązało.
Bardzo spodobała mi się również osoba Tony'ego, czyli byłego męża Joy, który mieszkał u niej w piwnicy, a którego zaprezentował Edgar Ramírez. Nie muszę chyba wspominać, że dziwne było dla mnie to, że były mąż mieszka u swojej byłej żony w piwnicy. Jednakże zaskoczyło mnie to, że ta dwójka mimo wszystko, gdy sytuacja tego wymagała, potrafiła pokazać, jak wielka przyjaźń ich łączy. 



Szczerze mówiąc nie potrafię wskazać w tym filmie czegoś, co by mi się nie podobało - przedstawienie historii było na prawdę przyjemne i w pełni oddawało klimat związany z fabułą, a sama historia Joy z pewnością zaciekawiłaby każdego. Myślę, że twórcom filmu udało się w fantastyczny sposób przedstawić z pozoru zwyczajną historię w coś na prawdę niepowtarzalnego.

Podsumowując więc, uważam, że Joy to jeden z lepszych filmów biograficznych jakie widziałam. Został przedstawiony w ciekawy i miejscami zabawny sposób, dzięki czemu widz podczas seansu nie nudzi się ani przez chwilę. Aktorzy zostali dobrani wprost idealnie do granych przez siebie ról, a to tylko jeszcze bardziej działa na korzyść całości. Wydaje mi się, że jeszcze mało osób postanowiło dać szansę tej produkcji, a to na prawdę ogromna szkoda, gdyż zdecydowanie warto zapoznać się w wolnej chwili z Joy, by poznać historię zwykłej kobiety, która mimo licznych przeszkód stała się niezwykle rozpoznawaną i docenianą postacią.



niedziela, 13 listopada 2016

[132] Uratuj mnie


Tytuł oryginału: Uratuj mnie
Autor: Anna Bellon
Cykl: The Last Regret
Tom: 1
Ilość stron: 298 stron
Wydawnictwo: OMG Books
Ocena: 8/10

Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.

Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum., przestanie się przeprowadzać, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca wszystkich, jest na to gotowa?
Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić?

I czy to na pewno przyjaźń?
[opis pochodzi z okładki książki]

Trzy lata temu życie Mai Hamilton uległo całkowitej zmianie - nieszczęśliwy wypadek samochodowy spowodował, że straciła ona ukochanego brata Micah. W rezultacie z pełnej życia, zadziornej i popularnej dziewczyny, stała się zamkniętą w sobie osobą, która postanowiła całkowicie ograniczyć kontakty z innymi osobami do minimum. Przez trzy lata to bycie niewidzialną szło jej bardzo dobrze - ludzie zrozumieli, że najlepiej będzie, jeśli zostawią ją samą. Jednak, gdy do szkoły trafia nowy uczeń - Kyler Seymour - wszystkie mury, które do tej pory udało się jej wznieść, bardzo szybko zaczynają się burzyć.

Sięgając po debiutancką książkę polskiej autorki Anny Bellon obawiałam się, że kolejne moje spotkanie z rodzimą literaturą okaże się być takie same jak poprzednie - niezbyt satysfakcjonujące. Szczerze mówiąc, choć ciągnęło mnie do zapoznania się z tą historią to jednak bardzo długo zastanawiałam się, czy w końcu poświęcić jej czas i być może po raz kolejny się zawieść. Tym razem jednak wiele pozytywnych opinii na temat Uratuj mnie w dużej mierze przekonało mnie do dania szansy powieści autorki i choć podchodziłam do niej dwa razy (pierwszy był kompletnie nieudany), to koniec końców nareszcie mogę powiedzieć, że pierwszy raz w życiu książka polskiej autorki niesamowicie mi się spodobała!

Uratuj mnie to kolejna z powieści, które pisane są z perspektywy dwóch bohaterów - raz poznajemy tutaj myśli i sytuacje z życia Mai, a innym razem dowiadujemy się czegoś nowego od Kylera. Często sprawia mi to wiele problemu (jestem jednak zwolenniczką narracji jednoosobowej), tak z resztą było i w tym przypadku, jednak po pierwszych rozdziałach czytało mi się tą powieść znacznie lepiej. Teraz myślę nawet, że gdyby autorka napisała całość w tradycyjnej formie, książka straciłaby sporo na wartości.
Jeśli jesteśmy już przy głównych bohaterach to muszę powiedzieć, że bardzo spodobały mi się postaci Mai i Kylera, a już zwłaszcza Kylera. To kolejny z pozoru zły chłopiec, który jednak tym razem różni się od tego stereotypu, który znamy z innych tego typu historii. Można o nim powiedzieć, że etap bycia tym złym i niegrzecznym ma on już w dużej mierze za sobą, jednakże konsekwencje jego wcześniejszych działań nadal ujawniają się w teraźniejszości. Jak dla mnie było to bardzo przyjemny powiew świeżości z chętniej sięgnęłabym po książki powiedzmy odmienioną formą złego chłopca. Mai natomiast z początku mnie do siebie nie za bardzo przekonywała. Niekiedy jej zachowanie strasznie mnie denerwowało, co z resztą przyczyniło się między innymi do tego, że musiałam do książki podchodzić dwa razy. Jednak z momentem, gdy coraz bardziej poznawała ona Kylera zaczęłam dostrzegać zachodzącą w niej zmianę i wszystkie jej drażniące mnie zachowania powoli zaczęły znikać. Jednak w tej dwójce najbardziej spodobało mi się to, że w pewnym sensie połączyła ich muzyka i w sumie gdyby nie ona, być może nigdy by się nie poznali.

Niesamowicie zaintrygowała mnie cała fabuła książki. Spodziewałam się, że autorka wymyśli tylko jeden główny wątek, który choć przyjemny nie będzie mnie w pełni zadowalał, a tutaj otrzymałam coś o wiele lepszego. Owszem, jest jeden główny temat, wokół którego toczy się cała historia, jednak Uratuj mnie bogata jest w wiele pobocznych tematów, które jednak nie przytłaczają czytelnika swoim nadmiarem, gdyż wszystko jest bardzo dobrze przemyślane o rozplanowane. Autorka nie skupia się więc tylko na jednym, tylko zwyczajnie przedstawia nam historię grupki przyjaciół, którzy na co dzień musi zmagać się z wieloma innymi sytuacjami. Dla mnie było to zdecydowani bardziej realistyczne i prawdopodobne. Świetny był tutaj wątek muzyki oraz cały proces powstawania zespołu The Last Regret, przez co nie mogę doczekać się kolejnych części by zobaczyć, jak dalej rozwija się ich kariera muzyczna. Takiej powieści jeszcze nie czytałam i bardzo tego żałuję.

Miejscami miałabym kilka drobnych zastrzeżeń do stylu, jakim posługuje się autorka, jednak nie było tego znowu aż tak wiele, aby uznała książkę za kompletną katastrofę. To, co mi się tutaj spodobało to to, że Anna Bellon postanowiła umieścić akcję swojej książki w Ameryce, a bohaterami byli własnie mieszkańcy tego kraju. Wspominałam już nie raz, że strasznie drażni mnie to, gdy w polskich książkach występują typowo polskie imiona, nazwiska, czy zwyczajnie polskie miejscowości. Cieszę się więc bardzo, że Anna Bellon postanowiła z tego zrezygnować, gdyż myślę, że gdyby akcja książki osadzona by była w Polsce, byłaby to kompletna klapa.Wracając jednak do stylu, to tak jak powiedziałam, nie obyło się tutaj bez kilku wpadek, jednak po ukończeniu całości myślę, że autorka jest na bardzo dobrej drodze, aby stać się wspaniałą pisarką i tego bardzo jej życzę.

Czytając Uratuj mnie byłam bardzo dumna, że taka świetna książka wyszła z pod pióra mojej rodaczki i to jeszcze osoby, która jest w wieku podobnym do mojego. Dało mi to nadzieję, że jednak też coś potrafimy i że już niedługo polskie wydawnictwa postanowią bardziej zwrócić uwagę na młodych polskich pisarzy, którzy mają na prawdę wiele do powiedzenia. Bardzo się cieszę, że zapoznałam się w końcu z pierwszą częścią serii The Last Regret i po prostu nie mogę doczekać się tego, co będzie dalej. A zapowiada się na prawdę fantastycznie! Mogę powiedzieć więc tylko jedno... Zdecydowanie polecam!

THE LAST REGRET:
uratuj mnie | nie zapomnij mnie

Za możliwość zapoznania się ze wspaniałą książką jaką jest Uratuj mnie Anny Bellon serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak/OMG Books!

piątek, 4 listopada 2016

[71] FILMOWO: Nick i Norah

Tytuł oryginału: Nick and Norah's Infinite Playlist

Reżyseria: Peter Sollett

Scenariusz: Lorene Scafarian

Na podstawie: Rachel Cochn, David Levithan "Nick i Norah. Playlista dla dwojga"

Gatunek: Dramat, Komedia, Romans

Czas trwania: 1 godz. 30 min.

Premiera: 6 września 2008 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Michael Cera, Kat Dennings, Aaron Yoo, Rafi Gavron, Ari Graynor, Alexis Dziena, Jonathan B. Wright

Ocena: 5/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Po rozstaniu z Tris, Nick nie może dojść do siebie. Nie potrafi zrozumieć, że dziewczyna definitywne z nim skończyła - ba, już nawet zapomniała, że była z nim w związku. Chłopak pogrąża się w depresji i by wyrazić miłość do dziewczyny, cały czas tworzy dla niej playlisty z jego ulubionymi kawałkami, które mogły by się jej spodobać. Przypadkiem Norah - szkolna koleżanka Tris - znajduje nagrane przez chłopaka płyty i zakochuje się we wszystkich przygotowanych składankach. Szybko okazuje się, że tą dwójkę łączy taki sam gust muzyczny. Gdy wkrótce przypadkowo ich losy się spotykają, przyjaciele chłopaka, aby wyciągnąć go z depresji, proszą Norah, aby zrobiła wszystko, by odwrócić jego uwagę od podłej i zarozumiałej Tris. Para wyrusza na poszukiwanie ich ulubionego zespołu Where's Fluffy, który ma zagrać koncert gdzieś w Nowym Jorku, jednocześnie zaczynając poznawać siebie nawzajem.


Na poznanie tej historii miałam ochotę już od bardzo dawna - w końcu jej głównym wątkiem jest muzyka, a ja po prostu uwielbiam gdy fabuła kręci się właśnie wokół niej). Na początku tego roku, nakładem Wydawnictwa Bukowy Las, ukazała się nawet książka, na której podstawie powstał ów film, ja jednak od samego początku chciałam najpierw sięgnąć właśnie po jej ekranizację. Choć spodziewałam się otrzymać całkiem fajną produkcję, okraszoną dodatkowo wspaniałą muzyką, otrzymałam coś, z czego jestem bardzo rozczarowana.

\
Głównymi bohaterami całej produkcji są oczywiście tytułowi Nick i Norah, w których kolejno wcielili się Michael Cera oraz Kat Dennings. I jak do postaci Nicka nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń, gdyż w sumie to dzięki niemu dotrwałam do końca filmu, tak Norah strasznie działała mi na nerwy. W sumie sama postać byłaby nawet ciekawa, jednak tutaj największe zarzuty mam do aktorki, która się w nią wcielała. Kat Dennings miałam już okazję poznać w filmie Króliczek oraz przelotnie w serialu Dwie spłukane dziewczyny i oglądając Nicka i Norah doznałam jakiegoś okropnego deja vu - przecież Norah to po prostu połączenie obydwóch postaci z właśnie tych produkcji, w których widziałam Kat! Na prawdę, dla mnie ona po prostu za każdym razem gra tak samo, jakby w każdym z filmów czy seriali grała po prostu jedną osobę. Dodatkowo niemożliwie denerwował mnie sam sposób bycia tej aktorki - zero życia, zero jakichkolwiek emocji. Czasem tylko trochę się zaśmiała, ale jak dla mnie to był strasznie sztuczny śmiech. W moim odczuciu aktorka ta w ogóle nie potrafiła poradzić sobie z tą rolą. Z ciekawości obejrzę jeszcze jakiś film z jej udziałem, ale tylko dlatego, by się przekonać, czy rzeczywiście wszędzie gra ona tak samo.


Nie mam pojęcia, co miałabym powiedzieć wam na temat historii zawartej w filmie. Wiem, że nie tego się spodziewałam. Niby cały czas się w niej coś działo, jednak dla mnie to wszystko było stanowczo nieprzemyślane. Niby jakiś pomysł był. jednak wyszło tak, jakby ktoś powrzucał kilka wątków do jednej miski i na chybił trafił wybierał, który ma iść następny. Niby głównym tematem, wokół którego działa się historia był motyw poszukiwania przez bohaterów Where's Fluffy, jednak twórcy chyba nie mogli się zdecydować, czy to wystarczy i wręcz na siłę wcisnęli do całości wątek, w którym Nick, Norah i przyjaciele chłopaka poszukiwali przyjaciółki Norah, która zagubiła się gdzieś pijana po imprezie. No i jeszcze osoba Tris, znów wepchnięta nie wiadomo po co do całości. Podczas seansu wiele razy odnosiłam wrażenie, że twórcy sami do końca nie wiedzieli, co chcieli osiągnąć. Nie mam jeszcze porównania do książki, więc nie wiem czy to wina autorów powieści, czy też twórców ekranizacji, ale zdecydowanie ktoś popełnił tutaj wiele błędów, które tylko zaszkodziły całości.


Jedyne, co prócz postaci Nicka podobało mi się w filmie najbardziej, to jego klimat. Świetnie, że akcja została osadzona w Nowym Jorku, a twórcy dobrze poradzili sobie z odwzorowaniem jego charakteru w całej produkcji - ja przynajmniej tak wyobrażam sobie to miasto nocą.

Jestem bardzo zawiedziona całym filmem - spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Szczerze mówiąc w tym momencie nie mam nawet ochoty na zapoznanie się z książką, gdyż obawiam się, że mogę w niej otrzymać dokładnie taki sam kiepski miszmasz, jaki otrzymałam w ekranizacji. Niby dobrnęłam do końca produkcji, jednak zrobiłam to raczej z przymusu, niż z przyjemności. Cały czas starałam się dostrzec więcej plusów tej historii, jednak bardzo ciężko tego dokonać. Myślę, że gdyby kilka wątków stamtąd wyrzucić, coś nowego dodać i rozwinąć jeden czy dwa z tych, które zostały już przedstawione, mogłoby wyjść coś znacznie lepszego. Cóż, ja mówię nie i wersji filmowej raczej już nie powrócę (no chyba, że na prawdę będzie mi się nudzić), a nad książką muszę się jeszcze poważnie zastanowić - nie chciałabym marnować na nią zbytnio czasu, gdyby okazała się równie kiepska, co jej ekranizacja.


środa, 2 listopada 2016

[131] Moje serce i inne czarne dziury


Tytuł oryginału: My Heart and Other Black Holes
Autor: Jasmine Warga
Ilość stron: 312 stron
Wydawnictwo: Burda Książki
Ocena: 7/10

PO PIERWSZE, nie chcę tego zrobić z kimś, kto ma dzieci.
PO DRUGIE, nie może mieszkać dalej niż godzinę drogi ode mnie.
I PO TRZECIE, musimy to zrobić 7 kwietnia. Ta data nie podlega negocjacji.

Brzmi jak ogłoszenie z portalu randkowego, prawda? Szesnastoletnia Aysel trafia na nie jednak na stronie dla osób, które chcą umrzeć. Dokładnie w dziale Partnerzy do Samobójstwa. Aysel wchodzi tam często, bo... chce ze sobą skończyć i szuka kogoś, kto jej w tym pomoże. Boi się, że w ostatnim momencie, gdy będzie sama, zabraknie jej odwagi.

W małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, nie ma życia dla córki mordercy. Mimo, że od zbrodni minęły już trzy lata, w szkole nadal jej unikają i szepczą za plecami. Matka i siostra traktują ją jak wyrzut sumienia.

7 kwietnia mi odpowiada. Dziś mamy 12 marca. Wytrzymam jeszcze z miesiąc, chociaż ostatnio każdy dzień zdaje się trwać wieczność.

Roman, który umieścił ogłoszenie, jest rok starszy od Ausel i mieszka niedaleko. Dziewczyna odpisuje na wiadomość i dochodzi do spotkania. Roman intryguje Aysel od samego początku. Taki fajny chłopak! Co strasznego go spotkało, skoro teraz planuje własną śmierć?

Wspólnie zawierają tragiczny pakt i zaczynają przygotowania. Jednak im bliżej planowanego dnia śmierci, tym bardziej Aysel dzięki Romanowi chce się żyć.
[opis pochodzi z okładki książki]

Szesnastoletnia Aysel doświadczyła w swoim życiu czegoś, co sprawiło, że postanowiła zniknąć z tego świata jak najprędzej. Nie ma to jednak związku bezpośrednio z nią, lecz z czynami jej ojca, którego czyny wpływają teraz na życie dziewczyny. Aysel codziennie musi zmagać się z niepochlebnymi spojrzeniami mieszkańców jej miejscowości, z ich osądami, strachem, że może okazać się taka sama jak ojciec i dokona tych samych strasznych czynów, jak on. Dziewczyna w końcu sama zaczęła w to wszystko wierzyć i wydaje jej się, że jedynym wyjściem będzie pozbawienie siebie życia. Aysel obawia się jednak, że gdy najdzie już ten moment, gdy w końcu będzie musiała się zabić stchórzy, a z tym nie będzie się już w stanie mogła pogodzić. Regularnie zagląda więc na stronę, na której znaleźć może partnera do samobójstwa. Natrafia na ogłoszenie FrozenRobota, którego konkretne warunki jej odpowiadają. Czy Aysel, u boku tajemniczego i niezwykle smutnego chłopaka, będzie w stanie zrobić to, na co czeka już od bardzo dawna?

Choć o tym tytule słyszałam już jakiś czas temu, sama fabuła książki była mi raczej nieznana. Wiedziałam, że główna bohaterka planuje popełnić samobójstwo, lecz na tym koniec. Ucieszyłam się więc, gdy nadarzyła mi się okazja wzięcia udziału w Book Tour, które na swoim blogu organizowała Sylwia (klik). Kompletnie nie wiedziałam, czego mam się tutaj spodziewać, dlatego poznawanie tej historii było dla mnie jeszcze ciekawsze.

Główną bohaterką książki jest Aysel - szesnastoletnia dziewczyna tureckiego pochodzenia, która już w tak młodym wieku postanowiła przestać żyć. Choć już na samym początku wspomina ona, że jej decyzja ma związek z jej ojcem, z czynami, których się dopuścił i wszystkimi ich konsekwencjami, jednak dopiero pod koniec książki dowiadujemy się dokładnie co takiego wydarzyło się w życiu Aysel, że tak bardzo pragnie zakończyć swoje życie. Myślę, że autorka świetnie zrobiła, że nie przedstawiła nam motywów głównej bohaterki już od pierwszych stron w całości. Zabrakłoby wówczas w powieści tego, co sprawiło, że przynajmniej ja byłam strasznie ciekawa przeszłości Aysel, a to zaowocowało tym, że nie mogłam się od niej oderwać. Bohaterka boi się osądu ze strony swojego partnera do samobójstwa, obawia się, że gdyby poznał prawdę, nie chciał by już skończyć ze sobą u jej boku, dlatego przez cały czas trwania ich znajomości tak bardzo pilnuje, aby nie poznał on o niej prawdy. Jak dla mnie jest to o wiele lepsze zagranie, niżby Aysel wyjawiła całkowicie wszystko już na samym początku.
Roman - czyli FrozenRobot - to również bardzo ciekawa i świetnie wykreowana postać. On, tak jak i cała książka, również był dla mnie jedną wielką zagadką. Z ogłoszenia, jakie Aysel znalazła na stronie partnerów do samobójstw wynikało, że FrozenRobot to pogrążony w bardzo głębokim smutku chłopak, dla którego popełnienie samobójstwa to najważniejszy cel. Jednakże, gdy poznajemy go z bohaterką już w realu wydaje się być bardzo przyjaznym i zabawnym facetem, który mógłby żyć pełnią życia. Jednakże tak, jak było to w przypadku historii Aysel, Romana poznajemy bardzo powoli, a każda poznana przez nas informacja jest na wagę złota.

Nie da się ukryć, że Moje serce i inne czarne dziury to strasznie smutna powieść. Czytając ją sama pogrążałam się w takim stanie, z jakim zmagać musieli się jej bohaterowie, przez co było mi ich niezwykle żal. Przez całą powieść bardzo mocno dopingowałam im, aby w końcu znaleźli złoty środek, który pomoże im porzucić samobójcze myśli i pozostać jeszcze trochę dłużej na tym świecie. Niesamowicie spodobała mi się ta para i z wielkim smutkiem przyjęłabym informację, że jednak postanowili całkowicie trzymać się wyznaczonego przez siebie planu.
Spodobało mi się, że autorka kreując tą historię, opierała się na własnym doświadczeniu. Jak sama wspomina w końcowej nocie, w swoim życiu straciła bliskiego przyjaciela, który postanowiło popełnić samobójstwo, a pisanie ów książki było dla niej pewną formą poradzenia sobie z całą tą sytuacją. Myślę, że wszystko to widać na kartach powieści, gdyż przedstawione tam sytuacje, opisy uczuć bohaterów są moim zdaniem bardzo realne.

Niesamowicie cieszę się, że udało mi się zapoznać z książką Moje serce i inne czarne dziury, której udało się zaspokoić wszystkie moje powstałe w trakcie czytania oczekiwania. Autorka porusza bardzo trudny i ciężki temat, który pewnie nie nadaje się dla każdego, jak jednak zawsze chętnie sięgam po tego typu pozycje. W moim przekonaniu Jasmine Warga spisała się doskonale tworząc własnie taką a nie inną historię. Z niecierpliwością czekam na pojawienie się kolejnych powieści z pod jej pióra. Z całą pewnością sięgnę po nie wszystkie.

Książkę udało mi się przeczytać w ramach Book Tour, które na swoim blogu My Books My Life zorganizowała Sylwia. Dziękuję!

wtorek, 1 listopada 2016

[17] Podsumowanie października [2016]

No i stało się - październik już za nami. Dopiero co zaczęłam studia, a tu proszę, minął mi już pierwszy miesiąc. No i w końcu przyszła jeszcze prawdziwa jesień! No po prostu, czego chcieć więcej.
W poprzednim podsumowaniu miesiąca (klik) wspominałam, że właśnie z racji rozpoczętych studiów może być mnie na blogu trochę mniej. I choć to jeszcze nie to, bo jednak do prowadzenia bloga w stopniu, który by mnie zadowalał, jeszcze trochę daleko, to jednak mimo wszystko jestem dumna, że pojawiło się tu tyle postów i udało mi się przeczytać cztery książki. Może to i mało, jednak na prawdę spodziewałam się, że będą to góra dwie książki. Więc jest się z czego cieszyć. 
Październik był dla mnie miesiącem, w którym chciałam bardzo wrócić do tego, co było - czytaj do tego blogowania, które sprawiało mi taką ogromną radość. Trochę pogubiłam się w tym wszystkim, - pisanie, czytanie, jak i samo prowadzenie About Katherine przestało mi sprawiać taką przyjemność, jak to było wcześniej i nie wiedziałam, dlaczego tak się stało. Czasem odnosiłam wrażenie, że wszystko to robię już raczej z przymusu i przyzwyczajenia, a nie dlatego, że chcę. Gdy to sobie uświadomiłam bardzo mnie to przygnębiło, jednak postanowiłam zrobić wszystko, żeby tylko wrócić do tego stanu, który tak bardzo lubiłam. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, staram się zrobić tu porządek, dzięki któremu będę mogła zacząć od nowa pisać z pasją. Cytując więc postać Travisa z filmu Hannah Montana (tak, dokładnie cytuję postaci z Hannah Montana, a co!) - Na razie się wspinam, ale widoki są ekstra!

Liczba wyświetleń: 89,121
(o 1,865 więcej, niż we wrześniu)
Obserwatorzy: 407
(o 1 więcej, niż we wrześniu)
Polubienia na FB: 207
(o 1 więcej, niż we wrześniu)
Polubienia na IG: 209
(o 7 więcej, niż we wrześniu)


O dziwo, w październiku udało mi się przeczytać więcej książek, niż w poprzednim miesiącu, gdzie miałam praktycznie cały czas dla siebie. Udało mi się ukończyć cztery pozycje (w recenzje trzech z nich ukazały się już na blogu) w tym dwie biorące udział w różnych Book Tour'ach. Nie umiałabym wskazać z pośród nich jedną, która spodobała mi się najbardziej, jednak zdecydowanie największym rozczarowaniem miesiąca jest dla mnie Szaleństwo Susan Vaught. Spodziewałam się po niej czegoś znacznie lepszego, jednak też nie mogę nazwać tej książki kompletną katastrofą. Zwyczajnie jej potencjał nie został do końca wykorzystany. Bardzo się cieszę z tego, że udało mi się zapoznać z kolejną powieścią autorstwa Matthew Quicka (wspominałam już, że to jeden z moich ulubionych autorów?) - bardzo długo czekałam na jego nowe dzieło i stanowczo mogę stwierdzić, że czekanie się opłaciło. Ta ilość przeczytanych książek uświadomiła mnie, że mimo iż mam teraz mniej czasu niż prędzej, wcale nie oznacza to, że nie będę mogła już czytać tyle, ile bym chciała. 

szaleństwo | wszystko to co wyjątkowe | coś świętego | moje serce i inne czarne dziury (recenzja wkrótce)

Co ciekawe i lekko niepokojące, w październiku nie obejrzałam ani jednego nowego filmu! Ostatnio jakoś nie wiedzieć czemu, nie ciągnie mnie do poznawania nowych historii. Więcej czasu spędziłam na ponowne oglądanie togo, co już widziałam kilka razy oraz na nadrabianiu odcinków nowych sezonów Flasha (recenzja klik) oraz Teorii wielkiego podrywu (recenzja klik). Trochę zaczyna mnie niepokoić to, że tak mało na blogu pojawia się recenzji filmów i liczę na to, że jednak w listopadzie ukaże się ich jednak trochę więcej.

Z pozostałych postów na blogu ukazały się jak co miesiąc książkowe zdobycze oraz podsumowanie poprzedniego miesiąca. 


W listopadzie już planuję opublikowaniu dwóch postów z serii porozmawiajmy - jeden jest już praktycznie napisany, pozostają jedynie kwestie techniczne (niech jego temat pozostanie tajemnicą), a drugi, który planowałam na październik na razie leży i cierpliwie czeka na swoją kolej. Zauważyłam, że pisanie dla was takich bardziej luźniejszych postów, które nie tyczą się aż tak bardzo samych książek, sprawia mi ogromną radość, dlatego chciałabym wprowadzić ich tutaj nieco więcej. Chciałabym też w końcu ułożyć dla was jakąś kolejną tematyczną playlistę - już chodzą mi po głowie dwa motywy, więc praktycznie pozostaje jedynie pozbierać odpowiednie kawałki. 
Jak też wspominałam prędzej, cały czas staram się zrobić porządek w moim blogowym życiu, dlatego z całą pewnością i listopad właśnie na takie porządki przeznaczę. 
Dodatkowo wielkimi krokami zbliżamy się do osiągnięcia 100 tysięcznego wyświetlenia bloga! To wiele dla mnie znaczy, dlatego chciałabym wam jakoś podziękować za te wszystkie wizyty. Nie wiem czy nastąpi to właśnie w listopadzie, czy może w grudniu (chciałabym, żebyśmy dobili setki jeszcze w tym roku), ale na pewno coś ciekawego dla was zaplanuję. Nie wiem jeszcze, co to będzie, jednak postaram się przygotować dla was coś, co was w jakiś sposób zaskoczy.

Mój październik, w brew pozorom, nie wyglądał aż tak bardzo tragicznie. A jakie są wasze wyniki? Ile udało wam się przeczytać? Jesteście z siebie zadowoleni?
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek