środa, 29 czerwca 2016

[16] Książkowe zdobycze czerwca

W czerwcu zaszalałam... i to bardzo! W maju przyrzekłam sobie, że ograniczę swoje książkowe zakupy na czerwiec, jednak jak zapewne bywa to w przypadku niejednego mola książkowego, postanowienia swoją drogą, a utrzymanie ich w praktyce to już inna para kaloszy. No ale powiedzcie sami, jak można się im oprzeć! Jak można wybrać tylko jedną książkę, skoro akurat macie ich do wyboru aż tyle? No więc koniec końców u mnie nie skończyło się na jednej, tylko aż na trzynastu powieściach (niektóre kupione przeze mnie, inne to egzemplarze recenzenckie) i dwóch filmach. Kiedyś, gdy dopiero zaczynałam przygodę z blogowaniem i gdy przeglądałam stosiki innych dziewczyn strasznie dziwiło mnie, jak można w tak krótkim czasie zgromadzić taką ilość książek... no cóż odpowiedź jest bardzo prosta - można! 
Tak oto prezentuje się mój stosik na czerwiec!


Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań Opracowanie zbiorowe [zakup własny]
Gdy tylko pojawiła się informacja, że książka ta ukaże się w Polsce bardzo chciałam ją kupić i po prostu nie wiem, jak to się stało, że dopiero z początkiem wakacji w końcu trafiła ona w moje ręce! Z przeczytaniem jej jednak poczekam sobie do zimy - trochę długo, jednak czytanie jej w takim klimacie myślę, że będzie najlepsze.

Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań Opracowanie zbiorowe [j.w.]
Tutaj już się tak nie zagapiłam. Książka ma po prostu przecudną okładkę, która niesamowicie cieszy oko i przyciąga od pierwszego wejrzenia. Nie mogę się doczekać lektury, która mam nadzieję, będzie równie fantastyczna, co okładka.

Oddam Ci słońce Jandy Nelson [j.w.] recenzja klik
Książkę czytałam już jakiś czas temu, jednak tak ją pokochałam, że koniecznie musiałam ją mieć w swojej biblioteczce. Na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.

♥  Dziewczyna z drużyny Miranda Kenneally [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Pascal]
Okładka jak dla mnie trochę za bardzo cukierkowa, jednak tak jak opis przyciąga uwagę. Zobaczymy jak będzie w czasie lektury.

To skomplikowane. Julie Jessica Park [zakup własny]
Jestem jej niezwykle ciekawa. Powieść zapowiada się bardzo obiecująco.

Mimo moich win Tarryn Fisher [zakup własny]
Jedno z moich czerwcowych must have. Opis książki, jak również cudowna  i bardzo tajemnicza okładka niesamowicie mnie zaciekawiły. Nie wiem, czego mogę się po niej spodziewać, jednak mam nadzieję, że się na niej nie zawiodę.

Podniebny lot R. K. Lilley [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Editio]
Opis bardzo mnie zaintrygował - po Ugly love i jego lotniczym motywem jestem bardzo ciekawa kolejnej powieści utrzymanej w takich klimatach. Może być bardzo ciekawie.

Przekroczyć granice Katie McGarry [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza]
Książka wydaje się być bardzo ciekawa i wciągająca. Myślę, że zabiorę się za nią w najbliższym czasie.

 Silver. Pierwsza księga słów Kerstin Gier [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Media Rodzina]
Książka posiada cudowną okładkę oraz piękne wnętrze. Wydaje się być niezwykle oryginalna. 


Fobos Victor Dixen [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Moondrive] recenzja klik
Z początku wydawało mi się, że książka nie jest dla mnie - zwykle nie ciągnie mnie do tego typu klimatów. Koniec końców niezwykle mi się spodobała. Napisana w niezwykle ciekawy i wciągający sposób.

Heaven. Miasto elfów Christoph Marzi [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza]
Klimatem książka nieco przywodzi mi na myśl Raven Sylvaina Reynarda, która bardzo mnie wciągnęła. Dodatkowo ta fantastyczna okładka!

W samą porę Katarzyna Busłowska [egzemplarz recenzencki od autorki]
Bardzo rzadko, jak nie wcale, zdarza mi się czytać polskie książki. Ta jednak zapowiada się bardzo ciekawie. Liczę, że przekona mnie do częstszego sięgania po naszą rodzimą literaturę.

Konsekwencje namiętności Aleatha Romig [egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Pascal]
Kolejne moje czerwcowe must have. Poprzednia część zakończyła się w taki sposób, że po prostu muszę zapoznać się z jej kontynuacją. Jestem strasznie ciekawa, co autorka w niej dla nas przygotowała!

Naznaczeni Jennifer Lynn Barnes [j.w.]
Połączenie thrillera oraz romansu młodzieżowego wydaje się być niezwykle kuszące. Lubię sięgać po tego typu powieści, a Naznaczeni zapowiada się obiecująco.

DODATKOWO:

 Joy (2015) DVD
Już dawno chciałam obejrzeć ten film z moją ulubioną Jennifer Lawrence w roli głównej i Bradleyem Cooperem na dokładkę. Myślę, że to może być coś wielkiego!

Hobbit. Bitwa Pięciu Armii (2014) DVD
Do pełnej kolekcji brakowało mi jedynie tej części. Jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu udało mi się ją zdobyć, tym bardziej, że kosztowała mnie jedyne trzy złote!

Tak właśnie prezentuje się mój czerwiec, jeśli chodzi o książkowe (i nie tylko) nowości w mojej biblioteczce. Ze wszystkich jestem bardzo zadowolona i wprost nie mogę doczekać się czytania! 
Czytaliście, którąś z tych pozycji? Oglądaliście film? Co polecacie?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

[115] Serce ze szkła


Tytuł oryginału: Herz aus Glas
Autor: Kathrin Lange
Cykl: Serce ze szkła
Tom: 1
Ilość stron: 448 stron
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 9/10

Juli wraz z ojcem pisarzem spędza przerwę świąteczną na wyspie Martha's Vineyars w posiadłości zamożnego wydawcy. Od pierwszej chwili jest zafascynowana małomównym synem właściciela, Davidem. Jego narzeczona, Charlie, niedawni zginęła, spadając z klifu. Juli dzień po dniu stara się zbliżyć do Davida i poznać okoliczności śmierci pięknej Charlie. Jednak ciekawość może doprowadzić ją do obłędu. Wkrótce zaczyna słyszeć głosy, a tajemnicza postać w czerwonej sukni usiłuje zwabić ją na skraj urwiska. Kto próbuje wpędzić Juli w odmęty szaleństwa? Jakie siły sprzysięgły się, by prawda o Charlie nie wyszła na jaw?

Jeśli się zakochasz, umrzesz...
[opis pochodzi z okładki książki]

Juli zostaje zaproszona przez wydawcę swojego ojca do spędzenia wraz z nim świątecznych ferii w jego rezydencji na wyspie Martha's Vineyard. Nie chodzi jednak o beztroskie spędzanie czasu, lecz dotrzymywanie towarzystwa pogrążonemu w depresji Davidowi Bellowi - synowi Jasona Bella - którego narzeczona stała się ofiarą śmiertelnego wypadku. Wszyscy uważają, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek, jednakże David jest przekonany, że to przez niego Charlie rzuciła się z klifu Gay Head. Zarówno Jason Bell, jak i ojciec Juli uważają, że dzięki jej bezpośredniości i pogodzie ducha uda jej się w końcu dotrzeć do chłopaka i sprawić, by otrząsnął się po tragedii, która go spotkała. Jednak Davidowi wcale się ten pomysł nie podoba i od samego początku jest dla niej niezwykle oschły, uprzedzony i gburowaty. Nie ukrywa też faktu, że wcale nie chciał widzieć jej w swoim domu. Z czasem jednak Juli odkrywa, że mimo ogromnie grubego muru, jaki bohaterów wzniósł wokół siebie, czasem udaje się jej przez niego przebić. Nie wie jeszcze jednak, w co tak na prawdę się wpakowała, ani że na rodzinie Bellów ciąży przerażająca klątwa, która z czasem może dotyczyć także jej

Nie raz już wspominałam, że bardzo lubię czytać książki, o których wiem stosunkowo mało, tzn. nie przeglądałam żadnych recenzji na temat książki, jak dotąd nie miałam pojęcia o istnieniu jej autora , nie zagłębiałam się zbytnio w jej fabule - znałam ją tylko i wyłącznie na podstawie opisu z okładki, z którym zapoznałam się stosunkowo dawno. Mówiąc prościej uwielbiam brnąć w nieznane. Mam wówczas otwarty na różne scenariusze umysł i wszystko poznaję z jeszcze większą ciekawością. Nie mam również żadnych uprzedzeń co do fabuły, nie wiem, czego mogę się po niej spodziewać, a co za tym idzie nie rozczaruję się, gdy to, czego od konkretnej powieści się spodziewałam okaże się być zupełnie czymś innym niż to, co koniec końców otrzymałam. Takie właśnie czytanie jest dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. Tak też było w przypadku Serca ze szkła - kiedyś zapoznałam się tylko z jej opisem, który jednak nie zdradzał zbyt wiele. I tym razem jednak przekonałam się, że czasem im mniej wiemy na temat jakiejś powieści, tym większą radość czerpiemy z jej czytania!

W przeciwieństwie do okładki książki, która mimo pewnych mrocznych elementów jest moim zdaniem niezwykle radosna (dzięki temu różowemu kolorowi), środek już od samego początku pokazuje nam, że nie takiej powieści do końca możemy się tutaj spodziewać. Serce ze szkła utrzymana jest w niezwykle tajemniczym, chłodnym i lekko groźnym klimacie, który ja po prostu uwielbiam. Idealnie oddaje to ten fantastyczny charakter książki, który tak bardzo mi się spodobał. Taki klimat nie jest jednak dziełem przypadku - to efekt zamierzony, który doskonale wpasowuje się w fabułę.

Prócz okładki drugim wielkim kontrastem jest tutaj główna bohaterka dzieła Kathrin Lange, a mianowicie Juli. To dziewczyna pełna fantastycznej energii, humoru i niespotykanej radości życia. Jest to jedna z tych bohaterek książkowych, których moim zdaniem po prostu nie da się nie lubić. Mimo bowiem tak wielu pozytywnych cech dziewczyna nie wywyższa się, wręcz przeciwnie uważa się za całkiem normalną i niczym nie wyróżniającą się osobę, co tylko jeszcze bardziej czynie ją niesamowicie przyjazną. W każdym bądź razie nie ma w niej ani grama smutku, czy rozpaczy. Jest więc całkowitym przeciwieństwem pogrążonego w depresji i nienawiści zarówno do siebie, jak i do innych Davida Bella. Bardzo spodobało mi się to, że podczas lektury dostrzegamy, że podczas pobytu w Sorrow (rodzinnej posiadłości Davida) Juli bardzo szybko zaczyna doświadczać właśnie tych uczuć, których w ogóle byśmy się po niej nie spodziewali - uczucie bezradności, smutku, rozpaczy i całkowitej samotności. Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny, a Juli postanawia tą przyczynę odnaleźć.
Nie zdziwiło mnie również, jak bardzo spodobała mi się postać Davida. Powiedział on, że dziewczyny takie jak Juli lubią chłopców z problemami. Myślę, że ja również zaliczam się do tego grona (przynajmniej zgadza się to w przypadku tych książkowych chłopców). Niezwykle spodobała mi się w nim ta tajemnica, którą cały czas starał się ukryć przed wszystkimi ze swojego otoczenia. Doskonale widać, że chłopak cierpi, gdyż ma problem, z którym nie potrafi sobie sam poradzić. Z każdą kolejną stroną, dzięki osobie Juli, poznajemy go też z tej troszeczkę bardziej radosnej strony, co jeszcze bardziej sprawiało, że pałałam do niego coraz to większą sympatią. Stał się on więc kolejnym z moich ulubionych książkowych bohaterów!

No dobrze, ale co tak właściwie kryje w sobie ta powieść? Nie wiem czemu, ale sama cały czas myślałam, że jest to kolejna powieść paranormal romance, gdzie podczas lektury będą towarzyszyć mi istoty nadprzyrodzone różnej maści. Teraz, gdy o tym myślę, nie mam pojęcia, dlaczego właśnie to sobie ubzdurałam. Idąc za tym tokiem myślenia obawiałam się, że książka mi się nie spodoba, gdyż w tego typu powieściach gustowałam kilka lat temu i teraz większość z nich nieco mnie nudzi. Uspokajam więc tych, którzy myśleli podobnie do mnie, to nie jest kolejna powieść, gdzie znów będziemy mieć styczność z istotami paranormalnymi! Jest tu jednak jeden motyw, który w jakimś stopniu nawiązuje troszkę do idei paranormal. Otóż krąży legenda, że Sorrow, a raczej klif Gay Head, na którym posiadłość została zbudowana, został przeklęty przez niejaką Madeline Bower, która w tysiąc osiemset osiemdziesiątym czwartym roku zginęła na pokładzie statku "City of Columbus", który podczas sztormu wpadł na podwodne skały. Wszystko działo się w pobliżu klifów, a że Madeline miała akurat wyjść za mąż przeklęła to miejsce, by nikt już tam nie zaznał miłości. Cała fabuła krąży więc wokół tej legendy oraz postaci Madeline. Bardzo spodobało mi się tu jednak to, że wbrew powieściom paranormal romance, gdzie pojawienie się wampirów, wilkołaków, czy innych jeszcze tego typu stworzeń w naszym życiu jest niezwykle mało prawdopodobne. Tutaj jednak motyw klątwy i duchów może w gruncie rzeczy dotknąć każdego z nasz, co czyni ta powieść moim zdaniem niezwykle wiarygodną. Motyw utrzymany w Sercu ze szkła niezwykle mi się spodobał,a dodatkowo fakt, iż wszystko to autorka oparła na powieści Rebeka jeszcze bardziej tylko mnie zaciekawił.

Jednym z mocnych punktów tej powieści jest niewątpliwie jej zakończenie, które odsłania w końcu wszystkie tajemnice, z którymi cały czas zmagamy się na kartach powieści, byśmy mogli odkryć, że wszystko to, o czym myśleliśmy, że jest prawdziwe, tak na prawdę kryje za sobą coś zupełnie innego, czego z całą pewnością się nie spodziewaliśmy. Osobiście nie dość, że przeżyłam ogromny szok, to jeszcze doznałam mini zawału serca. Ale dlaczego? Tego już wam nie zdradzę, gdyż pozbawiłabym was całej radości z czytania ów książki. Myślę jednak, że ci, którzy mają już za sobą lekturę Serca ze szkła doskonale wiedzą, co mam na myśli!
Spodobał mi się również styl autorki - potrafiła w bardzo prosty i przyjemny sposób przedstawić miejscami nieco zawiłą fabułę, a dodatkowo jej słowa potrafią tak przyciągnąć do siebie czytelnika, że bardzo trudno oderwać się od lektury.

Podsumowując więc, nie spodziewałam się, że Serce ze szkła okaże się być tak fantastyczną książką! Okładka i opis w ogóle nie są w stanie przygotować nas do tego, co znajdziemy w środku, co jak dla mnie jest wręcz idealne. Porusza ona w sobie te klimaty, które osobiście uwielbiam i które za każdym razem sprawiają, że nie mogę się oderwać od czytanej przeze mnie książki - i tym razem otrzymałam coś równie wspaniałego. Czytając cały czas otoczeni jesteśmy niezwykłym klimatem z ogromną dozą tajemniczości. Autorka wykonała na prawdę świetne zadanie tworząc Serce ze szkła. Jak dla mnie książka ta posiada wiele z tych cech, które składają się na fantastyczną książkę - wspaniałych, ciekawych i niezwykle różniących się bohaterów, niebanalną fabułę, nawiązanie do innego dzieła i umiejętne umieszczenie go w całej powieści, idealne wręcz zakończenie no i w końcu ten genialny tajemniczy klimat! Dla mnie jest to prawie definicja ideału.
Z wielką niecierpliwością czekam na moment, w którym będę mogła zapoznać się z kontynuacją powieści i mam nadzieję, że podejdę do niej z równie wielkim spokojem i dystansem, jak do Serca ze szkła. Liczę na to, że się nie zwiodę, gdyż byłaby to wówczas wielka strata.

SERCE ZE SZKŁA:

Za możliwość poznania klątwy Madeline oraz zapoznania się z historią Juli i Davida serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza!

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam Opasłe Tomiska 2016.

czwartek, 23 czerwca 2016

[114] Fobos


Tytuł oryginału: Phobos
Autor: Victor Dixen
Cykl: Fobos
Tom: 1
Ilość stron: 456 stron
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Ocena: 7/10

Odmów... – szepcze mi do ucha cichy głos. – Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz, będziesz cierpiała tak, jak jeszcze nikt dotąd nie cierpiał. Odmów w tej chwili...  

Léonor wchodzi na pokład statku kosmicznego. Doskonale pamięta moment, w którym zobaczyła ogłoszenie o naborze do programu „Genesis”, pierwszego reality show w kosmosie. Sześć dziewczyn i sześciu chłopaków wybranych w ogólnoświatowym castingu ma założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Będą poznawać się podczas sześciominutowych randek, by zdecydować, z kim założą rodzinę, gdy dotrą do celu.  Léonor uważa, że to jej jedyna szansa nie tylko na zdobycie sławy, ale i na lepsze życie. Przez całe dzieciństwo przechodziła od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nie ma nic do stracenia i zamierza rozegrać tę grę po swojemu.
[opis pochodzi z okładki książki]

Po tym, jak nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki zostaje niejaki prezydent Green, kraj postanawia sprzedać prywatnym udziałowcom kilka dotychczasowych państwowych obiektów, aby uporać się z ogromnymi długami. W ten oto sposób powstał pierwszy w ludzkości reality show, którego akcja ma dziać się w kosmosie! Sześcioro młodych kobiet i mężczyzn z całego świata zostało wybranych, aby resztę swojego życia spędzić na Marsie. Podczas podróży do głównego celu uczestnicy programu Genesis będą odbywali ze sobą szybkie, sześciominutowe randki, by pod koniec podróży wybrać sobie wybranka na resztę życia i wziąć z nim ślub. Młodzi astronauci nie wiedzą jednak, że zostali wybrani z jednego ważnego powodu, a ta wielka przygoda życia, którą im obiecano, nie do końca zgadza się z prawdą...

Na samym początku, gdy dowiedziałam się o tej powieści nie miałam zbyt wielkiej ochoty, by się z nią zapoznać. Szczerze jakoś nie przekonywała mnie ta cała kosmiczna idea oraz sam pomysł szybkich randek. Podejrzewam, że pewnie gdyby nie nadarzyła by mi się ku temu okazja, zapewne jeszcze długo zwlekałabym z przeczytaniem ów powieści. Jednak po przeczytaniu już pierwszej strony coś cichutko zaczęło mi podpowiadać, że Fobos może okazać się na prawdę ciekawą i wciągającą książką. Czy moje podejrzenia się sprawdziły?

Fabuła książki przedstawiona jest w bardzo specyficzny i przynajmniej dla mnie bardzo oryginalny i jak dotąd niespotykany sposób. Otóż jest ona podzielona na cztery akty, a każdy z nich dodatkowo składa się z wielu rozdziałów. Prócz tego rozdziały te nie są opowiadane przez wyłącznie jedną osobę. Główną narratorką jest tutaj jedna z bohaterek imieniem Léonor, która prowadzi narrację pierwszoosobową, jednakże historię poznajemy również z perspektywy Sereny McBee, czyli producentki wykonawczej programu Genessis, czy Andrew Fishera - syna jednego z głównych naukowców, który brał udział w tworzeniu reality show. Tych perspektyw jest jeszcze więcej, co wprowadza duże urozmaicenie w powieści. Przyznam się, że z początku mi to trochę przeszkadzało, gdyż jak dotąd nie byłam do końca przekonana do takiego sposobu prezentowania fabuły. Jestem wielką fanką narracji pierwszoosobowych, z którą tutaj spotkałam się w bardzo małym stopniu. Jednakże z czasem przyzwyczaiłam się do tego manewru i dalej stało się to dla mnie bardzo naturalne. Ciekawie czytało mi się książkę przedstawioną w taki niekonwencjonalny sposób. Przekonałam się dzięki temu również, że autor ma na prawdę spory talent, gdyż udało mu się przedstawić fabułę w taki sposób, aby czytelnikowi nie sprawiała ona najmniejszego problemu podczas czytania. Sposób techniczny książki uważam za jak najbardziej udany i zdecydowanie warty uwagi.



"Nie jestem dziką leopardzicą odrzucającą wszystkich mężczyzn - jestem małym kotkiem, który pragnie tylko zwinąć się w ramionach jednego z nich."

Jak wspomniałam wcześniej, główną bohaterką książki jest Francuska Léonor, która postanowiła zgłosić się do udziału w programie Genesis. Bardzo się cieszę, że to właśnie z jej perspektywy mogłam poznać część fabuły, gdyż to właśnie ją z pośród wszystkich uczestniczek polubiłam najbardziej i to również jej najbardziej kibicowałam. Miejscami nie rozumiałam jednak, dlaczego dziewczyna, jak również całe jej otoczenie, tak mocno przeżywa fakt, iż ma ona okropną bliznę na plecach. Nie raz widziałam już w telewizji blizny ludzi poparzonych i choć niektóre były zapewne tak samo paskudne, jak ta, która oszpeciła Léonor, jednakże myślę, że w tym przypadku autor troszeczkę przesadził. Bardzo spodobało mi się jej spokojne i rozważne podejście do całej gry, która rozgrywa się na łamach Genesis. Każda z uczestniczek podchodziła do niego w zupełnie inny sposób, jednakże to właśnie sposób postrzegania Léo przypadł mi najbardziej do gustu. Mogłabym nawet powiedzieć, że był on bardzo zbliżony do tego, jaki myślę, że ja miałabym w takim przypadku. Jeśli chodzi o męską część grupy to tutaj zdecydowanie moim faworytem już od samego początku stał się Marcus. Coś podpowiadało mi, że on również przyciągnie uwagę Léo i na szczęście się nie myliłam. 
W Fobosie występuje na prawdę spore grono bohaterów, jednakże co trzeba przyznać autorowi, wykreował ich wszystkich w naprawdę przemyślany sposób. Każdy z nich jest zupełnie inny i nie ma dwóch identycznych.  Przemyślał ich wszystkich na prawdę szczegółowo i doskonale widać czytając ów książkę. 

Nie da się zaprzeczyć, że fabuła książki jest niezwykle oryginalna. Nie słyszałam jeszcze o żadnym miłosnym reality show, które miałoby odbywać się w kosmosie. Obawiałam się trochę, jak autorowi udało się przedstawić wszystkie te techniczne sprawy związane z podróżą w kosmos, jednak już na początku, zabierając się za fragment, gdzie rakieta z zawodnikami startuje, wszystkie moje obawy uleciały. Victor Dixen zaprezentował to w tak realistyczny sposób, że czytając czułam się, jakbym to ja sama znajdowała się w rakiecie na miejscu Léonor i wyruszała w podróż w jedną stronę na Marsa. Nic nie jest tu zbyt skomplikowane, lecz przedstawione tak ciekawie, aby każdy laik w tej dziedzinie mógł swobodnie wszystko zrozumieć. Autor miał na prawdę świetny sposób na wykreowanie fabuły i udało mu się to fantastycznie. Jedynym momentem, do którego się tutaj przyczepię jest trochę zbyt przeciągająca się fabuła w środkowej części książki - już po przyłączeniu się kapsuł z zawodnikami do statku Cupido, jednakże jeszcze przed dotarciem na Marsa. Głównym wątkiem były wówczas szybkie randki uczestników oraz inne troszkę mniej ważne sprawy, które spowodowały, że miejscami książka bardzo mi się ciągnęła i miałam ją ochotę odłożyć na później. Gdy jednak już przez to przebrnęłam była na prawdę dobrze. 

Wielkim plusem Fobos jest zakończenie powieści, które wzbudza w czytelniku taką ogromną ciekawość, że nie ma innej opcji, jak tylko z niecierpliwością wyczekiwać na dalszą część serii. Ja już wiem, że z całą pewnością sięgnę po kolejny tom, by przekonać się jakie będą dalsze losy tych młodych astronautów. Dodatkowo wielkim urozmaiceniem jest tutaj te kilka ilustracji dotyczących technicznych spraw programy Genesis, które zostały przedstawione w taki sposób, w jaki zostały one zaprezentowane wszystkim widzom. Na ogromny plus zasługuje również okładka książki oraz wizerunki wszystkich bohaterów reality show z dodatkowymi opisami. Dzięki temu możemy poznać wizerunki bohaterów, co mi jak najbardziej się podoba. Za całą oprawę graficzną Fobos na prawdę wielkie brawa!
Czy książkę wam polecam? Oczywiście, że tak! Myślę, że powinny po nią sięgnąć zarówno osoby, które interesują się takim gatunkiem powieści, jednakże i ci, którzy tak jak ja na początku nie są pewni, czy to książka dla nich. Ja już wiem, że był to u mnie strzał w dziesiątkę i mimo tych drobnych wad mogę śmiało powiedzieć, że powieść ta jest na prawdę dobra. Koniecznie więc sięgnijcie po Fobos!

FOBOS:
fobos. tom 1 | fobos. tom 2 | fobos. tom 3

Za możliwość dania szansy Fobos i przekonania się, że czasem warto zmienić swoje przyzwyczajenia serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive/Otwarte!

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam Opasłe Tomiska 2016.

sobota, 18 czerwca 2016

[63] FILMOWO: Do zaliczenia

Tytuł oryginału: The To Do List

Reżyseria: Maggie Carey

Scenariusz: Maggie Carey

Gatunek: Komedia

Czas trwania: 1 godz. 44 min.

Premiera: 9 sierpnia 2013 (Polska), 25 lipca 2013 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Aubrey Plaza, Johnny Simmons, Bill Hader, Scott Porter, Connie Britton

Ocena: 7/10

Klikając na plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Brandy Klark to wzorowa uczennica, która stara się robić wszystko najlepiej jak tylko potrafi. Uważa się za idealny wzór do naśladowania dla każdej dziewczyny w jej wieku, jednakże jej rówieśniczki myślą całkowicie inaczej. Co prawda Brandy kończy liceum z najlepszą średnią i wieloma sukcesami, jednakże jeśli chodzi o chłopców nie ma z nimi najmniejszego doświadczenia. Będąc przemądrzałą i nieco za bardzo sztywną dziewczyną, która w dodatku jest dziewicą, Brandy nie cieszy się zbyt pochlebną opinią rówieśników. Gdy na imprezie z okazji zakończenia szkoły poznaje niezwykle przystojnego Rusty'iego Waters'a postanawia, że to właśnie z nim chce stracić cnotę. Gdy jednak nadarza się ku temu okazja dziewczyna pierwszy raz w życiu nie ma pojęcia, co w tym czasie ma robić. Za radą przyjaciółek postanawia poświęcić wakacje na zdobywaniu doświadczenia z chłopakami, by później oczarować Rusty'iego.


Komedie typu Do zaliczenia mają swoich licznych zwolenników jak i przeciwników. Nie da się ukryć, że niektóre takie filmy są strasznie głupie i mówiąc po prostu odrażające, jednakże jedno, co mogę powiedzieć o Do zaliczenia to to, że jest ona niezwykle dobrze przemyślana i świetnie przedstawiona, a to z całą pewnością różni ją od innych komedii. 

Główną bohaterką filmu jest dość specyficzna dziewczyna - Brandy Klark. Jej ulubionym zajęciem jest nauka i to właśnie ją przedkłada ponad wszystko. Zawsze stara się mieć jak najlepsze stopnie i wciąż świecić przykładem. Nigdy nie kłamie, mówi rodzicom wszystko i nie traci swojego cennego czasu na głupawych imprezach, gdzie główną atrakcją jest alkohol  i przypadkowy seks. Można by powiedzieć, że ideał, jednakże uwierzcie mi, w praktyce i to jeszcze w wykonaniu Brandy wychodzi to niezwykle zabawnie i... dziwnie.


Choć jak mówiłam Brandy jest bohaterką dość specyficzną po prostu nie da się jej nie lubić! Z każdą kolejną minutą filmu zmienia się, choć z sama tego w ogóle nie zauważa. W jej postać wcieliła się niejaka Aubrey Plaza, której jak dotąd nie miałam jeszcze przyjemności poznać, jednakże swoją rolą w Do zaliczenia zachęciła mnie do swojej gry - z pewnością sięgnę po inne filmy z jej udziałem. Aubrey idealnie zaprezentowała nam postać Brandy, gdyż tak właśnie czytając opis produkcji wyobrażałam sobie tą dziewczynę. Z całą pewnością nikt nie zrobił by tego lepiej. 

Prócz fantastycznej osoby Brandy w tym filmie znajdziemy jeszcze wiele innych do bólu zabawnych postaci, jak chociażby jedna z moich ulubionych, czyli niezapomniany Willy (grany przez Billa Hadera). Ma on fantastyczne i dość specyficzne poczucie humoru, a jego teksty nie raz rozbawiały mnie do łez. Oczywiście Willy ma również drugą twarz, tą bardziej spokojną i lekko niepewną siebie, którą również udało nam się poznać.


Co do fabuły wydaje się ona być dosyć przeciętna, jednakże została przedstawiona w taki zabawny i fantastyczny sposób, że spodoba się zapewne niejednemu. Twórcy filmu doskonale wiedzieli co robią - mieli obmyśloną koncepcję i zawzięcie się jej trzymali. Dzięki temu udało im się stworzyć coś na prawdę dobrego za co zdecydowanie należy im się ogromny plus.

Podsumowując więc, choć z pozoru może wydawać się inaczej Do zaliczenia to na prawdę świetny film. Wciąga już od pierwszej sekundy i przez cały czas bawi widza do łez. Sama byłam nieźle zaskoczona, gdy oglądałam go pierwszy raz, że aż tak bardzo mi się spodobał. Od tamtego momentu produkcję tą widziałam już kilka razy i z całą pewnością jeszcze nie raz będę do niej wracać. Jak najbardziej polecam!


środa, 15 czerwca 2016

[113] Ugly love

Tytuł oryginału: Ugly love
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 344 strony
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 8/10

Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.   

Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.  

Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać…

Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.
[opis pochodzi z okładki książki]

Tate - studentka pielęgniarstwa - po ostatnim zakończonym związku, wprowadza się do mieszkania swojego brata. Jest to rozwiązanie tymczasowe do chwili, gdy dziewczyna będzie wstanie znaleźć coś własnego. Gdy dziewczyna przyjeżdża do mieszkania znajduje przed drzwiami śpiącego młodego mężczyznę, którego początkowo stara się ominąć. Ten jednak bardzo skutecznie uniemożliwia jej dostanie się do środka. Szybko okazuje się jednak, że ów upity do granic możliwości mężczyzna to przyjaciel i sąsiad brata Tate - Miles. Dziewczyna pomaga dostać mu się do mieszkania jej brata Corbina, przez co jest świadkiem całkowitego załamania się chłopaka. Gdy następnego dnia Tate widzi się z Milesem ten zachowuje się jakby wczorajsze wydarzenia w ogóle nie miały miejsca. Jednakże już od samego początku widać, że coś ich do siebie ciągnie. Pozostaje jedynie pytanie, czy wydarzenia z przeszłości nie popsują przyszłości?

Nie da się ukryć, że Ugly love to jedna z najbardziej oczekiwanych powieści Colleen Hoover. Sama również czekałam na nią z ogromną niecierpliwością. Po zapoznaniu się z Hopeless (recenzja klik) wiedziałam, że koniecznie muszę sięgnąć po kolejne powieści autorki i to bez wyjątku. W między czasie zapoznałam się z wieloma licznymi bardzo pochlebnymi recenzjami i opiniami na temat Ugly loce, co jeszcze bardziej wzmagało moją ciekawość. Czy jednak mogę sama powiedzieć, że i mi książka ta podobała się tak bardzo, że nie wyobrażam sobie bez niej życia? No cóż...

Głównymi bohaterami powieści są Tate oraz Miles - teraźniejszość poznajemy za pomocą Tate, natomiast swoją przeszłość, czyli poprzedni związek, przedstawia nam Miles. Już od pierwszych stron niesamowicie polubiłam tą dwójkę i kibicowałam im z całych sił. Zapewne tak, jak było to w przypadku Tate, Miles przyciągnął mnie do siebie tą swoją zdystansowaną sylwetką - nutką tajemniczości, która zapewne kryła za sobą wiele nieprzyjemnych wspomnień. Mam ogromną słabość do tego typu bohaterów, więc wcale nie dziwi mnie to, że tak bardzo mi się on spodobał. Pikanterii dodaje również fakt, iż zarówno on, jaki i Corbin, Ian oraz Dillon to piloci. Przyznajcie sami - raczej niespotykany motyw w NA. Również Tate bardzo łatwo udało się zyskać moją sympatię. Nie była to kolejna szara myszka, która kompletnie nie wie tego, że może podobać się przystojnym facetom. To znająca własną wartość dziewczyna, która nader wszystko stara się robić to, na czym bardzo jej zależy. Choć często udaje twardą, tak naprawdę jest jednak niezwykle delikatna i wrażliwa. 

Co do fabuły powiem tak... było fajnie, jednak koniec końców nie wzbudziła ona we mnie zbyt wielkich fajerwerków. Książka posiada wiele na prawdę ciekawych i wciągających momentów, jednakże nie na tyle interesujących, żebym nie mogła bez tej powieści żyć. Cały czas po prostu odnosiłam wrażenie, że czegoś tu brakuje - chociaż sama nie umiem w ogóle powiedzieć, czego. Ciekawym motywem było dla mnie spotykanie się Milesa i Tate tylko ze względu na seks bez zobowiązań. Niewykluczone było oczywiście to, jaka relacja zajdzie później pomiędzy bohaterami, jednakże mi bardzo się to spodobało. Jednak tak jak mówię, choć było bardzo fajnie, raczej wielkiego szału nie było. Jednym z plusów fabuły był dla mnie jednak moment, gdy w końcu tajemnica Milesa wyszła na jaw - przyznam się, że choć domyślałam się, co mogło w jego życiu się stać i tak koniec końców przeżyłam ogromny szok.
Co do stylu autorki - nie mam tutaj najmniejszych zastrzeżeń. Colleen Hoover pisze wspaniale i to mam nadzieję nigdy się nie zmieni.

Podsumowując więc, mocno zawiodłam się na Ugly love. Książka mi się podobała i to nawet bardzo, jednakże nie na tyle, abym nie mogła przestać o niej myśleć. Miała na prawdę wiele wspaniałych momentów, a z głównymi bohaterami niezwykle się zaprzyjaźniłam, jednakże na tym by było koniec. Jest mi bardzo smutno z tego powodu, gdyż po wcześniejszych doświadczeniach z twórczością Hoover oczekiwałam czegoś o wiele wiele lepszego. Zdecydowanie jednak nie porzucam tej powieści i z wielką niecierpliwością czekam na jej ekranizację, która zapowiada się bardzo interesująco. A czy książkę polecam? ... Tak. W końcu zdecydowanie nie zalicza się ona do tych najgorszych.

wtorek, 14 czerwca 2016

[112] Miasto cieni

Tytuł oryginału: Hollow City
Autor: Ransom Riggs
Cykl: Pani Peregrine
Tom: 2
Ilość stron: 460 stron
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 8/10

Niepowtarzalna podróż, która rozpoczęła się w Osobliwym domu pani Peregrine, trwa. Jacob Portman i jego nowi przyjaciele wyruszają do Londynu, stolicy osobliwego świata. Liczą na to, że znajdą tam pomoc dla ukochanej dyrektorki, pani Peregrine, uwięzionej w ciele ptaka. W ogarniętym wojną mieście czekają ich jednak liczne okropne niespodzianki. Zanim Jacob zapewni bezpieczeństwo osobliwym dzieciom, musi podjąć ważną decyzję w kwestii swojej miłości do Emmy Bloom.
Miasto cieni to książka o niezwykłym świecie telepatii i pętli czasowych, o pokazach w lunaparkach i istotach umiejących przybierać inne formy. Nie brakuje w niej dorosłych "osobliwców", śmiertelnie niebezpiecznych upiorów oraz niesamowitej menażerii niepowtarzalnych zwierząt. Podobnie jak poprzednia książka z serii o osobliwych dzieciach, Miasto cieni łączy fantazję z niepublikowanymi dotąd dawnymi zdjęciami, tworząc jedyną w swoim rodzaju, niezapomnianą lekturę.
[opis pochodzi z okładki książki]

Po tym, jak dzieciom udało się odbić panią Peregrine, uwięzionej w ciele ptaka, bohaterowie zmuszeni są wyruszyć w podróż, by odszukać jedną z ymbrynek, która pomoże ich wspaniałej dyrektorce powrócić do dawnej postaci. Niestety tak się składa, że większość z kobiet została uprowadzona przez wstrętne upiory, mające na celu wykorzystać moce bohaterek w swoim własnym złym celu. Dzieci nie dają jednak za wygraną. Nie straszna im przerażająca przeprawa przez wzburzone morze, ani brnięcie przez otoczone wojną miasto. Mają tylko jeden cel - pomóc pani Peregrine zanim będzie za późno, a czas mija bardzo szybko. Czy grupce z pozoru zwykłych, jednakże nad wyraz osobliwych dzieci uda się przedrzeć przez chordy okropnych i niebezpiecznych głucholców? Co zrobią, gdy dotrą już do celu?

W Mieście cieni wyruszamy na dalszą wspaniałą, jak i niezwykle niebezpieczną podróż u boku Jacoba oraz innych niedawno poznanych przez niego osobliwych dzieci, które w bardzo szybkim tempie stały się jego rodziną. Już od pierwszych stron książki czeka na nas wspaniała akcja od której nie można się oderwać. Naszą kolejną wspólną przygodę zaczynamy dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zakończyła się ona w Osobliwym domu pani Peregrine (recenzja klik). W przypadku kontynuacji nie zawsze się to zdarza - czasem autor przenosi nas nieco dalej, a to co działo się w międzyczasie poznajemy na podstawie wspomnień głównego bohatera. Osobiście uwielbiam, gdy akcja rozpoczyna się najlepiej jeszcze tymi samymi słowami, jakimi się zakończyła lub po prostu tym samym wątkiem. Tutaj to otrzymałam, dzięki czemu już od pierwszych stron kontynuacji autor zasłużył jak dla mnie na ogromnego plusa. 

W dalszym ciągu całą historię poznajemy za pośrednictwem Jacoba Portmana, który jeszcze niedawno nie miał zielonego pojęcia o istnieniu osobliwych dzieci, o których słyszał tylko i wyłącznie w licznych opowieściach swojego zmarłego dziadka. W Mieście cieni bardzo łatwo idzie dostrzec, jak stopniowo zmienia się jego charakter - z zaciekawionego i lekko zagubionego chłopaka, który dopiero co poznaje swoje osobliwe zdolności, staje się niezwykle odważnym młodzieńcem, na którego barkach spoczywa ochrona osobliwych dzieci przed pojawieniem się głucholców. Wie, że choć dopiero poznaje ten tak bardzo obcy dla niego świat, jednakże dzieci na niego liczą, a ich zaufania z całą pewnością nie chciał by zawieźć. Na stronach powieści możemy jeszcze bardziej poznać wszystkie osobliwe dzieci, które mieliśmy przyjemność poznać w Osobliwym domu... Dowiadujemy się między innymi o ich przeszłości - opowiadają, jak odkryły swoje osobliwe moce, jak zareagowały na to ich rodziny oraz w jaki sposób znalazły się pod opieką Ptaszyska. Prócz tego jednak poznajemy wiele nowych ciekawych osobliwych postaci, w tym również osobliwe zwierzęta! Jeśli chodzi więc o bohaterów z pewnością nie ma się tu co nudzić, gdyż do poznania ich mamy na prawdę wielu.

W pierwszej części serii przebywaliśmy tylko i wyłącznie na wyspie (nie licząc oczywiście momentu, w którym Jacob mieszkał jeszcze w Ameryce), zmieniał się tylko czas. Tutaj natomiast nie dość, że wędrujemy po różnych pętlach czasowych razem z bohaterami opuszczamy ich jak dotąd bezpieczne schronienie i coraz bardziej przesuwamy się w głąb kraju, by w końcu dotrzeć do samego Londynu. Bardzo spodobało mi się to, jak Ransom Riggs umiejętnie przedstawił nam wszystkie występujące pętle. Zrobił to w taki sposób, że czytając w wielu miejscach czułam się, jakbym to ja sama była w tych miejscach. Wkroczyliśmy tam w okropne czasy wojny, które autor odwzorował niezwykle realistycznie i ciekawie. W książce nie mogło zabraknąć oczywiście wspaniałych i niezwykle osobliwych fotografii, które stały się już sercem całej serii. Po raz kolejny autor zaskoczył mnie doborem wszystkich fotografii, w które wpatrywałam się niczym zaczarowana i po prostu nie mogłam oderwać od nich wzroku. Aż wierzyć się nie chce, że wszystkie te zdjęcia są prawdziwe! Zapewne mówiłam to już w przypadku poprzedniej części serii, ale powtórzę to jeszcze raz - gdyby w książkach zabrakło ów zdjęć, nie byłaby to już ta sama historia.

Miasto cieni to niezwykle udana i bardzo wciągająca kontynuacja tak świetnie zapowiadającej się serii o losach osobliwych dzieci z domu pani Peregrine. Ransom Riggs potrafił stworzyć ten fantastyczny klimat, który podczas lektury towarzyszy czytelnikowi, jednak co najważniejsze - udało mu się go utrzymać. Niepowtarzalny styl autora urzeka już od pierwszych stron, a dalej w ogóle nie można się od niego oderwać. Czytając przenosimy się w całkowicie inny i obcy nam świat, który w gruncie rzeczy może mieć miejsce w tym dobrze nam znanym życiu. Mi Miasto cieni podobało się nieco mniej, niż Osobliwy dom pani Peregrine, jednak wcale nie oznacza to, że książka była zła. Wręcz przeciwnie! To niezwykle cudowna opowieść, która z całą pewnością spodoba się i tym troszkę mniejszym, jaki tym już całkiem dorosłym. Co do tego nie mam wątpliwości. Pozostaje mi jedynie czekać na trzecią cześć serii, która mam nadzieję, ukaże się w Polsce jak najszybciej!

PANI PEREGRINE:

Za możliwość poznania dalszych losów tych niezwykłych i osobliwych dzieci z Jacobem na czele serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina!

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam Opasłe Tomiska 2016.

czwartek, 9 czerwca 2016

[1] Playlist by Katherine: Best Male Voices


Długo myślałam o tym, jakie posty muzycznie miałabym dla was przygotować, abyście jak najchętniej do nich zaglądali. Jak już wiele razy wspominałam tworzenie takich wpisów sprawiało mi zawsze wielką radość (mimo tego, że czasem się załamywałam tym, że jednak nie jesteście z nich zadowoleni) i po dłuższej przerwie doszłam do wniosku, że jednak nie chcę z nich rezygnować. Dzisiaj więc przychodzę do was z pierwszym, zmienionym postem muzycznym, a mianowicie ruszam z serią Playlist by Katherine! O co w niej chodzi? Otóż co jakiś czas (nie chcę się sztywno trzymać terminów) będę prezentowała wam jakąś tematyczną playlistę stworzoną oczywiście z moich ulubionych kawałków - dzisiaj na przykład przychodzę do was z playlistą Best Male Voices, gdzie myślę, że domyślacie się, iż wątkiem przewodnim będą tutaj moje ulubione męskie wokale. Będę się starać, aby każda kolejna wymyślona przeze mnie tematyka była dla was bardzo interesująca i sprawi, że mimo wszystko będziecie chcieli jej posłuchać. Śmiało możecie również podsuwać wasze tematy na jakąś playlistę - na pewno coś z tego wykorzystam! 

Koniecznie dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o takiej formie postów muzycznych!

Męski wokal.... no dziewczyny, powiedzcie, która z was nie ma jakiegoś swojego ulubionego!? Ja sama mam z co najmniej trzy takie najukochańsze męskie wokale, których nigdy nie mam dość. No powiedzmy sobie szczerze... jak można oprzeć się temu przeszywającemu każdą część naszego ciała głosu, który sprawia, że już nic innego w danym momencie nie ma dla nas żadnego znaczenia. Zasłuchujemy się tylko w nim, a każda trwająca sekunda staje się godziną, która mimo wszystko bardzo szybko mija... Tak, zgadliście, jestem wielką fanką męskich wokali. Największą słabość mam oczywiście do tych w wersji brytyjskiej (no jak można ich nie kochać!?) i to ich jest tu chyba najwięcej, jednakże znalazło się też kilku amerykanów i chyba jeden fin :D Playlistę, którą dla was dzisiaj przygotowałam, dedykuję więc najbardziej wszystkim kobitkom. Mam nadzieję, że w towarzystwie tylu wspaniale brzmiących chłopaków, spędzicie miło czas! Poniższa grafika przeniesie was do playlisty przygotowanej na YouTube (a pod tymi linkami możecie posłuchać jej również na Deezer oraz Spotify). Dodam tylko, że oczywiście to nie są wszystkie moje ulubione wokale, lecz te, które podczas tworzenia tej playlisty przyszły mi na myśl.



środa, 8 czerwca 2016

[111] Wybierz mnie

Tytuł oryginału: Because of Low
Autor: Abbi Glines
Cykl: Sea Breeze
Tom: 2
Ilość stron: 384 strony
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 8/10

Jedna dziewczyna
i dwóch mężczyzn...
Kto zdobędzie jej serce?
Low pragnie miłości i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma domu, swój świat mieści w jednej małej walizce. Jedyne, co jej zostało, to młodzieńcza przyjaźń z Cage'm, który czuje do niej coś więcej. Może w przyszłości Low zostanie jego żoną?
Marcus czerpie z życia pełnymi garściami. Jednak kryzys w małżeństwie rodziców zmusza go do powrotów ze studiów. Wynajmuje pokój w mieszkaniu Cage'a, w którym często nocuje Low. Gdy widzi ją po raz pierwszy, całkowicie traci dla niej głowę. I to z wzajemnością! Jednak nieoczekiwana informacja załamuje ich świat...
Marcus czy Cage - kogo wybierze Low?
Jaki wpływ na ich życie będzie miała tajemnicza wiadomość?
[opis pochodzi z okładki książki]

Marcus musiał w końcu pogodzić się z tym, że Sadie zamiast niego wybrała Jaxa Stone'a. Jak dotąd, w świecie studenckich problemów, szło mu to całkiem nieźle. Niestety w jego rodzinie mają miejsce coraz poważniejsze problemy pomiędzy rodzicami i to Marcus musi stać się tym, który będzie w stanie zaopiekować się zranioną matką i zrozpaczoną siostrą. Nie pozostaje mu więc nic innego tylko powrót na jakiś czas w swoje rodzinne strony. Dzięki znajomościom udaje mu się znaleźć pokój u Cage'a - którego ulubione i chyba jedyne zajęcie to spędzanie czasu w towarzystwie licznych ślicznotek w ich łóżkach. Marcus nie wie jednak, że prócz niego i Cage w mieszkaniu często mieszka jeszcze jedna osoba, osoba, która całkowicie wywróci jego życie do góry nogami...

Willow miała bardzo trudne dzieciństwo. Dorastała w dzielnicy, gdzie na szacunek trzeba było sobie zapracować. Dodatkowo wszystkich, których kochała postanowili ją opuścić, zostawiając ją zupełnie samą. Jedyną osobą, która zawsze stała przy jej boku i na którą zawsze mogła liczyć była Cage. To on stał się tym jedynym stałym punktem w jej życiu, to do niego mogła zawsze przyjść, gdy potrzebowała się przed kimś wyżalić. On zawsze jej wysłuchał, zawsze stał przy niej. Był jej jedynym przyjacielem. Gdy jednak Low poznała nowego współlokatora Cage wszystko zaczęło się powoli zmieniać. On okazał się być niezwykle miły, uroczy, pomocny i szczerze zainteresowany tym wszystkim, co się z nią wiązało. Jednak czy osoba pochodząca z całkiem innych kręgów niż ona będzie potrafiła ją zrozumieć?

Sięgając po kontynuację powieści Oddychaj mną (recenzja klik) obawiałam się mocno, że nie spodoba mi się ona w takim samym stopniu, jak to było z jej poprzedniczką. W oddychaj mną zakochałam się w głównych bohaterach oraz ich cudownej historii, a w Wybierz mnie miałam towarzyszyć Marcus'owi, którego poznałam już wcześniej. Przyznam się szczerze, że nie za bardzo lubię takie serie, gdzie w każdej kolejnej części występuje innych bohater (gdzie oczywiście wszyscy z nich się znają). Mocno przyzwyczajam się do tych, których mam okazję poznać jako pierwszych i akurat w tych kwestiach bardzo ciężko mnie zadowolić. Jednakże już pierwsze strony Wybierz mnie pokazały mi, że może ta książka nie jest wcale taka zła jak myślałam i że ku mojemu zaskoczeniu może mi się nawet spodobać bardziej niż pierwsza część!

Jak wspomniałam tym razem historia dotyczy Marcusa, który w Oddychaj mną konkurował z fantastyczną gwiazdą rocka Jaxem Stonem o serce Sadie. Walkę niestety przegrał i musiał zrobić coś, aby złagodzić nieco ból, który temu wszystkiemu towarzyszył. Jak jednak wiemy, nieszczęścia chodzą parami, dlatego Marcus musiał bardzo szybko otrząsnąć się ze swoich problemów, by po zdradzie ojca stać się opoką dla swojej młodszej siostry i matki. Wcześniej nie zwracałam zbyt wielkiej uwagi na postać Marcusa. Owszem okazał się być dla Sadie na prawdę fantastycznym przyjacielem, który gotów był ją zawsze wspierać, jednak sama autorka nie przedstawiła go wówczas w pełnej krasie. Dzięki temu jednak, że stał się on głównym bohaterem kolejnej części serii Sea Breeze, mogliśmy dokładniej się mu przyjrzeć, poznać uczucia jakimi obdarza Sadie oraz Jaxa i po prostu dowiedzieć się, co tak na prawdę siedzi w jego głowie. I to moim zdaniem było jak najbardziej udane doświadczenie, bo okazał się on być niezwykle uroczym i opiekuńczym głównym bohaterem. Po prostu nie dało się go nie lubić.
Nie mogło zabraknąć tu jednak osoby, która na dobre wymazałaby Marcusowi wspomnienie Sadie i która całkowicie zawładnęła by jego sercem. Mowa oczywiście o Low - tajemniczej, jednakże bardzo otwartej i odważnej dziewczynie, która niestety pod tą otoczką skrywa bardzo zranioną duszę. I tutaj również bohaterka ta niezwykle mi się spodobała, a spędzanie z nią czasu okazało się być na prawdę przyjemne. Cały czas głośno dopingowałam tym właśnie bohaterom, by w końcu mogli odnaleźć tak bardzo potrzebne im szczęście.

Abbi Glines swoją książką znów potrafiła niesamowicie mnie zainteresować - śmiało mogę powiedzieć, że nie mogłam oderwać się od lektury. Początkowo wydawało mi się, że nic nie jest w stanie przebić już tego, co tak bardzo spodobało mi się w Oddychaj mną, a tu autorka znów mocno mnie zaskoczyła, bo wydaje mi się, że stworzyła coś jeszcze lepszego. Aż boję się pomyśleć, co przyniosą ze sobą kolejne jej powieści. Jej lekki, jednakże mocno przemyślany styl po raz kolejny niesamowicie mnie urzekł i sprawił, że tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Abbi Glines to jedna z najlepszych autorek w swojej dziedzinie. Sprawia, że z pozoru zwyczajna historia potrafi stać się na tyle ciekawa, aby przyciągnąć do siebie nie jednego czytelnika.

Myślę, że nie muszę mówić, jak bardzo spodobała mi się powieść Wybierz mnie, bo zachwytów na jej temat było już tutaj nie mało. Zdecydowanie jednak książka ta, jak i sama autorka, mocno sobie na to wszystko zasłużyła. Odwaliła kawał na prawdę świetnej roboty tworząc kolejną wzruszającą i mocno chwytająca za serce powieść. W jej towarzystwie przeżywałam istny kalejdoskop uczuć, a to chyba mówi samo za siebie. Wybierz mnie to przecudna powieść, którą polecam gorąco każdemu fanowi tego gatunku. Sprawiła ona, że seria Sea Breeze powoli staje się jedną z moich ulubionych serii i pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że kolejne jej części tego nie zmienią. Polecam!

SEA BREEZE:
oddychaj mną | wybierz mnie | ocal mnie | dotknij mnie| zatrzymaj mnie | misbehaving | bad for you | hold on tight | until the end

Za możliwość zapoznania się z kolejną romantyczną historią z Sea Breeze gorąco dziękuje Wydawnictwu Pascal!

wtorek, 7 czerwca 2016

[62] FILMOWO: Królewna Śnieżka

Tytuł oryginału: Mirror Mirror

Reżyseria: Tarsem Singh

Scenariusz: Melissa Wallack, Jason Keller, Marc Klein

Na podstawie: Jacob Grimm; Wilhelm Grimm "Królewna Śnieżka"

Gatunek: Fantasy, Komedia

Czas trwania: 1 godz. 46 min.

Premiera: 16 marca 2012 (Polska), 15 marca 2012 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Lily Collins, Julia Roberts, Armie Hammer, Nathan Lane

Ocena: 7/10

Klikając w plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com

Po śmierci żony, Król postanawia powtórnie się ożenić. Niestety niedługo po tym ginie w tajemniczym wypadku, a opieka nad jego jedyną córką spada na jej macochę. Królowa jest jednak bardzo zazdrosna o dziewczynę, dlatego przez większość jej życia więziła ją w jednej z pałacowych wierz. Cały czas powtarzała jej jednak, że robi to wszystko, aby ją chronić przed okrutnym złem, które może spotkać ją na wolności. W międzyczasie Królowa wygnała z miasteczka wszystkich tych, którzy według niej wyglądem nie pasowali do jej wizji. Pewnego razu Śnieżka odkrywa, że poprzez rządy macochy jej poddani pogrążeni są w ogromnym głodzie i biedzie. Dodatkowo dowiaduje się, że tak na prawdę to ona jest prawowitą Królową, a nie jej przybrana matka. Wściekła Królowa rozkazuje swojemu słudze Brighton'owi wyprowadzić Śnieżkę do lasu i tam ją zabić. Dziewczynie jednak udaje się ujść z życiem i trafia do chatki krasnoludków, gdzie później razem z nimi postanawia walczyć przeciwko złej Królowej.


Królewna Śnieżka to bardzo ciekawie zmodyfikowana wersja znanej każdemu historii o ślicznej dziewczynie, która poprzez ugryzienie zatrutego jabłka zapada w głęboki sen, z którego może obudzić ją tylko pocałunek prawdziwej miłości. W tej wersji jednaj Śnieżka bardzo szybko dowodzi, że nie jest jakąś tam słabą dziewczynką, lecz silną i odważną kobietą, która gotowa jest walczyć o prawdę i dobro swoich poddanych. Twórcy filmu mieli moim zdaniem bardzo dobry pomysł na przedstawienie swojej wersji tej słynnej baśni, gdzie efekt końcowy wcale nie będzie aż tak bardzo odbiegał od oryginału. Mimo tych na prawdę widocznych różnic, których w filmie jest sporo, spokojnie można dostrzec jeszcze całą tą idee historii Śnieżki, która przyciąga cały czas do siebie widzów z różnych pokoleń.


W postać ślicznej Śnieżki wcieliła się tutaj Lily Collins, którą widziałam jak dotąd jedynie w filmie Love, Rosie (recenzja klik) oraz Dary Anioła: Miasto kości. Bardzo spodobała mi się właśnie w tej pierwszej ekranizacji, gdzie pokazała się z bardzo przyjemniej, uroczej, zabawnej i delikatnej strony. Niezwykle mnie to zaciekawiło i bardzo się cieszę, że wcielając się w postać Śnieżki Lily Collins umieściła w niej całą tą kwintesencję swojego uroku. Uważam więc, że jej wybór do wcielenia się w postać głównej bohaterki był jak najbardziej udany. Bardzo spodobały mi się również postaci wszystkich siedmiu karłów, z którymi później spotkała się Śnieżka. Mieli oni za zadanie wprowadzić do ekranizacji atmosferę żartów i dobrego humoru i mogę śmiało powiedzieć, że to im się udało.


Jak wspominałam wcześniej mi osobiście bardzo spodobało się to, że ta wersja Królewny Śnieżki w jakiś sposób odbiega od oryginału. Wydaje mi się, że gdyby zachowaną całą jej fabułę taką jaką znamy wszyscy, film był by raczej nudny i przeciętny, a tak dzięki temu powiewowi świeżości możemy zobaczyć, jak potoczyłaby się cała akcja, gdyby Śnieżka okazała się tą silną i pewną siebie kobietom. Mieszane uczucia mam jedynie do postaci Złej Królowej, w którą wcieliła się Julia Roberts. Nie dotyczy to samej aktorki, lecz ogólnie tej właśnie postaci. W wielu momentach działała mi ona na nerwy przez co nie zapałałam do niej zbyt wielką sympatią, jednak to chyba dobrze, w końcu to ta negatywna bohaterka!


Całą ekranizację uznaję za jak najbardziej przyjemną. Miło mi się ją oglądało, często śmiałam się z kwestii bohaterów, a w samą akcję niesamowicie się wciągnęłam. Film ten niedawno oglądałam już drugi raz, jednak tak samo jak za pierwszym razem wciągnęła mnie jego fabułą i ponownie zachwyciły te same rzeczy, na które uwagę zwróciłam poprzednio. Sądzę więc, że jak najbardziej warto zapoznać się z tym filmem, bo z całą pewnością nie jednemu z was się on spodoba. Ja nie żałuję i mam nadzieję, że z wami będzie tak samo. Jednym słowem, polecam!


poniedziałek, 6 czerwca 2016

[110] Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych

Tytuł oryginału: Dejar de amargarse para ImPerfectas
Autor: Lucía Taborada
Ilość stron: 216 stron
Wydawnictwo: Feeria
Ocena: 5/10

Czujesz, że wszyscy wokół doskonale sobie radzą, a Tobie ciągle coś nie wychodzi? Że koleżankom udaje się godzić życie zawodowe z prywatnym i jeszcze świetnie wyglądać, a Ty w kółko coś zawalasz, choć żyjesz w pędzie. 
Na początek ucisz swoją wewnętrzną sabotażystkę, diablicę, której podszepty odbierają ci wiarę w siebie, i zastosuj rozpisany na 21 dni plan pomagający odnaleźć życiową radość. Plan powstał z udziałem psychologa, neurobiologa i trenera osobistego.   
* Z pomocą psychologa nabierzesz pewności siebie i wzmocnisz swoją samoocenę, a także nauczysz się w pełni wykorzystywać swoje możliwości. 
* Neurobiolog przekaże Ci wiedzę na temat działania Twojego mózgu i korzyści płynących z pozytywnego myślenia. 
* Trener osobisty zaś przedstawi ćwiczenia fizyczne, obejmujące elementy jogi i medytacji, które poprawią twoją kondycję i ogólne samopoczucie.  
A teraz – do dzieła! Wykorzystaj zawarte w książce wskazówki i zmień swoje życie na lepsze!
[opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Feeria]

Rzadko zdarza mi się sięgać po jakiekolwiek poradniki. Myślę, że śmiało mogę nawet powiedzieć, że nigdy tego nie robię. Jednak Ogarnij się i zacznij żyć... już od samego początku mocno przykuł moją uwagę. Bardzo zainteresowało mnie to, w jakim stylu książka ta została napisana - czy będzie to jeden z tych nudnych poradników, które omijam szerokim łukiem, gdzie ów porady brzmią niesamowicie naukowo, lecz są mało skuteczne - oraz co też dodatkowego znajdę w środku, bo nie da się ukryć, że okładka niezwykle przyciąga wzrok. Jak mówiłam, nie sięgam po poradniki i po prostu się na nich nie znam, jednakże postaram się wyrazić moją opinię o nim najlepiej jak potrafię.

Pierwsze co mnie mocno zaskoczyło to fakt, iż w środku poradnik ten jest niesamowicie kolorowy, pełen przeróżnych zabawnych ilustracji oraz towarzyszących im komentarzy. Nie spodziewałam się również, że poradnik może mieć swojego bohatera - tutaj jest to pewna zmęczona, lekko przygnębiona i nie mogąca do końca poradzić sobie z trudami życia młoda kobieta (widoczna z resztą na okładce książki), która jest tak jakby odzwierciedleniem czytelnika. Dalej mamy grupę specjalistów (których również możemy zobaczyć na licznych ilustracjach), którzy mają za zadanie pomóc naszej bohaterce, tj. nam, w tytułowym "ogarnięciu się". Czytając więc ów książkę możemy poczuć się, jakby to nam bezpośrednio grupa specjalistów udzielała rad. Niesamowicie mi się ta forma spodobała i przyznam się szczerze, że gdyby większość poradników była przedstawiona właśnie w taki sposób, zapewne zwracałabym na nie większą uwagę.


Dużą rolę odgrywają w tej książce właśnie ilustracje stworzone przez Raquel Córcoles, jednakże poradnik ten to nie przecież same zabawne ilustracje. Podzielona jest ona na sześć rozdziałów takich , jak Co się z nami kobietami dzieje, Rzeczy, którymi się martwimy, czy Rozpocznij trening. Niektóre z nich dodatkowo podzielone są na kolejne podrozdziały. Każdy z ów rozdziałów jest dalej obszernie wytłumaczony - ma on po prostu za zadanie wyjaśnić czytelnikowi niektóre kwestie związane z jego życiem, które mu ciążom, a z którymi nie może sobie poradzić. W tym miejscu nie raz mamy styczność z ów specjalistami, którzy prostymi słowami starają się nam wszystko dobrze wyłożyć. W połowie książki zaczyna się trening - zarówno fizyczny jak i psychiczny. Rozpisane są tam po kolei wszystkie dni tygodnia, w których dokładnie opisane jest co i jak mamy robić. Na samym końcu książki nie zabrakło również miejsca na nasze własne notatki.

Co więcej mogę powiedzieć o tej książce? Myślę, że najlepiej jest się z nią zapoznać osobiście. Ja sama nadal jednak nie jestem przekonana do poradników i w przyszłości raczej nie będę po nie sięgać. Na mnie Ogarnij się i zacznij żyć... nie zrobiło jakiegoś wielkiego wrażenia pod względem porad, ale jak mówię po prostu nie jestem z tych, co po poradniki sięgają. Na pewno jednak wielki plus należy się tej książce za formę jej wydania. Co do tego nie mam wątpliwości. Gdybym miała kupić go osobiście, raczej bym tego nie zrobiła, bo po prostu szkoda by mi było pieniędzy, jednakże cieszę się, że dzięki uprzejmości Wydawnictwa Feeria nadarzyła mi się taka okazja. Jeśli więc lubicie sięgać po poradniki myślę, że ten jak najbardziej wam się spodoba. A jeśli tak jak ja jesteście do nich nastawieni sceptycznie... raczej nie traćcie czasu na zapoznanie się z nim.

Za możliwość zapoznania się z tym poradnikiem serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria.

piątek, 3 czerwca 2016

[61] FILMOWO: Jestem Bogiem

Tytuł oryginału: Limitless

Reżyseria: Neil Burger

Scenariusz: Leslie Dixon

Na podstawie: Alan Glynn "Dawka geniuszu"

Gatunek: Thriller, Sci-Fi

Czas trwania: 1 godz. 45 min.

Premiera: 1 kwietnia 2011 (Polska), 8 marca 2011 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Bradley Cooper, Robert De Niro, Abbie Cornish, Andrew Howard

Ocena: 8/10

Klikając w plakat filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Eddie Morra to człowiek w pełni pozbawiony radości życia. Od jakiegoś czasu stara się ukończyć pracę nad zaczętą książką, jednakże jak na razie wcale nie widać końca. Jego życie pozbawione jest jakichkolwiek kolorów, żyje w złych warunkach i niedawno rozstał się z dziewczyną. Pewnego dnia spotyka dawno niewidzianego brata swojej byłej żony. Mężczyzna, dawniej narkoman i diler, dzisiaj wygląda jak spełniony młody człowiek. Vernon proponuje Eddiemu zażycie pewnej eksperymentalnej tabletki zwanej NZT, która miałaby pomóc mu uporządkować jego życie. Gdy bohater ją bierze szybko przekonuje się, jakie prawdziwe działanie ma tajemniczy narkotyk - w bardo krótkim czasie staje się kimś, potrafi w ciągu jednego dnia nauczyć się płynnie mówić w konkretnym języku, posiada bardzo dużą wiedzę na przeróżne tematy tylko dzięki informacją, z którymi kiedyś zapoznał się całkowicie przypadkiem, itp. Mówiąc krótko, NZT czyni z Eddiego Boga. Jednakże takie zagranie z całą pewnością ma jakieś swoje konsekwencje. Pozostaje tylko pytanie, czy gra jest tego warta?


Jestem Bogiem to film, o którym słyszałam już od bardzo dawna i który niesamowicie mnie intrygował. Dodatkowo moją ciekawość niezwykle podsycał fakt, iż w główną postać - Eddiego Morra - wcielił się nie kto inny, jak Bradley Cooper, który należy do grona moich ulubionych aktorów. Myślę jednak, że gdyby nie nadarzyła mi się okazja, aby go obejrzeć, sama jeszcze długo bym z tym zwlekała. A tak, w końcu się na niego decydując poznałam niesamowicie wciągającą historię okraszoną dobrze dopracowanymi bohaterami i idealnie dobranymi do nich aktorami.

Eddie Morra to człowiek, który osiągnął już szczyt życiowego niespełnienia. Gdy więc nadarzyła mu się niesamowita okazja, aby móc zmienić wszystko, zażywając tylko jedną małą tabletkę, nie ma się co dziwić, że się na to zdecydował. Jednak zobaczenie siebie, jako Boga - człowieka, który może zrobić wszystko, czego zawsze pragnął bez najmniejszego problemu - szybko uzależnia. Eddie przekonał się o tym na własnej skórze, jednak to co najgorsze pozostało jeszcze dla niego tajemnicą. 


Bardzo spodobała mi się postać w jaką wcielił się Bradley Cooper, jak i sama jego gra aktorska. W tym filmie z łatwością możemy dostrzec, jak osobowość głównego bohatera zmienia się pod wpływem NZT, a Bradley Cooper idealnie nam to tutaj zaprezentował. Z pogrążonego w depresji i niesamowicie zdołowanego faceta, któremu nic nie chodzi idealnie zmienił się w pewnego siebie,  zabawnego i znającego swoją wartość mężczyznę, dla którego nic nie może stanąć na przeszkodzie. Po raz kolejny udowodnił on, że jest świetny w tym co robi, a każda kolejna rola całkowicie różni się od tej poprzedniej. Osobiście nie wyobrażam sobie nikogo innego wcielającego się w osobę Eddiego Morra, gdyż sądzę, że Bradley Cooper wykreował ją wręcz idealnie.


Dalej kolejną fantastyczną robotę wykonał niezastąpiony Robert De Niro, który w Jestem Bogiem pokazał nam postać doświadczonego i niezwykle cenionego biznesmena, który ciężką pracą utorował sobie obecną pozycję. Osobiście uważam, że każda postać, w jaką wciela się De Niro nie mogłaby już w żadnym stopniu być zaprezentowana lepiej i tak samo było  z osobą Carla Van Loon. 
Bardzo się cieszę również, że mogłam znów oglądać Coopera i De Niro w jednym filmie, gdyż odkąd widziałam Poradnik pozytywnego myślenia (recenzja klik) niesamowicie ich razem uwielbiam.


Cały film toczy się w bardzo szybkim tempie, jednakże jest to zamierzone, gdyż idealnie nawiązuje to do jego historii. Trzeba się jednak dość mocno skupić na fabule, gdyż przez to tempo możemy bardzo szybko się pogubić. Uwierzcie mi jednak, że cała historia jest tak wciągająca, że mimo wszystko nie ma innej opcji, żeby nie dało się na niej nie skupić. Film posiada bardzo dużo nagłych zwrotów akcji, których oglądając widz całkowicie się nie spodziewa. Dodatkowo wszystko jest tak przemyślane i dopracowane, że nawet nie idzie się domyśleć, co może się dalej zdarzyć. Dla mnie jest to jak najbardziej fantastyczna robota.


Podsumowując, jak najbardziej polecam wam zapoznać się z Jestem Bogiem. Film jest dopracowany w każdym calu, posiada wspaniałą i niesamowicie wciągającą fabułę oraz idealnie wykreowanych bohaterów. To pozycja, przy której nie da się nudzić i która z całą pewnością zaciekawi każdego. Przez cały czas trzyma w napięciu i nie można się od niego oderwać, a to moim zdaniem idealnie pokazuje, że to pozycja po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Film został nakręcony na podstawie powieści Alana Glynna pod tytułem Dawka geniuszu. po którą ja z całą pewnością sięgnę. Jestem strasznie ciekawa, czy dorówna temu, z czym miałam przyjemność zapoznać się w trakcie oglądania filmu. Mam wielką nadzieję, że tak!


czwartek, 2 czerwca 2016

[109] Radość kwiatów

Tytuł oryginału: Joyous Blooms to Colour
Autor: Eleri Fowler
Ilość stron: 96 stron
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Ocena: 8/10

Wejdź do zaczarowanego ogrodu! Zauroczą cię wyrafinowane, a zarazem pełne naturalnego piękna ilustracje do kolorowania autorstwa Eleri Fowler, dopełnione inspirującymi cytatami. Pąki i kwiaty w rozkwicie, myśli Thoreau i wiersze Emily Dickinson – wszystkie zakątki cudownego ogrodu ożyją dzięki twojej kreatywności. Wędruj strona po stronie, pozwól się ponieść fantazji, nie bój się eksperymentować. Stwórz ogród twoich marzeń!
[opis pochodzi z okładki książki]

Radość kwiatów to kolejna kolorowanka antystresowa dla dorosłych z ogromnego grona tych pozycji wydawanych ostatnio masowo przez wydawnictwa. W tym przypadku mamy do czynienia ze wspaniałymi ilustracjami różnej mieszanki roślin i nie tylko. Jak sama autorka wspomina we wstępie książka ta to jej własny ogród, który zawiera wiele pejzaży z Walii, w której mieszka, jak również jej ulubione kwiaty. Autorka pokusiła się również o stworzenie własnych, całkowicie odmiennych roślin, dzięki temu kolorowanka ta przenosi nas do niezwykłego i mocno zaczarowanego miejsca - myślę, że takie określenie pasuje do niej najlepiej. 

Prócz roślin znajdziemy tu również ciekawe ilustracje ptaków, czy elementów typowych dla ogrodów, co jeszcze bardziej sprawia, że kolorując poszczególne ilustracje czujemy się, jakbyśmy przebywali w jakimś wyjątkowo pięknym ogrodzie. Ilustracje są bardzo przemyślane i doskonale dopracowane. Całość komponuje się niezwykle pięknie i już od samego początku przyciąga wzrok. Bardzo podoba mi się to, że wśród tych wszystkich plansz każdy znajdzie coś dla siebie - niektóre bowiem są proste, zawierają tylko kilka elementów (idealne moim zdaniem na początek), inne natomiast są już o wiele bardziej złożone i pracując nad nimi musimy włożyć w tą pracę więcej wysiłku, jak również potrzebujemy maksymalnego skupienia - jednakże to, co otrzymamy na końcu zdecydowanie wynagradza wszystkie wysiłki.


Jedną rzeczą, która mi się tu nie podoba jest to, że plansze z ilustracjami są zamieszczone w książce na obydwóch stronach książki, co może sprawiać nam małe problemy. Gdy kolorujemy często się zdarza, że to co jest "pod spodem", pod naciskiem naszej kredki czy ołówka odbija się na na kolejnej stronie, przez co kartki mogą się pobrudzić, a dzieło, w które włożyliśmy tyle wysiłku może się zniszczyć. Myślę, że zdecydowanie lepiej by było, gdyby na jednej kartce znajdowała się tylko i wyłącznie jedna ilustracja.  Pomijając to mogę jednak powiedzieć, że całość jest jak najbardziej pięknie wydana i mocno cieszy oko.

Jeśli więc lubicie kolorowanki antystresowe oraz dodatkowo uwielbiacie przyrodę myślę, że pozycja ta będzie dla was jak najbardziej idealna. Ja jestem z niej bardzo zadowolona i na pewno w wolnej chwili, gdy nie będę miała co robić, z przyjemnością do niej powrócę, by jeszcze raz przenieść się do tego magicznego i cudownego ogrodu, jaki stworzyła dla nas autorka. Jak najbardziej polecam!

Za możliwość zapoznania się z tą kolorowanką serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

środa, 1 czerwca 2016

[12] Podsumowanie maja [2016]


No i kolejny miesiąc już za nami! Nie wiem jak wam, ale mi minął on bardzo szybko. Pomijając tą przeklętą pogodę (wspominałam już, że nie cierpię gorąca?) to myślę, że mogę uznać maj za jak najbardziej udany. W tym miesiącu miałam okazję po raz pierwszy w życiu udać się na Warszawskie Targi Książki. Na moim fanpage wspominałam już, że jestem troszkę zawiedziona tym, co tam zastałam (chyba po prostu spodziewałam się jakiegoś większego wow i się troszkę przeliczyłam). Mimo wszystko sama podróż była bardzo fajna, udało mi się zdobyć kilka ciekawych książek i spędziłam bardzo miło czas w towarzystwie mojej mamy, która postanowiła mi towarzyszyć. W maju nadrobiłam również kilka zaległych książek, które już jakiś czas temu otrzymałam od wydawnictw do recenzji, dzięki czemu trafiłam na bardzo ciekawe pozycje. W tym miesiącu również wystartowałam z serią całkiem nowych postów pt. Porozmawiajmy, a pierwszy z nich odnosił się do problemów, z jakimi my blogerzy musimy się zmagać i które potrafi zrozumieć tylko inny bloger. Bardzo się cieszę, że tak aktywnie uczestniczyliście w dyskusji, jestem nawet trochę zaskoczona, że wzbudziłam takie zainteresowanie. Już planuję kolejny temat posta i mam nadzieję, że jeszcze na początku czerwca się ukarze! No i tak w skrócie wyglądał mój maj.

Liczba wyświetleń: 70,854
(o 3,521 wyświetleń niż w kwietniu)
Obserwatorzy: 399
( o 4 członków więcej niż w kwietniu)
Polubienia na FB: 192
(o 3 więcej niż w kwietniu)
Obserwujących na IG: 99
(o 1 osobę mniej niż w kwietniu)


W maju, tak samo jak w kwietniu, udało mi się przeczytać pięć książek. Jestem zadowolona z wyniku tym bardziej, że jak wspominałam udało mi się nadrobić kilka zaległych pozycji. Najbardziej jestem zadowolona z Od złej do przeklętej, po której nie spodziewałam się, że będzie aż taka dobra. Pozostawiła ona po sobie ogromny niedosyt i z niecierpliwością czekam na dalszą część serii. Jestem również bardzo mile zaskoczona po zapoznaniu się z serią Colours of Love, o których myślałam, że będą raczej przeciętne, a tu taka miła niespodzianka! Najbardziej zawiedziona jestem chyba książką Remedium. Dwie poprzednie części po postu uwielbiam, przez co wiele oczekiwałam od Remedium, a koniec końców otrzymałam coś raczej zwyczajnego. Stanowczo jednak jej nie skreślam, gdyż jedynie zakończenie było tu genialne i z niecierpliwością czekam na kontynuację.



Z nieznanych mi filmów, jakie udało mi się obejrzeć w maju jestem również zadowolona, chociaż raczej nie są to pozycje, do których często będę wracać. Bardzo spodobał mi się klimat Porywów serc i to właśnie tą pozycję z dwóch powyższych najbardziej wam polecam. 


Pozostałe posty to jak co miesiąc podsumowanie ubiegłego miesiąca oraz książkowe zdobycze. Dodatkowo, jak wspominałam prędzej, w maju ukazał się również pierwszy post z nowej serii Porozmawiajmy, który wam jak najbardziej polecam! Chętnie posłucham co wy macie do powiedzenia na temat problemów blogerów, które zrozumie tylko drugi bloger.


I tak oto prezentował się mój blogowy maj. Jestem zadowolona z ilości postów jakie udało mi się w tym miesiącu opublikować i oczywiście mam nadzieję, że czerwiec będzie dla mnie jeszcze bardziej owocny. Liczę, że uda mi się niedługo wystartować z nową serią postów muzycznych, które już tak zapowiadam od dłuższego czasu, a które mimo wszystko jeszcze mnie do końca nie zadowalają. Może więc czerwiec będzie im przychylny. 

A jak wyglądał wasz maj? Jesteście z niego zadowoleni?
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek