wtorek, 30 czerwca 2015

[1] Podsumowanie czerwca [2015]


Witajcie w ten ostatni dzień czerwca! Z nadejściem wakacji postanowiłam wprowadzić małe zmiany na blogu jeśli chodzi o podsumowania. Zdecydowałam się, że zamiast samego muzycznego podsumowania miesiąca pod koniec każdego miesiąca będę robiła małe podsumowanie tego, co wydarzyło się w minionym miesiącu na blogu. Nie będę jednak zamieszczać tu liczbowych statystyk gdyż kompletnie nie mam do tego głowy. Będę przypominać po prostu, jakie książki udało mi się przeczytać, jakie filmy zrecenzować. Nie porzucam jednakże muzycznego podsumowania miesiąca, gdyż wiem, że wielu osobom takie coś się podobało. Zaprezentuję wam to trochę w innej formie. Będę zamieszczać tu utwory, które w danym miesiącu zwróciły na siebie moją uwagę, które dopiero co poznałam, do których wróciłam, czy w końcu które towarzyszyły mi od jakiegoś czasu. Brzmi podobnie do tego co było, więc mam nadzieję, że całość wam się spodoba :) W takim razie więc zapraszam do podsumowania czerwca.
 
Przeczytane książki


W czerwcu udało mi się przeczytać pięć książek, co jak dla mnie jest dość dobrym wynikiem - w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Mam jednak wielką nadzieję, że z każdym kolejnym miesiącem uda mi się przeczytać choć o jedną książkę więcej.

niebo jest wszędzie | charlie st. cloud | love, rosie | hellheaven | maybe someday

Zrecenzowane filmy


Filmów, których recenzje udało mi się umieścić w tym miesiącu na blogu jest znacznie więcej niż książek. Wśród nich są dwie nowości i jedna wspaniała ekranizacja. Jestem jak najbardziej zadowolona z tego wyniku :)

minionki | minionki rozrabiają | jak ukraść księżyc | love, rosie | do szaleństwa | wiek adaline

Pozostałe

Jeśli chodzi o ilość postów to w tym miesiącu na blogu pojawiło ich się 17 (włącznie z tym). To zdecydowanie najlepszy wynik w tym roku :) Tak więc postów o różnej tematyce było w tym miesiącu 8.

muzyczne podsumowanie miesiąca | mix zdjęciowy: węgry - budapeszt | książkowe zdobycze maja | 52 week blog challenge | wyniki wakacyjnego rozdania | konkurs z hellheaven | 52 week blog challenge | podsumowanie czerwca

Nowości książkowe, filmowe, muzyczne

postanowiłam zrezygnować z postów z książkowymi zdobyczami i umieszczać informacje o tym co udało mi się w danym miesiącu kupić w podsumowaniu. W ostatnich nowościach mówiłam, że w czerwcu kupię na pewno tylko jedną książkę, ale w końcu wyszło na to że nie kupiłam żadnej, co jest zdecydowanie dobrą wiadomością dla mojego portfela. Książki nie kupiłam jeszcze z przyczyn osobistych, jednakże jeszcze jutro na pewno będę ją zamawiać :) Mam nadzieję, że w lipcu również uda mi się ograniczyć moje książkowe zakupy, przez co będę mogła nadrobić zaległości w tych powieściach, które już od bardzo dawna czekają na półce cierpliwie na swoją kolej.


W tym miesiącu jednak udało mi się nabyć aż cztery filmy, na które polowałam już od dawna, a są to  Jak ukraść księżyc, Minionki rozrabiają, Nostalgia anioła oraz Pięćdziesiąt twarzy Greya, które niestety nie załapało się do zdjęć, ale gdy tylko będę miała film już w domu na pewno pojawi się tu nowe zdjęcie :) Jeśli chodzi zaś o nowości związane z muzyką jestem strasznie szczęśliwa, gdyż w końcu dostałam w swoje ręce najnowszą, wspaniała płytę zespołu Muse Drones. Zdecydowanie jest to najlepszy zakup w tym miesiącu :)

Muzyczne podsumowanie miesiąca

Jeśli chodzi o moje muzyczne gusta na czerwiec tu zdecydowanie dominowało Muse - zarówno piosenki te starsze jak i te z najnowszej płyty. Pojawiła się również najnowsza piosenka mojego ukochanego zespołu Hurts oraz wiele nieznanych mi dotychczas utworów, które poznałam za pośrednictwem opcji folow na stronie deezer.com

Aby przesłuchać utworów, które towarzyszyły mi w czerwcu kliknijcie na poniższe zdjęcie, dzięki czemu będziecie mogli wysłuchać swobodnie wszystkich piosenek na youtube.com

https://www.youtube.com/watch?v=ZITh-XIikgI&index=1&list=PLbEigsO9U0RZTtwqklyPMESag2NqTkEPS

A jak wam minął czerwiec? Co czytaliście, co oglądaliście, co słuchaliście? Piszcie w komentarzach :)

niedziela, 28 czerwca 2015

[24,25,26] 52 Week Blog Challenge


My favourite holiday/Moje ulubione wakacje

Hmn... Tak myślę i myślę i chyba dochodzę do wniosku, że chyba nie mam jakiś takich swoich ulubionych czy wymarzonych wakacji. Szczerze mówiąc spodobałaby mi się chyba każda forma wakacyjnego lenistwa :) Nie jestem tylko zwolenniczką nieustannego zwiedzania i chodzenia po górach. Ucieszyłabym się także mogąc po prostu wylegiwać się na ogródku i czytać jakąś książkę :D W kwestii wakacji nie jestem wymagająca.

My dream job/Moja wymarzona praca

Ci, którzy już od jakiegoś czas śledzą mojego bloga wiedzą, że wciąż zmagam się z problemem znalezienia własnej drogi życiowej. Tak więc co do wymarzonej pracy również nie mam jeszcze jakiś konkretnych przykładów. Z całą pewnością jednak wiem, że za żadne skarby nie mogłabym pracować w jakiejś fabryce czy zakładzie. Kompletnie się do tego nie nadaję i wiem, że taka praca byłaby dla mnie niezwykłą katorgą. Ostatnio stwierdziłam, że wcieliłam się w mojego tatę. który wiele razy już wspominał, że on nie mógłby pracować u kogoś. Sam ma własną firmę i tam czuje się najlepiej - to chyba odziedziczyłam po nim :) Z pewnością wielką satysfakcję wywoływałaby u mnie praca wśród książek :D

My 10 favourites foods/Dziesięć ulubionych dań

O tu zdecydowanie będę mogła się bardziej wypowiedzieć, chociaż nie wiem, czy będę w stanie ograniczyć się tylko do dziesięciu rodzajów jedzenia. :) Przedstawię wam tu zarówno całe dania jak i napoje, słodycze owoce itp :D Ale ostrzegam lepiej nie czytajcie tego na pusty żołądek!

1. Arbuz


Ah! Arbuza mogłabym jeść na okrągło! Idealnie nadaje się na upały przez to, że znajduje się w nim bardzo dużo wody. Warunek jest jeden... musi być mocno czerwony, wtedy jest najlepszy. Ciekawostka: wiedzieliście jak sprawdzić czy arbuz jest dojrzały, jeśli nie jest przekrojony? Wystarczy popukać w łupinę. Jeśli odgłos pukania będzie pusty znaczy, że powinien być dojrzały, a jeśli nie słyszymy nic znaczy, że nie nadaje się do jedzenia.

2. Sprite/7 UP


Jestem wielką wielbicielką  napojów cytrynowych i limonkowych a Sprite i 7 UP należą do moich ulubionych. Niektórzy uważają, że te dwa napoje smakują tak samo, a ja zawsze się sprzeczam z takimi osobami, że smakują zupełnie inaczej :D

3. Domowa pizza


Uwielbiam gotować, a gdy tylko w końcu wynalazłam najlepszy moim zdaniem przepis na pizzę żadna kupna nie smakuje lepiej niż ta moja :) Jeśli jesteście zainteresowani przepisem znajdziecie go tutaj.
4. Sałatka ze świeżymi warzywami


Jestem wielką wielbicielką  każdego rodzaju sałatek. Za każdym razem staram się wymyślać co rusz to nowe kompozycje składników i inne sosy. Najlepsza jednak jak dla mnie jest ta składająca się z sałaty, pomidora, zielonego ogórka, oliwek, sera mozzarella w kulkach i sosu czosnkowo-ziołowego... pychota <3

5. Lemoniada


Idealnie nadaje się na gorące dni, gdy potrzebujemy szybkiego orzeźwienia. Koniecznie musi być kwaśna! Mogłabym pić bez końca :)

6. Sajgonki


Wciąż mało doceniane przez polaków. Parę słów wyjaśnienia dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą co to są sajgonki - to najczęściej wcześniej usmażona mieszanka warzyw i mięsa pełniąca rolę farszu, którą zawija się w papier ryżowy i smaży w głębokim tłuszczu. Ostatnio dowiedziałam się, że są różne nadzienia do sajgonków, ale ja znam tylko to, które wam wyżej wymieniłam i takie kocham najbardziej. Sama bardzo chciałabym kiedyś wykonać je własnoręcznie i mam nadzieję, że mi się udadzą. Z pewnością wówczas pochwalę się wam tym na blogu lub fanpage'u :D

7. Pianki/Marshmallows


Ah no bo kto ich nie kocha!!! <3

8. Kurtuszkołacz


Kurtuszkołacz... co to jest do jasnej anielki spytacie :) Wcale się nie dziwię, że nie macie bladego pojęcia co to. Ja też niedawno nie wiedziałam co to, poznałam to słodkie cudo dopiero podczas wycieczki na Węgry. Kurtuszkołacz jest to ciasto podobne troszkę do biszkoptu, które paskami zawija się na coś i piecze. Można go spotkać z wieloma wieloma posypkami jak widzicie na zdjęciu powyżej. Ja sama jadłam waniliowy i z czekoladą. Jeśli coś źle powiedziałam na temat kurtuszkołacza poprawcie mnie :) Można go kupić już w Polsce, sama w moim mieście widziałam kiedyś budkę, gdzie sprzedawali wyłącznie kurtuszkołacze. :)

9. Lasagne bolognese


W brew pozorom w cale nie jest taka trudna w wykonaniu jak się wszystkim wydaje. Ja ze swojego doświadczenia powiedziałabym, że najtrudniejsze jest wyciągnięcie ładnego kawałka z naczynia w którym ją zapiekaliśmy :D W planach mam umieszczenie posta z przepisem na blogu :)

10. Maliny


Uwielbiam i to w każdej postaci i ilościach!

To na tyle pochwalcie się jakie jest wasze ulubione jedzenie. Może poznam coś nowego :D

piątek, 26 czerwca 2015

[35] FILMOWO: Jak ukraść księżyc, Minionki rozrabiają, Minionki

W dzisiejszym poście z serii filmowo chciałabym zaprezentować wam pierwszą na blogu recenzję filmu animowanego, a dokładniej mówiąc trzech filmów składających się na jedną serię. Tak, jak już się zdążyliście domyśleć gośćmi dzisiejszego posta będą minionki. Zaciekawieni? Zapraszam do lektury :)


https://www.youtube.com/watch?v=uW8HDrKYisc
Jak ukraść księżyc

Tytuł oryginału: Despicable Me

Reżyseria: Chris Renaud, Pierre Coffin

Scenariusz: Ken Daurio, Cinco Paul

Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia

Czas trwania: 1 godz. 35 min.

Premiera: 20 sierpnia 2010 (Polska), 20 czerwca 2010 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Steve Carell (Gru - głos), Jason Segel (Wektor - głos), Russell Brand (Dr Nikczemniuk - głos), Julie Andrews (Mama Gru - głos)

Ocena: 9/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Dla Gru najważniejsze jest zło - krzywda innych cieszy go bardziej niż najśmieszniejsza komedia. Gdy dowiaduje się, że jeden ze złych naukowców ukradł egipską piramidę postanawia zrobić coś jeszcze bardziej złowrogiego, co da mu tytuł największego złoczyńcy świata - postanawia ukraść księżyc. W planie tym mają pomóc mu jego nieodzowni pomocnicy - minionki, które żyją tylko po to, by służyć najgorszej kreaturze oraz stary Doktor Nikczemniuk z głową pełną złych pomysłów. Aby jednak móc ukraść księżyc Gru musi najpierw zdobyć pomniejszacz, dzięki któremu będzie mógł zmniejszyć księżyc, by móc go swobodnie wziąć do rąk. Gdy w końcu udaje mu się ukraść pomniejszacz nieoczekiwanie odbiera mu go młody i bardzo zły Wektor mszcząc się tym samym za złośliwość Gru. Po licznych nieudanych próbach odzyskania maszyny Gru wpada na pomysł, by zdobyć go za pośrednictwem trzech sierotek zajmujących się sprzedażą ciastek. Postanawia adoptować je a po udanej akcji znów oddać do sierocińca.


https://www.youtube.com/watch?v=6PqVZlm8pCQMinionki rozrabiają

Tytuł oryginału: Despicable Me 2

Reżyseria: Pierre Coffin, Chris Renaud

Scenariusz: Ken Daurio, Cinco Paul

Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia

Czas trwania: 1 godz. 38 min.

Premiera: 12 lipca 2013 (Polska), 20 czerwca 2013 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Steve Carell (Gru - głos), Kristen Wiig (Lucy - głos), Benjamin Bratt (Eduardo/El Macho - głos), Russell Brand (Dr Nikczemniuk - głos)

Ocena: 9/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Gru porzucił czynienie zła, by móc w pełni zająć się nową rolą ojca, by móc jak najlepiej opiekować się Margo, Edith i Agnes. Nie mniej jednak nie zmienił się całkowicie, nadal uwielbia zło i wszystko co z tym związane. Teraz jednak wraz z wiernymi minionkami i Doktorem Nikczemniukiem zajął się tworzeniem żelek i dżemów. Pewnego dnia zostaje porwany przez przedstawicielkę Ligii Anty Przestępczej - Lucy. Jej szef - Silas Baraniapupa - informuje Gru, że pewien złoczyńca wymyślił dziwną fioletową substancję, która zamienia nawet najsłodszą rzecz w niebezpieczną fioletową maszynę, która pożera wszystko na swojej drodze. Podejrzewają, że złoczyńca może mieć przykrywkę w miejscowym centrum handlowym, a Gru jest im potrzebny, by wykorzystując swoje doświadczenie byłego złoczyńcy, znaleźć ów osobnika i tajemniczą substancje. Wraz ze swoją nową partnerką Lucy bohater prowadzi pozorną kawiarnie Masz ci babo babkę, z której tak na prawdę próbuje odnaleźć winnego tej zbrodni. Nieoczekiwanie z domu Gru zaczynają znikać minionki, wkrótce okazuje się, że zostały porwane, by dołączyć do złej fioletowej armii.


https://www.youtube.com/watch?v=Wfql_DoHRKc
Minionki

Tytuł oryginału: The Minions

Reżyseria: Kyle Balda, Pierre Coffin

Scenariusz: Brian Lynch

Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia

Czas trwania: 1 godz. 31 min.

Premiera: 26 czerwca 2015 (Polska), 17 czerwca 2015 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Sandra Bullock (Scarlet O'Haracz - głos), Jon Hamm (Herb O'Haracz - głos), Jennifer Saunders (Królowa Elżbieta - głos), Michael Keaton (Walter Nelson - głos), Allison Janney (Madge Nelson - głos), Steve Carell (Młody Gru - głos)

Ocena: 10/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com  
 Minionki żyją na ziemi znacznie dłużej niż ludzie i odkąd tylko powstały i największym celem było służenie najgorszej żyjącej kreaturze. Niestety nie potrafiły na dłużej zatrzymać swojego szefa, gdyż za każdym razem "przez przypadek" ginął, a minionki musiały znów na nowo szukać nowego przywódcy. Te żółte stworki brały udział nawet w najważniejszych wydarzeniach historycznych pełniąc funkcję pachołków takich postaci jak Faraon, Hrabia Dracula czy w końcu Napoleon. Niestety i tutaj nie mogły długo nacieszyć się czynieniem zła. W końcu ścigane przez wściekłych zwolenników Napoleona postanowiły ukryć się w śniegowej jaskini, by tam móc żyć we własnym gronie i stworzyć nową cywilizację. Początkowo niesamowicie szczęśliwe i pełne zapału popadły w marazm i nie cieszyło je to, że są wolne. Wciąż chciały czynić zło u boku jakiegoś złoczyńcy. Nieustraszony Kevin wraz z Bobem i Stuartem postanowił wyruszyć na poszukiwania nowego złego szefa. W końcu, po długiej, długiej podróży trafiają do Nowego Jorku, gdzie nie mogą nadziwić się takiej wspaniałej cywilizacji. Dowiadują się o Targach zła organizowanych w Orlando i z nadzieją na znalezien ie nowego przywódcy postanawiają się tam udać. Wkrótce ich nowa pracodawczyni Scarlet O'Haracz daje im za zadanie zdobycie dla niej królewskiej korony Wielkiej Brytanii w zamian obiecując wszystko o czym sobie tylko zamarzą. Niestety akcja odbicia korony nie idzie zgodnie z planem i wkrótce Bob staje się nową głową Wielkiej Brytanii.


