sobota, 29 sierpnia 2015

[27, 28, 30, 31] 52 Week Blog Challenge

Wstyd się przyznać, że nazbierały mi się aż takie zaległości w 52 Week Blog Challenge. Dla przypomnienia oraz dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze na czym cała ta zabawa polega powtórzę, że jest to wyzwanie, które na początku roku na swoim blogu zorganizowała Emily B. z bloga I Am Just Myself. Mamy pięćdziesiąt dwa pytania - jedno na każdy dzień tygodnia. Pytania są równe, od tego co sądzimy na dany temat, po nasze ulubione miejsca czy roomtour. W ogólnym założeniu chodziło o to, aby czytelnicy mogli o wiele lepiej poznać właściciela bloga i dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy na jego temat. Wyzwanie kończy się w ostatnim tygodniu tego roku, a ukończy się je tylko wtedy, gdy będzie się miało odpowiedzi na wszystkie pięćdziesiąt dwa pytania. Jeśli jesteście zainteresowani poprzednimi pytaniami z wyzwania odsyłam was do zakładki, która znajduje się do góry, zatytułowanej 52 Week Blog Challenge.

Share your favourite recipe/Podziel się ulubionym przepisem

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że lubię od czasu do czasu przygotować jakieś danie oraz, że cały czas szukam nowych, ciekawych i pysznych przepisów. Zdecydowanie gustuję w kuchni zagranicznej, gdyż ta nasza rodzima wydaje mi się być już trochę nudna (cóż, w końcu mam ją na co dzień, więc chyba nic dziwnego w tym, że szukam nowych smaków). Od czasu do czasu dodaje na blogu różne sprawdzone przepisy, wszystkie więc możecie poznać klikając tutaj. Jednak z tych wszystkich, do moich ulubionych przepisów zdecydowanie należy ostatnio odkryta i pokochana od pierwszego kęsa Quesadilla z kurczakiem (przepis - klik) oraz stary dobry przyjaciel w postaci Kotlecików drobiowych z serem (przepis - klik).

Summer must have/Letnie must have

Z racji tego, iż nie jestem wielką fanką lata (idealne lato byłoby dla mnie wówczas, gdyby temperatura nie przekraczała 20 stopni :D ), nie mam swojego must have. Nie wiem, o co dokładnie chodziło autorce w tym pytaniu, czy o kosmetyki czy coś jeszcze innego, więc zostawię to pytanie z taką odpowiedzią.

Summer madness - why we love summer/Letnie szaleństwo - dlaczego uwielbiamy lato

Tak, jak już wspomniałam zdecydowanie nie należę do fanek tej pory roku. Jednakże nie da się ukryć, że lato ma jednak jakieś swoje plusy. Weźmy chociażby fakt, iż jest to idealna moim zdaniem pora roku dla ludzi, którzy chcą się zdrowo odżywiać i pragną, aby ich dieta zaopatrzona była w różne owoce i warzywa. Lato to czas, kiedy mamy dostępną szeroką gamę świeżych i warto dodać nie drogich owoców i warzyw. Oczywiście, jeśli chcemy zimom chociażby również możemy sięgnąć po świeże produkty, jednak nie da się ukryć, iż w większości przypadków są one sprowadzane z zagranicy, niektóre są sztucznie wyhodowane i przede wszystkim są drogie. Latem, jeśli posiadamy swój własny ogródek możemy zebrać własne polny - na przykład moje faworytki, maliny, a jeśli takiej możliwości nie posiadamy zawsze możemy się wybrać na jakiś pobliski targ i zaopatrzyć się w produkty z własnych upraw od innych. Tu z pewnością mogę powiedzieć, że za to bardzo lubię lato. 

My favourite serials/Moje ulubione seriale

Mówiąc szczerze nie jestem wielką fanką jeśli chodzi o seriale. Nie dlatego, że są one dla mnie mało interesujące. Co to, to nie... Wręcz przeciwnie, wiele jest na prawdę dobrych z oryginalną, wciągającą fabułą, ciekawymi postaciami, czy zabawnymi momentami. Nie wiem czemu jednak fakt, iż składają się one z odcinków trochę mnie denerwuje. Może pozostawię to bez dalszych rozważań, gdyż sama nie umiałabym tego wytłumaczyć. Mam jednak kilka swoich ulubionych pozycji, z którymi lubię spędzać czas. 

Seks w wielkim mieście


To serial, który mogłabym oglądać na okrągło. Dodatkowo jest jedyną pozycją, którą widziałam już od początku do końca i to chyba z dziesięć razy (dziękuję ci Comedy Central Family). Myślę, że każdy z was słyszał choć jakieś pogłoski na temat tego kultowego serialu. W skrócie, opowiada on o czterech przyjaciółkach, które mieszkają w Nowym Jorku oraz o ich życiu uczuciowym. Główną bohaterką jest tu jednak niejaka Carrie Bradshaw (Sarah Jessica Parker), z której to perspektywy poznajemy wszystkie wydarzenia. 

American Horror Story


Najdziwniejsze jest to, że nie cierpię horrorów, a ten serial wręcz uwielbiam. Co prawda widziałam na razie tylko pierwszy sezon - Murder House, jednakże wiem, że prędzej czy później zapoznam się z dalszymi. Rodzina Harmonów przeprowadza się do nowego miasta i nowego domu, aby uratować rodzinne relacje. Nie wiedzą jednak nic na temat przeszłości domu, który kupili. Wkrótce dowiadują się, jakie mroczne sekrety skrywa posiadłość oraz zrozumieją, że przeprowadzka tam była najgorszą decyzją w ich życiu.

Pępek świata


O tej pozycji pisałam już kiedyś na blogu, więc nie będę wam tu opowiadać niczego na temat tego serialu, tylko odeślę was do posta mu poświęconego - klik.

Rozpalić Cleveland


Rozpalić Cleveland to moje ostatnie odkrycie. Jest to typowo amerykański serial komediowy nagrywany z udziałem publiczności. Trzy przyjaciółki z LA - Joy, Melanie oraz Victoria lecą na wakacje do Paryża. Ich samolot niespodziewanie musi lądować w Cleveland. Przyzwyczajone do tego, że w Los Angeles musiały być ciągle idealne, a ludzie mieszkający tam byli dla siebie oschli przeżywają miłe zaskoczenie, gdy dowiadują się, że w Cleveland nie panują takie rygorystyczne normy życia. Postanawiają więc przeprowadzić się tutaj. Wynajmują dom nie wiedząc jednak, że "w pakiecie" do domu jest pewna starsza pani - Elka Ostrovsky, która z pochodzenia jest Polką. Jest to świetna propozycja, jeśli mamy ochotę się pośmiać. W czasie oglądania serialu poznajemy codzienne życiowe rozterki bohaterek oraz ich problemy sercowe (również wspaniałej i przezabawnej Elki). 

Mogłabym wymienić wam jeszcze kilkanaście pozycji, jednak to właśnie wyżej zaprezentowane w ostatnich czasach najbardziej zwróciły moją uwagę i to właśnie je najbardziej wam polecam.

Na koniec dodam jeszcze, że celowo pominęłam pytanie numer 29, gdyż chciałabym poświęcić mu oddzielnego posta, którego możecie spodziewać się już za tydzień. 

A jak wy odpowiedzielibyście na te pytania?

piątek, 28 sierpnia 2015

[40] FILMOWO: Lakier do włosów

Tytuł oryginału: Hairspray

Reżyseria: Adam Shankman

Scenariusz: Leslie Dixon

Na podstawie: Mark O'Donnell (sztuka)

Gatunek: Dramat, Komedia, Musical

Czas trwania: 1 godz. 57 min.

Premiera: 28 września 2007 (Polska), 13 lipca 2007 (świat)

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Obsada: John Travolta, Michelle Pfeiffer, Christopher Walken, Nikki Blonsky, Zac Efron, Amanda Bynes, Brittany Snow

Ocena: 7/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Tracy Turnblad to pełna życia nastolatka, dla której największą radością jest oglądanie popularnego programu młodzieżowego Corny Collins Show. Miejscowe nastolatki mogą zabłysnąć w nim i zyskać popularność poprzez swój talent taneczny jak i wokalny. Gdy więc pewnego dnia Corny Collins ogłasza kolejny casting na jednego z członków grupy Tracy nie posiada się ze szczęścia i postanawia spróbować swoich sił. Jest tylko jeden problem - Tracy swoją tuszą zdecydowanie różni się od tamtejszych nastolatków. Jej matka Edna, która z powodu swojej otyłości nie opuszczała domu już od wielu lat, by uchronić córkę przed szykanowaniem próbuje nakłonić ją do zmiany zdania. Tracy jednak nie traci entuzjazmu i mimo wszystko startuje w castingu. Gdy jednak nie zostaje przyjęta postanawia jeszcze raz spróbować swoich sił wykorzystując przy tym układ, którego nauczyła się od jednego z kolorowych uczniów szkoły.


O Lakierze do włosów słyszałam już od bardzo dawna, jednakże zawsze coś zniechęcało mnie do zapoznania z tym filmem. Przerażał mnie trochę fakt, że w jedną z głównych ról kobiecych wcielił się sam John Travolta. Jednakże w końcu po licznych namowach ze strony przyjaciółki postanowiłam dać mu szansę. Akcja filmu rozgrywa się w latach sześćdziesiątych w Stanach zjednoczonych, gdzie podział na białych i kolorowych mieszkańców był jeszcze dość widzialny. lakier do włosów to nie tylko historia otyłej nastolatki, która postanowiła udowodnić, że może być tak samo dobra w tańcu jak jej chude rówieśniczki. To również opowieść o dziewczynie, która nie bała się nazywać kolorowych równym sobie, a dodatkowo mimo niebezpiecznych skutków stanęła po ich stronie. 

Jedną z głównych bohaterek, od której w zasadzie to wszystko się zaczęło jest niejaka Tracy Turnblad, w którą wcieliła się Nikki Blonsky (był to jej debiut filmowy). Jest ona osobą, która zdecydowanie różni się od swoich rówieśników. Choć tak jak inne dzieciaki ma bzika na punkcie Corny Collins Show, a wysoka fryzura to jej znak rozpoznawczy, w przeciwieństwie do innych młodych dziewczyn jest niesłychanie miła, dobra oraz pełna energii. Nie istnieje dla niej coś takiego jak pesymizm. Mimo iż z racji swojej wagi jest wyśmiewana przez wiele osób nie przejmuje się tym, a każdego człowieka obdarza ogromnym szacunkiem. Nie liczy się dla niej podział rasowy - uważa, że świat powinien iść z biegiem czasu i wszyscy powinni być traktowani tak samo, niezależnie od tego jak wyglądają, czy skąd pochodzą. Tracy to osoba, od której zdecydowanie można się wiele nauczyć. Jej zachowanie skłania do przemyśleń nie tylko względem postrzegania kolorowych przez białych, ale również odnośnie szufladkowania ludzi względem ich wad. 

Ciekawą postacią w filmie była również matka Tracy - Edna, w którą jak już mówiłam prędzej wcielił się John Travolta. Muszę przyznać, że mimo wcześniejszych obaw, które w dużej mierze odstraszały mnie od filmu, Travolta okazał się być idealny do wcielenia się w postać Edny. Dzięki oczywiście świetnej charakteryzacji prawie go nie poznałam i gdybym nie wiedziała, że to on sama w życiu bym się tego nie domyśliła. Aktor świetnie zaprezentował nam postać otyłej kobiety, która przez swoje kompleksy stała się niezwykle wrażliwa i straciła pewność siebie, przez co przez kilka lat w ogóle nie wychodziła z domu. W mieszkaniu jednak Edna była niezwykle przebojową kobietą. Tak więc zdecydowanie mogę powiedzieć tutaj, że John Travolta bardzo dobrze wcielił się w przydzieloną mu rolę.

Moją uwagę zwróciły tu również postaci Amber von Tussel, którą to zagrała Brittany Snow oraz Linka Larkina zagranego przez charyzmatycznego Zaca Efrona. Jeśli chodzi o Brittany to oglądanie jej w roli złośliwej i pełnej uprzedzeń blondynki było dla mnie ciekawym doświadczeniem, gdyż na razie zdążyłam poznać ją w roli uroczego i niezwykle miłego rudzielca w filmie Pitch Perfect. Dzięki temu jeszcze bardziej mi się spodobała i obiecałam sobie, że koniecznie muszę zapoznać się z innymi jej wcieleniami. Zac Efron natomiast kolejny raz wciela się w postać słodkiego chłopca, w którym podkochuje się Tracy - muszę przyznać, że wcale nie zdziwiłam się dlaczego. :)


Jeśli chodzi o sposób przedstawienia filmu to muszę przyznać, że nie raz podczas seansu śmiałam się do łez. Wiedziałam, że Lakier do włosów to komedia, jednakże nie spodziewałam się, że będzie aż taka zabawna. Oczywiście należy pamiętać, że jest to przede wszystkim musical, więc myślę, że wrogom tego gatunku raczej nie przypadnie do gustu, jednakże jeśli tak jak ja od czasu do czasu lubicie spędzić czas w takim śpiewnym towarzystwie Lakier do włosów będzie dla was idealny. Mimo swojego zabawnego przedstawienia niesie on za sobą bardzo ważne przesłania, nad którymi widz powinien się zastanowić. Sama bardzo się cieszę, że zapoznałam się z tą pozycją i coś czuję, że jeszcze kiedyś się z nią spotkam. Z mojej strony jak najbardziej zachęcam was do zapoznania z filmem, gdyż zdecydowanie wart jest on uwagi.


Na koniec odsyłam was do playlisty, na której znajduje się soundtrack z filmu. Myślę, że zaciekawi ona nie jednego z was :) 

PLAYLISTA

czwartek, 27 sierpnia 2015

[9] PRZEPISOWO: Quesadilla z kurczakiem


Gotując lubię poznawać i wypróbowywać coraz to nowsze przepisy. Nie przepadam za tradycyjną kuchnią polską, która zdecydowanie mi się już przejadła. Niestety w moim domu nie ma zbyt wielu chętnych do wypróbowywania moich wynalazków. Czasem jednak znajdą się i takie potrawy, które spodobają się nawet najbardziej wybrednym osobom. Tak właśnie było w przypadku quesadilli. Na samą tą meksykańską potrawę wpadłam za pośrednictwem jednego z programów kulinarnych i moja pierwsza próba jej wykonania była ściśle związana z poznanym przepisem. Postanowiłam jednak trochę zmodyfikować recepturę i stworzyć coś bardziej swojego. Tak oto powstała ta pyszna quesadilla z kurczakiem i kukurydzą. Nie zdziwi mnie jednak, jeśli większość z was w ogóle nie będzie wiedziała co to ta cała quesadilla jest no i dodatkowo jak to się w ogóle wymawia (dla jasności czyta się kasadija). Jest to nic innego jak tortilla z farszem najczęściej mięsnym, która przed przekrojeniem przyjmuje formę wielkiego pieroga, a po trójkątów. Jej brzegi są zlepione żółtym serem, aby zawartość nie uciekła nam podczas jedzenia. 

SKŁADNIKI:
- 2 piersi z kurczaka,
- 1 średnia cebula,
- 3 ząbki czosnku,
- 1/2 czerwonej papryki (lub jedna cała mała),
- 1 pomidor bez skórki,
- 1/2 puszki kukurydzy,
- 1 puszka pomidorów w kawałkach bez skórki,
- 25 ml czerwonego wina bądź wiśniowej nalewki.
przyprawy:
- 2 łyżeczki curry,
- 1 łyżeczka słodkiej papryki,
- 1 łyżeczka ostrej papryki,
- 1 łyżeczka pieprzu,
- 1 łyżeczka soli,
- 2 łyżeczki oregano,
- 2 łyżeczki ziół prowansalskich,
- 1 łyżeczka przyprawy do kurczaka.
dodatkowo:
- ser żółty,
- 2 opakowania tortilli (po 4 sztuki w opakowaniu).

Piersi z kurczaka myjemy i kroimy w bardzo małą kostkę (można zmielić lub kupić mięso mielone drobiowe). Smażymy w garnku na małej ilości rozgrzanego oleju. W między czasie na drobną kostkę kroimy również cebulę, czosnek oraz paprykę, a następnie dodajemy do mięsa i mieszamy. Dodajemy wszystkie przyprawy, mieszamy i czekamy aż powstały płyn odparuje. Następnie dodajemy kukurydzę i obranego ze skórki oraz pokrojonego w dużą kostkę pomidora. Pomidory z puszki odsączamy z nadmiaru soku pomidorowego (nie chcemy, aby wyszedł nam sos) i dodajemy do mięsa. Mieszamy i na sam koniec dodajemy wino bądź nalewkę (w obydwóch wersjach jest idealne). Całość smażymy jeszcze przez jakiś czas, aby dodany alkohol oraz nadmiar sosu odparował. W razie konieczności przyprawiamy dodatkowo według uznania. Większą część pracy mamy już za sobą. Teraz czekamy aż powstały farsz trochę przestygnie. W międzyczasie możemy zetrzeć ser na grubych oczkach. Rozgrzewamy patelnie (koniecznie bez tłuszczy!). Bierzemy jeden placek tortilli i na jego połowę nakładamy około 2-3 łyżki wcześniej przygotowanego farszu (nie za grubą warstwą), zostawiając przy brzegach miejsce szerokości około 3-4 cm. Wokół farszu, na brzegach układamy starty ser i ciasto składamy na pół formułując tym samym wielkiego pieroga. Ostrożnie przekładamy go na rozgrzaną patelnie i smażymy na małym ogniu, aż ciasto zrobi się złote, a ser się stopi. Delikatnie obracamy i postępujemy tak samo. Przekładamy na deskę, kroimy na trzy trójkąty i gotowe! 
Mam nadzieję, że nie przedstawiłam całości w jakiś mocno skomplikowany sposób. Uwierzcie mi - quesadille to jedna z najprostszych potraw jakie można zrobić i szczerze mówiąc nie mam pojęcia co by tu mogło nie wyjść. W razie czego poniżej możecie zapoznać się z filmikiem, który był dla mnie inspiracją do przygotowania mojej wersji quesadilli. Michel Moran prezentuje w nim genialny przepis na quesadille z wołowiną (sprawdzone i ulubione). Gdybyście mieli jednak jakiekolwiek pytania co do przygotowania tego dania śmiało piszcie.


Sama quesadilla jest niesamowicie pyszna i chwytając po jeden trójkącik nie można nie chcieć więcej. Dzięki farszowi tortilla nabiera zupełnie innego, niepowtarzalnego smaku, a ser tylko dopełnia całości. Ważne jest, aby potrawę jeść od razu po przygotowaniu, gdyż ciasto może szybko przesiąknąć farszem. Idealnie smakuje również podawana z różnymi sosami (np. z sosem czosnkowym czy pomidorowym). Świetnie sprawdzi się jako przystawka a nawet danie główne. Z pewnością przygotowując ją zrobicie wrażenie na tych, którzy będą jej próbować. Tak więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji próbować quesadilli koniecznie czym prędzej przyrządźcie własną. Uwierzcie mi, nie będziecie żałować.


środa, 26 sierpnia 2015

[59] Znajdę cię, Crystal

Autor: Joss Stirling
Tytuł oryginału: Seeking Crystal
Cykl: Saga o braciach Benedictach
Tom: 3
Ilość stron: 325 stron
Wydawnictwo: Akapit Press
Ocena: 8/10

Najlepsze miejsce na ziemi, aby się zakochać? Wenecja! Crystal Brook zostaje wystawiona na próbę - z całych sił próbuje się oprzeć urokowi sawanta, Xava Benedicta. Wśród romantycznych zabytków i malowniczych widoków czai się jednak niebezpieczeństwo. Ktoś zagraża rodzinie Benedictów. 
Czy Crystal i Xav będą umieli współpracować, aby ochronić swoich najbliższych? I co zrobić z ujawnioną nieoczekiwanie tajemnicą?

Crystal wraz ze swoją siostrą Diamond przyjeżdża z czarującej Wenecji do Denver w stanie Kolorado, gdzie Di miała wziąć udział w organizowanej przez rodzinę Benedictów konferencji sawantów. Nieoczekiwanie jednak, podczas napadu na dziewczyny przez miejscowych złodziejaszków, Diamond poznaje swojego przeznaczonego, którym dziwnym zrządzeniem losu okazuje się być jeden ze słynnych braci Benedictów - Trace Benedict pełniący funkcję miejscowego gliniarza. Para postanawia jak najszybciej się pobrać, by móc w pełni cieszyć się odnalezieniem swojej drugiej połówki. Choć Crystal cieszy się szczęściem siostry w głębi serca czuje, że jest gorsza od reszty swojego licznego rodzeństwa i mimo iż bardzo się stara przez całe życie nie może im dorównać. Uważa, że zawodzi całą swoją rodzinę, a zwłaszcza matkę, która po śmierci ojca Cristal jeszcze bardziej się od niej odsunęła. Dodatkowo fakt, że jest chyba najgorszą sawantką w dziejach wszystkich sawantów jeszcze bardziej ją dobija. Chcąc dać nacieszyć się Diamond jej przeznaczonym postanawia wrócić do Wenecji, gdzie do czasu ślubu spróbuje uporządkować swoje życie. Gdy jednak Crystal poznaje Xava - jednego z braci Benedictów wie, że chłopak ten zdecydowanie namiesza w jej i tak już skomplikowanym życiu.

W powieści Znajdę cię Crystal przenosimy się do urokliwej Wenecji, gdzie wraz z siostrą mieszka tytułowa bohaterka oraz narratorka - Cristal Brook. Już od pierwszych stron postać ta przypadła mi bardzo do gustu. Może przez to w głównej mierze, że w wielu przypadkach bardzo się z nią utożsamiałam, lecz jednak bardzo spodobał mi się jej charakter. Crystal to osoba, która choć z pozoru może wydawać się być niepozorna, w rzeczywistości jest odważna, potrafi walczyć o swoje racje, nie goni za sławą ani pieniędzmi - woli robić to, co kocha. I choć początkowo nie za bardzo wie, w czym mogłaby być dobra i czym mogłaby się zajmować, w dalszej części powieści znajduje swoją pasję. Tak jak było to w przypadku dwóch wcześniejszych powieści z cyklu i tu od razu bardzo polubiłam Xava, jednego z braci Benedictów, który to w przypadku Znajdę cię, Crystal grał pierwsze skrzypce. Benedictowie mają coś w sobie i zdecydowanie nie ma co dziwić się głównym bohaterką Sagi o braciach Benedictach, że się w nich zakochały. Oczywiście pomiędzy tą dwójką powoli zaczyna się rodzić uczucie, jednak ma ono inny charakter niż jak w przypadku Sky oraz Phoenix. Tutaj Crystal i Xav nie od razu darzą się wielką sympatią, wręcz przeciwnie drą ze sobą koty, później jednak czują iż mimo, że nie ma pomiędzy nimi typowej dla przeznaczonych więzi, coś między nimi jest. Muszą tylko to odnaleźć.

Ciekawe było tutaj miejsce akcji, jakie dla swojej powieści wybrała autorka. Z reguły czytam książki, gdzie bohaterowie mieszkają w Stanach lub Wielkiej Brytanii - tutaj Crystal mieszka w pięknej i malowniczej Wenecji. Joss Stirling jak zawsze świetnie poradziła sobie z opisami otaczającego bohaterów krajobrazu. Nie było tu żadnej zbędnej rzeczy, wręcz przeciwnie - czytając możemy poczuć się, jakbyśmy sami tam się znaleźli. I tym razem więc nie zawiodłam się na autorce. Bardzo oryginalny jest również dla mnie pomysł, aby główni bohaterowie brali udział w przygotowaniach filmu . Zdecydowanie było to ciekawe doświadczenie zarówna dla nas czytelników jak i dla Crystal oraz Xava. Oczywiście jako, iż jest to Saga o braciach Benedictach i tu nie mogło zabraknąć wątku kryminalnego, z którym musieli zmierzyć się bohaterowie. Był on jednak mniej, że tak powiem drastyczny, niż dwa poprzednie, jednakże nie oznacza to, że był kiepski. Tutaj również nie będziemy się nudzić. Sama z wielką niecierpliwością czekałam na zakończenie powieści, by dowiedzieć się, jak bohaterowie poradzą sobie z kolejnym problemem. 

Tak więc, jeśli chodzi o Znajdę cię, Crystal autorka znów wykonała kawał dobrej roboty. Nie zawiodłam się na najważniejszych dla mnie rzeczach, śmiało mogę nawet powiedzieć, że Joss Stirling podniosła sobie u mnie poprzeczkę jeszcze wyżej. W powieści znajdziemy wielu ciekawych i bardzo charyzmatycznych bohaterów, którzy w połączeniu z magicznym miejscem akcji i cudowną historią tworzą po prostu mieszankę wybuchową. Ja ze swojej strony jak najbardziej zachęcam was do zapoznania się z książką Znajdę cię, Crystal, jak i z całą Sagą... Jest to seria, którą zdecydowanie warto poznać, by nie przeoczyć czegoś tak wspaniałego. Mam nadzieję, że kolejna część tego cyklu zostanie niedługo wydana w Polsce, gdyż z wielką niecierpliwością czekam na to, co jeszcze przygotowała dla nas autorka. A więc mówiąc krótko - koniecznie zapoznajcie się z każdym tomem Sagi o braciach Benedictach!


SAGA O BRACIACH BENEDICTACH:
kim jesteś, Sky? | jak cię wykraść, Phoenix? | znajdę cię, Crystal | droga do Misty | śmiało, Angel! | summer shadows

wtorek, 25 sierpnia 2015

[58] Nie da rady bez czekolady

Autor: Caroline Pitcher
Tytuł oryginału: 11 o'clock chocolate cake
Ilość stron: 198 stron
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 5/10

Czekolada jest dobra na wszystko...
No i masz! Star wlokła się z nogi na nogę w stronę przystanku, gdzie z zza zakrętu wyskoczył nasz autobus i przerwał jej bujanie w obłokach, brumbrumbrum!
- Szybko, Star, ruszaj się! - wrzasnęłam.
W ostatniej chwili uniknęła zmiażdżenia drzwiami, które właśnie się zamykały.
- Rewelacja, Star! - ryknął Zbyt Okropny By O Nim Myśleć, zwłaszcza tak wcześnie rano. Olać go!
- Cześć, Star. Gotowa na E-dzień? - spytałam, gdy sadowiła się przede mną.
Dziś był E-dzień, początek egzaminów, całego ogromnego mnóstwa egzaminów. Przypominał sadzawkę ciemną od oślizgłych wodorostów. Tylko jedna rzecz mogła przebić się przez te mroczne gęstwiny niczym reflektor.
Piękny Nieznajomy.
On był najlepszy z całego autobusu.
On był w ogóle najlepszy!

Poznajcie Emmę Peek, dla Wybranych Em. Ta młoda osóbka ma w sobie więcej pozytywnej energii niż dziesięciu dorosłych mężczyzn. Jest też strasznie ciekawska, co przez większość jej znajomych uważane jest za ogromną wadę. Em nie przejmuje się tym jednak, bo do póki jej sekret jest bezpieczny nic nie może pójść źle... no może prócz końcowych egzaminów. Em wierzy również, że pewnego dnia Piękny Nieznajomy, którego widzi na jednym z przystanków podczas podróży do szkoły autobusem, kiedyś ją zauważy i zakocha się w niej na zabój. Niestety życie nastolatki jest strasznie trudne, a już zwłaszcza, gdy ma się dwie młodsze rozwydrzone siostry i rodziców, którzy nic nie rozumieją...

Nie da się ukryć, że Nie da rady bez czekolady to książka zdecydowanie skierowana do młodszych nastolatek. Ja wybrałam ją jednak nie bez powodu. Odkąd pamiętam bardzo chciałam zapoznać się z tą historią, jednak jak to bywa w życiu każdego książkoholika, nie wiadomo z jakich przyczyn zawsze było mi z nią nie po drodze. A że jakiś czas temu obiecała sobie nadrobić moje książkowe zaległości z dzieciństwa, gdy tylko ujrzałam ją na bibliotecznej półce wiedziałam, że w końcu przyszedł na nią czas. 

Podczas lektury powieści poznajemy Emmę, która pełni tu rolę głównej bohaterki i narrator. Podczas lektury towarzyszymy jej w ostatnich szkolnych dniach przed rozpoczęciem wakacji. Poznajemy jej najlepsze przyjaciółki - bardzo cichą i skrytą Star oraz przyszłą królową Hollywood Lizzie, oraz tych, których nie cierpi, jak na przykład Okropnego Jona Watkinsa, który jako jedyny zna okropny sekret bohaterki i tylko czeka, by wyjawić go światu. Dowiadujemy się z jakimi problemami musi się ona spotykać, a także z jakich zabawnych sytuacji stara się wybrnąć. Fabuła nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na głównej bohaterce. Razem z nią poznajemy sytuacje z jakimi muszą zmagać się inni ludzie, jak chociażby jedna z jej przyjaciółek. Co ciekawe podczas lektury Em dzieli się z nami, swoimi czytelnikami kilkoma przepisami kulinarnymi, w tym na jej słynne nocne ciasto czekoladowe! :D

Tak jak wspomniałam prędzej jest to powieść zdecydowanie skierowana do młodszych nastolatek, więc jestem pewna, że tym starszym jakoś wielce nie zawróci w głowie. Ja jednak mówiłam ja sięgnęłam po nią by nadrobić zaległości, i choć pewnie kilkanaście lat prędzej byłabym nią oczarowana, teraz zdecydowanie mogę powiedzieć, że spędziłam bardzo miłe chwile w towarzystwie Emmy. Choć miejscami mnie ona trochę denerwowała (nie da się ukryć jej zachowanie czasem było mocno dziecinne), dalej bardzo ją polubiłam. Jeśli chodzi o sposób, w jaki Nie da rad bez czekolady została napisana to jest on bardzo prosty i nie wymagający. Nie ma w niej zbyt wielu rozbudowanych opisów przez co idealnie nada się dla młodszych czytelniczek. 

Podsumowując jeśli jeszcze tak jak ja nie zapoznaliście się z tą książką, mimo iż dawno temu chcieliście to zrobić myślę, że nie pożałujecie. Jeśli jednak dopiero teraz ją poznaliście a jesteście w wieku 16+ myślę, że nie warto tracić na nią czasu. Ja sama spędziłam z nią miłe chwile, jednak już wiem, że na pewno do niej nie wrócę. Cieszę się jednak, że w końcu udało mi się zapoznać z Emmą i jej życiem.

niedziela, 23 sierpnia 2015

[3] Niedzielny przegląd muzyczny


Witajcie w kolejnym, trzecim już niedzielnym przeglądzie muzycznym. Powiem wam, że tworząc tą serię, nie spodziewałam się, że wzbudzi ona takie zainteresowanie. Bardzo mnie ten fakt cieszy - muzyka znaczy dla mnie bardzo dużo, sama uwielbiam odkrywać nowe utwory i coraz to nowszych wykonawców (szczególnie tych, którzy dla większości są nieznani i dopiero zaczynają swoją karierę). Cieszę się więc, że wśród was również są takie osoby. 



Jeśli chodzi o nowości, z którymi mieliśmy styczność w przeciągu tego tygodnia koniecznie muszę wam powiedzieć o nowym utworze Lany Del Rey z jej nadchodzącej płyty. Mowa o utworze Terrence Loves You. Kawałek ukazał się w sieci dokładnie dwa dni temu, a jego klimat idealnie pasuje do tego, z którym mogliśmy zapoznać się z ostatnią nowością wokalistki - High By The Beach. Terrence Loves You jest jednak zdecydowanie wolniejszy, tym samym idealnie odzwierciedla charakter wszystkich utworów Lany Del Rey. Jest to kolejna ciekawa propozycja, która zagości na nowym krążku amerykanki.





A jeśli mowa już o nowym, trzecim już albumie wokalistki, ostatnio z jej Facebook'owego fanpage'a mogliśmy dowiedzieć się, iż premiera Honeymoon zaplanowana jest na 18 września bieżącego roku. Obok prezentuję wam jego okładkę - moim zdaniem idealnie odzwierciedla ona tytuł krążka. Sama czekam na niego z wielką niecierpliwością, gdyż jak już wspomniałam w poprzednim niedzielnym przeglądzie muzycznym, patrząc na High By The Beach oraz teraz już na Terrence Loves You szykuje się nam tu coś niezwykle ciekawego.



Kojarzycie aktorkę Hailee Steinfeld? Mogliśmy podziwiać ją między innymi w filmie Pitch Perfect 2 (recenzja - klik) czy w Zacznijmy od nowa (recenzja - klik), gdzie grała u boku Marka Ruffalo oraz Keiry Knightley. Otóż jakieś dwa tygodnie temu Hailee wypuściła swój pierwszy singiel - Love Myself, a 14 sierpnia pojawił się teledysk to tegoż utworu. Powiem wam, że podczas oglądania Pitch Perfect 2, gdzie mogliśmy zapoznać się już ze zdolnościami wokalnymi aktorki, myślałam sobie, że to tylko kwestia czasu, kiedy wyda ona swój pierwszy singiel, gdyż głos ma na na prawdę bardzo ciekawy. No i proszę :D Love Myself od razu wpada w ucho i przynosi ze sobą wielką dawkę pozytywnej energii. Skoro tak prezentuje się pierwszy singiel aktorki z niecierpliwością czekam na jej dalsze muzyczne propozycje.



A teraz przechodząc już do pozostałych utworów, które chciałabym wam w tym tygodniu zaprezentować, dzisiaj zdecydowanie królują piosenki, które swoją premierę miały już kilka lat temu, a oczywiście ja, jak to ja, dowiedziałam się o nich dopiero niedawno :) Tak więc do wszystkich tych, którzy myślą, że są zacofani z muzycznymi nowościami - nie martwcie się , jest nas więcej niż myślicie :D


Najpierw wyżej wspomniana już Hailee Stainfeld i jej Love Myself. Powiem wam, że podczas pisania do was o tym utworze, aby lepiej wczuć się w to co piszę postanowiła jeszcze raz go posłuchać... niestety na jednym razie się nie skończyło. :) Jest to niezwykle radosna i pełna optymizmu piosenka, która nakłania do tańczenia (dosłownie) nawet takiego wielkiego przeciwnika tańca jak ja :D Jak to kiedyś ktoś powiedział - aż chce się przy niej tupać nóżką. Tak więc, jeśli potrzebujecie wielkiego zastrzyka pozytywnej energii koniecznie sięgnijcie po Love Yourself!


Dalej mamy jeden z najlepszych zespołów rockowych - Muse i ich cudowne i chwytające za serce Big Freeze. Do tej pory nie wiem, jak jak mogłam dopiero teraz trafić na tą piosenkę. Chciałabym opisać wam wszystkie szczegóły,dlaczego ta piosenka tak bardzo mi się spodobała, jednakże nie znajduję odpowiednich słów, myślę więc, że najlepiej po prostu będzie jeśli powiem tylko, że to dzięki tej wspaniałej i wzruszającej za razem muzyce oraz uwielbianemu przeze mnie, oryginalnemu i po prostu wspaniałemu głosowi wokalisty Muse - Matthew Bellamy. Myślę, że nic więcej nie muszę dodawać - jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z tym utworem, koniecznie musicie nadrobić zaległości! (taka mała rada - jeśli słuchacie ten utwór pierwszy raz, koniecznie zróbcie to przy pomocy słuchawek ;) ).



Kolejny utwór również pochodzi od Muse (tak, ostatnio bardzo zaprzyjaźniłam się z ich płytą The 2nd Law, z której pochodzą obydwa kawałki), a jest to Liquid State. Za każdym razem, gdy poznaję jakiś nowy utwór tych Brytyjczyków jestem czymś zaskakiwana. Nie inaczej było i tym razem. W przeciwieństwie do większości utworów, które śpiewane są przez Matthew Bellamy, tutaj możemy zapoznać się z ostrą propozycją w wykonaniu basisty Christopera Wolstenholme'a. Po prostu cudo! Prezentuję wam powyżej wersję z jednego z koncertów, byście w pełni mogli poczuć magię tego utworu.


A teraz troszeczkę zwolnimy i zmienimy klimat. Choć nie jestem wielka fanką muzyki elektronicznej i klubowej, zdarzają się takie utwory, które na długo zapadają mi w pamięci. Ciekawy wydaje się tu być kawałek brytyjskiej grupy muzycznej Rudimental Rumour Mill. Kto słyszał już kilka utworów tej grupy na pewno rozpozna tu ich charakterystyczne brzmienie. Jeśli chodzi o wokal możemy poznać tu dwa ciekawe głosy dwóch brytyjskich wokalistów - Willa Heard'a oraz Anne-Marie. To właśnie one przykuły moją uwagę i sprawiły, że z pewnością zostanę przy tej piosence na dłużej. Warto zwrócić również uwagę na fantastyczny i klimatyczny teledysk - dla mnie idealny.


Dalej wyżej wspomniana już Lana Del Rey z utworem Terrence Loves You.


Kolejna propozycja pochodzi od The Weeknd, którego spora część może kojarzyć z jednej z piosenek znajdujących się na soundtracku do filmu Pięćdziesiąt twarzy Greya (recenzja - klik). Can't Feel My Face różni się jednak od tamtego utworu. Moją uwagę przykuła tu fantastyczny linia basowa, która towarzyszy nam podczas słuchania całego utworu. Dodatkowo zainteresował mnie ciekawy głos wykonawcy, przez co z pewnością bardziej zapoznam się z innymi jego utworami.


Ostatni utwór, który chcę wam dzisiaj przedstawić to połączenie muzyki elektronicznej w wykonaniu Zedda oraz cudownego głosu Sydney Sieroty z zespołu Echosmith (więcej o zespole - klik). Wykonali oni kawał dobrej roboty tworząc taką wspaniałą piosenkę jaką jest Illusion

I jak zawsze na koniec pytam się, czego wy słuchaliście na przestrzeni minionego tygodnia? Może były to któreś z prezentowanych przeze mnie kawałków? A może zupełnie coś innego? Dajcie znać w komentarzach!

środa, 19 sierpnia 2015

The Name Book Tag


Dzięki uprzejmości Izy z bloga Isabel Czyta (klik) zostałam zaproszona do The Name Book Tag, gdzie przedstawię wam książki, które udało mi się przeczytać na każdą z literek mojego imienia :)

Na imię mam oczywiście Katherine, więc przedstawię wam dziewięć książek na każdą z literek. To co zaczynamy!

Kim jesteś, Sky? Joss Stirling (recenzja)

Niezwykle interesująca książka, gdzie połączenie lekkiego kryminału oraz paranormal romance stało się czymś idealnym. Powieścią byłam bardzo oczarowana i teraz z wielką niecierpliwością czekam, aż uda mi się zapoznać z pozostałymi pozycjami Sagi o braciach Benedictach.

After. Płomień pod moją skórą Anna Todd (recenzja)

Powieść, która wyła dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że zakocham się w niej tak bardzo i tak mocno przywiążę się, do występujących w niej postaci.


Tajemnica Emmy Thomas Brezina

Wciągająca pozycja opowiadająca historię nastoletniej Emmy, której po tragicznym wypadku idola towarzyszy jego duch, który próbuje znaleźć sposób, by znów trafić do swojego ciała. Czytałam ją dosyć dawno lecz wiążą mnie z nią miłe wspomnienia.

Hopeless Colleen Hoover (recenzja)

Obowiązkowo książka ta musiała znaleźć się pod tą literką. Kolejna wspaniała powieść, która chwyta za serce. Nie można się od niej uwolnić nawet długo po skończeniu lektury. jest to jedna z moich ulubionych książek, do której z pewnością będę wracać jeszcze nie raz.

Eleonora & Park Rainbow Rowell (recenzja)

Tu zdecydowanie nie sprawdza się przysłowie "nie oceniaj książki po okładce". Delikatna zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Choć fabuła powieści wydaje się być niezbyt interesująca, książka ma w sobie to coś, co przyciąga do niej czytelnika.



______________________________________________________________




Igrzyska śmierci Suzanne Collins (recenzja)

Chyba każdy zna już historię Katniss Everdeen - młodej dziewczyny, która by ratować życie młodszej siostry zgłosiła się do wzięcia udziału w głodowych igrzyskach. Nie dość, że sama książka jest niesamowita i dosłownie każdy powinien ją przeczytać, to dodatkowo posiada najlepszą ekranizację jaką w życiu widziałam.

Nostalgia anioła Alice Sebold (recenzja)

Kolejna powieść, którą mogłabym czytać na okrągło. Prezentuje niezwykle wzruszającą historię, a do jej napisania autorkę zainspirowały wydarzenia z własnego życia. To jedna z tych pozycji, które każdy powinien znać.



______________________________________________________________




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

[57] Jak Cię wykraść, Phoenix?

Autor: Joss Stirling
Tytuł oryginału: Stealing Phoenix
Cykl: Saga o braciach Benedictach
Tom: 2
Ilość stron: 331 stron
Wydawnictwo: Akapit Press
Ocena: 9/10

Phoenix należy do gangu złodziei o paranormalnych zdolnościach. Zadaniem Phoenix jest okraść Yvesa Benedicta, zdolnego studenta ze Stanów, który przyjechał na konferencję młodych naukowców do Londynu. Niespodziewanie okazuje się, że Yves i Phoenix łączy coś znacznie więcej. 
Przeszłość Phoenix należy do gangu...

Czy Phoenix ocali ukochanego chłopca...
oraz siebie samą?

Po śmierci ukochanej matki Phoenix musi radzić sobie sama w trudnym świecie Wspólnoty sawantów (ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach), w którym się wychowała. Nie wyobraża sobie, jak inaczej mogłoby wyglądać jej życie. To, które znała od urodzenia opierało się na przemocy, kradzieżach, posłuszeństwu wobec potężnego Widzącego oraz robieniu tego, co jej nakazano. Nie wie, że sawanci mogą normalnie żyć pośród innych zwykłych ludzi i przede wszystkim żyć zgodnie z prawem. Pewnego dnia Phoenix dostaje kolejne zlecenie, tym razem wyróżnia się ono na tle innych - ma okraść konkretną osobę, a dokładniej rzecz ujmując amerykańskiego studenta nauk o Ziemi Yvesa Benedicta. Gdy jednak to, co miało wydawać się kolejną zwykłą kradzieżą wymyka się bohaterce spod kontroli i dowiaduje się, że chłopak również jest sawantem, a także jej Przeznaczonym, o którym śniła przez tyle lat, wie, że już nic nie będzie takie samo...

"Przeznaczeni nie mogą być dla sienie źli, bo się dopełniają. Kiedy nie są razem, nie są kompletni."

Jak cię wykraść, Phoenix? to kontynuacja Sagi o braciach Benedictach, gdzie główną bohaterką oraz narratorką całej historii jest tytułowa Phoenix. Z malowniczego górskiego miasteczka Wrickenridge w Stanach przenosimy się do głośnego Londynu. Tym razem poznajemy sawantów od tej złej strony. Za pośrednictwem bohaterki dowiadujemy się o tajnych organizacjach sawantów, które postanowiły wykorzystać swoje nadprzyrodzone zdolności do zaspokajania własnych wybujałych potrzeb, szerząc tym samym zło i działając wbrew przepisom prawa. Można nawet powiedzieć, że Wspólnota, do której należy Phee jest pewnego rodzaju sektą, której przewodniczy Widzący i która nie dba o dobro jej członków. Każdy z nich musi radzić sobie sam, a wszystko co "zdobędzie" musi oddać swojemu przywódcy. Autorka wpadła na naprawdę ciekawy pomysł tworząc tą wrogą sieć sawantów, a w dodatku bardzo dobrze ją wykreowała. Jako siedzibę dla Wspólnoty wybrała obskurny, znajdujący się z dala od centrum budynek, co dodatkowo nadało całemu motywowi fantastycznego dreszczyku.

Nie obyło się tu bez wątku miłosnego, który połączył ze sobą Phee oraz Yvesa. Z pozoru całkowicie różniąca się od siebie para, okazała się być swoim idealnym dopełnieniem. Podczas rozwijającej się fabuły obserwujemy, jak podąża dalej rodząca się pomiędzy bohaterami miłość i przed jakimi wyborami muszą stanąć, aby być ze sobą. Bardzo spodobała mi się postać silnej, niezależnej oraz pełnej apatii i niezwykle bystrej Phoenix, która mimo tego, w jakim środowisku dorastała starała się w jakiś sposób z niego wydostać. Musiała radzić sobie z faktem, iż jej matka umarła i oprócz niej nie została jej żadna rodzina i choć wiedziała, że będzie trudno doskonale sobie z tym radziła. Gdy w końcu zaczynała zdawać sobie sprawę, że jej życie już raczej nie będzie wyglądało inaczej, a historia o przeznaczonych coraz bardziej stawała się być mitem opowiadanym małym dzieciom, poznała  niesamowicie dobrego, mądrego i przystojnego Yvesa (który oczywiście od razu skradł i moje serce) dzięki czemu na nowo zaczęła wierzyć w lepsze życie. Prócz tych dobrych poznajemy tu również gro złych bohaterów. Chociażby potężny Widzący, którego obawiał się każdy członek Wspólnoty, potrafiący we właściwy sposób tak zamieszać w głowie swojego przeciwnika, by ten robił wszystko, czego sobie życzył. Prócz tego Smok potrafiący miotać przedmiotami, jak i swoimi ofiarami, Jednorożec, który jednym dotykiem potrafił postarzyć każdego nawet o dziesięć lat oraz cała szajka złych przywódców sawantów z całego świata. W Jak cię wykraść, Phoenix? nie zabrakło jednak mojej ukochanej rodziny Benedictów, która mogliśmy poznać już w pierwszej części serii oraz jej główną bohaterkę Sky. Tak więc jak sami widzicie na brak interesujących bohaterów z pewnością nie możemy tu narzekać.

"Nauczyłam się jednego: rodzina biologiczna potrafi być pułapką; tylko ta, którą sama sobie tworzysz, daje ci dom i ludzi do kochania."

Tak jak było to w przypadku Kim jesteś, Sky? Joss Stirling fantastycznie spisała się podczas tworzenia fabuły, która jest mieszanką paranormal romance oraz lekkiego kryminału. Poznajemy tu istoty paranormalne z tej, że tak to nazwę, teraźniejszej strony. Starają się oni używać swoich mocy na rzecz pomocy innym, jak i tylko i wyłącznie dla swoich własnych dóbr. To zdecydowanie wyróżnia serię stworzoną przez autorkę na tle innych tego typu powieści. Styl pisarski autorki jest bardzo interesujący - potrafi w umiejętny i bardzo ciekawy sposób przedstawić nam fabułę, jak również idealnie opisać miejsce bądź miejsca akcji nie zaśmiecając książki przy tym żadnymi zbędnymi fragmentami. To oraz fakt, że jak już wspomniałam wyżej, powieść posiada tak ogromną ilość wspaniale wykreowanych bohaterów czyni powieści Joss Stirling wyjątkowymi.

Tak więc już słowem podsumowania chciałabym wam jak najbardziej polecić Jak cię wykraść, Phoenix? gdyż jak już zdążyliście zauważyć autorka kolejny raz podbiła swoją powieścią moje serce i sprawiła, że nieodwołalnie zakochałam się w świecie sawantów. Jestem przekonana, że przyjemnie spędzicie czas w trakcie lektury tej książki. Utwór ten zawiera wszystko, co powinna posiadać dobrze napisana książka i aż żal byłoby się z nią nie zapoznać. Mam więc nadzieję, że moją recenzją choć trochę zachęciłam was do sięgnięcia po historię Phoenix i Yvesa. Ja sama z wielką niecierpliwością czekam na moment, w którym będę mogła zapoznać się w końcu z kolejną częścią Sagi... oraz gdy będę mogła jeszcze bardziej poznać samą rodzinę Benedictów, jak i pozostałych braci.

SAGA O BRACIACH BENEDICTACH:
kim jesteś, Sky? | jak cię wykraść, Phoenix? | znajdę cię, Cristal | droga do Misty | śmiało, Angel! | summer shadows

    

niedziela, 16 sierpnia 2015

[2] Niedzielny przegląd muzyczny


Z racji tego, iż w ostatnią niedzielę nie było niedzielnego podsumowania miesiąca, w tym tygodniu nazbierało mi się troszkę więcej utworów do zaprezentowania wam. Pojawiło się również kilka ciekawych nowości, o których zdecydowanie warto wspomnieć. 

Tak więc z racji tego, iż jestem wielką fanką zespołu Hurts (post muzyczny z udziałem chłopaków - klik) na samym początku koniecznie muszę powiedzieć wam o najnowszym singlu Brytyjczyków, którym to już 9 października 2015 roku będziemy mogli cieszyć się słuchając ich najnowszej płyty Surrender. Mowa o piosence Lights, która ukazała się w środę 12 sierpnia, czyli zdecydowanie niedawno. Nie da się ukryć, że wszystkie trzy kawałki, które będą znajdowały się na Surrender zdecydowanie różnią się od poprzednich utworów Hurts - są o wiele bardziej radosne, a muzyka prezentuje sobą już inne brzmienie. W sumie nie ma się co dziwić, gdyż jak powiedział to Theo w jednym z wywiadów, że podczas tworzenia Happiness oraz Excile byli przygnębieni i smutni, a nawet można powiedzieć pogrążeni w depresji, gdyż całe ich życie w pewnym sensie przestawało ich zadowalać. Teraz, gdy odnieśli już spory sukces i w końcu odnaleźli swoją drogę są już szczęśliwi, co znowuż przenosi się na ich utwory i wiadomo, że nie będą pisać już na razi smutnych piosenek, skoro wcale się tak nie czują. I w przypadku Surrender to zdecydowanie widać. Tak więc pozostaje mi tylko czekać, by zobaczyć co chłopaki chcą przesłać nam tym razem. Tak jeszcze nawiasem mówiąc - świetna okładka singla <3

Kolejną nowością jest utwór High By The Beach, który zwiastuje nadejście nowej płyty Lany Del Rey zatytułowanej Honeymoon. Powiem wam, że patrząc na ten kawałek nowa płyta Lany zapowiada się bardzo interesująco. Jest on niezwykle hipnotyzujący, a wspaniały charakterystyczny głos piosenkarki dopełnia aury tajemniczości. Z wielką niecierpliwością czekam więc na krążek Honeymoon, którym mam nadzieję, będziemy mogli cieszyć się jeszcze w tym roku.

Przechodząc już do ciekawych utworów, które udało mi się ostatnio poznać muszę przyznać, że na mojej liście jest jeszcze kilka innych nowości. Nie obyło się również bez paru utworów z soundtrack'a Papierowych miast (recenzja - klik). 


Ciekawie prezentuje się nowy singiel od Bon Jovi - Saturday Night Give Me Sunday Morning. Jeśli chodzi o Bon Jovi to choć oczywiście znam to niestety muszę się przyznać, że z tytułów umiałabym wymienić tylko trzy kawałki (łącznie z tym prezentowanym wyżej), a szkoda. John Bon Jovi ma fantastyczny głos, który kojarzy się tylko i wyłącznie z nim i który to właśnie nadaje jego utworom tego specyficznego powera. Nie inaczej jest w przypadku Saturday Night Give Me Sunday Morning. Dla ciekawskich dodam, że piosenka ta pochodzi z planowanego na 21 sierpnia 2015 roku krążka Burning Bridges, który ma myć podziękowanie dla fanów zespołu oraz równocześnie wsparciem jesiennej trasy Bon Jovi.


Kolejny kawałek to Mountain At My Gates zespołu Foals. To kompletnie nie znana dla mnie kapela, która zwróciła na siebie moją uwagę właśnie tym kawałkiem. Z Wikipedii dowiedziałam się pochodzą oni z Wielkiej Brytanii, a dokładniej mówiąc z Oksfordu, co dodatkowo sprawia, że mam ogromną ochotę zapoznać się z ich pozostałym dorobkiem. Znacie jakieś ich kawałki, które koniecznie powinnam poznać?


Ciekawą propozycję ze swojej strony daje nam również Szwedzki piosenkarz Mans Zelmerlow, który ze swoim kawałkiem Heroes, reprezentując swoją ojczyznę wygrał tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji (parę słów na temat Eurowizji - klik). W porównaniu do HeroesShould've Gone Home jest zdecydowanie spokojniejsza, co stanowczo nie oznacza, że jest gorsza. Mans opowiada nam tutaj o niebezpiecznej grze, jaką jest okłamywanie swojego partnera, by później móc się przekonać, że jednak mimo tych wszystkich kłamstw i sporządzeniu ogromnych szkód kocha tą osobę, którą ciężko jest po czymś takim znów odzyskać. Mi piosenka jak najbardziej się spodobała, choć raczej nie jestem zwolenniczką wolniejszych kawałków.





Propozycja od Robina Schulza to bardzo ciekawa i zachęcająca do potupania nóżką aranżacja starego i lubianego kawałka Baby Bash. Sugar zdecydowanie wpada w ucho, przez co nie można zapomnieć o tej piosence. Jestem zagorzałą fanką oryginałów piosenek, a ich przeróbki raczej zawsze mi się nie podobają, jednak tutaj jest zdecydowanie inaczej. Jak najbardziej polecam. A jeśli chodzi o teledysk Sugar zdecydowanie można się przy nim pośmiać :D


Dalej Eric Prydz i jego Generate. Na co dzień gustując w rocku, alternatywie i indie lubię od czasu do czasu posłuchać jakiegoś utworu w gatunkach dance czy house, a Generate idealnie się do tego nadaje.  


Pierwszym utworem z soundtracka Papierowych miast, który zapadł mi w pamięci, gdy tylko usłyszałam go podczas oglądania filmu jest Lost It To Trying zespołu Son Lux w specjalnym filmowym miksie. Co tu więcej mówić, po prostu trzeba samemu posłuchać!


Tak samo jest z piosenką Radio zespołu Santigold. Charakteryzuje ją niezwykle interesująca i intrygująca za razem muzyka i charakterystyczny głos amerykańskiej wokalistki Santigold.


Ostatnim utworem w dzisiejszym poście jest Great Summer w wykonaniu Vance Joy. Tego australijskiego wykonawcę znam jedynie za sprawą piosenki Riptide i szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że jeszcze jakiś inny jego utwór może przypaść mi do gustu. Aż poznałam Great Summer.

Co znacie, co słuchacie i oczywiście co polecacie? Koniecznie piszcie w komentarzach!

środa, 12 sierpnia 2015

[56] Istoty ciemności

Autor: Kami Garcia & Margaret Stohl
Tytuł oryginału: Beautiful Darkness
Cykl: Kroniki obdarzonych
Tom: 2
Ilość stron: 483 strony
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Ocena: 8/10

Kiedyś wierzyłem, że nasze miasteczko - zagubione gdzieś w Karolinie Południowej i tkwiące na błotnistym dnie doliny rzeki Santee - jest totalnym końcem świata. Miejscem, w którym nigdy nic się nie dzieje i nic nigdy się nie zmieni.

Ethan nie mógł się bardziej mylić. Dopiero Lena pokazała mu inne oblicze Gatlin, mroczny świat jest głęboko schowany pod omszałymi dębami i popękanymi chodnikami. Gatlin , w którym od pokoleń nad rodziną dziewczyny ciążyła klątwa. Gatlin, w którym działy się niemożliwe i magiczne rzeczy. 

Ethan i Lena mogą przeciwstawić się złu czającemu się w zakamarkach miasta. Ale dziewczyna po śmierci wuja odsuwa się od Ethana. Dlaczego? Co się takiego wydarzyło? Chłopak nie może się z tym pogodzić. Z resztą dla niego jest już za późno. Teraz, kiedy poznał mroczną stronę Gatlin, nie ma już odwrotu. W podziemnych tunelach, które ciągną się w nieskończoność, nic nie jest tym, na co wygląda.

Śmierć Macona Ravenwooda sprawiła, że życie Ethana już nigdy nie będzie takie same. Choć chłopak nie był z nim związany aż tak bardzo, jak jego dziewczyna i siostrzenica Macona - Lena Duchannes, to i tak chłopa odczuwa ogromną stratę i smutek. Stara się jednak żyć dalej, tak jak życzyłby sobie tego Macon. Jednakże Lenie nie przychodzi to tak łatwo. Jej wujek był jedyną istotą, która potrafiła ją w pełni zrozumieć i która kochała ją ponad wszystko, nie ważne jaką decyzję by podjęła. Choć dziewczyna wydaje się być twarda, w środku jednak skrywa delikatną duszyczkę, która nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią ukochanej osoby. Dodatkowo fakt, iż jej matka Sarafine może w każdej chwili wrócić, by wywołać siedemnasty księżyc i zmusić ją do wybrania tej złej, mrocznej i ciemnej strony nie poprawia całej sytuacji. Dziewczyna z dnia na dzień zaczyna się odsuwać od Ethana, a ten nie wie, co zrobić, by zachować ją przy sobie. Zaczyna myśleć, że może Lenie rzeczywiście byłoby lepiej bez niego. Tak więc, gdy Ethan poznaje Liv, która przyjechała z Wielkiej Brytanii, by jak się później okazało szkolić się na strażnika, jak jego matka i ciotka nic dziwnego, że zwraca na nią uwagę. Pomiędzy nimi zaczyna rozwijać się przyjaźń, która z czasem przeradzała się w coś poważniejszego. Gdy jednak Ethan widzi, że Lena zaczęła zadawać się ze swoją kuzynką Ridley - Istotą Ciemności oraz podejrzanym i przystojnym inkubem o oczach Istoty Światła postanawia zawalczyć o swoją ukochaną i znaleźć sposób, by znój przywrócić ją na właściwą stronę.

Istoty ciemności to druga powieść z serii Kronik Obdarzonych. W czasie rozwijającej się akcji Ethan stara się odzyskać swoją ukochaną, która coraz bardziej zmienia się w Istotę Ciemności, zamiast zostać na stronie światła. Razem z bohaterem, który tak jak to było w Pięknych istotach jest jednocześnie narratorem całej powieści, jeszcze bardziej zagłębiamy się w mroczny świat Obdarzonych i poznajemy coraz to mroczniejsze jego zakamarki. Tym razem jednak Ethanowi towarzyszy dwójka jego przyjaciół, którzy mimo ochrony chłopaka zostają wciągnięci w ten niebezpieczny świat. Mam tu na myśli Linka, którego to mogliśmy poznać już na kartkach Pięknych istot i śliczną i pewną siebie Brytyjkę Liv.
Sama historia, którą możemy poznać czytając Istoty ciemności od samego początku wciąga i zapiera dech w piersiach. W porównaniu z pierwszą częścią serii znajdziemy tu więcej mrocznych i wciągających sekretów. Coraz bardziej zagłębiamy się w tak dobrze znany Lenie świat, który dla zwykłego śmiertelnika nigdy nie stanie otworem. Razem z bohaterami przeżywamy wiele niebezpiecznych przygód. Tak więc jeśli chodzi o samą fabułę autorki powieści zdecydowanie zasłużyły sobie na dużego plusa!

Tak jak było to w przypadku pierwszej części i tutaj bardzo przypadli mi do gustu bohaterowie, których możemy spotkać podczas lektury. Moim faworytem jednak jest tutaj główny bohater - Ethan Wate. Bardzo jednak spodobała mi się postać Liv, do czego w głównej mierze przyczyniło się to, że pochodzi z Wielkiej Brytanii. A więc bohaterowie - kolejny plus.

Podczas lektury moją uwagę bardzo przykuły liczne opisy miejsc. Autorki bardzo się tu postarały. Każde miejsce było tak doskonale przedstawione, że podczas czytania czułam się jakbym sama znajdowała się w tym miejscu i przeżywała to, co bohaterowie. Szczególnie zapadł mi w pamięci moment, gdzie podczas jednego z festynów w Gatlin z ciast zaczęły wychodzić owady. Autorki idealnie oddały dramatyzm całej sytuacji i idealnie zaprezentowały nam reakcje na całe zdarzenie osób, które się tam znajdowały. Podobał mi się również opis mrocznych podziemi w bibliotece obdarzonych. Choć książkę czytałam już kilkanaście dni temu nadal czuję się, jakbym zapoznała się z tym opisem przed chwilą. Zdecydowanie zapada w pamięć.

Podsumowując Istoty ciemności to świetna lektura, która jeszcze bardziej ciągnie nas do zapoznania się z tajemniczym światem Obdarzonych. Autorki powieści odwaliły kawał dobrej roboty pisząc tą powieść - sama nic bym w niej nie zmieniła. Posiada wiele interesujących bohaterów, i choć każdy jest inny i zdecydowanie się wyróżnia wszyscy się doskonale uzupełniają i sprawiają, że powieść staje się jeszcze bardziej interesująca i wciągająca. Podczas lektury udamy się do zupełnie innego świata by przeżyć tak wiele wspaniałych jak i mrożących krew w żyłach chwil. Tak więc jeśli tak jak ja lubicie od czasu do czasu sięgnąć po pozycję paranormal romance zdecydowanie polecam wam Kroniki Obdarzonych.

KRONIKI OBDARZONYCH:
piękne istoty | istoty ciemności | istoty chaosu | beautiful redemption

wtorek, 11 sierpnia 2015

Pierwsze urodziny bloga + Wymiana Urodzinowa

I oto nadszedł ten wielki dzień, kiedy to w końcu, razem z wami, mogę świętować pierwsze urodziny mojego bloga! Jestem osobą, która bardzo szybko się nudzi i zazwyczaj w krótkim czasie porzucam to, co zaczęłam. Szczerze mówiąc sądziłam, że tak samo będzie z tym blogiem, a tu proszę minął pierwszy rok! :D Pewnie będę mało oryginalna mówiąc, że to wszystko nie udałoby się, gdyby nie wy, moi czytelnicy. Ale cóż, taka jest prawda, bo to wy zachęcaliście mnie do dalszej pracy. I choć przyznaję, że często nie było łatwo i kusiło mnie bardzo, aby porzucić bloga, dzięki wam - temu, że czytacie to co piszę, komentujecie  i wspieracie tyloma miłymi słowami - udało mi się nie zrezygnować z choć jednej rzeczy! Czyli w tym momencie mamy już dwie okazje do świętowania :D

Aż nie chce mi się wierzyć, że jest tu was ze mną aż tyle! Na dzień dzisiejszy blog posiada 257 obserwatorów, a liczba wyświetleń przekroczyła 30 tysięcy! Nie sądziłam, że jestem w stanie coś takiego osiągnąć.

Ten blog to nie tylko miejsce, gdzie każdego dnia uczę się pisać dla was coraz to lepsze recenzje. Przez ten rok bardzo udało mi się rozwinąć swoje umiejętności graficzne (dzięki, grafikom, które mam nadzieję, że wam się podobają :D ), nauczyłam się również systematyczności (choć muszę przyznać, że czasem jeszcze zdarzają mi się chwile lenistwa :P ), przeczytałam wiele wspaniałych książek i obejrzałam tyle samo zapierających dech w piersiach filmów. Dzięki prowadzeniu postów muzycznych poznałam wiele cudownych zespołów i wokalistów, a każdego dnia odkrywam to coraz to nowsze gatunki. I choć życie blogera często bywa trudne i jest pełne przeszkód teraz wiem, że nigdy bym z niego nie zrezygnowała. To wspaniałe zajęcie, które przynosi wiele frajdy i satysfakcji. Dzięki niemu możemy doskonalić się każdego dnia.

Nie spocznę jednak na laurach i będę się jeszcze bardziej dla was starać, abyście mogli spędzić tu miłe chwile. Mam nadzieję, że już za rok będziemy mogli obchodzić razem kolejne urodziny bloga! Tak więc jeszcze raz wam wszystkim z całego serca dziękuję i wiedzcie, że jesteście najlepszymi czytelnikami, jakich może sobie wyobrazić bloger.


Z okazji tych pierwszych urodzin bloga postanowiłam zorganizować dla was wymianę! Dzięki temu każdy będzie mógł dostać prezent i poczuć się, jakby to on obchodził urodziny :3 Myślę, że jest to lepsze rozwiązanie niż konkurs, gdzie mogłabym obdarować tylko jedną osobę. Mam nadzieję, że spodoba wam się taki pomysł i że chętnie weźmiecie udział w zabawie.

Postanowiłam nie wymyślać jakiegoś konkretnego motywu przewodniego wymiany, aby was nie ograniczać. Warunkiem jednak jest, aby w paczce wymiankowej znalazła się minimum jedna książka (jeśli chcecie możecie zdecydować się na więcej, ale jedna pozycja to minimum), zakładka do książki, a z racji tego iż większość moich czytelników jest płci żeńskiej postanowiłam dodać mały akcent, który myślę, że spodoba się każdej z was - lakier do paznokci (no bo która z nas nie lubi pomalować sobie pazurków, a już zwłaszcza w okresie letnim). Jest to wymiana urodzinowa, więc każda paczuszka musi być ładnie zapakowana - wystarczy jeśli owiniecie książkę w ładny papier albo ozdobicie śliczną wstążką (tu liczę na waszą kreatywność :D ). Na koniec jeszcze dorzućcie krótki liścik bądź kartkę z informacją dla osoby, którą obdarowujecie, że paczuszka jest od was (podpiszcie się swoim blogowym pseudonimem i dopiszcie adres swojego bloga). Jeśli chcecie do paczuszki możecie dorzucić jeszcze coś, ale te wyżej wymienione należą już do obowiązkowych.  

Po wysłaniu przez was do mnie formularzy zgłoszeniowych urządzę losowanie i poinformuję was drogą mailową o osobie, dla której taki prezencik zorganizujecie. Wy jednak nie będziecie wiedzieć, kto zrobi taką paczkę dla was - dowiecie się dopiero po otrzymaniu ów przesyłki. Dodatkowo proszę was, abyście po otrzymaniu paczuszki zrobili jej zdjęcie, bym mogła przedstawić na blogu fotorelację z wymiany!

Tak więc, aby wziąć udział w organizowanej przeze mnie wymianie należy zgłosić się w komentarzu pod tym postem oraz wypełnić poniższy formularz zgłoszeniowy i wysłać go na adres mailowy kasia9502@wp.pl wpisując w temacie wiadomości Wymiana urodzinowa - ..... (w miejscu kropek należy podać nick, z pod którego zgłaszacie się w tym poście).

FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY:
1. Imię i nazwisko.
2. Adres korespondencyjny.
3. Co czytasz? Napisz, jakie gatunki należą do twoich ulubionych, po jakich autorów najchętniej sięgasz, a czego nienawidzisz. Podaj tytuły 5 książek, na których najbardziej ci zależy. Chodzi o to, aby osoba, która przygotuje dla ciebie wymiankową paczkę wiedziała, jaką książkę ma ci sprezentować. Napisz wszystko, co według ciebie pomoże takiej osobie w doborze lektury.
4. Jakie kolory lakierów do paznokci preferujesz, a jakich nigdy nie używasz. Możesz podać również swoją ulubioną firmę i taką, której nie cierpisz.
5. Podaj link do swojego bloga, oraz link do twojej biblioteczki na portalu lubimyczytac.pl jeśli posiadasz.
6. Dodatkowo możesz napisać parę słów od siebie, określić swój wiek oraz to jaką osobą jesteś. 
7. Wyrażam zgodę na przesłanie mojego adresu osobie, która przygotuje dla mnie paczkę. (Ta informacja jest tylko dla mnie)

Pamiętajcie, aby dokładnie przemyśleć to, czy chcecie wziąć udział w organizowanej przeze mnie wymianie. Gdy już zgłosicie się w poniższym komentarzu nie będzie odwrotu. 
Proszę również, aby każdy traktował tą zabawę poważnie i nie robił czegoś w stylu "ja paczkę dostanę, ale swojej nie zrobię". Mamy się przy tym dobrze bawić. Jeśli jednak znajdą się takie osoby niech wiedzą, że w przypadku organizowania przeze mnie innych konkursów czy wymianek będą one miały dożywotni zakaz brania w nich udziału. 

Bardzo proszę dodatkowo, aby nie przesyłać formularza zgłoszeniowego w formie załącznika. Ma znaleźć się on w treści maila.

REGULAMIN:
1. Organizatorką wymiany jestem ja, Katherine Parker - właścicielka bloga About Katherine
2. W zabawie udział mogą wziąć jedynie osoby posiadające bloga - blogów, które stworzone zostały tylko na potrzeby brania udziałów w konkursach, rozdaniach i wymianach nie biorę pod uwagę.
3. Bawimy się tylko i wyłącznie na terenie Polski.
4. Przesyłka musi zostać wysłana z potwierdzeniem nadania i na koszt własny.
5. Po wysłaniu przesyłki osoba musi wysłać do mnie maila (kasia9502@wp.pl) z informacją, że paczka została wysłana i przesłać zdjęcie bądź skan potwierdzenia nadania.
6. Gdy otrzymacie już swoje paczki informujecie mnie o tym i przesyłacie zdjęcie.
7. W paczce musi znaleźć się:
- minimum jedna książka (nowa lub z naszej biblioteczki - musi być jednak w stanie bardzo dobrym, ma być taka, jaką wy sami chcielibyście otrzymać)
- minimum jeden lakier do paznokci
- zakładka do książki
- list z informacją o tym, że to my przygotowaliśmy paczkę
- inne dodatkowe rzeczy, które przyjdą wam do głowy
Całość ma być ładnie zapakowana (osoba, którą obdarowujemy ma poczuć się tak, jakby to ona obchodziła urodziny).
8. Zgłaszając się do wzięcia udziału w zabawie akceptujecie powyższy regulamin oraz zasady.
9. Organizatorka ma prawo do zmiany regulaminu w każdej chwili, musi jednak poinformować czytelników boga o zmianach.
10. Aby zabawa się odbyła musi zgłosić się minimum sześć osób.

Terminarz wymiany:
11.08.15 - 25.08.15 zgłaszanie się chętnych do wymiany
27.08.15 poinformowanie drogą mailową o osobie, dla której przygotowujemy paczkę
17.09.15 do tego dnia należy wysłać przygotowaną przez nas przesyłkę
24.09.15 fotorelacja z wymiany urodzinowej 

W razie jakichkolwiek pytań śmiało piszcie w komentarzach czy na maila. Postaram się wam wszystko dokładnie wytłumaczyć :3

Byłoby mi miło gdybyście udostępnili informację o wymianie urodzinowej na swoich blogach i fanpage'ach. Nie jest to konieczne, jednakże sprawi mi ogromną przyjemność. W tym celu możecie użyć poniższego baneru.


baner - wymiana urodzinowa

sobota, 8 sierpnia 2015

[39] FILMOWO: Papierowe miasta

Tytuł oryginału: Paper Towns

Reżyseria: Jake Schreier

Scenariusz: Scott Neustadter, Michael H. Weber

Na podstawie: John Green "Papierowe miasta"

Gatunek: Romans

Czas trwania: 2 godz.

Premiera: 31 lipca 2015 (Polska), 18 czerwca 2015 (świat)

Produkcja: USA

Obsada: Nat Wolff, Cara Delevinge, Austin Abrams, Justice Smith, Halston Sage, Jaz Sinclair

Ocena: 10/10

Klikając w okładkę filmu zostaniesz przeniesiony do jego zwiastuna na youtube.com


Quentin Jacobsen od najmłodszych lat podkochuje się w swojej sąsiadce Margo. Kiedy będąc jeszcze dzieckiem dziewczyna przeprowadziła się na ulicę chłopaka, spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Z czasem jednak żądza przygód Margo oraz ostrożność Quentina odsunęły ich od siebie. Nie odzywali się do siebie przez kolejne kilkanaście lat. Gdy więc pewnego wieczoru, kilka dni przed zakończeniem szkoły, Margo zjawia się w oknie Q i prosi go o podwiezienie jej w parę miejsc, chłopak nie kryje zaskoczenia. Postanawia jednak pomóc dziewczynie, by wkrótce uczestniczyć w szalonym planie zemsty Margo Roth Spiegelman. Gdy noc pełna przygód mija końca, a Quentin ma nadzieję, że następny dzień będzie o niebo lepszy, wszystko zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni.


Przez następne kilka dni dziewczyna nie przychodzi do szkoły, a jedyną osobą, która martwi się o Margo jest Quentin. Postanawia poszukać wskazówek, które nakierowałyby go na ślad sąsiadki, a gdy już podejrzewa, że wie, gdzie może ją znaleźć, razem ze swoimi przyjaciółmi wyrusza w podróż, by sprowadzić ją do domu.

Papierowe miasta to jeden z filmów, na który czekałam z wielką niecierpliwością. Miałam nadzieję, że twórcy filmu zaprezentują nam coś takiego, co doskonale odzwierciedli nastrój oraz niepowtarzalny klimat powieści Johna Greena. Teraz z wielką radością mogę powiedzieć, że Papierowe miasta to kawał na prawdę świetnej ekranizacji, która na długo zapada w pamięci.


W głównego bohatera całej tej historii wcielił się Nat Wolff, którego mogliśmy poznać już w ekranizacji powieści Gwiazd naszych wina (recenzja książki - klik, recenzja filmu - klik). Z początku, gdy się o tym dowiedziałam nie za bardzo spodobał mi się ten pomysł. Inaczej wyobrażałam sobie osobę Quentina i obawiałam się, że Nat nie sprosta moim oczekiwaniom. Gdy tylko jednak zobaczyłam pierwsze sceny filmu wiedziałam już, że idealnie nadaje się jednak do tej roli. Wspaniale zaprezentował nam Q, który z nieśmiałego chłopaka staje się pewnym siebie i rządnym przygód chłopakiem. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś inny mógł to zrobić lepiej. 


Tak samo było w przypadku postaci Bena oraz Radara - dwóch najlepszych przyjaciół Quentina. Czułam lekki niepokój w stosunku do Justice Smith'a wcielającego się w Radara jednak i tym razem moje obawy były zbędne. Jeśli już mowa o Radarze to bardzo się cieszę, że nie zabrakło tutaj słynnych czarnoskórych Mikołajów. Czytając o tym ubawiłam się do łez, a zobaczenie tego na własne oczy było po prostu bezcenne :D Ciesze się, że twórcy filmu tego nie pominęli. 

Jeśli już mowa o zabawnych momentach nie zabrakło sceny z autem, puszkami, Benem i jego pełnym pęcherzem. To było po prostu mistrzowskie. Już dawno nie śmiałam się aż tak mocno oglądając jakiś film. Wszystko wyszło po prostu fantastycznie. 


Jeśli chodzi po podobieństwo filmu do książki nie potrafię powiedzieć czy czegoś zabrakło, albo coś zostało zmienione. Powieść czytałam już dosyć dawno, jednak wydaje mi się, że większych różnic nie było, co jak dla mnie jest ogromnym plusem. 

Warto wspomnieć również o fantastycznej ścieżce dźwiękowej, którą możemy poznać oglądając film. Znalazłam tam kilka interesujących utworów, które już od pierwszych dźwięków zwróciły na siebie moją uwagę. Wszystko idealnie pasowało do prezentowanej w filmie historii, przez co wszystko jeszcze bardziej ogromnie zyskało na wartości.
Ciekawym przypadkiem było to, że w Papierowych miastach mogliśmy spotkać również Ansela Elgorta, który wcielił się w postać Gusa w ekranizacji Gwiazd naszych wina. Co prawda nie mogliśmy cieszyć się nim zbyt długo, a postać, którą grał nie wnosiła nic do fabuły, jednakże sam fakt, iż choć chwilę możemy nacieszyć nim oczy jest interesujący.


Podsumowując ekranizacja Papierowych miast to kawał fantastycznego i świetnie stworzonego filmu. Wszystko ze sobą doskonale współgra, a usunięcie choćby najdrobniejszego elementu sprawiłoby, że wszystko by się rozsypało. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych ekranizacji, którą ostatnio miałam przyjemność oglądać. Śmiało można postawić ją chociażby koło Igrzysk śmierci oraz Harryego Pottera. Ja do tej pory jestem filmem niemożliwie oczarowana i jestem pewna, że tak samo będzie i w waszym przypadku. Z wielką niecierpliwością czekam na moment, gdy będę mogła znów nacieszyć się tą wspaniałą historią, gdyż wiem, że oczaruje mnie tak samo jak za pierwszym razem. Mówiąc krótko: koniecznie musicie zapoznać się z ekranizacją Papierowych miast
Copyright © 2014 About Katherine
Designed By Blokotek