Cała seria z minionkami to dla mnie jedne z najlepszych filmów animowanych ostatnich lat. Wszystkie części są niesamowicie zabawne - na prawdę, jeszcze chyba nigdy tak bardzo nie uśmiałam się podczas oglądania bajki - oraz posiadają niezwykle charyzmatycznych i fascynujących bohaterów. Zaczynając od Jak ukraść księżyc mam tu namyśli Gru, Doktora Nikczemniuka oraz fantastycznego Wektora, a także dziewczynki - Margo, Edith oraz słodką Agnes, w Minionki rozrabiają znów Gru, Doktor Nikczemniuk i dziewczynki a także Lucy, kończąc na Minionkach, gdzie to po prostu zakochałam się w Scarlet O'Haracz i jej mężu Herbie. Jednakże tymi, których pokochałam najbardziej są MINIONKI! Ich po prostu nie da się nie kochać. Każdy z nich jest inny, każdy ma swój własny charakter, jednakże cel mają ten sam - służyć najgorszemu złu. Gdyby nie oni te filmy po prostu nie byłyby już takie fantastyczne. Moją uwagę zwrócił również fantastyczny sposób przedstawienia wszystkich trzech historii. Mam tu głównie na myśli samą animację. Wiele pojawia się teraz bajek, gdzie cała grafika jest taka jakby przerysowana przez co w ogóle nie wygląda na prawdziwą tylko właśnie strasznie sztuczną. Tutaj jest ona po prostu idealna. Chciałabym, aby więcej filmów animowanych robiono w takim stylu. Moją uwagę zwróciła tu również fantastyczna muzyka, której w dwóch pierwszych częściach współtwórcą był sam Pharell Williams. Szczegolnie podobała mi się tytułowa piosenka Despicable Me właśnie w wykonaniu Pharella. 

Cała seria stała się jedną z moich ulubionych i jestem przekonana, że będę bardzo często do niej wracać. Nie jest to jedna z tych głupich bajek, które dosłownie nic nie wnoszą w życie. Tutaj dowiadujemy się między innymi, że każdy może się zmienić. Takie bajki, które uczą choć w jakimś stopniu są o wiele lepsze niż te bezsensowne. Decydując się na którąś animację z minionkami na pewno nie będziecie zawiedzeni. Są to wspaniałe filmy zarówno na tych najmłodszych jak i dla tych starszych, lub mówiąc prościej - są po prostu idealne dla każdego! Jeśli więc jeszcze nie mieliście z nimi styczności czym prędzej nadróbcie zaległości!

PS Chciałabym się dowiedzieć, czy jesteście zainteresowani recenzjami filmów animowanych. Sama bardzo je lubię i chętnie oglądam, tak więc dajcie znać w komentarzach, czy chcielibyście więcej takich recenzji filmów animowanych. :)

 

środa, 24 czerwca 2015

[47] Niebo jest wszędzie

Autor: Jandy Nelson
Tytuł oryginału: The Sky is Everywhere
Ilość stron: 364 strony
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10

Siedemnastoletnia Lennie jest załamana po niespodziewanej śmierci starszej siostry. Jedyną osobą, przy której czuje mniejszy ból, jest chłopak siostry, Toby, który cierpi tak samo jak ona. Są ze sobą coraz częściej, coraz bliżej. Nic nie mogą na to poradzić – ani na potworne wyrzuty sumienia.
Wszystko staje się jeszcze bardziej trudne, gdy w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe. A Lennie z przerażeniem odkrywa, że nie może przestać myśleć o jego czarnych oczach i miękkich ustach...

Czy można przeżywać żałobę i myśleć o chłopaku? Rozpaczać i równocześnie być tak szczęśliwą?
A może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co jest... 

Jakiś czas temu Lennie straciła swoją starszą siostrę, która była również jej najlepszą przyjaciółką. Spędzały ze sobą każdą wolną chwilę dzieląc się najskrytszymi sekretami i snując niesamowite historie o ich matce podróżniczce, której nigdy nie miały okazji poznać. Choć różniły się od siebie wyglądem i charakterem zawsze mimo wszystko się rozumiały i mogły na siebie liczyć. Bailey chciała studiować na Julliardzie aktorstwo i móc każdego dnia być kimś zupełnie innym wcielając się w co rusz to inną postać. Lennie natomiast nie miała aż tak wielkich planów. Wiedziała tylko, że uwielbia grać na klarnecie, lecz nigdy nie wiązała swojej przyszłości z tym oto instrumentem. Po niespodziewanej śmierci siostry Lennie bardzo długo nie może się otrząsnąć. Większość dni spędza w ich wspólnym pokoju, który wygląda tak, jakby Bailey miała zaraz do niego wrócić. Całymi dniami przygląda się rzeczom siostry lub wchodzi do jej szafy z ubraniami, by móc choć jeszcze przez jakiś czas czuć się tak, jakby Bailey była przy niej. Gdy w końcu nadszedł ten dzień, kiedy Lennie po długiej nieobecności wraca do szkoły, na próbie szkolnej orkiestry poznaje Joe - nowego, który w czasie, gdy jej nie było zajmował jej miejsce drugiego klarnetu. Dzięki niemu Lennie wydaje się, że jej świat, mimo tak ogromnej tragedii, która ją spotkała staje się trochę mniej przygnębiony. Bohaterowie zaczynają spędzać ze sobą czas. Wszystko jednak psuje chłopak Bailey - Toby, który stara się odnaleźć pociechę u jedynej osoby, która tak mocno jak on kochała Bailey. 

Lennie to dziewczyna, która zawsze grała drugie skrzypce u boku siostry gwiazdy. Nigdy jednak jej to nie przeszkadzało, gdyż po prostu cieszyła się, że ma Bailey. Nigdy nie chodziła zbyt często na imprezy, nie chciała być w centrum uwagi, nie ubierała wyzywających strojów, ani nie szukała prawdziwej miłości. Większość swojego czasu poświęcała nauce gry na klarnecie oraz czytaniu klasycznych romansów. Wierzyła, że takie romantyczne historie jak w jej ulubionej książce - Wichrowe wzgórza zdarzają się tylko i wyłącznie na kartach klasyków. Po śmierci siostry kompletnie się załamała i chociaż zewnętrznie tego nie okazywała w głębi duszy bardzo cierpiała. Świat wydawał jej się bez sensu, gdy nie było już w nim Bailey.  Autorka książki bardzo dobrze przedstawiła nam osobę, która musi borykać się ze stratą najbliższej osoby. Pokazała nam, jak ciężko jest się pogodzić z tym, że osoba, którą tak bardzo kochaliśmy już nigdy nie pojawi się w naszym życiu. Obserwujemy również, jak z czasem postawa bohaterki zmienia się, jak odnajduje szczęście, choć uważa, że nie powinna być szczęśliwa po tym co się stało. Choć miejscami osoba Lennie trochę mnie denerwowała w gruncie rzeczy ją polubiłam i bardzo chciała, aby udało jej się uporać z żałobą. Strasznie spodobała mi się również rodzina Lennie, jej babcia oraz szalony wujek Big. Tak pokręconych ludzi jeszcze w życiu nie spotkałam, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu :) 

Sama również, tak jak Lennie, toczyłam walkę pomiędzy tym, któremu bohaterowi kibicuję, czy Joe, który wydawał się zakochiwać w głównej bohaterce każdego dnia mocniej, czy też Tobiemu pogrążonemu w smutku chłopakowi, który również wydawał się coś czuć do Lennie. Strasznie była ciekawa, jak potoczy się dalej los wszystkich bohaterów.

Autorka powieści stworzyła bardzo ciekawą i wciągającą historię. Ciekawym pomysłem było również umieszczanie przy rozdziałach licznych wierszy i krótkich notatek, które Lennie pisała na czym popadło - a to na papierku od cukierka znalezionym w trawie, a to na płytkach w toalecie miejscowej kawiarni czy w końcu na porzuconych gdzieniegdzie kubkach po napojach. Z początku zastanawiałam się, czemu ma to służyć. Wszystko jednak całkowicie wyjaśnia się na samym końcu powieści . Książka jest idealna na leniwe wieczory, gdy chcemy odpocząć od wielce ambitnych powieści i zapoznać się z pozornie błahą historią, która przeradza się w niezwykle wciągającą powieść. Z pewnością czas spędzony z tą książką nie będzie należał do zmarnowanego.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

[46] Charlie St. Cloud

Tytuł oryginału: The Death And Life Of Charlie St. Cloud
Autor: Ben Sherwood
Ilość stron: 224 strony
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 7/10

Szesnastoletni Charlie St. Cloud cudem uniknął śmierci w wypadku samochodowym. Jego młodszy brat, Sam, umarł podczas reanimacji. 

Mijały lata, a Charlie wciąż mieszkał w rodzinnym miasteczku w Nowej Anglii. Kosił trawniki i dbał o groby na starym cmentarzu, gdzie pochowano Sama. Po wypadku został obdarzony zadziwiającą zdolnością: mógł widywać zmarłego, rozmawiać z nim, a nawet grać z duchem Sama w baseball.
Pewnego dnia w jego zorganizowane życie wkracza Tess Carroll, wspaniała i silna młoda kobieta, planująca samotny rejs dookoła świata. Niepowtarzalne uczucie, które ich połączy, stanie się początkiem dramatycznych zdarzeń, prowadzących do wyboru między śmiercią i życiem, przeszłością i przyszłością, przyzwyczajeniem i zmianami.

Podczas powrotnej drogi z meczu baseballu, przez moment nieuwagi Charlie i jego młodszy brat Sam ulegają poważnemu wypadkowi samochodowemu. Charlie cudem uchodzi z życiem, a jego młodszy brat niestety umiera podczas reanimacji. Charlie jednak, zanim wrócił z powrotem na stronę żywych będąc z Samem w świecie "pomiędzy" obiecał mu, że nigdy go nie opuści - już zawsze będą razem mimo jakichkolwiek przeszkód. Podczas pogrzebu bohater odkrył, że prawdopodobnie przez ten krótki moment, w którym jego serce się zatrzymało, zyskał specjalny dar. Okazuje się, że Charlie widzi duchy, które jeszcze pozostały na ziemi - niestety tylko w obrębie miejscowego cmentarza. Odkrył więc, że złożona bratu obietnica może się spełnić, jeśli tylko przez cały czas będzie trzymał się tego miejsca. Postanawia więc zatrudnić się jako pracownik cmentarza i zamieszkać tam po śmierci aktualnego zarządcy. I tak przez trzynaście lat dba o wygląd miejsca spoczynku wielu znanych mu ludzi, a gdy tylko zapada zmrok udaje się do pobliskiego lasku, gdzie razem z Samem i ich zmarłym psem spędza wolny czas. Jego życie to jedna wielka rutyna, do czasu gdy poznaje Tess - miejscową piękność, która w najbliższym czasie wybiera się na samotny rejs dookoła świata. Czy Charlie będzie w stanie do końca życia utrzymać nadaną bratu obietnicę?

"Takie właśnie są nieuniknione skutki tragedii i następstwa żałoby. Zbyt wielu ludzi umiera po trochu wraz ze śmiercią kogoś bliskiego. Jeden zgon pociąga za sobą dwa, dwadzieścia albo i sto innych istnień. Tak jest na całym świecie."

Z niesamowitą historią Charliego St. Cloud zapoznałam się już wiele lat temu za sprawą ekranizacji o tym samym tytule, gdzie w postać głównego bohatera wcielił się Zac Efron. Film oglądałam już wiele razy, ale zawsze chciałam zapoznać się z jego pierwowzorem. Oczywiście przez cały ten czas wszystko było ważniejsze i lekturę książki odkładałam na potem. Gdy w końcu przypadkowo natrafiłam na powieść w bibliotece postanowiłam, że nie ma żadnych wymówek - muszę w końcu zabrać się za książkę Bena Sherwooda. Obawiałam się jednak, że nie sprosta ona moim wymaganiom i będzie bardzo różniła się od swojej ekranizacji. Spotkało mnie jednak bardzo miłe zaskoczenie, gdy w końcu, po przeczytaniu, dowiedziałam się, że jest to prawie ta sama historia, która tak bardzo spodobała mi się podczas seansu.

W książce mamy do czynienia z trzema narratorami - całą historię zaczyna opowiadać nam pewien strażak, który uratował Charliego podczas wypadku, a który, jak się z czasem dowiadujmy, opowiada nam już wszystko po swojej śmierci. Jednak w jego opowieści mamy kolejnych dwóch narratorów - Charliego St. Cloud oraz Tess. Wydaje się być to trochę poplątane, jednak w praktyce jest całkowicie zrozumiałe i w ogóle nie przeszkadza podczas lektury. Głównym bohaterem powieści jest jednak sam Charlie - to młody chłopak, który po śmierci brata, obwiniając się spowodowaniem wypadku, stracił całą radość z życia. Przez trzynaście lat mieszkał na cmentarzu, aby zawsze po zachodzie słońca móc zdążyć na spotkanie z Samem, w przeciwnym wypadku chłopiec zniknąłby na zawsze. Charlie nie zadawał się ze zbyt wieloma ludźmi, gdyż nie potrafiłby wytłumaczyć im, dlaczego nie może spotkać się z nimi po zmroku, iść razem do pubu na piwo, czy odwiedzić ich w domu. Gdy początkowo starał się wytłumaczyć ludziom, że widzi duchy na cmentarzu wszyscy uznawali, że po śmierci brata oszalał. Dlatego uznał, że trzymanie się od wszystkich z daleka będzie o wiele lepszą opcją. Wszystko zmienia się jednak, gdy pewnego razu na cmentarzu Charlie poznaje Tess. Zna ją od dziecka, jednak nigdy nie poznali się osobiście. Dopiero wtedy bohaterowi po raz pierwszy od wielu wielu lat zależy, by spędzać z kimś żywym każdą wolną chwilę. Jak się jednak okazuje Tess nie jest do końca tym, kim myśli. Zaciekawieni?

"Wierzę w cuda.
Nie chodzi mi o te powszechne, jak cud życia, którego przykładem jest choćby mój synek, ssący matczyną pierś, czy zapierające dech w piersiach zjawiska naturalne, takie jak zachód słońca. Mówię o prawdziwych cudach: o przemienieniu wody w wino albo przywróceniu do życia umarłego."

Miejscami trochę przeszkadzały mi liczne fachowe opisy związane z żeglarstwem. Mimo iż autor starał się wytłumaczyć, co każde dziwne brzmiące słowo dla ludzi, którzy z żeglarstwem nie mieli nigdy wspólnego znaczy, wiele razy gubiłam się w tekście i musiałam czytać dany fragment od nowa. To jedna z tych rzeczy, które były dla mnie podczas lektury uciążliwe. Jeśli jednak chodzi o sam styl autora jest ona bardzo ciekawy - zawiera liczne dokładne opisy krajobrazów oraz samego miasta Marblehead w stanie Massachusetts. Dzięki temu, podczas lektury mogłam jak najdokładniej wyobrazić sobie miejsce zamieszkania głównego bohatera. Miejscami czułam się nawet, jakbym sama tam była. Z pewnością więc był to bardzo udany zabieg. Jeśli miałabym jednak powiedzieć, czy zdecyduję się na poznanie innych dzieł autora chyba jednak bym odmówiła. Może kiedyś jednak zmienię co do tego zdanie. 

Tak więc podsumowując Charlie St. Cloud to bardzo ciekawa powieść, która dzięki swojej niebanalnej fabule zapada w pamięci na długo. Mimo to, że książka bardzo mi się spodobała raczej nie wrócę do niej w najbliższym czasie. Jeśli jednak sami jeszcze jej nie poznaliście, albo tak jak ja zabieracie się do niej już od dłuższego nie czekajcie dłużej, tylko koniecznie się z nią zapoznajcie. Myślę, że czas który spędzicie z tą książką w ręce z pewnością nie będzie zmarnowany.

 Książka bierze udział w wyzwaniu:

piątek, 19 czerwca 2015

[34] FILMOWO: Love, Rosie

https://www.youtube.com/watch?v=OtuY5bQrDuE
Tytuł oryginału: Love, Rosie

Reżyseria: Christian Ditter

Scenariusz: Juliette Towhidi

Na podstawie: Cecelia Ahern "Love, Rosie"

Gatunek: Komedia romantyczna

Czas trwania: 1 godz. 42 min.

Premiera: 5 grudnia 2014 (Polska), 17 października 2014 (świat)

Produkcja: Niemcy, Wielka Brytania

Obsada: Lily Colins, Sam Claflin, Christian Cooke, Jaime Winston,

Ocena: 8/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Przyjęło się, że dziewczyny przyjaźnią się z dziewczynami a chłopcy z chłopakami. Uważa się, że jeśli już dziewczyna przyjaźni się z chłopakiem to na pewno skończy się to albo miłością albo rozstaniem. Rosie i Alex udowodnili jednak, że wbrew stereotypom przyjaźń pomiędzy przedstawicielami przeciwnych płci może jak najbardziej być tylko i wyłącznie przyjaźnią i przede wszystkim może trwać całe lata. Przynajmniej tak im się wydawało. Wszystko zmienia się, gdy przyjaciele zamiast iść na bal maturalny razem, tak jak to zaplanowali w końcu decydują się iść zupełnie z kim innym wzbudzając tym zazdrość u siebie nawzajem. Choć sami głośno się do tego nie przyznają widać, że nie podoba im się, że ich przyjaciel może spotykać się z kimś innym. Dodatkowo sytuacji nie poprawia fakt, że Rosie pechowo zachodzi w ciążę z chłopakiem, z którym była na balu i nie mówi nic o tym Alexowi. Planuje oddać dziecko do adopcji, a dzieląc się tą informacją z przyjacielem już do reszty pożegnałaby się z marzeniami, które chciała spełnić po zakończeniu szkoły. Gdy w końcu jednak Alex dowiaduje się o dziecku Rosie pokazuje jej, że może na niego liczyć w każdej sytuacji. Niestety chłopak mieszka w Bostonie, a Rosie musi zajmować się macierzyństwem sama w Dublinie. Wiodą zupełnie odmienne życie z dala od siebie i wciąż boją przyznać się do swoich uczuć. Czy rzeczywiście przyjaźń damsko-męska może obyć się bez miłości?


Po przeczytaniu powieści Love, Rosie z wielką niecierpliwością wyczekiwałam momentu, gdy będę mogła już zapoznać się jej ekranizacją, tym bardziej, że film zyskał tak wiele pochlebnych opinii. Nie nastawiałam się jednak za bardzo, że będzie to jakieś filmowe arcydzieło, by później już po seansie nie być zawiedzioną. Ta ekranizacja, z resztą jak chyba każda, odbiega w pewnym stopniu od książki. Jednakże w przeciwieństwie do innych ekranizacji, które okazują się być kompletną klapą, filmowa wersja Love, Rosie choć miejscami inna okazała się być na prawdę bardzo fajnym i zabawnym filmem. W głównych bohaterów filmu, czyli Rosie i Alexa wcielają się Lily Collins, znana głównie z filmu Dary anioła. Miasto kości, Porwanie czy też Królewny Śnieżki oraz Sam Claflin, którego mogliśmy podziwiać między innymi jako Finnicka Odaira w ekranizacji serii Suzanne Colins Igrzyska śmierci oraz jak się ostatnio dowiedziałam w jednej z części Piratów z Karaibów. Wcielając się w te postacie aktorzy wykonali kawał dobrej roboty - zachowywali się tak, jak wyobrażałam sobie Rosie i Alexa podczas lektury książki. Tak więc z całą pewnością nie można im niczego zarzucić.


Jeśli chodzi o różnice pomiędzy książką a ekranizacją, gdyż jak mówiłam wcześniej takich się tu sporo pojawia, przede wszystkim brakowało mi tu chyba tej prawdziwej Ruby, jaką poznałam na kartkach powieści. Tak, którą poznaliśmy w filmie również nie była zła niestety jednak bardziej pasowała mi tu ta, którą wykreowała autorka powieści. Brakowało mi również tego, że Alex w przeciwieństwie do  tego przedstawionego w książce nie miał dzieci. Znalazłoby się tu jeszcze kilkanaście takich różnic, jednak jeśli jeszcze nie oglądaliście filmu pozostawię wam ich odnalezienie. Mimo to, że jednak różni się od powieści (choć było też jeszcze wiele takich momentów, które były dosłownie wyjęte z książki) to film na prawdę mi się podobał. Przedstawiał tą samą historię tylko w troszeczkę inny sposób. I choć książka podobała mi się o wiele bardziej, jestem pewna, że do jej ekranizacji będę powracać jeszcze wiele razy.


Tak więc podsumowując, jeśli czytałeś już książkę nie nastawiaj się na to, że film będzie idealnym odzwierciedleniem tego, o czym już czytałeś. Nie zrażaj się jednak do filmu, gdyż mimo różnic pomiędzy nim a książką jest również niesamowity, wciągający i pełen emocji. Z pewnością spędzisz miłe chwile oglądając go i tak jak ja na pewno będziesz jeszcze nie raz do niego wracał. Jeśli natomiast cała historia jeszcze przed tobą głośno mówię przeczytaj najpierw książkę! Z wielką chęcią zapoznałabym się z innymi takimi historiami, które nie trwają tylko kilka lat bądź dni. Dzięki temu, że w filmie spędziliśmy z bohaterami aż dwanaście lat (w książce było to aż 45 lat - kolejna różnica :D ) mogliśmy poznać ich o wiele bardziej i zobaczyć jak dalej toczy się ich życie i przede wszystkim jak zmieniają się przez ten długi okres. Jest to z pewnością ciekawa odskocznia od wszystkich filmów, które prezentują nam tylko króciutki fragment z życia bohaterów. Tak więc słowem zakończenia, jak najbardziej polecam!


wtorek, 16 czerwca 2015

Konkurs z "Hellheaven"! - dwa egzemplarze oraz książka niespodzianka [ZAKOŃCZONY]

Jakiś czas temu na blogu pojawiła się recenzja książki "Hellheaven" autorstwa Raven Stark, opowiadającej historię Camille, która dowiaduje się, że jej życie nie jest takie za jakie je do tej pory uważała (recenzja tutaj). Obiecałam wam wówczas małą niespodziankę z udziałem tej właśnie powieści. Dzięki uprzejmości autorki oraz wydawnictwa Novae Res mam dla was dwa egzemplarze Hellheaven. Poprzedni konkurs organizowany na blogu wraz z Emily B z bloga I Am Just Myself zyskał nie mała zainteresowanie i nie wątpię, że i tym razem mnie nie zawiedziecie. To co? Zainteresowani?


W tym konkursie do zgarnięcia są dwa egzemplarze powieści Hellheaven oraz książka niespodzianka, którą wybiorę dla zwycięzcy z mojej osobistej biblioteczki. Z racji tego, że do wygrania będą dwa zestawy, będą również dwie różne możliwości, aby zdobyć nagrody. 

ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W KONKURSIE
- należy wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie przez standardowe Zgłaszam się!
- należy być obserwatorem bloga About Katherine
- należy udostępnić baner konkursowy na swoim blogu
- należy posiadać adres do korespondencji na terenie Polski (nie wysyłam przesyłki za granicę)
- aby wygrać zestaw pierwszy należy wykonać następujące zadanie konkursowe:

"Recenzja książki, filmu, serialu lub utworu z tajemnicą w tle"
Napisz recenzję książki, filmu, serialu lub utworu, gdzie występuje motyw tajemnicy. Recenzja nie musi być długa - wystarczy kilka zdań . Ma zachęcić mnie do zapoznania się z opisywaną rzeczą. Jedyny warunek jest taki, że rzecz, którą wybierzecie musi zawierać w sobie motyw tajemnicy. Recenzja nie może pochodzić z bloga! Ma to być kilka zdań, które polecają mi wybraną przez was rzecz.

Do wygrania są dwa zestawy - pierwszy, w którego skład wchodzą powieść Hellheaven oraz książka niespodzianka, a także słodki umilacz i drugi, w którego skład wchodzi powieść Hellheaven, a także słodki umilacz. Tak więc jeśli zdecydujecie się na przygotowanie recenzji będziecie mogli zgarnąć dwie książki. Drugi egzemplarz Hellheaven zostanie rozlosowany pomiędzy osoby, które zgłosiły się do konkursu, a nie napisały recenzji.



REGULAMIN
1. Organizatorem konkursu jestem ja Katherine Parker, właścicielka bloga About Katherine.
2. Fundatorem książek Hellheaven jest wydawnictwo Novae Res, a książki niespodzianki oraz słodkiego umilacza organizatorka konkursu.
3. Konkurs trwa od 16 czerwca 2015 r do 1 lipca 2015 r. Zgłoszenia wysyłane po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
4. Zwycięzca pierwszego zestawy zostanie wyłoniony po wybraniu przez organizatorkę konkursu najbardziej przekonującej recenzji (nie może być to recenzja pochodząca z bloga).
5. Zwycięzca drugiego zestawu zostanie wyłoniony w drodze losowania.
6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu About Katherine w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu.
7. Zwycięzcy zostaną poinformowani o wygranej drogą mailową.
8. Zwycięska recenzja zostanie opublikowana na blogu w poście dotyczącym wyników konkursu.
9. Dane do wysyłki muszą zostać podane w ciągu 5 dni od daty ogłoszenia wyników konkursu, w przeciwnym wypadku zostaną wyłonieni nowi zwycięzcy.
10. Nagrody wysyłam tylko i wyłącznie na terenie Polski.
11. Koszty związane z wysyłką pokrywa organizatorka konkursu.
12. Organizatorka konkursu nie ponosi odpowiedzialności za zagubienie przesyłki.
13. W konkursie można wziąć udział tylko raz, wybierając zestaw pierwszy lub drugi (w przypadku, gdy osoba zgłosi się z dwóch różnych kont, podając jednocześnie taki sam adres mailowy [co jest uznawane przez organizatorkę za zgłoszenie się dwa razy], osoba taka zostanie zdyskwalifikowana).
14. Aby konkurs się odbył musi zgłosić się minimum 5 osób do każdego z zestawów - w przypadku, gdy do zestawu pierwszego nie zgłosi się wymagana liczba osób, zestaw ulegnie zmianie (nowy skład: książka Hellheaven oraz słodki umilacz) i zostanie rozlosowany na tych samych zasadach co zestaw drugi.
15. Regulamin konkursu może ulec zmianie.
16. Biorąc udział w konkursie akceptujesz regulamin i warunki wzięcia udziału w konkursie.
17. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Osoby zainteresowane wzięciem udziału w konkursie proszę o umieszczenie w komentarzu pod postem zgłoszenia według wzoru:

Zgłaszam się!
Obserwuję blog jako:
Wybieram zestaw:(pierwszy/drugi)
Baner:
E-mail:
Zadanie konkursowe:(w przypadku, gdy osoba zgłaszająca się wybiera zestaw pierwszy)

baner konkursowy

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie informacje o konkursie również na swoich fanpage'ach, facebookowych profilach lub gdzie tam tylko chcecie oraz jeśli polubicie mój fanpage na Facebooku (klik). Nie jest to jednak punkt obowiązkowy więc nie ma wpływu na wyniki konkursu.

Wydaje mi się, że wszystko wyjaśniłam jasno i wyraźnie, jednak w przypadku jakichkolwiek pytań śmiało piszcie w komentarzach. 

Powodzenia!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

[45] Love, Rosie

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginału: Where Rainbows End
Ilość stron: 510 stron
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 10/10


Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex odważą się ją wykorzystać?

Rosie i Alex są przyjaciółmi od zawsze. Gdy inne dziewczynki bawiły się z dziewczynkami a chłopcy z chłopcami, Rosie i Alex spędzali każdą wolną chwilę razem. I choć jak to bywa w przypadku każdej przyjaźni mieli swoje wzloty i upadki nigdy nie pozwolili, aby to co ich łączy, było tylko wspomnieniem z dawnych lat. Niestety będąc dzieckiem Alex musiał wyjechać z rodzicami do Ameryki zostawiając Rosie samą w Irlandii i choć nadal utrzymywali ze sobą stały kontakt wiedli już zupełnie inne życie. Dodatkowo cała sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy podczas balu maturalnego Rosie zaszła w ciążę i to na dodatek z z Brianem Marudą - chłopakiem znienawidzonym przez nią i Alexa. I gdy inni zastanawiali się nad wyborem studiów oraz imprezowali do białego rana bohaterka, w wieku osiemnastu lat, musiała myśleć już tylko o swojej malutkiej córeczce Katie. Oczywiście mogła liczyć na ogromną pomoc ze strony rodziców, siostry i Alexa wiedziała jednak, że już nic nie będzie takie jak dawniej. A wszystko przez to, że przez jedną głupią pomyłkę podczas rezerwacji przez Alexa biletów lotniczych, by móc udać się na bal z Rosie, dziewczyna musiała wybrała się na imprezę z Brianem Marudą.

"Pokrewne dusze zawsze potrafią znaleźć do siebie drogę."
 
Cecelia Ahern to popularna ostatnimi czasy autorka, która zyskała sławę dzięki między innymi powieści Love, Rosie oraz PS Kocham Cię, na podstawie których powstały wspaniałe ekranizacje. Love, Rosie wyróżnia się zdecydowanie na tle innych powieści, gdyż autorka przedstawiła całą historię bohaterów za pomocą licznych listów, maili, karteczek pisanych pomiędzy bohaterami na lekcjach czy też pocztówek i rozmów na czacie. Początkowo miałam lekki problem z przyzwyczajeniem się do tego, że nie będę miała tu do czynienia z klasycznym stylem pisania książek, gdzie historia opowiadana jest poprzez głównego bohatera czy jakiegoś obserwatora zdarzeń. Jednakże szybko sobie z tym poradziłam i już wkrótce całkowicie przypadło mi to do gusty. Jest to na pewno ciekawy sposób przedstawienia wydarzeń. Dodatkowo, jeśli chodzi o sprawy powiedzmy sobie techniczne, bardzo zaintrygowało mnie to, że autorka przedstawiła w powieści ładnych trzydzieści parę lat z życia bohaterów. Jeszcze nigdy nie miałam do czynienia z czym takim, z reguły czytam książki, gdzie akcja toczy się najwyżej przez kilka lat. Zawsze zastanawiało mnie, co bohaterowie jakiejś konkretnej powieści robią dalej w życiu, jak zmieniają się ich charaktery z biegiem lat oraz życie, do którego zdążyli się przyzwyczaić. W Love, Rosie możemy obserwować jak Rosie i Alex ze zwykłych nastolatków przemieniają się w dorosłych ludzi, dla których nie liczy się tylko to co dotyczy się ich osoby, lecz przede wszystkim dobro rodziny. Jest to z całą pewnością ogromny plus tej powieści.

Tak jak mówiłam prędzej dwójką głównych bohaterów są Rosie oraz Alex. Rosie od zawsze chciała pracować w branży hotelarskiej, uwielbiała bawić się z Alexem w hotel, podkradać małe szamponiki i czepki kąpielowe z odwiedzonych hoteli i podziwiać ich niesamowite przytulne pokoje. Wiedziała, że to czym chciałaby się zajmować w przyszłości to prowadzenie własnego hotelu. Plany jednak pokrzyżowała jej nieplanowana ciąża. Już nie liczyło się to czego ona chce, to dziecko stało się dla niej najważniejsze. Musiała poradzić sobie ze swoim imprezowym charakterem i zająć się kochaną córeczką Katie. Sprawy nie ułatwiał jej fakt, że Brian Maruda - ojciec Katie postanowił nie bawić się w bycie tatusiem i tylko dzięki pomocy rodziców i Alexa Rosie udało się wychować tak wspaniałą osóbkę. Rosie to niezwykle pewna siebie osoba o niesamowitej wyobraźni i poczuciu humoru. Tylko ona potrafiła przedstawić niesamowicie nudną sytuację w tak zabawny i niewyobrażalny sposób. I za to właśnie tak ją polubiłam. Alex natomiast wiedział, że zostanie nikim innym jak lekarzem. Nie raz zmuszał Rosie do zabawy w szpital, gdzie doglądał swojej pacjentki. I choć obiecał Rosie, że nigdy jej nie opuści i zawsze będą razem musiał wyjechać z rodzicami do USA, gdzie jego ojciec dostał wspaniałą posadę. I choć dzieliło ich tyle kilometrów wciąż pozostawali w kontakcie. Wiadomo jednak, że każde z nich miało już inne życie. Gdy Rosie stała się matką,  Alex zawzięcie studiował medycynę i żył prawdziwym studenckim życiem. To on był zawsze tym rozsądniejszym, choć oczywiście i tak zawsze towarzyszył Rosie w jej szalonych przygodach.

Podczas całej książki Rosie i Alex walczą z uczuciami do siebie. Wszyscy w koło wiedzą, że nie są oni sobie obojętni i zdecydowanie jest to coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń. Jednakże bohaterowie jakoś nie dopuszczają do siebie tej informacji, bo przecież jak można zakochać się w najlepszym przyjacielu. A gdy już już jedno zaczęło dopuszczać do siebie tą myśl i zebrało się na odwagę, by wyznać miłość drugiemu nagle wydarzało się coś, co zatrzymywało wszystko i sprowadzało bohaterów do punktu wyjścia. Cały czas, przez całą lekturę czekałam na to, aż bohaterowie w końcu przyznają się co do swoich uczuć i w końcu będą razem, tak jak zawsze powinni być. I gdy już myślałam, że to będzie ten moment jedno z nich albo obleciał strach, albo znalazło sobie partnera, albo co najgorsze brało ślub.

"Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić."

Książka jest pełna emocji, podczas jej lektury nie raz śmiałam się do rozpuku czy płakałam. Najbardziej wzruszającymi momentami, gdzie po porostu emocje całkowicie wyszły u mnie na wierzch był moment śmierci obojga rodziców Rosie. I choć nie mogłam poczuć dokładnie tego co bohaterka i tak bardzo mocno to na mnie wpłynęło. Nie brakowało również wielu zabawnych momentów, głównie w wykonaniu Rosie i jej bujnej wyobraźni (mam tu głównie na myśli jej dialogi z Ruby - jej najlepszą przyjaciółką). Tak więc podczas lektury Love, Rosie z pewnością nie można się nudzić. I tak jak podejrzewałam, teraz ogromnie żałuję, że nie zapoznałam się z tą powieścią prędzej.

Cecelia Ahern wykonała kawał dobrej roboty pisząc tą powieść i już nie mogę doczekać się, gdy w końcu zapoznam się z pozostałymi jej dziełami. Mam nadzieję, że zauroczą mnie tak samo, lub chociaż w podobnym stopniu, jak wspaniała Love, Rosie. To z pewnością książka po którą warto sięgnąć i to nie ważne czy jest się nastolatką czy kobietą po pięćdziesiątce. Dodatkowo posiada masę wspaniałych bohaterów, których po prostu aż chce się poznać i z nimi zaprzyjaźnić. Przyjaźni bohaterowie to na prawdę ważna rzecz w powieściach a tu mamy ich w bród.  Sama z całą pewnością będę wracać do niej niezliczoną ilość razy i polecać każdemu. Z wielką niecierpliwością czekam już na moment, w którym zapoznam się z ekranizacją tej powieści, o której słyszałam już tyle dobrego. Cieszę się, że najpierw zapoznałam się z pierwowzorem i mam nadzieję, że film nie będzie jakąś kompletną katastrofą i w pełni odda to, dzięki czemu zakochałam się w książce. Tak więc podsumowując przeczytajcie ją koniecznie bo to z decydowanie będzie dla was wspaniała lektura, o której nie zapomnicie na bardzo, bardzo długo.

Książka bierze udział w wyzwaniach:




piątek, 12 czerwca 2015

[33] FILMOWO: Do szaleństwa

Tytuł oryginału: Like Crazy

Reżyseria: Drake Doremus

Scenariusz: Drake Doremus, Ben York Jones

Gatunek: Melodramat

Czas trwania: 1 godz. 29 min.

Premiera: 22 stycznia 2011 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Anton Yelchin, Felicity Jones, Jennifer Lawrence, Charlie Bewley

Ocena: 5/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Anna to młoda brytyjska studentka, która uczy się w USA. Pewnego dnia poznaje amerykana Jacoba, który od razu wpada jej w oko. Wkrótce bohaterka zaprasza chłopaka na randkę. Para poznaje się lepiej z dnia na dzień zakochując się w sobie coraz bardziej. Zaczynają spędzać ze sobą każdą wolną chwilę i później nie wyobrażają już sobie, żeby ich życie mogło funkcjonować bez drugiej połówki. Wszystko zapowiada się obiecująco, miłość bohaterów nie zna granic i wydaje się, że już nic nie może ich rozdzielić. Do czasu, gdy Annie kończy się wiza studencka i według obowiązującego prawa bohaterka musi na dwa miesiące wrócić do Wielkiej Brytanii, by po tym czasie móc znów na tych samych warunkach wrócić do Ameryki. Para jednak nie chce się rozstawać i w końcu Anna decyduje się złamać obowiązujące przepisy i zostać w Stanach jeszcze jakiś czas. Gdy w końcu po dwóch miesiącach, przeżytych z dala od Jacoba, Anna chce wrócić do Stanów okazuje się, że łamiąc prawo uzyskała automatyczny zakaz wjazdu na teren USA.


Po film ten sięgnęłam głównie ze względu na Jennifer Lawrence, która jest jedną z moich ulubionych aktorek. Z opisu i trailera spodziewałam się, że Do szaleństwa okaże się być bardzo interesującym filmem o poważnych problemach dwójki młodych, zakochanych ludzi. Przeżyłam jednak spore rozczarowanie.

Głównymi bohaterami Do szaleństwa jest para młodych studentów o dwóch różnych narodowościach, których połączyła wzajemna miłość. Anna to młoda pisarka, dla której ważna jest literatura a swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem. Jacob natomiast interesuje się projektowaniem mebli i właśnie tym chciałby zajmować się po studiach na poważnie. Felicyty Jones oraz Anton Yelchin, którzy to wcielili się w te postacie bardzo dobrze wykonali swoją pracę i do nich nie mam żadnych zastrzeżeń. Podczas oglądania filmu bardzo ich polubiłam. Tak jak mówiłam po Do szaleństwa sięgnęłam głównie ze względu na Jennifer Lawrence, niestety w tym filmie nie mamy z nią zbyt długiej styczności. Przez cały film mamy z nią do czynienia może jakieś 20 minut, a postać którą gra (Sam - pomocnica w biznesie Jacoba, a później jego dziewczyna) pokazuje się bardzo rzadko i w zasadzie nie możemy jej za dobrze poznać. Bardzo tego żałuję, gdyż liczyłam, że zapoznam się z jej kolejnymi odsłonami, a przez tak krótki czas niestety nie miałam za bardzo czego poznawać. Mimo to podobało mi się to, jak zaprezentowała graną przez siebie bohaterkę.


Jeśli chodzi o samą fabułę przedstawioną w filmie to do niej również nie mam żadnych zastrzeżeń. Historia jest bardzo ciekawa i oryginalna. Nie spotkałam się jeszcze z filmem, w którym para zakochanych młodych ludzi musi spierać się z problemem emigracji. Owszem jest dużo pozycji z emigracją w tle, ale takiego jak Do szaleństwa jeszcze nie spotkałam. Dodatkowym plusem jest fakt, iż film nie jest przewidywalna. Podczas oglądania nie raz myślałam już, że wiem jak zakończy się cała historia, a gdy tylko sądziłam, że już nic nie może mnie zaskoczyć wszystko znów się zmieniało. Tak więc fabułę filmu również mogę uznać tutaj za spory atut. To, co mi się tutaj nie podobało sprawiło, że na prawdę dobrze zapowiadający się film zmienił się w jeden dziwny niezrozumiały miszmasz. Mam tu ma myśli sam sposób wykreowania i kręcenia filmu. Ciężko mi jest wytłumaczyć to co mam na myśli, mimo to mam nadzieję, że zrobię to jak najlepiej. Podczas oglądania Do szaleństwa nie raz zdawało mi się, że oglądam po prostu jakiś dokument, lub obserwuję życie zwykłych młodych ludzi - tak jakbym znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co bohaterowie. Innym może by to nie przeszkadzało, ale ja cały czas zastanawiałam się: co to jest? czemu to jest takie dziwne? Zabrakło tu również muzyki. Jestem przyzwyczajona do tego, że w każdy filmie, który oglądam znajduje się muzyka. Bo przyznajmy to szczerze, dzięki muzyce nawet najbardziej błaha scena wydaje się być niesamowicie ekscytująca. To ona odpowiada za emocje, które otaczają nas podczas seansu, to ona sprawia, że płaczemy, wzruszamy się, śmiejemy, czy w końcu czekamy w napięciu, co wydarzy się dalej, oraz czujemy lekki dreszczyk przy oglądaniu horrorów.Tutaj tego nie zauważyłam. Nie oznacza to, że muzyki nie było w tym filmie wcale. owszem była, tylko niestety w tak małych ilościach, że prawie jej nie zauważyłam.


Nie wiem czy to właśnie dlatego film mi się nie podobał, czy są jeszcze inne tego powody. Uważam jednak, że sposób jego przedstawienia kompletnie zabił ducha tej historii. A szkoda, bo fabuła zapowiadała się obiecująco. Sama na pewno nie wrócę już do tej pozycji, lecz tym razem nie będę mówić wam, czy Do szaleństwa warte jest oglądania czy też wręcz przeciwnie. Tym razem pozostawiam tą decyzję wam. Zapoznajcie się z trailerem, przeczytajcie opis i sami zdecydujcie, czy chcecie zapoznać się z tą historią. Ja czuję się ogromnie rozczarowana, a rzadko kiedy mam takie odczucia w stosunku do filmów jakie wybieram.


wtorek, 9 czerwca 2015

Wyniki Wakacyjnego Rozdania!

I oto nadszedł wyczekiwany przez wszystkie osoby, które zgłosiły się do konkursu czas. Tak dzisiaj jest ten dzień, gdzie razem z Emily ogłaszamy wyniki naszego Wakacyjnego Rozdania. Na początku jeszcze chcę powiedzieć, że jesteśmy niesamowicie szczęśliwe, że do rozdania zgłosiło się aż tyle osób, a było was dokładnie 154 osoby. Wszystkim bardzo dziękujemy za aż tak wielkie zainteresowanie, gdyż szczerze mówiąc zupełnie się go nie spodziewałyśmy i trochę nawet obawiałyśmy, że zgłosi się bardzo mało osób. Jednak nie zawiedliście nas i jesteśmy wam za to niesamowicie wdzięczne! Jeszcze raz dziękujemy.


Zanim jednak przejdę do przedstawienia wam wyników, wszystkim zapominalskim i tym, którzy w rozdaniu udziału nie brali przypomnę o co w ogóle chodziło w tym rozdaniu. Zasady były banalnie proste. Przede wszystkim trzeba było wyrazić chęć wzięcia udziału w rozdaniu i być obserwatorem mojego bloga oraz Emily B. - za to był już jeden los.  W sumie to już wystarczyło, gdyż był to jedyny obowiązkowy warunek. Dodatkowe losy można było uzyskać za obserwowanie naszych profili na Google+, naszych fanpage'ów na Facebooku, udostępnieniu informacji o konkursie na Facebooku oraz na swoich blogach. W sumie można było zgarnąć pięć losów. A co było do wygrania? Przygotowałyśmy dla was dwa wspaniałe zestawy - do wyboru jeden z nich. Tak o to prezentują się w całości:


Dobrze więc już nie przedłużając przejdźmy wreszcie do ogłoszenia wyników. Trochę czasu zajęło nam wycięcie tych wszystkich karteczek, ale w końcu udało nam się wylosować dwie osoby.

Pierwszy zestaw, czyli ten z książką Girl Online wędruje do....


Drugi, czyli ten z powieścią Maybe Someday, z której recenzją możecie się zapoznać tutaj, trafia do...


Zwyciężczyniom serdecznie gratulujemy! Tak się akurat złożyło, że wygrała osoba zarówno z bloga Emily, którą nawet ona wylosowała oraz z mojego bloga szczęśliwie wylosowana moją ręką :D

Dziewczynom już piszemy maile z informacją o wygranej i czekamy na wasze adresy nie dłużej niż trzy dni. W innym wypadku losujemy nowego zwycięzcę.

Jeszcze raz gratuluję zaczarowaanej oraz Teresie K, a reszta niech się nie martwi, gdyż już niedługo ruszam z kolejnym konkursem. Tak więc macie kolejną szansę na wygraną. Co prawda książka będzie inna ale również bardzo ciekawa :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

[44] Hellheaven

Autor: Raven Stark
Tytuł oryginału: Hellheaven
Ilość stron: 290 stron
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 6/10

Czy jedna osoba jest w stanie zniszczyć komuś cały świat? Czy potrafi pociągnąć za sobą lawinę, która bez skrupułów ograbi człowieka z jego dotychczasowego życia? Czy psychika nastolatki jest wystarczająco silna, by udźwignąć niespodziewany ciężar?
Camille nigdy nie przypuszczała, że takie pytania będą chodzić jej po głowie. Jednak kiedy na jaw wychodzą przez lata skrywane tajemnice, ktoś porywa jej przyjaciółkę, a rodzice wysyłają ją do szkoły z internatem oddalonej o setki kilometrów od jej rodzinnego domu, Camille zdaje sobie sprawę, że nic nie jest takie, jak jej się do tej pory wydawało.

W Hellhaeven stopniowo odkrywa kolejne sekrety dotyczące nie tylko jej korzeni, rodziny czy znajomych, ale i rzeczywistości, która okazuje się być o wiele bardziej skomplikowana, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby to było, gdyby całe wasze dotychczasowe życie okazało się kłamstwem? Gdyby ci, których uważaliście za swoją rodzinę okłamywali was przez cały czas, a na dodatek rodzice okazali się być kimś zupełnie innym? Gdyby na dodatek wasza najlepsza przyjaciółka nagle zniknęła bez śladu i nie pozostałby po niej żaden ślad, a wasi tak zwani "rodzice" niespodziewanie wysłaliby was Bóg wie gdzie nie tłumacząc nawet dlaczego i na jak długo? Całe znane wam życie zmieniło by się w ciągu jednej sekundy, nikt nie chciałby wam nic wytłumaczyć. Wszystko byłoby jedną wielką tajemnicą. Taka właśnie historia spotkała Camille. Jeszcze niedawno jej życie było takie samo jak innej tradycyjnej szesnastolatki. Dopiero co poznała nowego chłopaka, który wiedział znacznie więcej niż chciał wyjawić. Dziewczyna zostaje wysłana do Hellheaven - dziwnej i nietypowej szkoły z internatem. Jak się okazuje tajemniczy chłopak, który co dopiero przeniósł się do jej szkoły tak na prawdę uczy się właśnie w Hellheaven a przy Camille znalazł się zupełnie nieprzypadkowo. Czy jesteś w stanie uwierzyć świat, który tak dobrze znasz skrywa tyle tajemnic, że nie jesteś ich wszystkich w stanie ogarnąć? Że żyją tu takie stworzenia o których nie miałeś zielonego pojęcia? Witaj w Hellheaven, szkole innej niż wszystkie.

Na książkę tą natknęłam się zupełnie przypadkowo. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że tak szybko uda mi się ją przeczytać z racji tego iż po prostu nie przepadam za powieściami pisanymi przez polskich autorów, a jak się dowiedziałam Raven Stark to pseudonim jednej z młodych polskich autorek. Intrygujący opis sprawił jednak, że coś mnie do tej powieści ciągnęło. Dawno nie czytałam książek o fabule nawiązującej do fantastyki, odzwyczaiłam się już od nich więc nie wiele oczekiwałam po Hellheaven.

Zacznijmy jednak od początku. Główną bohaterką a zarazem narratorką powieści jest Camille - zwykła szesnastolatka niczym nie wyróżniająca się na tle innych dziewczyn w tym wieku. Na co dzień zmaga się z tradycyjnymi dziewczęcymi problemami, spotyka się ze swoją najlepszą przyjaciółką Steph. Nie jest to jednak żadna szara myszka. O nie! Camille nie da sobą pomiatać. Jest pewna siebie, wygadana oraz bystra. Podczas rozwijającej się fabuły bohaterka poznaje swoje prawdziwe życie, dowiaduje się rzeczy, o których nie miała pojęcia, poznaje wspaniałych przyjaciół oraz zakochuje się. Przede wszystkim jednak stara się dowiedzieć prawdy i uratować swoją najlepszą przyjaciółkę. Muszę przyznać, że niekiedy, szczególnie na początku książki Camille strasznie mnie denerwowała i miejscami w ogóle nie mogłam zrozumieć jej postępowania. Z czasem jednak, gdy lepiej poznawałam bohaterkę i starałam się ją zrozumieć lubiłam ją coraz bardziej. Co prawda miejscami nadal miałam ochotę nią potrząsnąć, jednak coraz bardzie rozumiałam jej tok rozumowania. Z pozostałych bohaterów niesamowicie polubiłam postać Maxa. Ostatnio zauważyłam, że mam wielką słabość do bohaterów powieści płci męskiej więc i w tym przypadku nie było inaczej. Max pokazał, że mimo iż z pozoru jest aroganckim i pewnym siebie chłopaczkiem potrafi stać się opiekuńczy, dobry i kochający. Nie zabrakło u niego również niebanalnego poczucia humoru.

Muszę przyznać, że autorka powieści miała na prawdę bardzo ciekawy a zarazem oryginalny pomysł na fabułę. Pierwszy raz spotkałam się z takimi fantastycznymi bohaterami, jakie udało mi się poznać na stronach Hellheaven. Nie podobały mi się pierwsze rozdziały powieści, gdyż były one dla mnie trochę takie chaotyczne i wiele razy nie mogłam połapać się co i jak. Obawiałam się, że będzie tak już przez całą książkę, jednak dalej można powiedzieć styl autorki poprawił się i było wręcz idealnie. Bardzo zaintrygowało mnie zakończenie powieści, które wskazuje na to, że ukaże się kontynuacja. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to kolejna niedokończona seria, gdyż jestem strasznie ciekawa jak dalej potoczą się sprawy z bohaterami Hellheaven. Książkę polecam wszystkim tym, którzy lubią powieści z fantastycznymi bohaterami i mają ochotę pogłówkować trochę nad całą fabułą, bo w towarzystwie Hellheaven z pewnością nie będziecie się nudzić. Mimo drobnych wad jak najbardziej polecam!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję autorce Raven Stark oraz Wydawnictwu Novae Res


P. S. Mam dla was pewną niespodziankę w stosunku do powieści Hellheaven. Więcej informacji znajdziecie wkrótce na fanpage'u bloga.

Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek